Adeste

Adeste jest za darmo i bez reklam
Utrzymują nas tacy czytelnicy jak Ty.

Wesprzyj

Czy atomy potrafią myśleć?

magazine cover

pixabay.com

Z jednej strony trudno wyobrazić sobie, jak z cząstek rozrzuconych przez Wielki Wybuch na miliardy kilometrów mogły powstać istoty myślące. Jeśli jednak na sprawę popatrzymy z innej perspektywy – myślimy za pomocą układu nerwowego, głównie mózgu. A on składa się przecież z tkanek, białek, cząsteczek i pojedynczych atomów. Zadajemy więc pytanie: czy nasze istnienie może zostać sprowadzone do sumy błahych przypadków i elektrycznych impulsów? Na pomoc w rozwiązaniu tej zagadki nieoczekiwanie może przyjść matematyka…

Nad kwestią umysłu zaczęto rozmyślać już w starożytnej Grecji. I tak oto Platon stał się jednym z pierwszych filozofów optujących za istnieniem nieśmiertelnej duszy. Duszę miał rzecz jasna za doskonalszą od ciała, opisywał ją nawet jako uwięzioną w ciele, oczekującą na wyzwolenie. Poglądu o istnieniu duszy nie zanegował Arystoteles, lecz postrzegał to pojęcie nieco inaczej. Była dla niego elementem ożywiającym, właściwym zwierzętom, roślinom i ludziom. Tym ostatnim przyznawał najwyższą jej formę – rozum, odpowiedzialny za samoświadomość i zdolność logicznego myślenia.

Sporu ciąg dalszy

Kolejne stulecie przyniosło Platonowi godnego oponenta w postaci Epikura. Za Demokrytem zarówno ciało, jak i umysł pojmował on jako przemijające, zbudowane tylko i wyłącznie z atomów. Co ciekawe, Epikurowi udało się uniknąć popadania w determinizm. Jest to pogląd głoszący, że wolna wola nie istnieje, a wszystkie wydarzenia, które mają miejsce w świecie, są efektem jakichś wcześniejszych wydarzeń, te znowu jeszcze wcześniejszych i tak dalej. Najczęściej jest on logicznym skutkiem przyjęcia materializmu. Dlatego też kontynuatorzy myśli Epikura najczęściej odrzucali istnienie wolnej woli. Człowieka porównywali na przykład do maszyny, która właściwie nie ma wpływu na to, co robi. Psychoanaliza widziała go jako zdeterminowanego przez przeszłość i społeczeństwo, a czynności psychiczne brała za efekt zmian poziomów pewnych substancji w mózgu.

Oponenci przyjmowali przeróżne, niekiedy zabawne wręcz, strategie argumentacji. Tak na przykład sławny Descartes, Kartezjuszem zwany, próbował pogodzić mechanicyzm swojej epoki z wiarą w chrześcijańskiego Boga. Ludzie – przyznawał – stworzeni zostali jako jedność duszy i ciała, ale te dwie części muszą być w jakiś sposób ze sobą połączone, jeżeli mają na siebie oddziaływać. Kartezjusz przekonywał zatem, że ten punkt łączący ducha z materią znajduje się w niewielkim ludzkim organie – szyszynce. Ten organ miał bowiem, jego zdaniem, odgrywać decydującą rolę w procesach poznawczych, w zapamiętywaniu i wyobrażaniu sobie rzeczy. Przypuszczenia te okazały się jednak fałszywe, nie tylko z punktu widzenia nauki współczesnej, ale nawet tej, którą uznawano w czasach tworzenia tej teorii.

Konstruktywnych wniosków brak

Błędu Kartezjusza pragnął uniknąć irlandzki biskup Kościoła anglikańskiego, George Berkeley. Aby obejść kłopotliwe zagadnienie, w jaki sposób niematerialny umysł miałby oddziaływać na jak najbardziej materialny mózg, postawił odważną tezę. Cały świat istnieje wyłącznie w umysłach, tak samo jak złudzenia i halucynacje. Nie ma czegoś takiego jak materia, jest jedynie wrażenie materii. Istnieją więc wyłącznie dusze, wyłącznie umysły, a ciało jest tylko pewną sumą doznań. Te wszystkie umysły są natomiast zawarte i stworzone w jednym, wiecznym i wszechwiedzącym umyśle Boga.

Taki był system Berkeleya. Niektórzy z przekąsem twierdzą, że stworzył go tylko po to, by ostatecznie udowodnić istnienie Boga. Tak czy inaczej, nie można mu odmówić spójności, staje się on więc pewną alternatywą dla mechanicyzmu: nie ma podstaw, by przyjmować jeden albo drugi. Nie ma także podstaw, aby którykolwiek z nich odrzucać. W rzeczywistości przekonanie co do materialności umysłu okazuje się być wiarą, kwestią indywidualnego wyboru. Ostatecznie stany mentalne, jak cały ten spór podsumowuje John Searle, zarówno mogą być powodowane, jak i powodować zmiany w ludzkim ciele. Nie mamy jednak powodu, by faworyzować którąkolwiek z tych opcji.

Matematycy próbują sił w filozofii

Gdy więc taki status quo wydawał się już ustalony, nieoczekiwanego argumentu dostarczyła matematyka. John Lucas i Roger Penrose (a niezależnie od nich również paru innych myślicieli), analizując twierdzenie Gödla, doszli do zaskakujących wniosków. Otóż umysł ludzki, jeśli ma być niesprzeczny, z konieczności musi wykraczać poza sferę materii. Aby zrozumieć, co mieli na myśli, musimy chociaż pobieżnie przyjrzeć się wspomnianemu twierdzeniu. Podłożem do jego powstania był kryzys, który napotkała matematyka na początku XX wieku. W podstawowych teoriach matematycznych odkryto sprzeczności i nikt tak naprawdę nie wiedział, w jakim stopniu można ufać pozostałym. Pojawił się więc pomysł udowodnienia niesprzeczności matematyki, a przynajmniej arytmetyki.

Szybko okazało się jednak, że taki dowód dla arytmetyki liczb naturalnych (i każdego systemu ją zawierającego) jest niemożliwy. Kurt Gödel wykazał, że te systemy matematyczne są albo sprzeczne, albo niezupełne (gdzie zupełność oznacza, że wszystkie zdania tego systemu są dowodliwe). Nie zagłębiając się w dość skomplikowany technicznie dowód, wystarczy wspomnieć, że udało mu się w języku arytmetyki zapisać zdanie brzmiące: „To zdanie jest niedowodliwe”. Zauważmy, że zachowuje się ono w dość specyficzny sposób. Gdyby było ono dowodliwe, w arytmetyce pojawiłoby się zdanie sprzeczne, musi być więc ona niezupełna.

Mózg jak komputer

To, że twierdzenie Gödla będzie miało jakiś wpływ na filozofię umysłu, podejrzewał już sam jego twórca. Otóż umysł ludzki daje się z powodzeniem przyrównać do maszyny liczącej. Na tym założeniu opierają się przecież maszyna Turinga i próby stworzenia tak zwanej sztucznej inteligencji. Taka maszyna, a co za tym idzie również umysł, zawiera w sobie arytmetykę liczb naturalnych. Dotyczy ich więc przedstawione wyżej twierdzenie. Umysł oraz komputer są albo wewnętrznie sprzeczne, albo niezupełne – to znaczy, że muszą mieć jakieś uzupełnienie „z zewnątrz”.

Gödel nie odważył się jednak wyrazić tego poglądu w środowisku akademickim i zdradzają go jedynie jego prywatne notatki oraz korespondencja. Pomysł podchwycili jednak inni myśliciele i wkrótce wykrystalizował się on pod nazwą argumentu Lucasa–Penrose’a. Wielu podchodziło do niego z entuzjazmem, jako do ostatecznego argumentu na rzecz istnienia umysłu ponadcielesnego, a może nawet duszy. Fascynacja ta była jednak niestety przedwczesna. Mamy tu bowiem do czynienia z równoważną alternatywą: albo, albo. I choć wydaje się to skrajnie nieintuicyjne, nie możemy na dobrą sprawę udowodnić, że nasz umysł sprzeczny nie jest. Okazuje się zatem, że wciąż nie istnieje wystarczający argument przeciwko materializmowi. Jeżeli ktoś chce, może wierzyć, że umysł ludzki jest wyłącznie materialny – wówczas musi się zgodzić na konsekwencje swojego twierdzenia, czyli przyjąć sprzeczność umysłu.

Pytanie bez odpowiedzi

Jak to w filozofii bywa, również w tej kwestii nie udało się nigdy wypracować jednego stanowiska. Nie zanosi się także, by ostatecznie przesądzające argumenty zostały podniesione w najbliższych dekadach. Mimo że nauka dostarcza coraz to nowych danych dotyczących mózgu, na temat istnienia niematerialnego umysłu się nie wypowiada. Filozofowie natomiast interpretują jej wyniki na tak wiele sposobów, że trudno będzie o konsensus. Tak jak już kilkakrotnie w tym artykule podkreślono, jest to jedna z tych kwestii należących raczej do sfery światopoglądu, wiary, którą można przyjąć albo odrzucić. Ludzie jeszcze długo, o ile nie zawsze, będą dzielić się na zatwardziałych materialistów i na tych, którym, mówiąc słowami poetki, „wolność w głowie, wszechwiedza i byt poza niemądrym mięsem” (W. Szymborska, Sto pociech).

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Od św. Franciszka uczy się zachwytu nad istnieniem i Stwórcą, od św. Ignacego – dostrzegania w każdej idei cząstki Prawdy, od mnichów natomiast prostoty i milczenia. Większość życia spędza nad filozofią i literaturą. Czasem tworzy.
Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej Polityka prywatności oraz Warunki korzystania z usług Google.

Weryfikacja reCAPTCHA wygasła. Odśwież stronę.