adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Miesięcznik, Wiara

Czy atomy potrafią myśleć?

Z jednej strony trudno wyobrazić sobie, jak z cząstek rozrzuconych przez Wielki Wybuch na miliardy kilometrów mogły powstać istoty myślące. Jeśli jednak na sprawę popatrzymy z innej perspektywy – myślimy za pomocą układu nerwowego, głównie mózgu. A on składa się przecież z tkanek, białek, cząsteczek i pojedynczych atomów. Zadajemy więc pytanie: czy nasze istnienie może zostać sprowadzone do sumy błahych przypadków i elektrycznych impulsów? Na pomoc w rozwiązaniu tej zagadki nieoczekiwanie może przyjść matematyka…

Nad kwestią umysłu zaczęto rozmyślać już w starożytnej Grecji. I tak oto Platon stał się jednym z pierwszych filozofów optujących za istnieniem nieśmiertelnej duszy. Duszę miał rzecz jasna za doskonalszą od ciała, opisywał ją nawet jako uwięzioną w ciele, oczekującą na wyzwolenie. Poglądu o istnieniu duszy nie zanegował Arystoteles, lecz postrzegał to pojęcie nieco inaczej. Była dla niego elementem ożywiającym, właściwym zwierzętom, roślinom i ludziom. Tym ostatnim przyznawał najwyższą jej formę – rozum, odpowiedzialny za samoświadomość i zdolność logicznego myślenia.

Sporu ciąg dalszy

Kolejne stulecie przyniosło Platonowi godnego oponenta w postaci Epikura. Za Demokrytem zarówno ciało, jak i umysł pojmował on jako przemijające, zbudowane tylko i wyłącznie z atomów. Co ciekawe, Epikurowi udało się uniknąć popadania w determinizm. Jest to pogląd głoszący, że wolna wola nie istnieje, a wszystkie wydarzenia, które mają miejsce w świecie, są efektem jakichś wcześniejszych wydarzeń, te znowu jeszcze wcześniejszych i tak dalej. Najczęściej jest on logicznym skutkiem przyjęcia materializmu. Dlatego też kontynuatorzy myśli Epikura najczęściej odrzucali istnienie wolnej woli. Człowieka porównywali na przykład do maszyny, która właściwie nie ma wpływu na to, co robi. Psychoanaliza widziała go jako zdeterminowanego przez przeszłość i społeczeństwo, a czynności psychiczne brała za efekt zmian poziomów pewnych substancji w mózgu.

Oponenci przyjmowali przeróżne, niekiedy zabawne wręcz, strategie argumentacji. Tak na przykład sławny Descartes, Kartezjuszem zwany, próbował pogodzić mechanicyzm swojej epoki z wiarą w chrześcijańskiego Boga. Ludzie – przyznawał – stworzeni zostali jako jedność duszy i ciała, ale te dwie części muszą być w jakiś sposób ze sobą połączone, jeżeli mają na siebie oddziaływać. Kartezjusz przekonywał zatem, że ten punkt łączący ducha z materią znajduje się w niewielkim ludzkim organie – szyszynce. Ten organ miał bowiem, jego zdaniem, odgrywać decydującą rolę w procesach poznawczych, w zapamiętywaniu i wyobrażaniu sobie rzeczy. Przypuszczenia te okazały się jednak fałszywe, nie tylko z punktu widzenia nauki współczesnej, ale nawet tej, którą uznawano w czasach tworzenia tej teorii.

Zobacz też:   O co chodzi w relacji ewolucja – wiara?

Konstruktywnych wniosków brak

Błędu Kartezjusza pragnął uniknąć irlandzki biskup Kościoła anglikańskiego, George Berkeley. Aby obejść kłopotliwe zagadnienie, w jaki sposób niematerialny umysł miałby oddziaływać na jak najbardziej materialny mózg, postawił odważną tezę. Cały świat istnieje wyłącznie w umysłach, tak samo jak złudzenia i halucynacje. Nie ma czegoś takiego jak materia, jest jedynie wrażenie materii. Istnieją więc wyłącznie dusze, wyłącznie umysły, a ciało jest tylko pewną sumą doznań. Te wszystkie umysły są natomiast zawarte i stworzone w jednym, wiecznym i wszechwiedzącym umyśle Boga.

Taki był system Berkeleya. Niektórzy z przekąsem twierdzą, że stworzył go tylko po to, by ostatecznie udowodnić istnienie Boga. Tak czy inaczej, nie można mu odmówić spójności, staje się on więc pewną alternatywą dla mechanicyzmu: nie ma podstaw, by przyjmować jeden albo drugi. Nie ma także podstaw, aby którykolwiek z nich odrzucać. W rzeczywistości przekonanie co do materialności umysłu okazuje się być wiarą, kwestią indywidualnego wyboru. Ostatecznie stany mentalne, jak cały ten spór podsumowuje John Searle, zarówno mogą być powodowane, jak i powodować zmiany w ludzkim ciele. Nie mamy jednak powodu, by faworyzować którąkolwiek z tych opcji.

To tylko fragment tekstu, który ukazał się w 25. numerze Miesięcznika Adeste.

Jeżeli podoba Ci się to, co robimy – kliknij w poniższy przycisk aby dowiedzieć się, jak możesz nam pomóc w rozwoju!

O autorze

Od św. Franciszka uczy się zachwytu nad istnieniem i Stwórcą, od św. Ignacego – dostrzegania w każdej idei cząstki Prawdy, od mnichów natomiast prostoty i milczenia. Większość życia spędza nad filozofią i literaturą. Czasem tworzy.
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.