adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Niedzielne PeryKopy, Społeczeństwo, Wiara, Z życia Kościoła

Niedzielne PeryKopy: Dlaczego Bóg mnie nie wysłuchuje?

 Sigla:

Wj 17, 8-13

Ps 121 (120), 1-2. 3-4. 5-6. 7-8

2 Tm 3, 14–4, 2

Łk 18, 1-8

               Prosisz o nawrócenie kogoś bliskiego, rozwiązanie problemów, o uzdrowienie, zdaną maturę, zaliczoną sesję, o pracę. I co? I nic. Modlisz się, modlisz, a to wszystko jak grochem o ścianę. Czy Bóg Cię nie wysłuchuje? Może nie jesteś wystarczająco święty, by spełnił Twoje zachcianki? A może Go po prostu nie ma?

               Święta Matka Kościół naucza, że nie ma modlitw, które by nie były wysłuchane. Pan to wszystko przyjmuje. Objawienie wskazuje, że nasze prośby unoszą się przed Jego tronem jak dym kadzidła. Co więc jest nie tak?

               Nie ma jednej odpowiedzi. Twoje życie różni się od mojego, a moje jest inne niż życie sąsiada. Jego sytuacja może być z kolei całkowicie różna od jeszcze czyjejś. Spróbujmy wspólnie odnaleźć możliwe wytłumaczenia, dlaczego nie spełnia się to, o co proszę, choć podobno nie ma modlitw, których by Bóg nie wysłuchał.

               Pierwszą odpowiedzią, którą podsuwa dzisiejsza Liturgia Słowa, jest to, że mamy trwać na modlitwie. Bóg chce dla Ciebie tego, co najlepsze w najbardziej odpowiednim czasie. Być może to, o co prosisz, będzie dla Ciebie lepsze kiedy indziej – gdy zmienią się okoliczności, Twoje wewnętrzne predyspozycje, gdy dar dany od Boga będzie miał największą „skuteczność” i przyczyni się do zbawienia.

               Może być i tak, że to, o co prosisz, jest niezgodne z wolą Najwyższego. Wtedy Twoja prośba zostanie wysłuchana, ale nie literalnie – Bóg da Ci samo sedno prośby. Miałem koleżankę, która modliła się o konkretnego chłopaka. Bóg nie spełnił jej prośby dosłownie, bo wiedział, że to nie będzie dla niej dobre (ów chłopak popadł później w alkoholizm), ale wysłuchał sedna modlitwy – dziewczyna potrzebowała miłości. Znalazła ją, teraz szykuje się do ślubu. Zdarza się przecież tak, że sami nie wiemy, co jest dla nas dobre. Bóg to wie i daje nam to wszystko, czego potrzebujemy.

               Ks. Dominik Chmielewski zwraca uwagę na sytuację, kiedy modlimy się w intencji, która jest z całą pewnością zgodna z wolą Boga, a mimo to nie widzimy skutków modlitwy (na przykład prośba o czyjeś nawrócenie). Co z tym fantem zrobić? Popatrz – jeśli zwracasz się do Boga w sprawie zgodnej z tym, czego On chce, to już masz to „załatwione”. Po co więc Bóg bierze Cię „na przetrzymanie”? Być może dlatego, że Twoja modlitwa jest potrzebna jeszcze komuś innemu, a może dlatego, że Ty sam przestałbyś się modlić, gdybyś od razu otrzymał to, czego chcesz. Być może w ten sposób przyczyniasz się do uświęcenia świata i sam trwasz dłużej przy Bogu, przez co otwierasz się na Jego łaski.

Zobacz też:   „Pragnę zaświadczyć o jego świętości”. Świadectwo o ks. Sławomirze Grzeli

               W świetle powyższego można mieć wrażenie (towarzyszące wielu katolikom), że modlitwa polega na takim przekonywaniu Boga do swoich planów albo przypomina składanie jakiegoś podania. Sam miałem kiedyś takie wyobrażenie, że modlitwa idzie do wielkiej, niebiańskiej korporacji. Tam jest najpierw dostarczana przez aniołów na ręce kompetentnych świętych, ci podbijają papiery i podanie wędruje dalej, by przez wydział Matki Najświętszej dotrzeć w końcu do Boga. Otóż nie! To nie ja w modlitwie mam przekonywać Boga do czegokolwiek, ale modlitwa ma przekonywać mnie do bycia bliżej Stwórcy. To nie my prosimy niebiańskiego Tatę: „Daj piątaka”, ale to Tato sam nam chce dawać kieszonkowe (czyli różne łaski), a my jesteśmy tak głupi, że go nie przyjmujemy: daje nam sakramenty, z których nie chcemy korzystać, daje przykazania, których nie wypełniamy, daje swoją miłość, od której się odwracamy. I kto tu jest nie fair? My czy Bóg?

               Taki właściwie jest cel modlitwy – otworzenie się na plan Boga. On jest kochającym Tatą, pragnie tego, co najlepsze i nigdy nie chce nas skrzywdzić. Jedyne, na czym Mu zależy, to nasze szczęście i doprowadzenie nas do zbawienia. Wystarczy Mu zaufać. Nie trzeba niczego więcej, jak tylko przyjąć, że to wszystko, co nam daje, ma na celu nasze uświęcenie (czy, jak chce tego teologia Wschodu, przebóstwienie). Odkąd spotkałem się z „Modlitwą Jezusową” (nieco zapomnianą na Zachodzie), moje spojrzenie na modlitewne spotkanie z Bogiem zmieniło się. Modlitwa przestała być tylko prośbą, uwielbieniem, dziękczynieniem czy przebłaganiem (choć i te formy są niezwykle cenne), ale przeobraziła się raczej w zanurzenie w Bogu i trwanie przy Nim. Właśnie taka modlitwa daje siłę, taka modlitwa ma moc. To ona sprawia, że całą rzeczywistość nagina się do planów – już nie moich, ale do planów tego, co we mnie przebóstwione.

               Pismo Święte nie stwierdza: „Słuchaj Panie, bo sługa Twój mówi”, ale „Mów, Panie, bo sługa Twój słucha”. Trwaj więc przy Bogu. Trwaj przy Najświętszym Sakramencie. Zanurz się w ciszy. Tyle wystarczy.

               Wszechmogący, wieczny Boże, spraw, aby nasza wola była zawsze Tobie oddana * i abyśmy szczerym sercem służyli Twojemu majestatowi. Przez Chrystusa, Pana naszego.

אמן

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.