adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Kultura, Miesięcznik

Serialowa katecheza dla najmłodszych

Serialowa katecheza dla najmłodszych

Kilkanaście miesięcy temu, przeglądając zawartość programu telewizyjnego, natrafiłem na pewien religijny serial animowany dla dzieci. Ku swojej ciekawości włączyłem telewizor, by zapoznać się z tą produkcją. Gdy tylko znalazłem odpowiedni kanał, zobaczyłem animację 3D, w której główni bohaterowie przenoszą się za pomocą inteligentnego robota (sic!) do lat 30. I wieku i są świadkami wydarzeń decydujących o zbawieniu świata. Całość sprawiała wrażenie produkcji skierowanej do najwyżej pięcio-, sześciolatków.

Ten krótki seans utwierdził mnie w przekonaniu, że współczesne kino religijne, a zwłaszcza to skierowane do dzieci, przeżywa obecnie kryzys. Z jednej strony twórcy próbują ugryźć poważny temat, z drugiej strony nie mają pomysłu na jego realizację. Przy jednoczesnej próbie pójścia po linii najmniejszego oporu w sferze technicznej, powstają takie potworki, jak ten wspomniany w pierwszym akapicie, gdzie infantylizm miesza się z brakiem jakiegokolwiek zmysłu artystycznego.
A szkoda, bo w czasach, gdy dzieci spędzają dużo czasu przed ekranami telewizorów i komputerów, przez przyzwoity serial animowany można próbować dotrzeć do najmłodszych z religijną treścią. Tak jak w czasach średniowiecza witraże pełniły rolę edukacyjną, tak teraz ich obowiązek przejęły kino i telewizja. A że wbrew współczesnym trendom da się zrobić niegłupią, religijną produkcję dla dzieci, udowodnił pewien serial sprzed około dwudziestu lat.

Konstrukcja opowieści
Na fabułę serialu składają się dwie płaszczyzny. Pierwsza z nich to losy głównych bohaterów żyjących w Rzymie po wielkim pożarze z 64 roku. To właśnie ta warstwa stanowi podstawową fabułę animacji. Drugą płaszczyzną są wydarzenia z życia Jezusa przedstawiane w formie opowieści przekazywanej przez jednego z bohaterów (zazwyczaj Bena, ale nie tylko). Każda z tych warstw ściśle wiąże się z sobą, a przygody bohaterów są spójnie powiązane z poszczególnymi momentami z Ewangelii.
Na serial składa się 13 dwudziestopięciominutowych odcinków. Każdy z pierwszych ośmiu epizodów to w zasadzie odrębna historia poruszająca konkretny problem. Czego tu nie ma? Jest próba uwolnienia przyjaciela z lochów, ucieczka w labiryncie katakumb przed legionistami, nocna podróż między miastami w towarzystwie gadającego do swojego konia przewodnika, któremu nie można w pełni zaufać. Humor i niebezpieczeństwo mieszają się ze sobą na każdym kroku. Natomiast odcinki od 9 do 13 tworzą jedną, zamkniętą opowieść, skupioną wokół denuncjacji kilku głównych bohaterów i próby ucieczki przed Neronem. Taki zabieg sprawia, że napięcie w ostatnich pięciu epizodach nie spada poniżej pewnego poziomu, a los bohaterów nie jest pewny aż do ostatnich momentów.

W poszczególnych odcinkach na pierwszy plan wysuwa się jedna z postaci i to wokół niej i jej problemów i wyzwań kręci się fabuła. Z tego powodu mamy opowieści bardziej dziecinne, jak Lwia rodzina, której głównym wątkiem są perypetie Markusa i znalezionych przez niego lwiątek, i te poważniejsze, jak Gniew cezara, w którym pierwszoplanową rolę gra Zachariasz próbujący udowodnić swojemu stryjowi, że nie jest już dzieckiem, ale poważnym mężczyzną.
Serial nie jest pozbawiony przy tym warstwy dydaktycznej. Fabuła poszczególnych odcinków prowadzona jest tak, aby wypunktować jakieś negatywne zachowania i pokazać odpowiednie wyjście z danej sytuacji. Warto przy tym zwrócić uwagę, że zazwyczaj losy bohaterów są pokazane w kontekście do wydarzeń z Ewangelii. Z tego powodu postać Jezusa stanowi punkt odniesienia tak dla postaci z serialu, jak i dla młodego widza.

Zobacz też:   Nie wejdą do mojego odpoczynku

Tutaj może się też nasunąć pytanie, na ile wiernie przedstawiono samą historię życia Chrystusa. Czy nie ma tu jakichś przekłamać ani wypaczeń? Odpowiedź brzmi: nie. Sceny rozgrywające się w Galilei są oparte bezpośrednio na tekście biblijnym, więc trudno mówić na przykład o reinterpretacji postaci Jezusa. W zasadzie, oglądając serial, miałem wątpliwości jedynie w dwóch scenach. Pierwszą z nich jest wizyta mędrców ze Wschodu w Betlejem. Pojawiają się oni w liczbie czterech, a nie trzech, jak przyjęło się uważać. Drugi moment wątpliwości to zestawienie wspomnień Ostatniej Wieczerzy z sceną posiłku spożywanego przez ukrywających się chrześcijan, co może wydawać się mocno protestanckim sposobem interpretowania tego wydarzenia biblijnego. Niemniej jednak trudno jednoznacznie określić, jaki był zamysł twórców.

Czy warto?
Serial nie jest doskonały. To fakt. Wiele elementów mogło być zrealizowanych lepiej, a niektóre rozwiązania fabularne wydają się zbyt banalne. Trzeba pamiętać, że mimo prób zachowania powagi nadal jest to produkcja skierowana głównie dla dzieci, a nie mroczna, japońska animacja dla dorosłych. Ale mimo wszystko nie należy lekceważyć tego serialu.
W okresie dominacji filmu i telewizji Strażnicy Dobrej Nowiny są świetnym pomysłem na podsunięcie dziecku wartościowej animacji, która w prosty, ale nie tandetny sposób tłumaczyłaby młodemu odbiorcy historię życia Zbawiciela i pierwszych chrześcijan, skutecznie wspierając rodziców w przekazywaniu wiary młodemu pokoleniu. I to takiej traktowanej w sposób poważny. Nie wiary w jakąś “Bozię”, ale w Jezusa Chrystusa, Boga, który dla naszego zbawienia stał się człowiekiem, umarł i zmartwychwstał, i dla którego setki, tysiące osób były gotowe oddać życie. I że my tak naprawdę też jesteśmy częścią tej historii. Że o nas także jest ten film. O strażnikach Dobrej Nowiny.


Powyższy tekst jest fragmentem artykułu, który ukazał się w numerze 8. Miesięcznika Adeste. Pobierz go za darmo, aby przeczytać resztę!

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.