adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Kultura, Wiara

Czego może nas nauczyć Warhammer Fantasy?

Mitologia od zawsze służyła jako narzędzie pozanaukowego przekazywania prawd niewyrażalnych. Nie inaczej jest z Warhammerem: z pozoru fabuła tego świata należy po prostu do jednego z kanonów fantastyki i nic poza tym. Ale czy na pewno?

Warhammer Fantasy jest bogatym uniwersum pełnym magii i bohaterów. W jego ramach powstało mnóstwo gier planszowych, karcianych oraz komputerowych; napisano również ogrom literatury objaśniającej złożoną i wielowątkową fabułę świata przedstawionego.

Warto – z perspektywy chrześcijańskiej – zwrócić uwagę na jeden element tych realiów, tzw. czterech bogów chaosu. Owe bóstwa są ociekającymi złem istotami, żyjącymi w immaterium (w nomenklaturze Warhammera jest to po prostu świat duchowy przepełniony energią magiczną). Konstrukcja fabularna tych istot przekazuje nam – poprzez alegorię – prawdę o nas samych, bowiem bogowie chaosu żywią się grzechem. Próbują zaspokoić swój wiecznie nienasycony głód mocy poprzez zło, jakiego dopuszczają się bądź doświadczają wszystkie rozumne istoty zamieszkujące uniwersum.

Koniec końców, jak sami zobaczymy, każdy z nas trochę „nasyca” któregoś (lub wielu) z bogów chaosu.

Nurgle – pan zarazy

Nurgle jest nazywany często bogiem zarazy, „Plugawicielem”, „Władcą much”. Dzieje się tak dlatego, że sprowadza on na ludzi oraz swoich wyznawców niezliczone plagi. Jest uosobieniem utraty formy i rozkładu. Jednocześnie znajduje wielkie upodobanie w ludzkim niezaspokojonym pragnieniu nieśmiertelności i wolności od chorób. W pewnym sensie można powiedzieć, że Nurgle jest konserwatywny do bólu. Chce dla swoich sług jedynie nieśmiertelności, a że ów dar wiąże się z przykrymi konsekwencjami, to już inna sprawa. Zresztą, mówi się, że umierających na polu bitwy żołnierzy prześladują podszepty Nurgle’a, który obiecuje im uzdrowienie i długie życie, wypełnione jednak chorobami i bólem.

Zdecydowanie najbliżej jest do Nurgle’a wszelkiej maści trucicielom, twórcom broni biologicznej bądź chemicznej. Pragną oni wojny i zniszczenia, dążąc do tego tego poprzez wyjątkowo okrutne, wręcz pogardzające ludzkim ciałem metody. Podobnie było ze zwolennikami twardej eugeniki, którzy na początku XX wieku dopuścili się w USA kastracji tysięcy niepełnosprawnych i chorych – wszystko to w imię lepszego zdrowia populacji.

Każdy z nas ma trochę coś z pana zarazy. Wszyscy chcemy żyć zawsze, nie rozstawać się ze swoim światem. Mówi się niekiedy, że ktoś chciał „oszukać śmierć”. Dostrzegamy tego typu tropy nawet w kulturze antycznej. Przede wszystkim jednak objawia się to w pragnieniu życia bez jakiegokolwiek cierpienia. To niczym niewypełniona, beznadziejna nieumiejętność pogodzenia się, że nie jesteśmy dla świata, ale dla nieba. Gdybym zapytał: „Czy zgodziłbyś się umrzeć tu i teraz wiedząc, że pójdziesz do nieba?” – wielu z nas odparłoby: „Nie wiem, chyba jeszcze nie. Mam tu coś do zrobienia. Jeszcze na mnie za wcześnie”. Czy jednak tak naprawdę nie kryłoby się pod tym po prostu pragnienie ziemskiej nieśmiertelności? Czy nie byłaby to emanacja strachu przed obliczem gwałtownej zmiany, jaką niesie za sobą śmierć? A przecież Nurgle właśnie tym się kieruje – strachem przed zmianą.

To nie jest nic złego, że do pewnego stopnia pragniemy decydować o własnej śmierci: nie chcemy, by nas zaskoczyła; pragniemy pozamykać wszystkie sprawy życiowe na tyle, na ile to możliwe. Coś takiego jednak staje się złe, kiedy zaczyna przesłaniać Największe Dobro. Przestajemy wówczas myśleć po niebiańsku, a zaczynamy myśleć na sposób światowy.

Slaneesh – pan rozkoszy

Gdyby chcieć opisać tego boga najprościej, należałoby go nazwać „Czystym doznaniem”. Może być ono jakiekolwiek – ważne, że upragnione. W świecie Warhammera Slaneesh jest nie bez przyczyny najpopularniejszym z bóstw chaosu. Daje otuchę pastuchom po ciężkim dniu, popycha szlachtę do rozpusty, stanowi także natchnienie artystyczne poetów i malarzy. Slaneesh karmi się każdą doznawaną i pogłębianą przyjemnością istot rozumnych.

Nie inaczej jest w naszym świecie – Slaneesh prawdopodobnie byłby najpopularniejszym z podmiotów kultu. Każdy z nas pada jego ofiarą: czy to mężczyzna oddający się uciechom ciała, czy intelektualista karmiący swą pychę w dyskusji z innymi – wszystko to cieszy pana rozkoszy.

Nie chodzi tu jednak tylko o jakiś rodzaj wulgarnego hedonizmu. To podszyte grzechem pragnienie zaspokojenia żądz jest czymś, co szczególnie dobrze oddaje istotę tej postaci. Złamanie wszelkich barier, pomieszanie środków z celami, używanie innych, postawienie siebie i swojego „Ja chcę!” ponad ludzi i Boga – my wszystkie te rzeczy kiedyś w życiu zrobiliśmy. Każdy z nas kiedyś złamał własne sumienie albo użył kogoś do swoich celów, zapomniał celowo o Stwórcy i wybrał przyjemność.

Zobacz też:   Wszyscy jesteśmy zarażeni

Tzeentch – pan zmian

Jest jednym z najbardziej enigmatycznych bogów. Wielu twierdzi, że pomimo swoich zdolności planowania i pociągania za sznurki w świecie jest tak naprawdę irracjonalny. Szalony czy nie, Tzeentch lubuje się w konspiracjach, knowaniach, wielkich tajemnicach oraz chaotycznej magii. Uzdolnionych magów obdarza mocą, której nie mogą okiełznać, zaś innym daje wiedzę o rzeczach zakrytych.

Gdy spojrzymy na nasz świat, bóstwo to również jest interesująco w nim obecne. Nie brakuje tu gromad polityków szukających władzy za wszelką cenę, jakichś tajnych służb i ich machinacji, a nawet tajemniczych lóż kryjących swoje ezoteryczne działania. Nie brak też ekstremów pokroju okultystów opowiadających dziwaczne historie, rzucających klątwy i uprawiających podróże astralne. O wiele bardziej powszechne grzechy z tej kategorii sprowadzają się jednak do wścibstwa, manipulacji czy próby kontroli innych.

Niestety, Tzeentchowi służą także osoby, które pozornie wierzą, że robią dobrze – na przykład gdy mąż chce kontrolować żonę, grając na litości lub zaborczy rodzic chce zawłaszczyć dziecko dla siebie. Ci ludzie oczywiście wierzą, że robią to z miłości i poświęcenia. Nie przyjdzie im jednak do głowy, że tak naprawdę czynią to z pragnienia władzy i umiłowania swoich własnych ambicji. Wbrew pozorom Tzeentch jest jedną z najbardziej destrukcyjnych sił. Ideały, jakie reprezentuje, znajdują swe odzwierciedlenie przede wszystkim wśród polityków, którzy doprowadzili świat do ruiny poprzez swe zbrodnie. W tym sensie ideologie totalitarne wręcz idealnie oddają naturę tego boga chaosu: dążą do rewolucyjnych zmian, nienawidzą stagnacji, potępiają tych, którzy są za nią odpowiedzialni, wreszcie doprowadzają do wojny.

Khorne – pan czaszek

Khorne to bóg wojny; patronuje każdemu przelewowi krwi. Swym sługom udziela zaślepiającej nienawiści, z której czerpią oni motywację do działania. Jest najpotężniejszym z bogów chaosu – czy to dlatego, że najpowszechniejsze są wojny, zawiść i gniew? Możliwe. Z pewnością są to najbardziej destrukcyjne i okrutne siły. Słudzy Khorne’a mawiają, że ich mistrza nie obchodzi, skąd płynie krew, tylko to, jak długo jest rozlewana.

Zastanówmy się jak bóstwo to manifestowałoby się w naszym świecie. Ile razy pogniewałeś się na kogoś i chowałeś tę urazę albo chciałeś kogoś uderzyć w twarz? Ja wiele razy – i nie warto było. Zawsze, gdy nienawidzisz, tak naprawdę zadajesz rany samemu sobie.

Warto pamiętać, że nienawiść działa na podobnej zasadzie co zakochanie. Tak jak przy zauroczeniu, osoba doświadczająca tego uczucia ma mózg niemalże zalany oksytocyną. Stąd bierze się „niezdrowa” obsesja na punkcie swojej ofiary i rodzaj szczególnego przywiązania oraz pozorność siły wynikająca z nienawiści. Oczywiście, wydzielanie takiej ilości hormonów wiąże się ze zmęczeniem organizmu, więc naturalnym jest, że nienawiść staje się siłą autodestrukcyjną. Krótko mówiąc: za każdym razem, gdy kogoś nienawidzisz, gniewasz się na niego, bijesz kogoś, zadajesz mu ból w ten czy inny sposób lub po prostu zabijasz – służysz sprawie Khorne’a.

Wola bramą dla zła

Bogowie chaosu w uniwersum Warhammera są bardzo silni. Ich rozliczne machinacje, akcje podległych im sługusów oraz istniejące w świecie zło sprawiają, że te okrutne istoty mogą się sukcesywnie wzmacniać.

Jak to ma się jednak do naszego życia? Czy my też wzmacniamy złe duchy swoimi czynami? Czy one również planują wobec nas jakieś działania? Przede wszystkim szatan ma do nas dostęp o tyle, o ile dopuścimy do tego naszą wolą. W jednym z artykułów wspominałem, że demon nie jest jakimś śmiesznym diabełkiem z rogami. To nie kukła do straszenia niegrzecznych dzieci – jest istotą chaotyczną, zdolną do niewyobrażalnych manipulacji, byle tylko doprowadzić człowieka do tragedii życiowej i wiecznego potępienia. Nie znamy wielu, zapewne fascynujących, mechanizmów działania świata duchowego i zdaje się, że przenoszenie fantazji literackiej na pytania o duchowość odrobinę mija się z celem. Jednak, jak to bywa z literaturą, zawsze możemy próbować z niej wyciągnąć jakieś wnioski.

W tym sensie możemy się wiele nauczyć z uniwersum Warhammera. Te fantastyczne opowieści mają bowiem jedną cechę wspólną – doskonale oddają zło, jakiego człowiek może się dopuścić. Wskazują, jak łatwo niekiedy wplątać się w coś okropnego, nawet nie wiedząc, że to już jest ten moment, w którym w innych okolicznościach sami byśmy siebie określili jako „tych złych”.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

1 komentarz

  • Avatar

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.