adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj
Rok Świętego Franciszka

Burzowy dzień zapisów

Hanna Górska

W te wakacje postanowiłam powrócić do miejsca związanego z jednym z moich ukochanych świętych, jakim jest Franciszek z Asyżu. Powrót do Asyżu był rzeczą, która chodziła za mną od dawna. A kiedy tylko Leon XIV ogłosił, że od 10 stycznia 2026 roku w Kościele będziemy obchodzić Rok Jubileuszowy Świętego Franciszka z Asyżu, wiedziałam, że to ten czas.

Pierwotnie planowałam jechać na kilka tygodni do szkoły językowej, gdzie już raz spędziłam miesiąc. Jednak kiedy zobaczyłam, że w wakacje, z okazji Roku Jubileuszowego, odbędzie się Franciszkańskie Spotkanie Młodych, zaczęłam zastanawiać się, czy i na nie się nie zapisać. Kiedy już chciałam zrezygnować z tego pomysłu, okazało się, że na spotkanie przyjedzie papież.

Choć ostatnim razem musiałam opuścić Asyż przed przybyciem papieża (wówczas papieża Franciszka), którego przyjazd wypadał w dniu mojego wyjazdu – z obawy przed zamknięciem drogi dojazdowej do dworca wyjechałam z miasta dzień wcześniej, niż pierwotnie planowałam – to tym razem było inaczej. I tak oto wyjechałam na trzy tygodnie kursu językowego, po którym zostałam jeszcze na Franciszkańskim Spotkaniu Młodych, by tym razem zobaczyć papieża.

Nowi znajomi

Pierwszy etap mojego pobytu w Asyżu był związany z nauką języka włoskiego, gdzie nocleg zagwarantowany miałam przez szkołę, do której uczęszczałam. Jednak po skończeniu kursu na dwie noce musiałam przenieść się do przekochanych sióstr kapucynek. Choć ich dom stoi na włoskiej ziemi, to wspólnota składa się z samych Polek, a w czasie mojego pobytu gościły u nich kolejne osoby z naszej ojczyzny.

To była miła niespodzianka, miałam z tyłu głowy jednak to, że na spotkaniu młodych będę już sama, bez polskiej grupy. Jednak zaledwie na wieczór przed okazało się, że będzie inaczej. Do sióstr, u których nocowałam przez ostatnie dwie noce, miały przyjechać cztery Polki. One również zapisały się na to spotkanie.

Z racji na problemy z wcześniej umówionym noclegiem w ostatniej chwili skontaktowały się one z siostrami z pytaniem, czy będą mogły u nich rozbić namiot. W ten sposób w dniu rozpoczęcia wydarzenia, jeszcze na spokojnie u sióstr, mogłam poznać moje cztery kompanki na kolejne dni, mój mini polski azyl wśród setek Włochów.

Czas się zarejestrować

Na rejestrację zajechałyśmy autem ze znajomym kapucynem, który zawiózł nas na prośbę przekochanych sióstr kapucynek, u których spałyśmy. Gdyby nie to, czekałaby nas godzinna droga w czterdziestostopniowym upale.

Dziewczyny miały nocować u sióstr, więc jechały bez bagażu, ja natomiast miałam wykupiony pakiet z noclegiem, dlatego czekało mnie bliżej nieokreślone zakwaterowanie zagwarantowane przez organizatorów spotkania. Z tego względu spakowałam się i zabrałam ze sobą wszystkie moje rzeczy.

Po niebie krążyła burzowa chmura. Nie robiła ona jednak na mnie wrażenia ani nie budziła obaw. Co jakiś czas w okolicach Asyżu pojawiał się taki kłębiasty gigant, ale zazwyczaj omijał miasto, nawet o nie nie zahaczając. Zresztą nawet jeśli człowieka złapał deszcz czy ulewa, to przy czterdziestostopniowym upale było to raczej ukojenie i radość niż powód do troski. Chyba że miało się ze sobą bagaż mogący przemoknąć, o czym jeszcze wtedy nie myślałam.

Zobacz też:   Franciszkańskie spotkanie młodych w Asyżu

Kolejny Polak

Brat wysadził nas nieopodal Bazyliki Matki Bożej Anielskiej, przed którą na placu trwała rejestracja na spotkanie. Stanęłyśmy w niewielkiej kolejce i zaczęłyśmy rozmawiać. Po chwili u naszego boku pojawił się jeden z braci w brązowym habicie. Gdy tylko usłyszał, skąd przyjechałyśmy, z radością wykrzyknął, że jest tu jeden brat z Polski, który jest wolontariuszem, i od razu po niego pobiegł.

Brat Albert, bo tak nazywał się brat mówiący po polsku, stał się bardzo szybko naszym nieoficjalnym opiekunem grupy. Włącznie z nami Polaków na spotkaniu było około dziesięciu. A szukanie rodaków stało się dość szybko naszą wspólną grą terenową. Jednych zdradziła biało-czerwona flaga na uwielbieniu, a innych – polski napis na koszulce.

W oczekiwaniu na nocleg

Kiedy dokonałyśmy już rejestracji, musiałam dowiedzieć się jeszcze, gdzie znajduje się mój nocleg. Okazało się, że kawałek dalej stoją wolontariusze, którzy czekają na grupy uczestników. Po zebraniu się odpowiedniej liczby osób mieli je zaprowadzićna miejsce noclegowe.

Dziewczyny, które poznałam zaledwie kilka godzin temu, postanowiły, że pójdą ze mną. I tak nie miały co robić, więc chciały pomóc mi z bagażem, a potem miałyśmy udać się na lody. Po kilku minutach jednak nasze plany zostały zmienione.

Schronienie u stóp bazyliki

Ogromna burzowa chmura postanowiła tym razem nie mijać miasta, a zamiast tego objawić mu swoją potęgę i siłę. Zaczęło padać. Najpierw nikt jednak wielce się tym nie przejął. Na początku cieszyłyśmy się z kojących kropli deszczu.

Po chwili jednak deszcz się nasilił, a dziewczyny uświadomiły mi, że przecież mam przy sobie bagaż, który przemoknie. Schroniłyśmy się wtedy, wraz z grupą Włochów, pod pobliskimi drzewami. Jednak po chwil deszcz przemienił się w ulewę, której towarzyszył coraz większy i częstszy grad, a do tego dochodziło złowrogie grzmienie.

Wtedy coraz więcej osób, także i my, postanowiło zamienić schronienie pod drzewem na zadaszony przedsionek bazyliki. Dziewczyny pobiegły przodem, a ja rozłożyłam parasol i wlekłam się z walizką wśród deszczu, gradu i złowrogiego pomrukiwania burzy.

W połowie drogi przez głowę przemknęło zwątpienie, czy aby nie zdjąć butów, bo stopy wewnątrz sandałów zaczęły mocno się ślizgać. To nie tylko mocno mnie spowalniało, ale i groziło kontuzją. Do bazyliki jednak nie było daleko, więc zrezygnowałam z tego pomysłu i już po chwili stałam przy monumentalnych filarach świątyni.

Kiedy burza ucichła, wolontariusze zmienili strategię, zapewne z obawy przed nawrotem ulewy. Już nie zbierali większej grupy ludzi do odprowadzenia na nocleg, ale wyłapywali po kilka osób z rozproszonego przez burzę tłumu. W ten sposób zanim jeszcze mogłam dojść na ustalone miejsce zbiórki, podszedł do mnie uśmiechnięty kapucyn, proponując mi odwiezienie na miejsce noclegowe. Miejsce, które po czasie stało się wręcz legendą spotkania.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.