
Postanowiłem uzupełnić tekst Maksymalnie praktyczny przewodnik po adoracji Najświętszego Sakramentu lub krzyża o dodatkowy komentarz.
Uznałem, że warto dodać kilka bardziej szczegółowych wyjaśnień, które mogą okazać się dla niektórych osób istotne.
Co robić z rozproszeniami
Święty Jan Maria Vianney zapisał sposób modlitwy prostego wieśniaka, który spędzał czas w kościele. Tłumacząc, co tam robi, powiedział: „Wpatruję się w Niego, a On wpatruje się we mnie” (por. KKK 2715).
Gdy w czasie adoracji pojawią się jakieś myśli, nie musi to zabierać naszej uwagi i odwracać wzroku od Jezusa. Zauważmy je jednak, pamiętając, że wpatrujemy się w nie razem z miłującym nas Jezusem.
Podobnie gdy pojawią się w tym czasie emocje lub jakiekolwiek wrażenia w ciele. Zauważmy je, pamiętając, że wpatrujemy się w nie razem z Jezusem, który troszczy się o nas.
Może w kościele pojawi się hałas lub zdarzy się coś nieoczekiwanego. Zauważmy to, ale trwajmy uwagą i wzrokiem przy Panu.
Może nawet nam się czasem zdawać, co może szczególnie dotyczyć osób z ADHD lub żyjących w pośpiechu, że nasze myśli są jak burza, jak porywisty wiatr ciągnący nas to w jedną, to w drugą stronę. To jest w porządku. Przychodzimy tacy, jacy jesteśmy, z tym, co nam się dzieje, a nie z czymś innym.
Myślę, że szczególnie w takich sytuacjach dobrym pomysłem może być skupienie wzroku na tym, co adorujemy. Jeśli masz wrażenie, że ciągłe powracanie uwagą Cię przerasta, jest zbyt trudne, nie wychodzi Ci tak, jak byś chciał, odpuść to. Skup się na wzroku, na tym, aby był tam, gdzie chcesz. A patrząc na monstrancję czy tabernakulum, w naturalny sposób co jakiś czas będziesz zauważał: „Zakończył się ciąg myśli, przypomniałem sobie, na co patrzę, i to mi przypomniało o Bogu”. Niech wzrok będzie jak ręka trzymająca sznurek od latawca naszej rozszalałej uwagi. Jestem przekonany, że z czasem zauważysz zmiany w zachowaniu tego „latawca”. A najważniejsze jest to, że spędzisz czas z Bogiem, będąc szczerym w tym, kim jesteś.
O rozproszeniach niosących istotną treść
Może się zdarzyć, że właśnie w takiej chwili, gdy odejdziemy od zgiełku świata i szumu internetowych rozproszeń, zaczniemy zauważać rzeczy, na które brakowało nam uwagi. Na przykład głód, który się w tej chwili pojawi.
Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że w duchowości chrześcijańskiej post był zawsze istotnym elementem. Można taką sytuację, choćby chodziło tylko o kilkanaście minut, potraktować jako moment swego rodzaju postu i wrócić uwagą do adoracji. Nie powinno nam to jednak przeszkadzać w postanowieniu sobie, że po adoracji zaopiekujemy się tą potrzebą i zjemy coś.
Być może w trakcie tej praktyki nazwiemy lepiej jakieś trudności, np. w wierze. Zapiszmy to sobie w pamięci (jeśli widzimy taką potrzebę, można nawet mieć notatnik na takie sytuacje), a potem wróćmy do adoracji.
Po adoracji warto podjąć refleksję nad tym, co się wydarzyło i co chcemy z tym zrobić. Pan Jezus jest obecny nie tylko w adorowanym przez nas Najświętszym Sakramencie, ale także w innych ludziach. Czasem czyni cuda bezpośrednio, ale dużo częściej chodzimy do lekarzy, aby pomogli nam z różnego rodzaju dolegliwościami. Jeśli mamy trudności w wierze, może warto porozmawiać o nich ze swoim spowiednikiem lub kierownikiem duchowym, uprzednio pomodliwszy się o dobre owoce tej rozmowy.
W takim momencie mogą się ujawnić wszelakie trudności. Możemy nawet zauważyć własne przemęczenie, jakiś długotrwały ból czy inne sprawy, w których mogą pomóc lekarze, psycholodzy, psychoterapeuci. Nieraz w naszych zmartwieniach warto poszukać nowej formy pomocy, np. wsparcia Caritas lub pomocy w jakiejkolwiek innej formie.
Cokolwiek byśmy postanowili, że zrobimy po adoracji w związku z jakąkolwiek okolicznością, w jakiej się znajdziemy, warto jeszcze znaleźć chwilę, aby poprosić Jezusa o dobre owoce.
O pokusach w czasie adoracji
Jeśli jakiekolwiek rodzące się w nas impulsy ocenialibyśmy jako powiązane z grzechem, to także wtedy, a może szczególnie wtedy, zauważmy je i zwróćmy nasz wzrok ku Jezusowi. Pamiętajmy, że uczucia i inne rodzące się w nas automatyczne impulsy nie są same w sobie grzeszne. Tak uczy Katechizm Kościoła Katolickiego: „Uczucia same w sobie nie są ani dobre, ani złe. Nabierają one wartości moralnej w takiej mierze, w jakiej faktycznie zależą od rozumu i od woli” (por. KKK 1767).
Może też pojawić się kilka impulsów na raz. Myśl „brakuje mi pieniędzy” może nieść ważną informację, zupełnie oddzielną od mogących jej towarzyszyć myśli sugerujących np. dokonanie kradzieży, będących głosem pokusy.
Po zauważeniu, co się w nas dzieje, i odpowiednim umiejscowieniu tych myśli wobec tego, co w tej chwili jest dla nas ważne, podejmijmy naszą uwagą działanie, ruch zmierzający ku temu, co istotne. Skierujmy uwagę tam, gdzie naprawdę postanowiliśmy i chcemy w tym czasie być, w stronę Jezusa, na Najświętszy Sakrament. Jeśli jakiegoś rodzaju impulsy nas dręczą i być może nawet wiąże się to dla nas z cierpieniem, któż lepiej może nas w tym zrozumieć niż Jezus, który tak wiele wycierpiał?
Kilka słów na zachętę
Jestem przekonany, że adoracja jest sposobem modlitwy, który zmienia życie tych, którzy go wytrwale praktykują. Niestety, wiele osób zniechęca się niestałością swojej uwagi. W rzeczywistości adoracja to czas, gdy możemy przyjść ze swoją niestałością i spotkać się ze stałością Boga. Być może z doświadczenia adoracji krzyża czerpał autor maksymy: „Stat crux dum volvitur orbis”, która w wolnym tłumaczeniu brzmi: świat się zmienia, tylko krzyż stoi w miejscu.
