adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj
Kultura

Życie rozbite. „Mój piękny syn”, reż. Felix Van Groeningen (2018)

Są takie filmy, w których problem pozostający na drugim planie odgrywa główną rolę. Są problemy, które swoją strukturą przypominają góry lodowe – ich wierzchołek to tylko część koszmaru, z którym przychodzi mierzyć się człowiekowi.

Mój piękny syn (2018) przedstawia tragiczną historię młodego chłopaka uzależnionego od narkotyków. Widz ogląda jego zmagania z nałogiem z perspektywy zrozpaczonego ojca, bezradnego wobec cierpienia ukochanego syna. A jest to cierpienie niewyobrażalne. Film uświadamia, czym tak naprawdę jest uzależnienie i jak wpływa na otoczenie chorego. Jak powoli rozbija życie jego bliskich. Jak stopniowo niszczy jego świat.

Narkomania, błędne koło wzlotów i upadków odwyku, ból i bezsilność najbliższych – to wszystko wysuwa się w filmie na plan pierwszy i jest, oczywiście, poruszające i ważne. Van Groeningen potrafił podjąć tak trudny temat, unikając natrętnego moralizowania i fabularnych niezręczności. A jednak tym, co najbardziej dało mi do myślenia, nie jest problem głównego bohatera, lecz jego przyczyna. Można ją zbagatelizować – można powiedzieć: młody, głupi, spróbował metaamfetaminy, wszystko zaczęło się „ot tak”. Uważny widz dostrzeże jednak poważniejszy powód, dla którego Nic (Timothée Chalamet) postanowił uciec w narkotyki. Bo o pewnym eskapizmie można tutaj, moim zdaniem, mówić.

Wielka czarna dziura

„Pewnego dnia obudziłem się w szpitalu i ktoś mnie spytał: »Jaki jest twój problem?« Odpowiedziałem, że jestem alkoholikiem i narkomanem. A on na to: »Nie. Tak leczyłeś swój problem«. Teraz wiem, że muszę znaleźć sposób, by wypełnić tę wielką czarną dziurę we mnie” – opowiada Nic podczas jednej z pogadanek, jakich udziela w ramach pomocy innym uzależnionym. Mówi również o tym, co dał mu odwyk: o pracy, o sponsorze, który go wspiera na drodze do życia wolnego od używek. Wspomina też o rodzinie, ale wtedy głos mu się łamie, a do oczu napływają łzy: „Moja mama jest wspaniała. Tato też. Chcę, żeby byli ze mnie dumni”.

I mogłaby ta scena nie zwrócić uwagi widza, gdyby nie fakt, że rodzice Nica rozstali się, kiedy był małym dzieckiem. W filmie obserwujemy wiele retrospekcji; w jednej z nich ojciec odprowadza cztero- lub pięcioletniego Nica na lotnisko, by wysłać go w samotną podróż do matki. To bardzo przejmujący moment, w którym David (Steve Carell) pociesza smutnego i zalęknionego syna, mówiąc mu, że „kocha go bardziej niż wszystko”. O wiele mocniej jednak uderzyły mnie okoliczności: samotna podróż zagubionego dziecka, jego nieustanna tułaczka między dwojgiem skłóconych rodziców.

To wszystko skłoniło mnie do wniosku, że przyczyną powstania w Nicu tej „wielkiej czarnej dziury”, tego trudnego do zniesienia uczucia pustki, które próbował bezskutecznie „leczyć” alkoholem i narkotykami, jest właśnie rozstanie rodziców. Metaamfetamina, jak sam stwierdził, sprawiła, że poczuł się pełny. W innej scenie przyznał, że narkotyki pozwalają mu „łatwiej znosić głupią rzeczywistość”. Mimo że David dołożył wszelkich starań, by jego syn był szczęśliwy, mimo że Nic miał dobry kontakt z drugą żoną ojca i przyrodnim rodzeństwem, to jednak nie pomogło mu to zapełnić tej wyrwy, jaką nosił w sercu. Karen (Maura Tierney) matkowała mu najlepiej jak umiała, ale nie była jego matką. Matka była gdzieś daleko. Żeby być blisko matki, musiał oddalić się od ojca. Zawsze zostawiał za sobą jedno z rodziców, w związku z czym nigdy nie był w stanie wyzbyć się dojmującego poczucia braku.

Zobacz też:   Kto się nie schowa, ten kryje, czyli kilka słów o nowym filmie braci Sekielskich - Zabawa w chowanego

Tęsknota za pełną, szczęśliwą rodziną

Jest w tym filmie parę bardzo wymownych scen. W jednej z nich obserwujemy Nica na spotkaniu rodzinnym w domu jego dziewczyny z college’u. Wszyscy obecni siedzą przy stole, podają sobie potrawy, jest gwarno i wesoło. W pewnym momencie Nic, na twarzy którego maluje się wyraz wymuszonej uprzejmości, wymyka się do łazienki. Tam znajduje leki któregoś z domowników; myszkuje po szafce, wybiera jeden z nich i bez wahania łyka parę tabletek. Gdy już wraca do stołu, kamera przygląda mu się przez dłuższą chwilę. W innej scenie Nic zbiera się do wyjazdu po weekendzie spędzonym z rodziną ojca. Znów widz może obserwować, jak jego twarz zmienia się pod wpływem jakiejś melancholii, która go nagle ogarnia, ale zanim odwróci się, by pomachać do bliskich, zmusza się do uśmiechu. Mam nieodparte wrażenie, że obie te sceny sugerują, czego tak naprawdę brakowało Nicowi: pełnej, szczęśliwej rodziny.

Rodzice Nica spotykają się dopiero w finałowej scenie filmu – by odwiedzić syna w szpitalu po tym, jak przedawkował metaamfetaminę i omal przez to nie umarł. I chociaż ostatni kadr obejmuje Nica i Davida, to jednak końcowa informacja o tym, że Nicowi udało się wyjść z nałogu, poprzedzona spotkaniem jego rodziców, mocno daje do myślenia.

Główny problem

Głównym tematem Mojego pięknego syna jest bez dwóch zdań uzależnienie od narkotyków; fabuła bazuje na prawdziwej historii, podsumowanie odwołuje się do statystyk na temat narkomanii w USA. Moim zdaniem jednak film Van Groeningena w równej mierze dotyka problemu rozwodu i tego, jak wpływa on na psychikę dzieci doświadczających rozstania rodziców. Jak wzrasta w ich przypadku ryzyko problemów emocjonalnych czy nawet uzależnień od rozmaitych używek, którymi mogą próbować „leczyć” nieznośne uczucie braku, jakie towarzyszy im przez całe życie.

Jasne, że nie wszystkie dzieci z rozbitych rodzin muszą zostać narkomanami. Jasne, że nie tylko one borykają się z problemami natury emocjonalnej czy psychicznej, a poczucie pustki towarzyszy wielu osobom, które pochodzą z pełnych, szczęśliwych rodzin. Jednak w historii Nica to właśnie przeżyte we wczesnym dzieciństwie rozstanie rodziców wydaje się zapalnikiem jego problemów. Dlatego uważam, że Mój piękny syn to ważny i ciekawy głos w czasach, gdy kinematografia zdaje się wręcz promować rozwody jako orzeźwiający sposób na rozpoczęcie „nowego życia”. Z perspektywy dziecka to nigdy nie jest nowe życie. To zawsze życie rozbite i wielka czarna dziura w sercu.

Maria Wójtowicz

______________________________________________

Wszystkie zdjęcia: kadry z filmu Mój piękny syn (2018), reż. Felix Van Groeningen. Źródło: IMDb, prawo cytatu.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Podoba Ci się to, co tworzymy? Dołącz do nas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.