adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Zagłada jako sakrament. Teofanie Czechowicza

magazine cover

unsplash.com

Józefa Czechowicza zwykło przedstawiać się jako poetę katastroficznego. W jego twórczości co rusz napotykamy na apokaliptyczne wizje. Śmierć jest nieodłączną towarzyszką lektury. Jednak podobnie jak u Jana z Patmos, zagłada pozostaje jedynie momentem przejścia, sakramentem oczyszczenia. Apokalipsa przenika się z rajem.

Wizyjność Czechowicza ma podwójny charakter: ukazuje światło i ciemność, zwykle wcale nie rozdzielając ich od siebie. Jak zauważa znawca twórczości Czechowicza, prof. Tadeusz Kłak, niezmiennymi trzonami jego poezji pozostają arkadia, śmierć i katastrofa. Te rzeczywistości są ze sobą ściśle splecione, wiecznie przenikają się nawzajem. Et in Arcadia ego – śmierć mieszka przecież nawet w Arkadii, nawet w raju – a przynajmniej nie potrafi się od niej uwolnić podmiot poety.

Być może właśnie dlatego Czechowicz dokonuje swego rodzaju deifikacji śmierci, uznaje ją za bożka. Trudno inaczej wytłumaczyć poświęcenie jej utworu tak religijnego, jakim jest hymn. Królowa „nocnego słońca”, do której woła, łączy w sobie elementy światła oraz cienia, wzbudza dojmujący lęk, a jednocześnie uwielbienie. „wielbi cię siła człowieczej gliny / śmierci / winna bez winy”.

Oddzielić się od masy

„Człowiek żyje w sferze piękna, życia i śmierci (trójca)”, sztuka natomiast jest „próbą syntezy trójcy” (Czechowicz J., Klucz symboliczny do poematów J. Czechowicza, [w:] tenże, Szkice literackie, 2011, s. 62). Mniej więcej to mają na myśli ci, którzy twierdzą, że zawsze wynika ona z bliżej nieokreślonego niepokoju, zwanego niepokojem metafizycznym. Niepokój ten w epoce poety (lata trzydzieste XX wieku) coraz częściej wynikał z „przypływów i odpływów między jednostką a masą” (tenże, Odczyt o poezji współczesnej, [w:] tamże, s. 34).

Sztuka, w tym poezja, z konieczności ma charakter indywidualny. Powstaje dla jednostki, dla samego tylko autora. Jedynie czasem i to niby przypadkiem znajduje oddźwięk w duszy jakiegoś odbiorcy. Ci wszyscy, którzy postulują jej polityczne bądź społeczne zaangażowanie, tkwią w błędzie. Nie chodzi w niej przecież o „rymowane dziennikarstwo” (tenże, My chcemy bliźnich, [w:] tamże, s. 56). Nie da się jej użyć jako narzędzia, nie da się wpisać w linię ideową.

Czechowiczowi bliski jest postulat „sztuki dla sztuki”, choć jednocześnie wzbrania się przed traktowaniem jej jako wartości najwyższej. „Dla poetów nie ma innej drogi, jak tworzenie przed Bogiem – powiada – Jeśli się nie pisze tak, jakby się było z nim sam na sam, nie ma po co pisać. Zabawką czczą jest pisanie inne” (za: Kobylska D., Między współczesnością a pragnieniem Boga, „Prace Polonistyczne. Studies in Polish Literature” 1996, nr 51, s. 164). To szukanie uzasadnienia dla swej twórczości w Bogu, tak charakterystyczne dla Czechowicza, wynika najpewniej z poczucia bezradności wobec świata.

Zobacz też:   #5 Raport ze Spustoszonej Winnicy: Nie bój się goryczy Słowa Bożego!

Od kiedy bowiem w czasach nowożytnych rozpadł się spójny i wszechogarniający gmach Kościoła, twórcy skazani zostali na poszukiwanie świętości na własną rękę. Idą w „korowodzie umęczonych” od Pascala po Wyspiańskiego, są poszukiwaczami „innego światopoglądu jednolitego” (J. Czechowicz, Odczyt o poezji współczesnej, s. 34). Szereg napięć, jak te między jednostką a tłumem albo między współczesnością i pragnieniem wieczności, potrafi przezwyciężyć jedynie poezja. Zadaniem poetów jest więc stworzyć „nam na nowo bliźnich” (tenże, My chcemy bliźnich, s. 57), ale ponadto stworzyć również Boga.

Ktokolwiek jesteś wszędzie

Taki akt stwórczy jest jednak karkołomny. Poeta nie ma bowiem żadnego punktu oparcia, jest skazany na samotne poszukiwania. Woła niczym w próżnię, „oczyść nas ktokolwiek jesteś wszędzie” (tenże, sen sielski), nie potrafiąc wskazać do kogo ani w jakim kierunku się zwraca. Mimo wszystko wierzy, że jego słowa nie trafiają w pustkę. 

Poezja Czechowicza łączy w sobie poczucie wszech- i nieobecności Boga, podobnie jak przekonanie o Jego wszech- oraz niemocy. Momentami wiele jest w niej wyrzutu, dojmującego cierpienia, rozpaczliwego „nie chcę błogosławić” (tenże, do tereski z lisieux). Tak na przykład w wierszu wigilia podmiot wyśpiewuje kołysankę Bogu, który śpiąc, nie dostrzega cierpień tego świata: „lu­laj­że Je­zu­niu lu­laj­że lu­laj / ty ni­g­dy nie bę­dziesz cho­dził o ku­lach”. Nie usypia się jednak śpiącego, nie woła niesłyszącego. By śpiewać Bogu kołysankę, trzeba wciąż mieć nadzieję, że jeszcze nie śpi.

Taka wiara jest możliwa jedynie wówczas, gdy uznamy, że również milczenie jest formą rozmowy – bardzo specyficzną modlitwą. „zrozumiałem / że milczysz to ma być mój lekarz” (tenże, do tereski z lisieux) – wyznaje podmiot, choć nie do końca wiadomo, czy z ulgą, czy raczej z wyrzutem. Bóg Czechowicza jest Bogiem, który się ukrywa. Człowiek musi rzucić się w pustkę, wykonać pewnego rodzaju skok wiary. I targany sprzecznymi dążeniami, na powrót składać i rozrywać ręce, nim na świat „spadnie ciężka pokrywa / raju” (tenże, widzenie).

Wystarczy niepokój

„Boga i duszę pragnę poznać. I nic więcej? Nic zgoła” – pisał św. Augustyn. Czechowicz, który inspirował się Augustynem, nie przypadkiem jeden ze swych tomów zatytułował właśnie nic więcej. W gruncie rzeczy sztuka nie ma przecież żadnych innych celów. Wystarczą jej dusza i Bóg. Oraz niepokój, że wszystko, co trwa na tym świecie, okaże się niczym. Że wzrok śmierci nie schodzi „z godziny w której żem się rodził / ze skrzynki zamkniętej jak boleść / z umarłych rąk czechowicza” (tenże, ballada z tamtej strony).

O autorze

Od św. Franciszka uczy się zachwytu nad istnieniem i Stwórcą, od św. Ignacego – dostrzegania w każdej idei cząstki Prawdy, od mnichów natomiast prostoty i milczenia. Większość życia spędza nad filozofią i literaturą. Czasem tworzy.
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.