adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

Marność i nadzieja

magazine cover

unsplash.com

O pokoleniu doomerów stworzono już trochę tekstów, parę filmów i mnóstwo memów. Ta generacja musiała powstać.

 Ciężko przetłumaczyć termin „doomer”, który został utworzony w analogii do „boomerów”, „zoomerów” i „coomerów”. Odnosi się do słowa doom – zguba, zagłada. Ten, można by rzec, archetyp zbiera takie cechy jak: pesymizm, świadomość groźnych zjawisk globalnych XXI wieku, uzależnienie (głównie od papierosów), stan bliski depresji.

Ogólnie rzecz ujmując: brak perspektyw, który dotyczy ludzi w młodym wieku – urodzonych w końcówce lat dziewięćdziesiątych, w odróżnieniu od boomerów – w tym ich rodziców, którzy żyli we względnym prosperity, dorobili się domów, samochodów, stabilnych prac. Doomerzy z drugiej strony zarabiają gorzej niż starsze pokolenia. Nie mają wizji dostatniego życia, boją się brać mieszkanie na kredyt.

Czas mroku

Ktoś mógłby powiedzieć, że to przejściowy fenomen. Doomerzy musieli „dorosnąć” i „ustatkować się” albo się już wykończyć. Jednakże tak nie jest. Wprawdzie to specyficzne pokolenie końca lat dziewięćdziesiątych się zmieniło, już nie „odrodzi się” w innym. Jednakże dziś wizja stabilnej przeszłości jest jeszcze większą ułudą. Sytuacja staje się coraz trudniejsza. Wybór, czy kupić mieszkanie na kredyt, czy wynająć, może zostać zastąpiony dylematem, czy kupić samochód na kredyt, czy w leasingu. Zagęszcza się też atmosfera społeczna wokół pewnych ideologicznych kwestii, które mogą mieć bardzo bolesne przełożenie na funkcjonowanie społeczeństwa.

Często padają pytania, czemu młodzi nie chcą zakładać rodzin, dlaczego nie chcą mieć dzieci. Myślę, że powinniśmy raczej zadać sobie pytanie, czemu nadal są młodzi, którzy chcą. Antynatalizm klimatyczny jest oczywiście absurdalny. Ten egzystencjalny jednak, mimo że z katolickiej perspektywy błędny, jest godzien odpowiedzi. Padają pytania: Jak zapewnię dzieciom godziwe życie? Czy godzi się „sprowadzać” na ten padół łez nowe istnienie, wiedząc, że będzie żyło, jeśli nie w piekle na ziemi, to przynajmniej w czyśćcu? I czy jeżeli sam jestem z rozbitej rodziny, zdołam nie rozbić swojej? Czy nie będę równie złym rodzicem/opiekunem jak ci moi wychowawcy? Kościół w tych kwestiach nie ma siły przebicia. Odpowiedzi na te pytania muszą być jaśniejsze i bardziej słyszalne.

Pesymizm bardziej realistyczny?

Dlaczego w ogóle istnieją ludzie, którzy są optymistami? Przytaczałem kiedyś w swoim tekście dwa mocne cytaty na ten temat. „Optymizm jest ślepy, pesymizm jest gorzki” – to francuski poeta, Jean Cocteau. „Pesymizm to jedynie nazwa, jaką ludzie o słabych nerwach nadają mądrości” – to z kolei Romuald Hube, prawnik i polityk doby Królestwa Polskiego, czasu zginania karku przed silniejszymi.

Oba cytaty zdają się jak ulał pasować do Eklezjasty, zwanego również Koheletem. Nie jest to imię, lecz raczej nazwa funkcji. Izraelski mędrzec nie był człowiekiem depresyjnym. Był pesymistą.

Zobacz też:   Bogiem być

Próżność, marność

Widział, że życie to marny wyścig szczurów i gonienie złudzeń, że mądry człowiek może nagromadzić dobra – materialne bądź intelektualne – i zostawić to w spadku głupcowi. Eklezjastes stwierdza, że nienawidzi życia i całej pracy pod słońcem, bo, jak ładnie to tłumaczy King James Version: „This is all vanity and vexation of the spirit” (lub nieco mniej ładnie, moim skromnym zdaniem, Biblia Tysiąclecia: „bo wszystko marność i pogoń za wiatrem”).

Mimo bycia pesymistą Kohelet jednak nie wpisuje się w archetyp doomera. Chociaż losem ludzi jest los zwierząt – śmierć – znajduje jakąś jasną stronę życia. Pokój można znaleźć w oddaniu Bogu i pokornemu służeniu Mu. Żyjąc w pokoju, można nawet znaleźć radość życia. Biblijny mędrzec widzi to w tym, że człowiek „je, pije i doznaje radości” i że „cieszy się ze swoich dzieł”. Wszyscy ludzie zamienią się znów w proch, ale wtedy „duch wróci do Boga, który go dał” (Koh 12, 7b).

Jezus Chrystus „podbił” tę ofertę, zmartwychwstając i dając zmartwychwstanie. Nie tylko duszą – tajemniczą i mało nam znaną – ale i ciałem, lepiej nam znanym. O tym trzeba pamiętać. Nadzieja chrześcijańska to nadzieja eschatologiczna, nie na przyszłość, ale na postprzyszłość, zwaną wiecznością. Nie „kiedyś będzie lepiej”, ale „w wieczności będzie lepiej”. Radość katolika polega zaś na tym, że wiernie stojąc przy wierze, stara się jak księżyc odbijać wieczne światło. Ściera kilka łez na tym ich padole, zachowując spokój wobec trudnych doświadczeń.

Zero złudzeń

Kończąc ten felieton, muszę napisać, że nie ma co być naiwnym. Zmiana nastawienia do życia postulowana przez optymistów nie oznacza, że problemy znikną. Nie znikną. Będzie ich tylko więcej.

Nie jest też odpowiedzią załamanie się, wykańczanie się nałogami, złą dietą i niewysypianiem się (o tym trzecim warto pamiętać: sen jest bardzo potrzebny dla zdrowia i pomaga umysłowi się skupić. Niewyspanym społeczeństwem łatwo manipulować). Nie warto topić się w beznadziei. Trzeba się mierzyć z „morzem nędz”, konfrontować się ze złem. Starać się polepszyć życie sobie, a w drugiej kolejności także innym. Budzić w sobie gniew wobec niegodziwości, na którą mamy wpływ. Zachować spokój i świętą obojętność wobec tego, na co nie ma się wpływu.

„Ostatnia wojna jest już wygrana
Nie będziesz padać na kolana”

(Kult, Wspaniała nowina)

Mając tę ponadczasową ufność, możemy stawać w szranki z parszywościami życia. Mimo że czekają nas prawdopodobnie mroczne czasy, możemy się umacniać i czynić dobro.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Podoba Ci się to, co tworzymy? Dołącz do nas

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.