adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Gangnam style było piosenką, która nadspodziewanie skutecznie przebiła się na Zachód. Ten record breaker stał się hitem trochę przypadkowo – jako coś orientalnego, dziwnego i zabawnego.

[Pierwsza część artykułu]

Co ciekawe, pewnie sam twórca, PSY, tego sukcesu się nie spodziewał. Piosenka jest pomyślana raczej jako satyra. Tytułowe Gangnam style (강남스타일) – od Gangnam, bogatej, związanej ze światem mody dzielnicą w Seulu – to satyryczne określenie nowobogackiego stylu życia. Do tego też odnosi się dziwaczny teledysk, który wcale nie jest dowodem na „dziwność” życia Koreańczyków, a raczej na dość uniwersalną śmieszność i osobliwość ludzi, którym woda sodowa uderzyła do głowy. Nawiasem mówiąc, w teledysku występuje rudowłosa dziewczyna – to Hyuna, do której jeszcze wrócimy.

Wysoka fala

Przed tym przełomowym momentem ważnymi kamieniami milowymi były sukcesy koreańskich muzyków w Państwie Środka i Kraju Wschodzącego Słońca. Dla nas to może mniej znaczące, ale wytwórnie koreańskie do dziś starają się przebić w Japonii i Chinach. Stąd wynika chociażby fakt, że słynny boysband BTS wydaje również japońskojęzyczne piosenki. Rekordową sprzedaż w tym kraju zanotowała piosenkarka BoA (właściwie: Kwon Boa, 권보아), zwłaszcza w pierwszej połowie lat 2000.

Pojedynczy sukces PSY był zwiastunem „koreańskiej fali” (한류). To zjawisko kulturowe wystąpiło na początku drugiej dekady XXI wieku. W 2012 roku wspomniał o nim publicznie ówczesny prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama. Popularność zdobyły w tamtym czasie takie zespoły jak FTISLAND, MBLAQ czy BIGBANG, a także girlsbandy takie jak Girl’s Day, F(x), Wonder Girls lub 2NE1. Na zagranicznych rynkach pojawiły się koreańskie produkcje telewizyjne, Korea Południowa zanotowała zaś znaczący wzrost w turystyce, a co za tym idzie gospodarcze zyski.

Hajs się zgadza

No właśnie, ale co na to państwo? Rząd Korei Południowej aktywnie wspierał i wspiera kulturę kraju. Już w 1994 roku podjął działania, by stworzyć biuro „przemysłu kulturowego” w Ministerstwie Kultury i Sportu. W późniejszym czasie powstała specjalna komórka w ministerstwie do promowania i wspierania k-popu. Oprócz tego gatunek ma oczywiście wsparcie medialne.

W roku 2020 rząd przeznaczył równowartość około 1,4 miliarda dolarów na promowanie k-popu za granicą. Marnotrawstwo pieniędzy? Ktoś mógłby tak powiedzieć. Rząd koreański wie jednak, że zainteresowanie koreańską kulturą – nawet powierzchowne – jest korzystne. K-pop to więcej zainteresowanych Koreą, a zatem chętnych do wizyt turystycznych, nauki języka czy włączenia zagadnień związanych z tym krajem do swoich studiów. Jest to też budowanie przyjazności opinii publicznej wobec swojego państwa, co w przypadku rozmaitych interesów, kontraktów, współpracy gospodarczej może być korzystne.

Jak już jesteśmy przy wizerunku – nie zawsze jest różowo. Ale żeby to omówić, trzeba wpierw pochylić się nad procesem „powstawania” gwiazd k-popu.

Czeladnicy

Kluczowe w tej kwestii jest pojęcie trainee. Oznacza ono muzycznego czeladnika, ucznia, który kiedyś stanie się częścią jakiegoś zespołu lub kimś z muzycznego personelu zespołów. Można nim zostać w wieku kilku bądź kilkunastu lat i być nim kilka lub kilkanaście lat (w skrajnych przypadkach). W większości to Koreańczycy, jednak zdarzają się zarówno osoby z innych krajów, jak i mające mieszane pochodzenie.

Trainees mieszkają w swoistym internacie, budynku należącym do wytwórni i nadzorowanym przez nią. Muszą chodzić do normalnej szkoły. Dzień lekcyjny zaczyna się nieco później niż w Polsce i trwa do około piętnastej. W przypadku trainees może być to zmodyfikowane. Wciąż jednak muszą poświęcać poranne godziny na naukę podstawowych przedmiotów. Często uczą się też dodatkowo obcych języków. Od popołudnia aż do wieczora trwają treningi.

Zobacz też:   Gdy nam śpiewał Krzysztof Krawczyk

Młodych adeptów trenuje się w tańcu i śpiewie, ale również w aktorstwie, zachowaniu scenicznym, charyzmie. Słowem: we wszystkim, co może przydać się w byciu medialną ikoną.

Sleep in the car

Treningi to nie koniec. W wieczornych i nocnych godzinach trainees uczą się i ćwiczą na własną rękę. Powszechnym problemem jest niewysypianie się. Zresztą, dotyczy to także idoli, zwłaszcza w czasie comebacków, czyli zintensyfikowanych działań promocyjnych związanych z wydaniem nowych piosenek. To dlatego girlsband Mamamoo śpiewa w piosence Sleep in the car słowa, które można by przełożyć: „przynajmniej możesz spać w samochodzie”. Często bowiem idole śpią tylko „w międzyczasie”.

Z reguły trainees mają mocno ograniczony dostęp do telefonów. Zakazuje im się wchodzenia w głębszą interakcję z płcią przeciwną. Ich życie jest poddane ścisłej kontroli wytwórni. Idole mają już nieco więcej „luzu”, ale nie jest to pełna swoboda. Wytwórnia może też wydalić młodych muzyków z mniej lub bardziej poważnych powodów, takich jak ukryty związek, domniemana lub rzeczywista skłonność do agresji i, oczywiście, krytykowanie wytwórni.

Niebezpieczne związki

Na przykład wspomniana Hyuna. Zadebiutowała dość wcześnie, bo mając piętnaście lat, dołączyła do zespołu Wonder Girls. Występowała w różnych grupach, po czym zaczęła karierę solową. Teledyski z jej udziałem były dość „odważne”, a jej medialna persona była seksualizowana. Doszło do pewnego paradoksu – teledysk do Change miał oznaczenie 19+ (czyli „po naszemu” 18+; Koreańczycy liczą wiek nie od zera, a od jedynki). Sama Hyuna nie mogła go więc wtedy legalnie obejrzeć, bo miała… siedemnaście lat.

Hyuna, wokół której roztaczał się nimb (sztucznego) skandalu, przeszła do innej wytwórni na skutek zupełnie odmiennej afery. W sierpniu 2018 roku ogłosiła (trwający już od dwóch lat) związek z innym muzykiem, E’Dawnem. Wytwórnia Cube Entertainment wydaliła z niej oboje. Schronienie znaleźli pod skrzydłami PSY w jego wytwórni P Nation. Debiut Hyuny w nowym miejscu, Flower Shower, pokazał, że artystka odnajduje się również (lub może: „bardziej”) w stonowanych, nieprzeseksualizowanych kreacjach.

Ciężko wejść na szczyt

Historii, w których młodzi idole zmuszani są do udawania kogoś, kim nie są naprawdę, jest oczywiście bardzo dużo. Problemem są też tzw. niewolnicze kontrakty. Dają one wytwórni szereg narzędzi, by kontrolować idola, zarazem uniemożliwiając im krytykę (jakby nie patrzeć) pracodawcy.

Wytwórnie mogą też (i nierzadko to robią) zmuszać młodych muzyków np. do zmiany wagi. Drastyczne zrzucenie wagi może być zabójcze, jeśli jest połączone z przemęczeniem i z niewyspaniem. Nierzadko członkowie zespołów muszą robić dłuższe zdrowotne przerwy (zwane w środowisku z angielska hiatusami) trwające np. rok.

Bycie kroplą w „koreańskiej fali” to nie sielanka. To ciężka, często mordercza praca. Nie każdy przeżyje, nie każdy przetrwa. Zwycięzców czeka laur sławy, popularności i – niektórych, którzy nie są łasi na te rzeczy – możliwość bycia artystą przez wielkie „A”. I wbrew temu, co się wydaje, tych, którzy wykorzystują k-pop do „robienia sztuki”, jest trochę… Ale o tym opowiem w następnym artykule już w przyszłym miesiącu.

yt.com

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.