adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

Z ciemności do światła

magazine cover

unsplash.com

„Number 24, six feet six guard, from Lower Merion High School. Koooobeee Bryant, Bryant…” – niestety nie będzie nam już dane usłyszeć tych zdań, które obwieszczają kolejny występ jednego z najważniejszych koszykarzy w historii. Kobe Bryant odszedł, ale zostawił po sobie wiele. Przyjrzyjmy się temu, co najważniejsze, by postawić kolejny krok na drodze z ciemności do światła.

Jestem z pokolenia, w którym NBA bez Kobe Bryanta, Kevina Garnetta, Tima Duncana czy Dirka Nowitzkiego jest jak pizza bez sera – z reguły da się przetrawić, ale brakuje podstawowego i spajającego wszystko składnika. Proszę mi wybaczyć kulinarne porównanie, ale ten przykład doskonale ilustruje ogromną dawkę smaku, której dodawali światowej koszykówce najlepsi w historii. Takim zawodnikiem był z pewnością Kobe Bryant, którego sportowa kariera była jedną z najbardziej udanych na przestrzeni dwóch dekad. Każdemu wielbicielowi koszykówki niełatwo przejść do porządku dziennego, gdy karierę kończy ikona NBA i zawodnik, dla którego nastawiało się budziki na czwartą rano. Skoro fanom trudno poradzić sobie z emeryturą ich ulubionego koszykarza, to jak przytłaczająca musi być śmierć dla bliskich zmarłego?

Kiedy pod koniec lutego odbyła się ceremonia pożegnalna ikony Los Angeles Lakers, według zapowiedzi mediów, pod halą Staples Center miało zgromadzić się nawet 100 tys. osób. Czasami dopiero takie sytuacje uświadamiają, że znana osobistość jest takim samym człowiekiem jak każdy z nas. Kobe był nade wszystko mężem i ojcem, dopiero później koszykarzem, jednak jego wpływ na kolejne pokolenia zawodników sięgał znacznie głębiej niż tylko powierzchni parkietu.

Idol, czyli kto?

Oto odszedł ktoś, kto dla wielu był filarem i magnesem podtrzymującym zainteresowanie koszykówką oraz przyciągającym nowych adeptów koszykarskiego rzemiosła. Upamiętniły go nie tylko środowiska koszykarskie na całym świecie, ale również wszyscy sportowcy, znane osobistości i, co najważniejsze, zwyczajni mieszkańcy różnych stron świata. Były łzy, niedowierzanie i smutek. Słyszeliśmy zarówno wypowiedzi młodych gwiazd NBA, jak i naszych krajowych zawodników. Większość zgodnie twierdziła, że Kobe był dla nich sportowym wzorem do naśladowania.

Słynne są już fakty o etosie pracy Bryanta. Wstawał o czwartej rano na trening i nie wychodził z hali, póki nie oddał ośmiuset rzutów. Dla wielu był Jordanem XXI wieku. Kobe chciał być jak Michael, a młody zawodnik chciał być jak Kobe. Ja z kolei nie chcę, by ten tekst był biogramem czy sylwetką zmarłego koszykarza. Chciałbym pochylić się nad jednym wydarzeniem z życia Bryanta, które po śmierci gwiazdy Los Angeles Lakers opisał między innymi portal Deon.

Zobacz też:   Credo 3.0

Otóż kilka lat po zawarciu związku małżeńskiego Kobe został oskarżony o gwałt przez jedną z pracownic hotelu – sprawa ciągnęła się jakiś czas, jednak ostatecznie zarzuty wycofano. Okazało się, że do współżycia doszło za zgodą obojga. To była ciężka próba dla małżeństwa koszykarza, jednak, dzięki Bogu – dosłownie i w przenośni – wichry i burze udało się przetrzymać. Kiedy w 2015 roku Bryant opowiadał w mediach o tamtym zajściu, zwrócił uwagę na pomoc, którą wówczas otrzymał. A pochodziła ona od Kościoła katolickiego. Szukał wsparcia u księdza i to między innymi dzięki tamtej rozmowie poradził sobie z konsekwencjami swego czynu.

Właściwy azymut

Dlaczego o tym piszę? Ten przykład doskonale ilustruje tytułowe przejście z ciemności do światła. Czasami w życiu jest tak, jak na meczu koszykówki – popełniamy błąd w kluczowym miejscu i w konsekwencji przegrywamy, by później latami borykać się z następstwami. W takich sytuacjach nieważne są kariera, sukces, umiejętności czy sława. To wszystko traci wówczas sens i może się okazać, że to, co jeszcze przed chwilą było motywacją, jest teraz bezsensowne. Trudno się pozbierać. Nawet jeśli faktycznie tak się stało, zawsze możemy zainspirować się zachowaniem Bryanta – poszukać pomocy u Boga. Można wstać, otrzepać się i zmienić kierunek, zacząć się nawracać.

Kobe faktycznie zmienił kierunek. Przed swoją ostatnią podróżą był w kościele, rozmawiał z księdzem. Wiara stała się dla niego ważna, był praktykującym katolikiem – w mediach pojawiło się świadectwo kobiety, którą Kobe przepuścił w kolejce do Komunii Świętej. Co jeszcze istotniejsze, przypadek Bryanta nie jest odosobniony wśród osób znanych. Ileż słyszeliśmy o tym, że prawdziwą pełnię można znaleźć dopiero w Jezusie i Kościele katolickim.

Mamy więc prawdziwie dobrą nowinę – zmiana jest możliwa i dostępna dla wszystkich. Każdy może przejść drogę z ciemności do światła. Oprócz tej dobrej nowiny jest jeszcze jedna. Otóż nie trzeba wymyślać tej drogi i szukać jej po omacku. Wystarczy, tylko i aż, podążać za Tym, który jest Drogą, Prawdą i Życiem.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.