adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Miesięcznik lipiec 2020, Społeczeństwo

Yoda, Vader i pornografia

magazine cover

unsplash.com

„Lider w projektowaniu stron”. Nic szczególnego – ot, międzynarodowa firma zajmująca się designem (jakże nie cierpię tego słowa) w sieci. Żółte i złote barwy. Tak przedstawia się firma MindGeek. Bardzo zabawne, że nie wspomina nic o ponad stu sześćdziesięciu stronach pornograficznych.

Tyle witryn z „treściami dla dorosłych” jest własnością lub jest reprezentowane przez MindGeek. Na czele z wielkim Pornhubem. Firma z siedzibą w Luksemburgu jest monopolistą. David Auerbach w tekście Vampire Porn napisał: „MindGeek is a porn provider. Or more accurately, »the« porn provider” („MindGeek to jeden z właścicieli serwisów porno. A raczej, będąc bliższym prawdy, to »jedyny« właściciel serwisów porno”).

Liczba ludzi oglądających pornografię rośnie. Sam Pornhub miesięcznie jest odwiedzany przez ponad miliard ludzi. Wiek „inicjacji pornograficznej” spada. Instytut Profilaktyki Zintegrowanej stwierdził w 2018 roku, że 55% dzieci miało styczność z pornografią przed dwunastym rokiem życia. Rośnie odsetek widzów-kobiet. MindGeek, jako potentat pornograficzny, ma w swoich rękach wielką władzę.

„Góra lodu, czyli Hajsberg”

Nakręcanie tego erotycznego szaleństwa się opłaca. Już dekadę temu wartość pornorynku liczono w miliardach dolarów. 90% pornografii pochodzi z USA. Kraj ten w kinematografii słynie z Hollywood – ale to filmy erotyczne najlepiej eksportuje.

Pomijam w ogóle problem pornografii dziecięcej. Ten czarny rynek, intratny jak handel twardymi narkotykami (jeśli nie jeszcze bardziej zyskowny), wymyka się statystykom. Nie zajmują się nim bowiem amatorzy. To domena przebiegłych przestępców, za którymi stoją duże pieniądze. Którzy są dobrze umocowani i mają znajomości.

Wróćmy do spraw legalnych. Wprawdzie branża stara się o pozytywny wizerunek, ale to pozór. To szemrany biznes, żerujący na ludzkim nałogu.

Mózg

Pornografizm to straszna choroba. Niszczy mózg, duszę i ciało. Jeżeli chodzi o mózg – najbardziej wpływa na młodych. To, co pod czaszką, kształtuje się do dwudziestego piątego roku życia. Oglądanie pornografii przed pełnym ukształtowaniem się mózgu powoduje trwałe, nieodwracalne zmiany. Zmienia spojrzenie na seks, drugą płeć, społeczeństwo.

Przede wszystkim zaś sieje spustoszenie w tzw. systemie nagrody. Pornografia uwalnia hormony szczęścia w skali nieznanej ludzkiemu umysłowi w normalnym życiu. To bardzo niszczy człowieka, bo inne rzeczy wyzwalające w człowieku zadowolenie i błogość przestają to czynić. Im więcej człowiek ogląda, tym mocniejszych potrzebuje bodźców. I to jest właśnie ta destrukcja ciała.

Seks nie da takiej przyjemności. Pojawią się problemy chociażby z erekcją. Zmienia się spojrzenie na kobiety i mężczyzn. Pornografia wywołuje też szereg innych dolegliwości, na przykład problemy ze snem lub skłonność do agresji czy wręcz do przemocy.

Pornografia najmocniej działa na młode umysły. Co oczywiście nie oznacza, że na dorosłych nie ma wpływu – jak najbardziej ma, i to często zgubny. Wystarczy poczytać świadectwa pornografistów, których nałóg niszczył ich rodziny.

Pożytek z feministek

Otwarcie przyznaję, że nie lubię feminizmu. Generalizując, nikt normalny w Polsce nie przepada za feministkami. Kojarzą się one bowiem z krzykliwością, nieumiejętnością dyskutowania, atakiem na mężczyzn (mizoandrią wręcz), Kościół, tradycję i kulturę. Z aborcyjnym fanatyzmem, do którego Polacy się nie przyznają (jako społeczeństwo nie jesteśmy ani pro-life, ani pro-death, pardon, pro-choice).

Feminizm to jednakże dużo szerszy nurt, rozległy w czasie i przestrzeni. Były ciekawe i wartościowe feministyczne badania w zakresie literatury, społeczeństwa i religii. Tak samo są w Ameryce feministki, które robią dobrą robotę, walcząc z branżą pornograficzną.

W Polsce w miarę znana jest książka Gail Dines Pornoland. Jak skradziono naszą tożsamość (wydana nakładem wydawnictwa W drodze – sic! – 2012 rok). Pamiętam, jak wtedy czytałem wywiad z autorką, przeprowadzony w jakichś katolickich mediach. Gail Dines nie pozostawiała złudzeń – nie ma nic wspólnego z Kościołem. Ale zaznaczyła, że na tym froncie katolicy i feministki mogą i powinni stanąć ramię w ramię.

Gail Dines nie jest jedyną kobietą o feministycznej wrażliwości w USA, która walczy na tej wojnie. A co w Polsce? Jak żyję, nigdy nie słyszałem, by polska feministka wypowiadała się o pornografii. Ktoś może powie, że to nie jest prawdziwy feminizm. Może i tak. To żadna walka o prawa kobiet, to mizoandria, antyklerykalizm, aborcjonizm i zwyczajna szuria.

Kapitan Państwo nie daje rady

Rzeczpospolita nie kwapi się do ograniczenia swobody branży. Mówiło się sporo na przełomie dekad o projekcie utrudnienia dostępu do pornografii. Dyskutowano o tym, czy się godzi, czy to ma sens, czy nie będzie efektu kobry. O projekcie zrobiło się jednak cicho na początku zarazy, dziś nikt o nim nie pamięta.

Spróbujmy się postawić w miejscu rządzących. Z tego punktu widzenia opłacalne i korzystne dla narodu byłoby zadbanie o to, by dzieci nie miały dostępu do pornografii. Zważając jeszcze na jawny paternalizm (działanie „dla dobra człowieka” wbrew jego woli) obecnych władz, ograniczenie jej dostępność dla każdego obywatela byłoby działaniem konsekwentnym. Tak samo jak ogranicza się możliwość spożywania alkoholu, marihuany, papierosów czy handlu w niedzielę lub jeżdżenia samochodem po mieście.

Zobacz też:   Rodzice świętego Jana Pawła II

Dodajmy jeszcze, że rządzący odwołują się (w zdaniu wielu – w tym autora – w niezbyt uczciwy sposób) do wartości chrześcijańskich, katolickich, konserwatywnych. Tymczasem Katechizm Kościoła katolickiego jednoznacznie stwierdza, że władze cywilne powinny zakazać produkcji i rozpowszechniania materiałów pornograficznych. Żadnym rządzącym, odwołującym się do chrześcijaństwa, nie udało się tego zrobić nawet na poziomie „świerszczyków”, papierowych magazynów. Co tu mówić o internecie.

Z czego wynika ta niemoc? Z braku dobrego sposobu penalizacji produkcji i rozpowszechniania pornografii? Czy z niechęci do narażania się wielkiemu biznesowi?

Swoistym ramieniem państwa jest szkolnictwo. Niczym nadzwyczajnym nie jest mówienie przez nauczycieli, że palenie zabija. Że alkohol może być szkodliwy. Mnie w „gimbazie” mówili nawet o niebezpieczeństwach energetyków. Mieliśmy też bardzo profesjonalne i ciekawe warsztaty i rozmowy o „ćpaniu”. Nic jednak nie mówi się o szkodliwości pornografii. Nie licząc może WDŻ (na które na przykład nie chodziłem, bo umierałem tam z nudów – nie tylko ja zresztą). Nie licząc religii (na którą chodzi coraz mniej uczniów). To duży błąd. O tym trzeba mówić – zwłaszcza w dobie, w której dzieci latają ze smartfonami.

Milczenie Kościoła?

„Jak rak w miejskim ciele, świątynie, burdele, i oba te cele walczą tu ze sobą jak Yoda z Vaderem. Zabawne, jak łatwo hodować złudzenie” rapuje w Oh My Buddha Quebonafide. Te słowa kojarzą mi się z tematem walki Kościoła z pornografią. Yoda i Vader to dwie całkowicie przeciwstawne sobie postacie. Jednakże każdy, kto widział wszystkie Gwiezdne wojny, wie, że te osoby nigdy bezpośrednio ze sobą nie walczyły. Ich wzajemna wrogość przejawia się w sferze deklaratywnej.

Kościół w Polsce zdaje się ignorować tego raka, który trawi społeczeństwo. Wrogiem jest alkohol i handel w niedzielę. Kiedy ksiądz Blachnicki zakładał Krucjatę Trzeźwości, potrzeby istnienia jakiejś Krucjaty Czystości miał prawo jeszcze nie dostrzegać. Ale tego prawa nie mają już współcześni duchowni i świeccy. Każdy zaangażowany medialnie katolik słyszał jeremiady biskupa Bronakowskiego na temat napojów alkoholowych; wszyscy słyszeliśmy listy KEP-u na sierpień – miesiąc trzeźwości. Wszyscy wiemy, że zachęca się do abstynencji w Wielkim Poście i w Wigilię Narodzenia Pańskiego. Gdzie jest jednakowoż głos w sprawie pornografii? Czyż czternaste miejsce w rankingu najbardziej żywiących się pornografią narodów jest żartem?

Widzę iskierkę nadziei. W seminariach coraz częściej ważnym elementem formacji jest przedmiot dotykający tych tematów. Zresztą, młodsze pokolenie kapłanów bardziej niż ich starsi koledzy ma świadomość problemu – bo często widzieli na własne oczy skutki pornografizmu. O tym nałogu mówią też coraz częściej ludzie Kościoła działający w internecie. Chociażby ojciec Szustak OP – którego można nie lubić, ale trzeba przyznać, że nie bagatelizuje bólu pogubionego seksualnie pokolenia.

Dziwna wojna

Bardzo specyficzna jest rola mediów w tej kwestii. Otóż często krytycznie o branży wypowiadają się media lewicowe. Nie z poziomu moralnego, ale z czysto naukowego. Media katolickie, konserwatywne (cokolwiek to słowo obecnie znaczy) rzadziej temat poruszają. A szkoda. Pornoprzemysł stworzył tyle patologii, że można by pisać o tym w każdym wydaniu tygodnika, nie nudząc odbiorcy.

Można by zacząć od MindGeek – wielkiego monopolisty, który na swojej stronie udaje, że nie ma nic wspólnego z erotyką. Wdzięcznym tematem byłoby tworzenie filmów. To pornograficzne bajkopisarstwo – filmiki te bowiem zazwyczaj nie są zapisem stosunku seksualnego, ale wyreżyserowaną opowiastką z wieloma podejściami. Można by pisać eseje o śmierci intymności, prywatności. O chorym wyzuciu seksu z emocji. Tworzyć dziennikarskie śledztwa o samobójstwach i uzależnieniach „aktorów” porno. Można by robić wywiady z psychologami o tym, dlaczego kobiety wybierają inne typy filmów niż mężczyźni i jakie problemy starają się przytłumić w sobie ludzie sięgający po strony erotyczne.

To jest dziwna sprawa. Wszyscy zorientowani wiedzą, jak duża jest skala patologii i problemów. Dlaczego zatem odpowiedź na to jest taka skromna? Dlaczego tak trudno jest stworzyć szeroki sojusz z ludźmi, często obcymi nam ideowo, w tej pragmatycznej kwestii?

Myślę, że czas najwyższy, by zadać sobie pytanie: czy chcemy walczyć z pornografią jak Yoda z Vaderem, czy może chcemy walczyć skutecznie?

Walczmy. Zepchnijmy tego plugawego potwora z powrotem w otchłań nicości, z której przybył. Miażdżmy po kolei głowy tej hydrze. Bowiem srożej niż ze złych czynów Bóg będzie nas sądził z naszej bierności wobec zła.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.