adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
#tradilekcje

Wszedłszy do nieba…

Od najmłodszych lat słyszymy o tym, że warto „pójść do nieba”. Obraz wędrówki, przemieszczania się z jednego miejsca w drugie, nie jest jednak wyłącznym obrazem tego, czym jest zbawienie. 

16 maja 2021
Niedziela po Wniebowstąpieniu, 2 klasy, 
Szaty białe
Link do tekstów liturgicznych na dziś: KLIK

Ukazanie nieba jako celu wędrówki, którą jest ludzkie życie, to chyba najprostszy zabieg wykorzystywany, by bliskimi nam kategoriami opowiedzieć o rzeczywistości duchowej. Niebo to ojczyzna, którą utraciliśmy, zaś dotarcie tam to błogie doświadczenie powrotu do domu. 

Innym terminem (szczególnie bliskim salwatorianom) określającym tę samą rzeczywistość jest zbawienie. Ono z kolei jest czymś, co się osiąga. Aby ułatwić zrozumienie tej duchowej treści, można przedstawić to tak, że niebo jest miejscem, do którego wchodzę, zbawienie zaś stanem, który osiągam dzięki łasce Bożej.

Słowo „niebo” podkreśla przynależność, „zbawienie” zaś posiadanie pewnego dobra. Obydwa określenia tej duchowej rzeczywistości mogą być jednak ubogacone obrazem, który wyłania się z dzisiejszej liturgii nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego.

Dzisiejsza prefacja mówi o Chrystusie: „On po swoim Zmartwychwstaniu jawnie się ukazał wszystkim swoim uczniom i w ich oczach wzniósł się do nieba, aby dać nam udział w swoim Bóstwie”. Nasz Pan nie tylko chce nas gdzieś wprowadzić, nie tylko czymś obdarować, lecz także pragnie nas przemienić, czyniąc podobnymi do siebie. 

Ten wymiar ostatecznego celu ludzkiego życia można teologicznie nazwać ontycznym wymiarem świętości. Dotyczy bowiem tego, kim człowiek ma się stać, jaka będzie najgłębsza prawda o jego naturze, o nim samym.

Zobacz też:   Tajemnica Krzyża

Rosnąca we współczesnym świecie popularność różnego rodzaju technik samopomocy i samodoskonalenia świadczy o głębokim przekonaniu społeczeństwa, że celem wszelkich starań człowieka jest doskonalsza forma człowieczeństwa. Dla ludzi wierzących stanie się lepszym człowiekiem to za mało. Chrześcijanin dąży do tego, by stać się jak Bóg.

Poprzez zbawcze dzieło Chrystusa dostępujemy przebóstwienia. Każdy sakrament, w którym uczestniczymy, przemienia nas coraz bardziej w nas. Rozbudowana w nadzwyczajnej formie liturgii modlitwa przy zmieszaniu wody i wina wyraźnie podkreśla wspaniałość tego dzieła, dzięki któremu nie tylko dochodzi do przemiany chleba i wina w ciało i krew, lecz także wierni stają się uczestnikami boskiej natury.

Ta przemiana, to pozostanie czegoś pochodzącego z Boga w nas, jest w dosadny sposób wyrażona w tekście liturgicznym. Kapłan po spożyciu Komunii prosi Boga (a prośbę tę może chyba powtórzyć każdy, kto przyjął Komunię), aby Ciało Chrystusa, które spożył, i Krew Chrystusa, którą wypił „trzymały się jego trzewi” (adhereat visceribus). 

Ten niezwykle szczegółowy opis może początkowo dziwić. Ujawnia on jednak charakter więzi, wręcz organicznej, biologicznej, która łączy nas z Bogiem w akcie sakramentalnym. Przyjmując godziwie te sakramenty, pozwalajmy Bogu na to, aby odkrywał przed nami prawdę o nas samych. Abyśmy kiedyś, wszedłszy do nieba, uzyskawszy zbawienie i przeistoczywszy się w podobnych Bogu, mogli przyjąć pełnię Jego samego.

O autorze

Salwatorianin, kapłan, student teologii; posługuje w sanktuarium św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy.
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.