adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
#Katechizm

W podróży przez Katechizm #7 (KKK 325-409)

Ostatnio mówiliśmy o stworzeniu świata przez Boga, o Bożej wszechmocy i Opatrzności. Nadszedł czas, by skupić się na człowieku, wyjątkowym stworzeniu, którego – jak powie Sobór Watykański II w konstytucji Gaudium et spes – Bóg chce ze względu na niego samego. Wypada też wspomnieć trochę o aniołach. A kiedy powiemy sobie o jednych i drugich, zastanowimy się wspólnie, dlaczego dziś nie widzimy świata takim, jakim stworzył go kiedyś Bóg. Będzie to czas na refleksję na temat grzechu pierworodnego.

W wyznaniu wiary mówimy, że wierzymy w Boga, który stworzył „niebo i ziemię”. Sobór Nicejsko-Konstantynopolitański doprecyzowuje to, zmieniając na: „wszystkie rzeczy widzialne i niewidzialne”. Pod tymi pojęciami kryje się po prostu cały świat stworzony, przedstawiony jako jedność przy użyciu spójnika „i”. Niebo i ziemia są we wzajemnej relacji, więzi. Rozdzielone, a jednak razem. Niebo – świat bytów duchowych: Boga i aniołów, ziemia – świat bytów materialnych, ale także człowieka, łączącego w sobie świat duchowy i materialny, bo złożonego z ciała i duszy. Pięknie ujął to św. Josemaria Escriva de Balaguer: „Niebo i ziemia, dzieci moje, zdają się łączyć na horyzoncie. Ale tak naprawdę łączą się one w waszych sercach, gdy żyjecie, uświęcając życie codzienne”.

Kim są aniołowie?

Bóg stworzył byty z natury duchowe, których funkcją jest pomoc ludziom w osiągnięciu zbawienia (por. Hbr 1, 14). Właśnie ta ich funkcja jest określana słowem „anioł”. Są oni sługami i wysłannikami Boga, stworzeniami czysto duchowymi, osobowymi i nieśmiertelnymi. Posiadają rozum i wolę. Są doskonalsi od wszystkich stworzeń widzialnych. W Biblii znajdujemy wiele przykładów potwierdzających działanie aniołów w życiu ludzi i ich pomaganie w zbawczym planie Boga (na przykład: historia Lota, Hagar i jej syna, Abrahama i Izaaka, wędrówka Izraela do Ziemi Obiecanej, ratowanie trzech młodzieńców z ognistego pieca, zwiastowanie narodzin i powołań, służba Jezusowi, pomoc wierzącym w Jezusa – jak chociażby św. Piotrowi w więzieniu).

Kościół ciągle korzysta z pomocy aniołów. Życie ludzkie od początku do śmierci otoczone jest ich opieką i wstawiennictwem. Każdy chrześcijanin ma swojego anioła stróża – opiekuna. Aniołowie uczestniczą też w liturgii Kościoła, razem z wiernymi, oddając Bogu chwałę. Kościół wprost wspomina ich obecność podczas liturgii eucharystycznej przed śpiewem „Święty, święty, święty…”.

Kim jest człowiek?

Człowiek zajmuje wyjątkowe miejsce wśród wszystkich stworzeń. „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę” (Rdz 1, 27). Człowiek został stworzony jako mężczyzna i kobieta, na obraz Boży, jednoczy w swojej naturze świat duchowy i materialny. Człowiek został obdarzony przyjaźnią z Bogiem. Jako jedyne stworzenie wezwany jest do uczestnictwa w życiu Bożym przez poznanie i miłość. Właśnie to powołanie stanowi podstawową rację jego godności. Człowiek stworzony na obraz Boży jest nie tylko czymś, ale kimś. Jest osobą. Człowiek jest osobą, bo może poznawać siebie, panować nad sobą, w sposób dobrowolny dawać siebie innym i tworzyć z nimi wspólnotę.

Jakie miejsce zajmuje człowiek wśród stworzeń?

Wszystko zostało stworzone przez Boga dla człowieka, a sam człowiek, aby służyć Bogu i kochać Go oraz ofiarować Mu całe stworzenie. Święty Jan Chryzostom ujmuje to w następujących słowach: „Jakaż to istota otoczona tak wielkim poważaniem otrzyma istnienie? Jest nią człowiek, wielka i wspaniała postać żyjąca, cenniejsza w oczach Bożych niż całe stworzenie. Jest nią człowiek; dla niego istnieje niebo i ziemia, morze i całe stworzenie. Do jego zbawienia Bóg przywiązuje taką wagę, że dla niego nie oszczędził nawet swego jedynego Syna. Bóg nie przestał bowiem czynić wszystkiego, by doprowadzić człowieka do siebie i posadzić go po swojej prawicy”.

W pełni tajemnica człowieka wyjaśnia się w Jezusie – wcielonym Słowie Bożym. Jezus stając się człowiekiem i pozostając Bogiem, dodatkowo wywyższył ludzką naturę. Po swoim zmartwychwstaniu, żyjąc w chwale Ojca, Jezus przebywa jako ta sama Osoba, która chodziła po ziemi – z naturą Boską i ludzką.

Czy coś jeszcze wynika ze stworzenia człowieka na obraz Boży?

Tak, skoro każdy człowiek został stworzony na obraz Boży, wynika z tego jedność rodzaju ludzkiego i wzajemne braterstwo wszystkich ludzi. Każdy człowiek ma tego samego Stwórcę, Ojca – jesteśmy dla siebie braćmi już dzięki wspólnej ludzkiej naturze.

Na czym polega zjednoczenie ciała i duszy w człowieku?

Człowiek jest równocześnie bytem cielesnym i duchowym. Łączy w sobie te dwa światy – materialny i niematerialny. Cały człowiek (jego dusza i ciało) jest chciany przez Boga  i cały ma uczestnictwo w Jego planie zbawienia. Jezus Chrystus odkupił całego człowieka – zarówno jego duszę, jak i ciało.

O duszy ludzkiej możemy powiedzieć, że jest to zasada duchowa w człowieku. Z kolei ludzkie ciało jest ludzkie właśnie dlatego, że ożywia je duchowa dusza. Wierzymy, że dusza człowieka została stworzona bezpośrednio przez Boga. Nie jest ona dziełem rodziców. Nie jest w żaden sposób „dziedziczona” po przodkach. Jest ona nieśmiertelna, to znaczy, że nie ginie w chwili śmierci ciała, lecz oddziela się od niego i połączy się z nim ponownie w chwili ostatecznego zmartwychwstania.

Ciało ludzkie uczestniczy w godności „obrazu Bożego”. Cała ludzka osoba, a więc także ludzkie ciało, jest przeznaczone do tego, aby stać się świątynią Ducha Świętego. Konstytucja Gaudium et spes Soboru Watykańskiego II podkreśla: „Człowiek, stanowiący jedność ciała i duszy, skupia w sobie dzięki swej cielesnej naturze elementy świata materialnego, tak że przez niego dosięgają one swego szczytu i wznoszą głos w dobrowolnym chwaleniu Stwórcy. Nie wolno więc człowiekowi gardzić życiem ciała, lecz przeciwnie, powinien on uważać ciało swoje, jako przez Boga stworzone i mające być wskrzeszone w dniu ostatecznym, za dobre i godne szacunku”.

Jedność ludzkiego ciała i duszy jest tak głęboka, że duszę uważamy za formę ciała, bo właśnie dzięki niej, jak już powiedzieliśmy, ciało człowieka jest żywe i ludzkie. Co ważne, duch i materia nie łączą się w człowieku jako dwie oddzielne natury, ale razem, zjednoczone tworzą jedną naturę ludzką.

Co wynika z tego, że Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę?

Z faktu stworzenia człowieka jako mężczyznę i kobietę wynika: równość osobowa i tym samym równość godności obydwu płci oraz ich odrębność. Obydwie te cechy mężczyzny i kobiety są przez Boga chciane. Bóg stwarza ich obydwoje, razem, chcąc, aby jedno było dla drugiego. W Księdze Rodzaju mamy dwa opisy stworzenia człowieka. W jednym z nich (Rdz 1, 27-31) podkreśla się wspólnotę między mężczyzną i kobietą, a także ich równość. Drugi opis (Rdz 2, 4-25) wbrew pozorom wcale nie mówi o jakiejkolwiek wyższości mężczyzny nad kobietą, mającej rzekomo wynikać z faktu stworzenia go w pierwszej kolejności. Wręcz przeciwnie. Mężczyzna nie znajduje wśród innych stworzeń żadnego, z którym mógłby nawiązać partnerską relację. Możliwe staje się to dopiero z kobietą. Jest ona równa mężczyźnie, jest – jak sam to powie: „kością z jego kości i ciałem z jego ciała” (Rdz 2, 23). Mężczyzna odnajduje w kobiecie inne „ja” tego samego człowieczeństwa.

Bóg stworzył mężczyznę i kobietę jedno dla drugiego, są oni sobie wzajemnie potrzebni, ubogacają się i pomagają sobie. Tworzą partnerską relację, wspólnotę między sobą, komunię dwóch równych osób. Nie należy tego rozumieć, jakby każde z nich było „połowiczne” czy „niekompletne”. Wręcz przeciwnie, są oni cali, mimo że różni. Bóg łączy ich w małżeństwie. Stają się tam oni jednym ciałem (por. Rdz 2, 24), dzięki czemu będą przekazywać życie kolejnym pokoleniom, uczestnicząc w dziele Stwórcy w szczególny sposób.

Na czym polegała pierwotna harmonia w świecie?

Pierwszy człowiek został nie tylko stworzony przez Boga jako bardzo dobry (por. Rdz 1, 31a). Oprócz piękna jego natury Bóg obdarzył go przyjaźnią. Człowiek znajdował się też w stanie harmonii z sobą samym, z innymi ludźmi i całym stworzeniem. Stan ten był pełen szczęścia i przewyższy go tylko stan odkupienia (czyli nowego stworzenia w Chrystusie), którego doświadczymy wraz z powtórnym przyjściem Chrystusa w chwale.

Dopóki człowiek znajdował się w przyjaźni z Bogiem, a więc do chwili grzechu pierworodnego, nie umierał i nie cierpiał. Doświadczał też wewnętrznej harmonii wszystkich swoich władz (duszy i ciała, rozumu, woli i emocji itp.). Mężczyzna i kobieta mimo dzielących ich różnic wynikających z płci również żyli we wzajemnej harmonii. Człowiek korzystał w pełnym znaczeniu z powierzonego mu zakresu władzy nad światem, z panowania nad nim właściwego ludziom, przede wszystkim poprzez pełne panowanie nad sobą samym. Praca nie była ciężarem, ale współpracą między Bogiem a człowiekiem w doskonaleniu widzialnego świata. Dopiero po grzechu pierworodnym praca zaczęła wiązać się z trudem, wysiłkiem i cierpieniem.

Skąd bierze się zło moralne?

Mówiąc o grzechu pierworodnym, musimy wrócić do pytania, które już sobie stawialiśmy – o pochodzenie zła moralnego. Tutaj rozwiniemy odpowiedź na to pytanie. Zło moralne, czyli grzech, powinno być zawsze rozpatrywane w odniesieniu do głębokiej więzi człowieka z Bogiem. Bez tego kontekstu trudno go w pełni zrozumieć.

Grzech, a zwłaszcza grzech pierworodny, jest jedną z tych rzeczywistości, które możemy zrozumieć dopiero dzięki Objawieniu Bożemu. Bez niego człowiek nie tylko nie dostrzega istnienia zła, w tym zła moralnego, ale też może doszukiwać się jego przyczyn nie tam, gdzie objawił je Bóg. Na przykład może upatrywać je w słabości psychicznej, błędzie, konsekwencjach społecznej sytuacji. Wprawdzie te czynniki mają wpływ na ludzkie wybory i niekiedy na ciężar winy poszczególnych ludzi, jednak istota zła moralnego leży gdzie indziej. Chrześcijaństwo definiuje grzech jako nadużycie wolności, którą Bóg obdarzył aniołów i ludzi.

Bóg udzielił aniołom i ludziom wolności po to, aby miłowali Go oraz siebie nawzajem i w tej miłości znaleźli swoje szczęście. Jeżeli człowiek używa swojej wolności przeciwnie do miłości, nie odnajdzie nigdy pełni szczęścia, dla której został stworzony. Nie dzieje się tak dlatego, że Bóg jakby przymuszał człowieka do jakiegoś wyboru i karał za inny (a człowiek miałby nie być w pełni wolny), lecz jest konsekwencją rzeczywistości. Rzeczy są takie, jakimi są. Bóg jest źródłem szczęścia i jego pełnią. Nie można go znaleźć poza Nim czy wbrew Niemu. Nie wynika to ze złośliwości Boga, ale jest naturalną konsekwencją rzeczywistości.

Pełne zrozumienie grzechu przynosi dopiero Jezus. Posyła On Ducha Świętego, który przekonuje świat o grzechu (por. J 16, 8), objawiając łaskę i zbawienie. Grzech pierworodny jest ściśle związany z Ewangelią – dobrą nowiną o zbawieniu człowieka. Jezus przychodzi jako Zbawiciel, gdyż wszyscy potrzebują Zbawiciela, bo są dotknięci grzechem pierworodnym. Jest to jedna z najważniejszych prawd wiary – kerygmatu. Odrzucając grzech pierworodny, odrzucamy misterium Chrystusa, który przyszedł, aby go zgładzić i uwolnić ludzi od jego konsekwencji.

Na czym polegał grzech pierworodny?

Opis z Księgi Rodzaju (por. Rdz 3) jest obrazem. Wierzymy w sens w nim ukryty: na początku historii człowieka miało miejsce wydarzenie, przez które pierwsi rodzice zaciągnęli w sposób wolny grzech (winę) i naznaczyli nim całą historię ludzką.

Przyjaźń z Bogiem może być tylko i wyłącznie dobrowolna. Bóg obdarzył ludzi wolnością. Księga Rodzaju symbolicznie przedstawia to w obrazie możliwości zrywania owoców ze wszystkich drzew rajskiego ogrodu. Jedno jedyne drzewo, z którego człowiek miał zakaz zrywania owocu, to „drzewo poznania dobra i zła”. Oznacza ono nieprzekraczalną granicę, którą człowiek powinien zaakceptować i uszanować w sposób wolny. Tą granicą jest bycie stworzeniem, zależność od Stwórcy, uszanowanie praw przyrody i norm moralnych. To nie człowiek decyduje, co jest dobre, a co złe, ale Stwórca – Ten, który wie wszystko. Wie więcej niż człowiek, zna rzeczy takimi, jakie one są, całkowicie i dokładnie. Człowiek nie ma takiej władzy i takiej wiedzy. Grzech pierworodny polegał na nieposłuszeństwu, którego istotą było postawienie siebie w miejscu Boga. Chęć bycia „jak Bóg, ale poza Bogiem i przed Bogiem, a nie według Boga”, jak powiedział św. Maksym Wyznawca. Człowiek miał być przebóstwiony, miał mieć udział w chwale Boga, ale miało się to dokonać w odpowiednim porządku.

Zobacz też:   W podróży przez Katechizm #5 (KKK 198-267)

Grzech, w tym pierworodny, polega zawsze na wynikającym z braku zaufania Bogu nieposłuszeństwie. Utrata zaufania do Boga jest pierwszym krokiem, zasianiem wątpliwości i niepewności w sercu człowieka przez szatana. Człowiek przedłożył siebie i swoje mniemanie nad Boga, sprzeciwił się wymaganiom swojego stanu jako stworzenia, działając tym samym wbrew swojej naturze, swojemu dobru.

Jakie są skutki grzechu pierworodnego?

Wśród skutków grzechu pierworodnego możemy wymienić przede wszystkim: utratę łaski świętości, lęk przed Bogiem, stworzenie sobie fałszywego obrazu Boga zazdrosnego i rywalizującego z człowiekiem; zerwanie panowania władz duchowych człowieka nad jego ciałem; pojawienie się napięcia, chęci panowania i pożądliwości oderwanej od miłości w relacji mężczyzny i kobiety, naruszenie ich jedności; wrogość i obcość pozostałego świata stworzonego wobec człowieka; śmierć oraz kolejne grzechy, które od tego momentu będą obecne w historii ludzkiej.

Kim jest szatan?

Kościół naucza, że przed upadkiem pierwszych rodziców miał miejsce upadek części aniołów, stworzonych przez Boga jako dobre duchy. Jeden z nich później skłonił ludzi do grzechu. Wcześniej zbuntował się on przeciwko Bogu własną wolą i przez to uczynił siebie złym. Tradycja Kościoła nazywa go szatanem lub diabłem. Pociągnął on za sobą część aniołów. Jego grzech był wolnym wyborem radykalnego i nieodwołalnego odrzucenia Boga. Od tego momentu diabeł stał się także przeciwnikiem człowieka i Bożego planu zbawienia ludzkości. Dzieje się to na zasadzie zazdrości: tak jak niektórzy ludzie owładnięci zazdrością o dobro, które posiada ktoś inny, a którego im brakuje, zamiast postarać się o to dobro, niszczą je u tego człowieka, który je ma. Szatan jest zazdrosny o możliwość zbawienia i wiecznego szczęścia człowieka, które sam utracił. Nie chce on jednak Bożego przebaczenia. Miłosierdzie Boże jest nieskończone i Bóg wybaczyłby mu, gdyby tylko szatan nie wybrał w sposób nieodwołalny, na zawsze. W momencie swojej decyzji szatan wiedział, że wybiera na zawsze (wykorzystał posiadaną możliwość ostatecznej decyzji) i podjął ją w wolny sposób („Nie ma dla nich skruchy po upadku, jak nie ma skruchy dla ludzi po śmierci” – św. Jan Damasceński). To nie brak miłosierdzia Boga sprawia, że nie może mu być przebaczone, ale wolny wybór szatana.

Jezus objawił się, aby „zniszczyć dzieła diabła” (por. 1 J 3, 8), to znaczy uratować ludzi, umożliwiając im zbawienie, czyli powrót do przyjaźni z Bogiem po grzechu pierworodnym i osiągnięcie udziału w Bożej chwale. Należy zawsze pamiętać, że szatan nie jest równorzędną Bogu siłą. W porównaniu z ludźmi jest silniejszy, bo jest doskonalszym bytem, czysto duchowym. Ale jest tylko stworzeniem! Nie może on w niczym przeszkodzić Bogu, także budowaniu Królestwa Bożego. Wprawdzie czyni on szkody, utrudnia realizację Bożego planu, ale nie zniweczy go, a Bóg dopuszcza jego działalność, bo nawet z niej wyprowadzi ostatecznie dobro wbrew woli szatana. Szatan nie jest i nigdy nie był równy Bogu. Diabeł jest już przegrany, my tylko jeszcze tego w pełni nie widzimy.

Dlaczego grzech pierworodny dotyczy wszystkich ludzi i na jakiej zasadzie?

Biblia wyraźnie uczy, że wszyscy ludzie są uwikłani w grzech pierwszych rodziców (por. Rz 5, 12.19). I również wszyscy ludzie zostali odkupieni przez Jezusa Chrystusa i mogą, jeśli tylko zechcą, to odkupienie przyjąć i zostać z tego grzechu oczyszczeni. Tradycja Kościoła mówi, że śmierć i skłonność do zła, którą posiadają wszyscy ludzie, wynika z grzechu pierwszego człowieka. Ze skutkami tego grzechu rodzą się wszyscy ludzie. Jest on nazywany w Tradycji „śmiercią duszy”, dlatego możemy mówić, że w Chrystusie rodzimy się na nowo przez chrzest święty, który oczyszcza nasze dusze z grzechu pierworodnego i udziela im życia łaski Bożej. Z tego powodu Kościół udziela chrztu nawet dzieciom, które nie były jeszcze w stanie popełnić własnych grzechów osobistych.

Wszyscy jesteśmy dotknięci grzechem Adama przez jedność rodzaju ludzkiego. Przekazywanie tego grzechu kolejnym pokoleniom jest jednak tajemnicą. Ma ono miejsce dlatego, że Adam otrzymał świętość nie tylko dla siebie samego, ale dla całej ludzkości, dla wszystkich swoich potomków. Popełniając grzech pierworodny, pierwsi rodzice zaciągnęli na siebie grzech osobisty, ale dotknął on ludzkiej natury jako takiej i od tego momentu będzie ona przekazywana potomstwu w tzw. stanie upadku. Pewnym obrazem pomagającym w zrozumieniu tej sytuacji jest otrzymanie majątku. Jeśli rodzice mają majątek, ale roztrwonią go i zaciągną długi, zobowiązania te dziedziczą (podobnie jak korzystne spadki) ich dzieci. Pierwsi rodzice „roztrwonili” dobra otrzymane od Boga i przekazali nam już „zadłużoną” naturę, a długi te są tak ogromne, że niemożliwe do spłacenia przez samych ludzi. Oczywiście jest to tylko niedoskonała metafora, ale może trochę przybliżyć tę tajemnicę.

Grzech pierworodny jest dla potomstwa Adama – dla każdego z nas – grzechem zaciągniętym, a nie popełnionym. Nie jest aktem, czynem, który nas obciąża, ale stanem, w jakim się znajdujemy. Jest to stan, w którym rodzi się każdy z nas, a zatem jest to grzech własny, ale nie ma on w nikim poza pierwszymi rodzicami charakteru winy osobistej.

Grzech pierworodny naruszył naszą ludzką naturę, ale nie została ona całkowicie zepsuta. W człowieku po grzechu pierworodnym, w jego ludzkiej naturze, nawet bez obmycia chrztem świętym, wciąż jest wiele dobra, choć nie jest to już tak harmonijna natura jak wcześniej. Człowiek doświadcza niewiedzy, cierpienia, śmierci oraz skłonności do grzechu.

Czy chrzest usuwa skutki grzechu pierworodnego?

Chrzest usuwa grzech pierworodny i daje człowiekowi łaskę uświęcającą, sprawiając, że znów człowiek może żyć w przyjaźni z Bogiem. Nie usuwa jednak konsekwencji grzechu pierworodnego dla ludzkiej natury: człowiek nadal podlega śmierci i cierpieniu, które zostanie usunięte dopiero wraz z powtórnym przyjściem Chrystusa i zmartwychwstaniem umarłych. Człowiek po chrzcie nadal jest też skłonny do grzechu i musi prowadzić walkę duchową ze swoimi złymi skłonnościami oraz pokusami pochodzącymi zarówno z własnej natury, jak i od złego ducha.

Odnośnie grzechu pierworodnego w historii Kościoła pojawiło się kilka błędnych teorii. Jedna z nich, głoszona przez Pelagiusza, zwana pod nazwą pelagianizmu, mówiła, że człowiek jest w stanie tylko dzięki własnej woli, bez koniecznej pomocy łaski Bożej, prowadzić moralnie dobre życie, a grzech pierwszych rodziców to tylko swego rodzaju zły przykład, jaki dali oni ludziom. Kościół jednak wierzy, że bez Bożej pomocy, bez łaski, człowiek nie jest w stanie się zbawić ani wypełnić wszystkich zasad moralnych. „W ciągu bowiem całej historii ludzkiej toczy się ciężka walka przeciw mocom ciemności; walka ta zaczęta ongiś u początku świata trwać będzie do ostatniego dnia, według słowa Pana. Wplątany w nią człowiek wciąż musi się trudzić, aby trwać w dobrym, i nie będzie mu dane bez wielkiej pracy oraz pomocy łaski Bożej osiągnąć jedności w samym sobie” (Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 37).

Z kolei wśród teologów czasów reformacji pojawił się pogląd, że grzech pierworodny całkowicie zepsuł ludzką naturę. Utożsamili oni sam grzech pierworodny ze skłonnością do grzechu, twierdząc, że jest ona nieprzezwyciężalna. Te i inne błędy wypunktował Sobór Trydencki. Zacytuję kilka fragmentów Dekretu o usprawiedliwieniu Soboru Trydenckiego, które dobrze podsumowują te zagadnienia:

Kan. 1: „Jeśli by ktoś twierdził, że człowiek może być usprawiedliwiony przed Bogiem przez swoje czyny dokonywane albo siłami ludzkiej natury, albo dzięki nauce Prawa, lecz bez łaski Bożej poprzez Jezusa Chrystusa, niech będzie wyłączony ze społeczności wiernych”.

Kanon ten mówi, że nie ma czegoś takiego jak samozbawienie lub zbawienie tylko na podstawie prawego życia, bez skorzystania z owoców męki Chrystusa, co jest wynikiem grzechu pierworodnego. Więcej o tym, dlaczego konieczne było zbawienie przez Jezusa, będziemy sobie mówić przy okazji tajemnicy odkupienia.

Kan. 2. „Jeśliby ktoś twierdził, że łaska Boża przez Jezusa Chrystusa na to jest tylko dana, aby człowiek łatwiej mógł sprawiedliwie żyć i mógł na życie wieczne zasłużyć, jak gdyby wolną wolą bez łaski jedno i drugie, choćby nawet z wielkim trudem mógł wysłużyć, niech będzie wyłączony ze społeczności wiernych”.

Znaczy to, że błędny jest pogląd, że ktoś może tylko swoją wolną wolą bez łaski Bożej (nawet zakładając wielki wysiłek) żyć sprawiedliwie i jednocześnie zasłużyć na życie wieczne sam.

Kan. 16: „Jeśliby ktoś twierdził z bezwzględną i nieomylną pewnością a bez specjalnego objawienia, że na pewno uzyska ten wielki dar wytrwania aż do końca – niech będzie wyłączony ze społeczności wiernych”.

Przypominają się tu słowa Pisma Świętego: „Kto stoi, niech baczy, aby nie upadł” (por. 1 Kor 10, 12). Nikt nie może być pewny, że się mu noga nie podwinie, nawet jeśli prowadzi obecnie święte życie.

Kan. 18: „Jeśliby ktoś twierdził, że przykazania Boże nawet dla człowieka sprawiedliwego i będącego w łasce są niemożliwe do zachowania – niech będzie wyłączony ze społeczności wiernych”.

Czyli z drugiej strony, błędne jest przekonanie, że przykazania Boże z pomocą łaski Bożej są niemożliwe do zachowania. Można żyć zgodnie z nimi, jest to osiągalne dla człowieka, ale wspartego Bożą łaską.

Kan. 22. „Jeśliby ktoś twierdził, że usprawiedliwiony albo może wytrwać w otrzymanej sprawiedliwości bez specjalnej pomocy Bożej, albo że z nią nie może wytrwać – niech będzie wyłączony ze społeczności wiernych”.

Odrzucenie błędu wskazanego w kanonie 18., ale i błędu odwrotnego, czyli przekonania, że bez pomocy łaski Bożej można wytrwać w świętości, wiernie zachowywać Boże przykazania, tak po prostu samemu z siebie.

Kan. 23. Jeśliby ktoś twierdził, że człowiek raz usprawiedliwiony nie może już więcej grzeszyć ani też utracić łaski i że dlatego ten, kto upada i grzeszy, nigdy nie był prawdziwie usprawiedliwiony, albo przeciwnie – że sprawiedliwy przez całe życie może unikać wszystkich grzechów, nawet lekkich, jeżeli nie łączy się to ze specjalnym przywilejem Bożym, jak to Kościół utrzymuje o świętej Dziewicy – niech będzie wyłączony ze społeczności wiernych”.

Kościół uczy, że nie ma na tym świecie nikogo poza Maryją i oczywiście Jezusem, który by od chrztu świętego aż do swojej śmierci nie popełniał przynajmniej lekkich grzechów. Po prostu. Tak jest. Bóg nie zostawił nas jednak samymi, posłał Jezusa Chrystusa, który uwolnił nas spod władzy ciemności i grzechu, o czym więcej opowiemy sobie następnym razem.

Materiały dodatkowe:

KKK 325-409.

Austriaco N. OP, O stworzeniu 25. Historyczność istnienia Adama i Ewy. Część I: Dane teologiczne, [w:] https://www.szkolateologii.dominikanie.pl/summa/25-historycznosc-istnienia-adama-i-ewy-czesc-i-dane-teologiczne/.

Tenże, O stworzeniu 26. Historyczność istnienia Adama i Ewy. Część II: Doktryna grzechu pierworodnego, [w:] https://www.szkolateologii.dominikanie.pl/summa/o-stworzeniu-26-historycznosc-istnienia-adama-i-ewy-czesc-ii-doktryna-grzechu-pierworodnego/.

Tenże, O stworzeniu 27. Historyczność istnienia Adama i Ewy. Część III: Dane naukowe, [w:] https://www.szkolateologii.dominikanie.pl/summa/o-stworzeniu-27-historycznosc-istnienia-adama-i-ewy-czesc-iii-dane-naukowe/.

Tenże, O stworzeniu 28. Historyczność istnienia Adama i Ewy. Część IV: Synteza teologiczna, [w:] https://www.szkolateologii.dominikanie.pl/summa/o-stworzeniu-28-historycznosc-istnienia-adama-i-ewy-czesc-iv-synteza-teologiczna/.

Przanowski M. OP, 2b. Nauka św. Tomasza o Bogu – Bóg Stwórca, [w:] https://www.szkolateologii.dominikanie.pl/jubileusz/2b-nauka-sw-tomasza-o-bogu-bog-stworca/. Tenże, 3. Św. Tomasz o grzechu pierworodnym, [w:] https://www.szkolateologii.dominikanie.pl/jubileusz/3-sw-tomasz-o-grzechu-pierworodnym/

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.