adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

Wino, taniec, śpiew oraz… modlitwa, czyli przepis na świętość

magazine cover

wikimedia commons

Dla wielu młodych święty to wzór, człowiek, który wiódł wielkie i święte życie, ktoś, kogo podziwiamy i wychwalamy za jego dokonania. Czasem bywa wzorem, który co najwyżej można wydrukować na obrazku i powiesić na ścianie. Można go szanować, można wychwalać, ale naśladowanie jest prawie niemożliwe. Inaczej jest jednak w przypadku bł. Piotra Jerzego Frassatiego – świętego codzienności.

Stare porzekadło głosi, że nie święci garnki lepią. Skarbnica Kościoła pełna jest osób wyniesionych na ołtarze, które każdy z nas może naśladować, aby wieść lepsze życie i zbliżać się tym samym do nieba. Można powiedzieć, że świętych w Kościele mamy do wyboru, do koloru. Większość z nich, przynajmniej w moim odczuciu, ma jednak mało ludzką twarz: wielcy ludzie robiący wielkie rzeczy.

Oczywiście nie brakuje również świętych codzienności – ludzi, którzy swoim prostym życiem, oddaniem i wiernością obowiązkom potrafili dojść do chwały zbawionych. Jednym z nich był bł. Piotr Jerzy Frassati, chłopak z Turynu, student inżynierii, a także tercjarz dominikański i członek Konferencji Świętego Wincentego.

Verso l’alto – „Ku szczytowi”

Błogosławionego Piotra Jerzego cechował przede wszystkim pewien radykalizm działania. Czytając jego biografię czy zbiór listów do przyjaciół, odnoszę wrażenie, że od najmłodszych lat miał w sobie przeświadczenie, że nie może pozostawać obojętny wobec ludzi. Już jako kilkulatek potrafił oddać swoje nowe buty bezdomnej kobiecie, która z małym dzieckiem zapukała do drzwi jego rodzinnego domu. Gdy dorastał, mimo obowiązków, pasji i rozrywek, nie pozostawał obojętny na losy państwa i narastające we włoskim społeczeństwie napięcia. Nie zapominał również o biednych i bezdomnych; szybko stał się dla nich przyjacielem (chociaż nikt w jego domu o tym nie wiedział). Był człowiekiem, który chciał czerpać z życia pełnymi garściami, dlatego działał na wielu różnych płaszczyznach.

Każdemu jego działaniu towarzyszyły naturalność i jakaś wrodzona radość. W życiu bł. Piotra Jerzego nie brakowało trudnych momentów, a jednak, czytając listy, ma się wrażenie, że pisał je człowiek, który nigdy nie tracił nadziei. Pisał je człowiek, który po prostu kochał żyć, a jeszcze bardziej niż życie kochał Pana Boga, który stał się po prostu jego przyjacielem. Błogosławiony Piotr Jerzy nie robił rzeczy na skalę całego świata. Wierzył, spełniał swoje obowiązki, nie pozostawał obojętny na problemy, które były najbliżej, a poza tym cieszył się życiem, doświadczał świata, a od czasu do czasu lubił imprezować. Był więc taki jak prawie każdy młody człowiek, a przy tym jak ktoś, kto ma nadzieję zostać świętym.

Potrzebujemy wspólnoty

Wspólnota była dla bł. Piotra Jerzego czymś naturalnym. Najpierw wychowywał się wraz z siostrą, potem jako dusza towarzystwa miał mnóstwo przyjaciół, z którymi, jeśli nie mógł się spotkać, starał się przynajmniej wymieniać listy. Kochał otaczać się ludźmi i razem z nimi, a także dzięki nim, wzrastać. Prawdopodobnie dlatego założył wraz z przyjaciółmi Towarzystwo Ciemnych Typów – grupę, która miała spędzać wspólnie czas na górskich wędrówkach i na modlitwie za siebie nawzajem. W statucie bł. Piotr Jerzy napisał „Dewizą Towarzystwa jest: pochi ma buoni come i maccheroni – niewielu, ale dobrych jak makaron (włoski)”. Dobrych, bo zaprawionych na wspólnym szlaku oraz oddanych modlitwie. Najpiękniejsze jest jednak to, że modlitwa w tym wszystkim nie była na siłę. Ona była czymś naturalnym, czymś, co stanowiło integralną część bł. Piotra Jerzego.

Tak samo naturalne było dla niego pozdrowić w Chrystusie wszystkich adresatów swoich listów oraz życzyć im Chrystusowego pokoju. Nieważne, czy pisał do swoich rodziców, przyjaciół czy nawet do profesora – nie było w tym sztuczności czy fałszu. Nie był też jakimś typem „sztywnego” ważniaka. Nikt tak jak on nie lubił imprez ze swoimi przyjaciółmi: zabaw pełnych radości, wspólnego śpiewu, tańca i oczywiście wina! Na wszystko w życiu znajdował czas i miejsce, a codzienność przeplatał modlitwą i pomocą ubogim. Można by powiedzieć, że bł. Piotr Jerzy dużo modlił się w swojej codzienności, ale dużo lepiej będzie powiedzieć, że on modlił się swoją codziennością. Tym właśnie była dla niego świętość.

Młodość nie wróci więcej!

Błogosławiony Piotr Jerzy jest również patronem studentów. Kiedy czytamy jego listy z okresu szkolnego, a potem studenckiego, możemy dostrzec, że Frassati nie tylko nie był „orłem”, lecz także ogólnie miewał pewne problemy z nauką. Jego siostra Luciana usprawiedliwia brata, twierdząc, że taki stan rzeczy wynikał bardziej z jego charakteru niż z braku talentu. Warto w tym miejscu wspomnieć chociażby sytuację, w której jedna z przyjaciółek z Towarzystwa Ciemnych Typów postanowiła zrezygnować z jednej wyprawy w góry, ponieważ chciała dobrze przygotować się do egzaminów. W liście do niej Piotr Jerzy napisał: „wspominamy prymuskę – dezerterkę, którą całe życie będzie trawił daremny żal. Młodość nie wróci więcej” (list z 10 lutego 1924 r.).

Zobacz też:   Kochanie bez miłości

Można powiedzieć, że takie zachowania były jedynie pewnymi wyłomami. Na co dzień bł. Piotr Jerzy był bardzo poukładanym i rozsądnym człowiekiem, jednak w tym wszystkim nie potrafił zapomnieć o jednym – że życie ma dawać mu radość, a sposób życia kierować go „ku górze”. Jeśli ktoś zastanawia się, w jaki sposób powinno wyglądać aktywne i święte życie, to powinien spojrzeć na tego prostego chłopaka z Turynu.

Błogosławione egzaminy

Może nie do końca lubił się uczyć, jednak nie znaczy to, że zaniedbywał swój rozwój intelektualny. Kochał chodzić do galerii sztuki i muzeów, nie stronił od teatru, a po bilety do opery potrafił stać godzinami w kolejkach. Był również swego rodzaju romantykiem zakochanym we włoskiej literaturze, zwłaszcza w twórczości Dantego. Jednocześnie dusza romantyka łączyła się w nim z umysłem ścisłowca zafascynowanego zdobyczami techniki i inżynierii. Bardzo zapadły mi w pamięć słowa z jednego listu z okresu szkolnego, gdzie, denerwując się na konieczność poświęcenia czasu na naukę, stwierdził, że jednak musi trochę się przyłożyć i zdać te „błogosławione egzaminy”. To kolejna cecha tego młodego człowieka – zamiast przeklinać, zawsze błogosławił.

Priorytety

Błogosławiony Piotr Jerzy był pasjonatem chodzenia po górach. Jego przyjaciele wspominają, że często im powtarzał podczas górskich wędrówek: „Im wyżej dotrzemy, tym wyraźniej usłyszymy głos Chrystusa”. Chodzenie po górach było dla niego pewną formą duchowego rozwoju. To, czego doświadczał na szlaku, potrafił przełożyć na swoje życie duchowe. Dla gór potrafił zrezygnować z prawie wszystkiego. Istniało jednak jeszcze coś, co kochał bardziej od nich. Była to oczywiście msza święta.

Gdy planował wyjścia w góry czy wakacje, robił to w taki sposób, żeby w niedzielę móc uczestniczyć we mszy. Pewnego razu jego przyjaciele zaproponowali mu wyprawę, która zahaczała właśnie o niedzielę. Błogosławiony Piotr Jerzy jednak odmówił. Nawet najwspanialsza górska podróż z jego ukochanymi przyjaciółmi nie mogła zastąpić mszy świętej. Wiedział, że jeśli nie będzie czerpać z Eucharystii, to nie będzie również w stanie czerpać pełnymi garściami z życia. Dla bł. Piotra Jerzego wszystko zaczynało się i kończyło na Eucharystii.

Towarzystwo Ciemnych Typów wiecznie żywe

Dzisiaj na świecie istnieje wiele grup powstałych na wzór Towarzystwa Ciemnych Typów. Również w Polsce działa taka organizacja, której jednym z członków jest nasza redakcyjna przyjaciółka Anna Zdrzałek. Opowiedziała nam trochę o działalności Towarzystwa: 

„Towarzystwo Ciemnych Typów to grupa, zdaje się, już ponad tysiąca pięciuset osób, które codziennie odmawiają za siebie nawzajem Pod Twoją Obronę. Jesteśmy w Polsce i za granicą. Każdy może dołączyć. Wzajemna modlitwa jest czymś, co nas łączy. Raz w roku spotykamy się na zjeździe Ciemnych Typów i wtedy możemy zobaczyć, za kogo się modlimy i kto modli się za nas. Pary, które zawarły związek małżeński, przyjeżdżają w swoich strojach ślubnych, przybywają rodziny ze swoimi dziećmi i widzimy, jak ta wspólnota się rozrasta. Poza tym spotykamy się na górskich szlakach, aby tak jak Pier Giorgio odnajdywać Boga w górach. Jeździmy też do Pollone, Oropy czy Turynu, aby zobaczyć miejsca z nim związane”.

„Frassati wymieniał listy ze swoimi przyjaciółmi, my wymieniamy między sobą maile, ale to wystarczy. Tę modlitwę się czuje. To jest coś, co nas łączy i jest niesamowitym wsparciem” – dodaje Ania. – „Postać Frassatiego jest niesamowita, ponieważ był zwykłym, młodym, zaangażowanym chłopakiem, któremu życie innych nie było obojętne. To ktoś, kto byłby świetnym kumplem, z którym można by było zarówno iść do kościoła na modlitwę, jak i wyjść w góry czy zrobić coś szalonego”.

Więcej o Towarzystwie można poczytać tutaj.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Wielbiciel kawy i student prawa. Miłośnik liturgii, ładnych zdjęć i dobrych książek. Lubi z zachwytem patrzeć na świat, a z miłością na drugiego człowieka.
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.