Adeste

Adeste jest za darmo i bez reklam
Utrzymują nas tacy czytelnicy jak Ty.

Wesprzyj

O, błogosławiona zwyczajności, uświęcona przez Pana!

magazine cover

fot. Unsplash.com

Ty odrzucana i pogardzana wierna towarzyszko naszych codziennych trosk, kłopotów i deliberacji, niema obserwatorko naszych wyborów i decyzji, sumiennego wypełniania obowiązków i wymigiwania się od nich, matko słów i gestów najprostszych, miłość wyrażających i niosących w świat, niedoceniana słodka zwyczajności, do której wszyscy tęsknimy, wzdychamy i szukamy, a której wartość poznajemy dopiero, gdy ktoś nam Cię odbierze – bądź błogosławiona!

Bez pór roku, bez godzin, bez cykli

Nie potrzeba wcale tak wiele, by to sobie wyobrazić. Nagle stają zegary, dzień przestaje być dniem, noc nocą, natura obraca się przeciw człowiekowi: żarzące słońce spala nas niemalże na popiół, wiatr hula i porywa wszystko niewystarczająco mocno przytwierdzone do podłoża, strugi deszczu zalewają ziemię. Wszyscy niespodziewanie zostajemy rzuceni w przedziwny świat bez tego wszystkiego, do czego zdążyliśmy się przyzwyczaić: bez pór roku, bez czasu, bez pracy i snu, bez obowiązku i odpoczynku. Zawieszeni stale pomiędzy suszą i potopem, w bezczasie rozpaczliwie walczymy o przetrwanie, a po głowie uporczywie krąży jedno jedyne marzenie: żeby było normalnie, by sytuacja wróciła do normy, by całe to szaleństwo się skończyło.

Nie musimy zresztą odwoływać się do tak drastycznych i wymyślnych przykładów. Wystarczy, że wsłuchamy się uważnie w słowa ludzi doświadczonych przez klęski żywiołowe lub wojny. Czym innym, jeśli nie tęsknym wołaniem za zwyczajnością, są ich opowieści o tym, jak żyli wcześniej, co utracili i czego potrzebują? Umyka nam to zapewne, gdyż naszą uwagę zajmuje albo statystycznie wyrażona siła żywiołu, albo samo cierpienie zgrabnie ujęte i zaprezentowane w mediach. W efekcie pozostaniemy na poziomie całkowicie naturalnego zdumienia (rozmiarem katastrofy) i współczucia (ofiarom kataklizmu). Gdyby jednak zejść głębiej… Ujrzymy, iż taki obrót spraw jest zaburzeniem porządku funkcjonowania świata, nienaturalnym i głęboko nieprzynależącym do jego natury [wszak „wszystko, co stworzył Bóg, było dobre” (Rdz 1,31)], swego rodzaju rozdarciem stanowiącym konsekwencję grzechu pierworodnego prarodziców (por. KKK 401, 408). W tej sytuacji nawet coś tak prozaicznego i banalnego, jak cykliczność pór roku, łagodny klimat, brak klęsk żywiołowych jawi się nam jako odblask niegdysiejszej i przyszłej chwały raju, a zarazem jako przejaw łaski Bożej spływającej na nas.

Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli!

Tak jak grzech pierwszych rodziców stanowił katastrofę na skalę kosmiczną, przez którą całe stworzenie zostało poddane marności, „jęczy i wzdycha w bólach rodzenia” (Rz, 8, 22), tak Wcielenie Chrystusa odwróciło tę sytuację, przynosząc pokój i nadzieję całej ziemi. Dotyczy to także, a może nawet przede wszystkim, naszej zwyczajności. Przyjrzyjmy się zatem okolicznościom, w których Chrystus przychodzi na świat.

Ta wyjątkowa, jedna z najważniejszych nocy w historii, to noc całkiem zwyczajna. Co prawda Herod szamocze się niespokojnie na łożu nie mogąc zasnąć, mędrcy spoglądają na gwiazdę, zastanawiając się, dokąd ona ich zawiedzie, pasterze obudzeni biegną zobaczyć na własne oczy ogłoszoną im przez anioła nowinę. Ale reszta śpi ciepło i w głębokiej nieświadomości dokonującego się cudu; przecież spodziewano się, że król i wybawiciel Izraela zstąpi na świat inaczej, objawiając od razu swoją potęgę i moc! Bóg zaś, nie tylko po to, aby się uniżyć, ale także żeby stać się nam bliższym, przychodzi na świat w zwyczajną noc i swym chwalebnym przyjściem nadaje zwyczajności blask świętości. I nawet brak tłumów w stajence nie dyskwalifikuje w żaden sposób nikogo – pośród bohaterów jest miejsce dla każdego. Dla bogatych i biednych, kobiet i mężczyzn, mądrych i prostaczków, dla bezdomnych, dla ciał niebieskich, dla osłów i innych zwierząt. Delikatny i kruchy Bóg w zwyczajną noc gromadzi całe stworzenie wokół siebie, by ogłosić nam dobrą nowinę. Odtąd już zwyczajność wypełniona oczekiwaniem na przybycie Pana staje się zwyczajnością wypełnioną Jego obecnością – zwyczajnością ciągłego obcowania z Nim.

Ewangeliczna (i pozaewangeliczna) prostota

Czas na kolejny eksperyment myślowy. Wyzbądźmy się na moment tego nabożnego i głębokiego szacunku żywionego względem Ewangelii – natchnionej opowieści o życiu i działalności Jezusa Chrystusa, i przyjrzyjmy się jej z innej perspektywy. Perspektywy być może kontrowersyjnej, ale bardzo przydatnej i interesującej w rozważaniach na temat zwyczajności.

Na dobrą sprawę trudno powiedzieć, by wydarzenia opisane w Ewangeliach miały dynamiczny przebieg. Poza początkiem opowieści o życiu Chrystusa, pełnych dramatyzmu rozdziałów dotyczących Jego Męki i Zmartwychwstania oraz kilku epizodów (np. wtedy, gdy Żydzi chcieli Go strącić ze zbocza góry, Przemienienia na górze Tabor), mamy do czynienia przede wszystkim ze sprawozdaniem z Jego działalności: z nauczaniem, uzdrawianiem, wypędzaniem złych duchów. Oczywiście, każdy z ewangelistów kładzie nacisk na inne kwestie i na swój sposób przedstawia wydarzenia, jednakże istota rzeczy pozostaje ta sama: trudno powiedzieć, by lektura Ewangelii utrzymywała w napięciu postronnego czytelnika. Nawet przy dokonywaniu cudów Chrystus nie wpada w pułapkę prostego wzbudzania sensacji; nie stroni od uzdrawiania chorych, przyprowadzanych Mu w odwiedzanych miejscowościach i napotykanych po drodze, ale nie szuka rozgłosu. Jednego z nich nawet uprzedza, by nikomu nie opowiadał o tym, co go spotkało.

Ewangelia jest pełna zwyczajności. Jezus pił, jadł i spędzał czas z celnikami, grzesznikami, jawnogrzesznicami. Apostołami uczynił rybaków (a jednego z nich uczynił pierwszym papieżem), na ewangelistę powołał poborcę podatków. W swoich przemowach i przypowieściach nie stronił od obrazowych porównań i odwoływania się do realiów życia, z jakimi Jego słuchacze byli dobrze zaznajomieni. Odwiedzał swych przyjaciół (Marta, Maria i Łazarz z Betanii), okazywał emocje (gniew podczas wyrzucania przekupniów ze świątyni czy wzruszenie po śmierci Łazarza), a także, jak możemy domyślać się, pracował w warsztacie ciesielskim swego opiekuna św. Józefa. Spędził zresztą przeważającą część życia w domu rodzinnym w Nazarecie, co w piękny sposób ukazuje przywrócenie godności życiu rodzinnemu (skażonemu po grzechu rodziców i morderstwie Kaina).

Oczywiście zamysłem tego eksperymentu nie jest bynajmniej negowanie lub deprecjonowanie boskiej natury Chrystusa. Na nic by się nam wtedy zdała nasza wiara – Chrystus-moralista, Chrystus-nauczyciel, Chrystus-symbol, historia już to wszystko przerobiła; potężnym echem powróciłoby do nas wtedy pytanie o sens tego wszystkiego, sens życia, sens moralności.

Chodzi tu o zburzenie pewnej fałszywej dychotomii, wkradającej się niekiedy w nasze pojmowanie świata. Podczas Liturgii Wigilii Paschalnej słyszymy w Exultecie: „O, zaiste błogosławiona noc, w której się łączy niebo z ziemią, sprawy boskie ze sprawami ludzkimi”1; trudno zatem dłużej upierać się przy sztywnym podziale na sacrum i profanum. Odtąd wszystko właściwie przeniknięte jest blaskiem chwały zmartwychwstania, orędzie nadziei i wyzwolenia rozlega się na całej ziemi, zaś my jesteśmy powołani do nieustannego uświęcania wszystkich aspektów naszej rzeczywistości, która okazuje się być przestrzenią przebywania z Bogiem.

Ascetyczna rytmika szczęścia

Nie jest to oczywiście proste, rutynizacja rzeczywistości, przechodzenie do porządku dziennego nad cudownością i niezwykłością wielu elementów składających się na naszą codzienność to coś, czemu podlegamy praktycznie nieustannie i na co musimy cały czas uważać. Jak pozostać wrażliwym na piękno zwyczajności? Czy istnieją mechanizmy i nawyki, jakie możemy w sobie wypracować, aby przychodziło nam to naturalniej?

Tak. I znów nie będziemy odwoływać się do wybitnie skomplikowanych metod, praktyk, ćwiczeń duchowych. Zwróćmy natomiast uwagę na dwie kwestie w gruncie rzeczy logiczne i racjonalne, zaś w pewnym momencie same przez się narzucające się przy okazji tych rozważań.

Po pierwsze, bardzo ciężko realizuje się na dłuższą metę harmonogram wypchany po brzegi zajęciami, zadaniami, rozmaitymi planami. Pracując nad zbyt wieloma rzeczami naraz, narażamy się na to, że prędzej czy później nasze ograniczone zasoby energii się wyczerpią i w ostatecznym rozrachunku poniesiemy klęskę. Wielu kierowników duchowych i rekolekcjonistów odwołuje się do tej reguły, zalecając, by przy podejmowaniu wyrzeczeń nie przesadzić: nie dając rady ich udźwignąć, zaszkodzilibyśmy sobie, zniechęcając się do ponoszenia trudów w przyszłości.

Jakie zatem rozwiązanie wyłania się przed nami w tej kwestii? Trzeba ograniczyć liczbę płaszczyzn, na których chcemy się angażować, byśmy mogli angażować się całkowicie, całym sercem i duszą. Ponadto, gdy pojawia się przed nami perspektywy planów, co do których zdajemy sobie sprawę, że wymagają od nas zbyt wiele lub wprost kolidują z czymś, nad czym już pracujemy, bądźmy krytyczni. Oduczmy się łapania zbyt wielu srok za ogon. Nauczmy się rezygnować, ucieknijmy nawet, jeśli czujemy taką potrzebę, w ascetyczny minimalizm w rozkładzie dnia, a z miejsca zyskamy dużo przestrzeni, by uszanować, docenić, a nawet zachwycić się naszą zwyczajnością.

Po drugie, nie bójmy się rytmu życia, powtarzających się schematów dnia, czynności stających się nam chlebem powszednim, nawykiem; zachowajmy jednak równocześnie elastyczność. Uważajmy, by rytm życia nie stał się naszym bożkiem, byśmy celebrując to misterium naszej zwyczajności, nie ulegli zaślepieniu i nie celebrowali go tylko po to, aby utrzymać w spokoju nasz umysł przyzwyczajony do takiego, a nie innego układu dnia. Nie mylmy środka z celem. Niech rytm codzienności będzie nam drogą do życia na chwałę Bożą!

Po trzecie zaś – i to niech będzie puentą tego artykułu – niech ta zwyczajność czyni nas szczęśliwymi. Bóg ją uświęcił, Bóg ją pobłogosławił, Bóg nam ją dał, abyśmy przez nią odkrywali Jego wielkość i poznawali Jego chwałę. Korzystajmy zatem z tak wielkiego daru: niech we wszystkich naszych drobnych gestach i słowach, w tej bogatej, cudownej zwyczajności Bóg będzie uwielbiony!

  1. Tekst orędzia za sanctus.pl. ↩︎

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej Polityka prywatności oraz Warunki korzystania z usług Google.

Weryfikacja reCAPTCHA wygasła. Odśwież stronę.