adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj
Polonia Zawsze Wierna

W krainie „Być może” | Polonia Zawsze Wierna

Próbowaliście sobie kiedyś wyobrazić życie całkowicie zależne od pogody? Życie na małym archipelagu gdzieś na północy, gdzie wszystkie plany mogą wziąć w łeb z powodu wiatru czy sztormu? Tak wygląda codzienność mieszkańców Wysp Owczych – prawie pięćdziesiąt tysięcy ludzi, wśród których znajduje się również kilkuset Polaków. Właśnie do nich docieramy w kolejnym wpisie z cyklu #PoloniaZawszeWierna.

Z p. Kingą Eysturland, mieszkanką Wysp Owczych, rozmawia Konrad Myszkowski.

Konrad Myszkowski: Dzień dobry. Wyspy Owcze – z tego co wiem, jest tam raczej zimno, niemniej sama nazwa brzmi bardzo egzotycznie. Jak tam się w ogóle żyje?

Kinga Eysturland: Życie codzienne na Wyspach Owczych w ogromnym stopniu dyktuje pogoda. Silne sztormy czasami uniemożliwiają wyjście z domu, więc wszyscy dość elastycznie podchodzą do kwestii punktualności. Oprócz tego mieszkańcy bardziej oddalonych wysp, są zależni od kursujących promów czy helikopterów, zatem opóźnienie środka transportu lub odwołanie jego kursu mogą wpłynąć na plany.

KM: To zapewne nie ułatwia organizacji.

KE: Brytyjczycy stacjonujący na Wyspach Owczych w czasie II wojny światowej dość szybko ochrzcili archipelag mianem „the land of maybe”, ponieważ na większość pytań natury logistycznej miejscowi najczęściej odpowiadali „kanska”, czyli „być może”. Poza wpływem czynników pogodowych życie na Wyspach Owczych niespecjalnie odstaje od tego, jakie prowadzą inne zachodnie społeczeństwa. Mamy tu szkoły, sklepy, kina, restauracje. Wyspiarze chętnie uprawiają sport, więc nie brakuje stadionów piłkarskich, hal sportowych, siłowni czy basenów.

KM: A czym codzienność farerska różni się od polskiej?

KE: Od życia w Polsce Wyspy Owcze z pewnością odróżnia tempo. Tu wszystko dzieje się wolniej i spokojniej. Dużo łatwiej można załatwić jakąś sprawę w urzędzie, bo stopień sformalizowania jest niewielki. Ogólnie żyje się tu prościej i wygodniej niż w Polsce.

KM: Mimo tych różnic Farerzy chyba nie mają nic przeciwko Polakom?

KE: Farerzy nie są uprzedzeni do innych kultur i pozytywnie reagują za interakcje z nimi, niemniej jednak ogromne przywiązanie do rodzimej tradycji sprawia, że niechętnie implementują zagraniczne trendy do codziennego życia. Polskie jedzenie autochtoni oceniają różnie – spotkałam się z bardzo entuzjastycznymi reakcjami na żurek, barszcz czy gołąbki, ale na przykład ogórki kiszone nie są już specjalnie popularne wśród miejscowych.

Poza aspektem kulinarnym polska kultura jest na Wyspach Owczych raczej słabo znana. Sami Farerzy mają o Polakach dobre zdanie. Cenią nas jako sumiennych i wykwalifikowanych pracowników. Mentalnie dzieli nas jednak wiele, więc myślę, że pomimo sympatii i szczerych chęci, wyspiarze raczej nie są w stanie rozgryźć zagadki polskiej duszy.

KM: Skąd w ogóle na Wyspach Owczych biorą się Polacy? Chyba nie ma ich tam zbyt wielu?

Zobacz też:   A każdy chciał tu przecież normalnie żyć | Polonia Zawsze Wierna

KE: Liczba Polaków na Wyspach systematycznie rośnie. Przybywa pracowników rotacyjnych i obecnie na archipelagu mieszka ok. stu pięćdziesięciu naszych rodaków. Stopień zorganizowania jest zależny od miejsca zamieszkania. Poza tym Polaków (a także sympatyków Wysp Owczych) zrzesza facebookowy fanpage „Polonia farerska”. Poszczególne gminy co jakiś czas organizują imprezy kulturalne, w czasie których mamy okazję zaprezentować polską kulturę i kuchnię.

KM: Muszę zapytać również o Kościół katolicki. Domyślam się, że nie jest to najpopularniejsze wyznanie na Wyspach Owczych?

KE: Osobiście przynależę do farerskiego Kościoła Baptystów, jednak okazjonalnie odwiedzam również miejscową świątynię katolicką. Znajduje się ona w stolicy archipelagu – Tórshavn. Marjukirkjan to jedyny kościół rzymsko-katolicki na Wyspach Owczych. Został zbudowany w 1987 roku według projektu architekta Árniego Winthera. Budynek wyróżnia się na tle miejscowych kościołów protestanckich. Marjukirkjan otwarty jest codziennie od godziny 8:00 do 20:00, więc każdy, kto chce odwiedzić to miejsce, może w tym czasie udać się na Mariugøta 4.

Kościół Marjukirkjan w Tórshavn (fot. Wikimedia Commons)

KM: Czyli jeden kościół na cały archipelag. A jak wygląda życie związanej z nim parafii?

KE: Wspólnota katolicka nie przekracza na Wyspach Owczych dwustu pięćdziesięciu osób, z których większość to cudzoziemcy. Księża i zakonnice również pochodzą z zagranicy. Niekwestionowanym dobrym duchem Kościoła jest siostra Marisa Spiteri z Malty, która mieszka na Wyspach Owczych już ponad dwadzieścia pięć lat. Chrzty oraz śluby organizowane są regularnie, natomiast komunie i bierzmowania zazwyczaj wymagają zebrania większej liczby chętnych. Wszelkie kościelne aktualności można śledzić na stronie internetowej www.katolsk.fo.

KM: Co w takim razie z resztą miejscowych?

KE: W przeciwieństwie do pozostałych krajów nordyckich, Wyspy Owcze to miejsce bardzo religijne. Wiara jest nieodłączną częścią codzienności i do kwestii religii mieszkańcy podchodzą poważnie. Wszelkie żarty z wiary są tu niemile widziane, więc przebywając tu z wizytą lepiej nie wchodzić na tak grząski grunt.

Połowa wyspiarzy przynależy do państwowego Kościoła luterańskiego. Drugą co do wielkości wspólnotą są baptyści, do których wspólnoty sama należę. Nadmienię jednak, że nazwa „baptyści” jest nieco umowna, ponieważ nijak się ma do baptystów, jakich kojarzymy chociażby z amerykańskich zgromadzeń. Tutejsi baptyści wywodzą się z brytyjskich braci plymuckich, którzy reprezentują konserwatywny protestantyzm. Baptyści na Wyspach Owczych sami siebie nazywają po prostu „wierzącymi”. Stanowią oni 15% społeczeństwa, zaś ich główne skupisko to przede wszystkim północna część archipelagu. Członkowie Kościoła Baptystów są świetnie zorganizowani, utrzymują się z darowizn i środków prywatnych, charakteryzują się także wysokim zaangażowaniem w życie wspólnoty.

Oprócz tego na Wyspach Owczych znajdziemy zielonoświątkowców, świadków Jehowy, a nawet bahaistów. Liczba muzułmanów jest niewielka, zaś przedstawicieli judaizmu nie ma praktycznie wcale.

KM: Rozumiem. Dziękuję za wywiad!

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.