Adeste

Adeste jest za darmo i bez reklam
Utrzymują nas tacy czytelnicy jak Ty.

Wesprzyj

Vivat! Korporacje Akademickie – w drodze ku kształtowaniu męskości

magazine cover

Z kapelanem poznańskich korporacji akademickich oraz filistrem honoris causa (członkiem honorowym – przyp. red.) korporacji Magna Polonia oraz korporacji Masovia, ks. proboszczem Mirosławem Musiałem, a także prezesem Magna Polonii Mateuszem Rezlerem i jej sekretarzem Witoldem Kopczyńskim rozmawia Joanna Smarzyńska.

Mundury, rapiery, sztandary, charakterystyczne nakrycia głowy, umiłowanie łaciny i zawołanie „Vivat!” to coś, co powinno się kojarzyć z korporacjami akademickimi. Tak przynajmniej prezentujecie się na różnych uroczystościach. Barwy Waszych mundurów są koloru amarantowego, istnieją jednak korporacje nieco inaczej wyglądające. Zechcecie zdradzić zatem, czym są korporacje akademickie?

Mateusz Rezler: Korporacje akademickie są to studenckie organizacje ideowo-wychowawcze, które swoimi korzeniami sięgają początków XIX w. Każdy z języka polskiego pamięta Adama Mickiewicza, filomatów i filaretów. Właśnie te organizacje, które podczas zaborów miały zagrzewać ducha Polaków, także poprzez rozwój swoich członków, w połowie XIX w. połączyły się z ruchami akademickimi, tworząc korporacje w formie, jaką znamy dziś. Zaś sam ruch korporacyjny ma swój początek w Niemczech, gdzie wciąż prężnie działa. W Polsce przyjęło się, że są to organizacje męskie, choć w krajach nadbałtyckich występują też korporacje dla kobiet. Korporacje w Polsce kierują się pryncypiami, swoistymi filarami, wokół których orientuje się działalność wszystkich członków. Magna Polonia, w której mam zaszczyt pełnić obecnie funkcję prezesa, wyznaje cztery pryncypia, mianowicie: religio, patria, scientia i amicitia.

Co kryje się pod tymi zasadami?

M.R.: Religio oznacza kierowanie się w życiu zasadami wiary katolickiej. Scientia to poszerzanie swoich horyzontów, zdobywanie wiedzy, stawanie się człowiekiem jak najbardziej świadomym otaczającego świata. Patria, czyli umiłowanie ojczyzny, a zatem dążenie do tego, by Rzeczpospolita rozwijała się za pomocą wkładu każdego z członków, wedle ich możliwości. To jest też troska o dobro wspólne, solidaryzm oraz o to, by porządek społeczny i polityczny, w którym przyszło nam żyć, był bardziej sprawiedliwy. Ostatnim filarem jest amicitia, czyli braterstwo. Wszyscy korporanci są braćmi, budują wzajemne więzi i przyjaźnie, służą sobie dobrym przykładem.

Jak wygląda to w praktyce?

Witold Kopczyński: Co tydzień w środy odbywają się spotkania na naszej kwaterze, które najczęściej realizują pryncypium scientia, gdyż ma wtedy miejsce prelekcja zaproszonego gościa bądź korporanta. Mamy taki obowiązek, by dzielić się swoją wiedzą, zainteresowaniami i pasjami, co mówiąc językiem kościelnym, bardzo nas ubogaca. Często pojawia się tematyka społeczna, polityczna, historyczna, czy religijna, a nawet sportowa. Amicitię realizujemy przede wszystkim na tzw. fidułkach, czyli na spotkaniach, gdzie rozmawiamy, z umiarem kosztujemy piwa, organizujemy różne gry, w tym konkursy krasomówcze, często na bardzo egzotyczne tematy. Śpiewamy także patriotyczne i korporacyjne pieśni. Takie spotkania odbywają się mniej więcej raz na dwa miesiące. Spotykamy się też oczywiście prywatnie. Amicitię traktujemy bardzo poważnie. Jeśli jakiś korporant zadzwoni do ciebie z potrzebą, to jesteś gotowy przyjść mu z pomocą.

Czy zechciałby Ksiądz wyjaśnić, w jaki sposób korporacja związana jest z Kościołem?

Ks. kapelan Mirosław Musiał: ​Na początku trzeba zaznaczyć, że korporacje akademickie nie są stowarzyszeniami kościelnymi, ale katolickimi. Od samego początku korporacje w naszym mieście były, powiedziałbym, mocno osadzone w miejscowym, lokalnym Kościele. Dla przykładu: Korporacja Magna Polonia, która została założona w 1920 r., najstarsza w Poznaniu, była związana z duchowieństwem poznańskim. W dwudziestoleciu międzywojennym jej kapelanem był ks. prałat dr Kazimierz Rolewski, przez kilka lat rektor Arcybiskupiego Seminarium Duchownego w Poznaniu, dzisiaj – Sługa Boży i kandydat na ołtarze. Zasada religio ​była realizowana zawsze w sposób jednoznaczny, tzn. przede wszystkim do korporacji przyjmowano katolików. Oczywiście trudno niekiedy, zwłaszcza młodemu człowiekowi, zadawać kandydatom konkretne pytania o wiarę czy stan wiedzy religijnej. Będąc studentem i podejmując formację intelektualną, zgodnie z wybranym kierunkiem i profilem uczelni, młody mężczyzna powinien ten czas starać się jak najlepiej przeżyć. Zdobywając wiedzę i wyższe wykształcenie z danej dziedziny, powinien zadbać o swój wszechstronny rozwój, w tym także o osobistą formację duchową.

Mógłby Ksiądz wytłumaczyć, jak w praktyce w korporacji jest realizowana jedna z jej zasad, mianowicie religio?

Ks.M.M.: Przede wszystkim poprzez umacnianie osobistej wiary, relacji z Panem Bogiem w Kościele katolickim i w sposób szczególny pogłębieniu wiedzy religijnej. Wszystko to, co zostało wymienione, musi ze sobą współgrać. Święty Augustyn zostawił nam znaną maksymę: ​„Wiedz, abyś wierzył i wierz, abyś wiedział”. ​Dlatego w programie cotygodniowych spotkań każdego semestru znajdują się tematy, które konwent, czyli zgromadzenie korporacji, proponuje i zatwierdza. Wśród nich są także zagadnienia związane z wiarą. Czasem zaprasza się prelegentów z zewnątrz, czasem wystąpienie solidnie przygotowują sami korporanci – komilitoni (studenci) albo filistrzy, czyli korporanci, którzy już ukończyli już studia, ale oficjalnie przez cały czas należą do danej korporacji. Tematy wykładów są przede wszystkim związane z doktryną, moralnością albo też historią Kościoła. W ostatnim czasie jeden z członków korporacji Magna Polonia (notabene w dniu 22 czerwca br. zawarł sakramentalny związek małżeński) zadbał o to, aby w ciągu kilku ostatnich miesięcy na spotkaniach – konwentach korporacyjnych zwrócić uwagę na nauczanie Karola Wojtyły dotyczące ludzkiej cielesności i płciowości z ukierunkowaniem na dobre przygotowanie do małżeństwa i życia rodzinnego. Według mnie był to doskonały pomysł. Jestem przekonany, że poznanie i dalsze poznawanie nauczania wielkiego papieża – naszego rodaka będzie miało bardzo pozytywne skutki w małżeństwach i rodzinach naszych korporantów. Poza formacją, nazwijmy to, religijno-intelektualną każdy członek korporacji jest zobowiązany do osobistej formacji duchowej. Korporanci szukają własnej duchowości. Poznają różne rodzaje i często odnajdują się w jednej z nich – czy to w duchowości karmelitańskiej, czy franciszkańskiej, czy należąc do duszpasterstwa akademickiego ojców dominikanów. W okresie wielkiego postu w korporacji każdego roku organizowane są trzydniowe rekolekcje. Są to rekolekcje zamknięte, tzn. w ośrodkach rekolekcyjnych. Kilka lat temu, gdy żył o. Karol Meisner, lubiliśmy jeździć do Lubinia, do wspólnoty benedyktyńskiej.

Czy mógłby Ksiądz wyjawić, jaka jest rola kapelana korporacji?

Ks.M.M.: Kapelan przede wszystkim towarzyszy korporantom w rozwoju duchowym. Mianowany przez arcybiskupa poznańskiego kapelan czuwa nad tym, aby prelekcje dotyczące wiary były zgodne z oficjalnym nauczaniem Kościoła. Wśród korporantów występuje duże zainteresowanie tzw. czystą teologią, czystym nauczaniem Kościoła. To jest bardzo cenne, ponieważ pobożność i duchowość to jest jedna sprawa, ale młody człowiek, który kształtuje swój umysł i kształtuje siebie przy konkretnej uczelni, musi pamiętać, że równie istotna jest formacja intelektualno-religijna. Warto dodać, że w środowisku korporacyjnym ludzie potrafią rozmawiać o sprawach wiary. Niejednokrotnie są to bardzo konkretne, odważne rozważania i, co z pewnością jest ważne, roztropne wnioski. Myślę, że takich katolików potrzebuje dzisiaj Kościół.

Czy według Księdza można powiedzieć, że korporacja jest swego rodzaju duszpasterstwem?

Ks.M.M.: ​Korporacja ma pewne cechy duszpasterstwa, ale nie można jednoznacznie mówić, że jest to duszpasterstwo akademickie. Oprócz formacji religijnej realizuje inne zadania, które wynikają z jej pryncypiów.

Jest Ksiądz kapelanem korporacji od 2005 r. To znaczy. że wychował już Ksiądz pierwsze pokolenie korporantów. Czy może Ksiądz powiedzieć, jaki wpływ miała korporacja na ukształtowanie się tych młodych mężczyzn?

Ks.M.M.: Odpowiadając na to pytanie, nie mogę nie przywołać doświadczenia z początków swojej drogi w korporacji. Na jednym z ​comersów (uroczystych spotkań – przyp. aut.) bożonarodzeniowych młodzi studenci powiedzieli, że poprzez przynależność do korporacji przygotowują się także do roli mężów i ojców. Było to akurat kilka miesięcy po śmierci papieża Jana Pawła II, toteż wielu korporantów zaczęło sięgać do jego encyklik i bogatego nauczania. Moim zadaniem było wówczas podsuwanie im odpowiedniej literatury. Kiedy patrzę dzisiaj z perspektywy kilkunastu lat, autentycznie widzę, że przynależność do tego stowarzyszenia bez wątpienia wpłynęła bardzo pozytywnie na kształtowanie się postawy tych mężczyzn i bardzo się z tego cieszę. Dzięki wspólnym rozmowom i przebywaniu ze sobą, wymianie myśli, zwłaszcza dzięki wspólnym wyjazdom wakacyjnym w Polsce i za granicą, członkowie stowarzyszenia dzielili się doświadczeniami, aby tym samym zawsze wspólnie wspierać się w dążeniu do ideałów. Wtedy nawiązywały się prawdziwe, głębokie przyjaźnie. Kiedy dzisiaj niektórzy podkreślają tzw. kryzys męskości, osobiście nie byłbym do tej sprawy pesymistycznie nastawiony. Trzeba obecnie pokazywać młodym ludziom, że jest możliwe odbudowanie ideału mężczyzny, o którym już w chrześcijańskiej starożytności i w średniowieczu pisali znani wybitni myśliciele, niekwestionowane autorytety, m.in. św. Tomasz z Akwinu. Dzisiaj należy konsekwentnie przypominać, że w życiu doczesnych istnieją pewne priorytety, że naprawdę warto żyć według pewnej hierarchii wartości. Mężczyzna, jeśli jest powołany do małżeństwa, przede wszystkim najpierw jest mężem, później ojcem, a w końcu tym, który pracuje zawodowo. Musi znaleźć sposób, aby to umiejętnie pogodzić, co zwłaszcza na początku wspólnego życia w małżeństwie może dla niektórych młodych mężczyzn okazać się nie zawsze łatwe. Mówiąc najogólniej i dokonując próby pewnego podsumowania z perspektywy czasu, chciałbym podkreślić, że przynależność do korporacji przyczyniła się także do powstania wielu wspaniałych dzieł, które są widoczne w naszym środowisku i w naszym mieście. Jestem przekonany jako kapłan i jako człowiek związany także ze środowiskiem akademickim, że gdyby nie korporacje akademickie i wzajemna przyjaźń, to pewnych dobrych inicjatyw na pewno by nie było.

Korporacje akademickie charakteryzują się pewnym sformalizowaniem. Macie swoje rytuały, zawołania, ubiór. Czy to jest coś, co mężczyzn przyciąga?

M.R.: To na pewno jest jeden z aspektów, które mogą przyciągnąć. Po raz pierwszy dowiedziałem się, czym jest korporacja, gdy moja obecna już żona pokazała mi zdjęcie szpaleru ślubnego jednej z warszawskich korporacji. Jednak ażeby utrzymać się w korporacji, potrzeba czegoś więcej, tj. ciągłego zaangażowania i dążenia do wspólnych ideałów i celu, jakim jest zbawienie.

A jak jest z hierarchią, która u Was jest bardzo widoczna? Macie prezydium, osoby odpowiedzialne za konkretne zadania w grupie.

M.R.: Z jednej strony dzięki pryncypium amicitia jesteśmy sobie braćmi i działamy wspólnie, jednak z drugiej – realizujemy swoje braterstwo w różny sposób. Stąd mamy trzy stany wewnątrz korporacji – najpierw jest się giermkiem (fuksem), następnie rycerzem (commilitonem), a już po studiach – filistrem.

W.K.: Rzeczywiście jedną z cech korporacji są pewne rytuały. Używamy w różnych sytuacjach łaciny, wszystkie uroczystości odbywają wedle ustalonego porządku. Uważam, że ludziom w życiu brakuje rytuałów. Wiadomo, forma nie może przerosnąć treści, ale może do tej treści prowadzić i ją oprawić. Bez formy, rytuałów człowiek nie ma poczucia, że dzieje się coś doniosłego. A mężczyzna bardzo potrzebuje wiedzieć, że jest częścią czegoś ważnego. Robić coś, co w jego przekonaniu jest słuszne, walczyć o jakąś sprawę. Te rytuały sprawiają, że my mamy poczucie, że uczestniczymy w czymś, co jest w jakiś sposób uświęcone całą tradycją pokoleń, które robiły to przed nami. Pokoleniem ludzi, którzy musieli robić to w sekrecie, na tajnych spotkaniach, gdy Polska nie miała niepodległości. My walczymy o pamięć i o to, by te tradycje i wysiłki przodków w walce o ideały nie poszły na marne.

Co korporacja daje Wam jako mężczyznom?

W.K.: Przede wszystkim, jeśli jest się korporantem, to trzeba się angażować. Ja miałem ten zaszczyt bycia prezesem w zeszłym roku, obecnie jestem sekretarzem. Korporacja wraz z powierzonymi przez nią zadaniami jeszcze bardziej wzmocniła we mnie poczucie odpowiedzialności. Człowiek odnajduje sens, jeśli przyjmuje wyzwanie i podoła odpowiedzialności, jaka zostaje na niego nałożona. Korporacja jest także takim środowiskiem, że jeśli ktoś zakłada maskę, to długo w tym środowisku nie przetrwa. Korporacja sprawdza i weryfikuje mnie jako mężczyznę. Dzięki niej jestem lepszym człowiekiem, mężczyzną, narzeczonym. W mężczyznach siedzi bardzo głęboko zakorzeniony duch rywalizacji. Jeżeli nie miałbym z kim konkurować, to szybko obniżyłbym wymagania w stosunku do siebie. Natomiast widząc zaangażowanie i umiejętności moich kolegów korporantów, chcę być po prostu coraz lepszy.

Czy mogę zapytać, co korporacja zmieniła w życiu Księdza?

Ks.M.M.: Mogę powiedzieć, że dała mi bardzo dużo i wciąż bardzo dużo daje. Przede wszystkim doświadczam obecności młodych ludzi i staram się słuchać, co mają do powiedzenia. A mają do powiedzenia naprawdę wiele. Często jestem bardzo zbudowany ideałami, które sobie obrali i tym, jak do nich dążą. Mnie się podoba przede wszystkim realizm, ale i konsekwencja w dążeniu do obranego celu. Zawdzięczam korporantom naprawdę wiele. Między innymi, choć zabrzmi to może dziwnie – pomoc w przeprowadzkach w czasach wikariuszowskich. Bardzo też cenię sobie wspólne wyjazdy, czy to w Polsce, czy za granicę. Niech na razie to wystarczy. Dziękuję bardzo.

Korporantem jest się całe życie. Jest nim także i papież senior Benedykt XVI jako członek jednej z niemieckich korporacji. Utrzymujecie z nim jakiś kontakt?

M.R.: Nasi korporanci byli w 2007 r. w Rzymie na audiencji u papieża. Benedykt XVI rozpoznał charakterystyczne dla korporantów dekle i bandy. Przywitał się z nimi po korporancku. To pokazuje, że gdzieś te więzi cały czas są obecne. Jest to istotne dla nas i dzisiaj, ponieważ naszym filistrem honorowym jest kardynał Zenon Grocholewski, który pełnił zaszczytne funkcje w watykańskich urzędach. Pamięta o nas i otacza nas modlitwą.

Nie myśleliście o tym, żeby dopuścić do korporacji kobiety?

M.R.: Dzisiejszy świat jest tak frontem ustawiony do kobiet, że w wielu miejscach zapomina o mężczyznach. Widać nasilającą się nagonkę na mężczyzn, na męskość, na to, co związane jest z płcią, a przez to z tym aspektem człowieczeństwa. Nam bardzo zależy, by męskiego ducha podtrzymać czy nawet rozbudzić. Ażeby to zrobić, a taka jest po prostu nasza natura, potrzebujemy wyłącznie męskiego grona. W momencie, gdy pojawia się chociażby jedna kobieta, my zaczynamy zachowywać się inaczej, rozmawiamy inaczej. Każdy próbuje utwierdzić swoją pozycję. Tak po prostu działamy. Natomiast gdy kobiet wokół nie ma, to potrafią się rodzić wtedy mocne, męskie relacje i mocne męskie wzorce, będące przykładem dla młodych chłopaków.

Macie długą tradycję. Jednak niewiele osób o Was, tj. o korporacjach, słyszało. Dlaczego?

W.K.: Staramy się promować naszą działalność. Media społecznościowe, w których jesteśmy aktywni, przyczyniły się w ostatnich latach do wzrostu naszej rozpoznawalności. Myślę, że nieznajomość korporacji wynika z kilku kwestii. Przede wszystkim z charakteru działalności, która jest skierowana do wewnątrz, na formację członków. Nie organizujemy spektakularnych wydarzeń zbiorowych. Poza tym czasy wojny i komunizmu też zrobiły swoje. Wielu korporantów zginęło, a działalność korporacyjna przez długi czas była zakazana.

Na zakończenie, co chcielibyście powiedzieć wszystkim chętnym, którzy chcieliby wstąpić w Wasze szeregi?

W.K.: Zaangażowanie się w korporacje to najlepszy sposób na dobre spożytkowanie czasu studiów. Można nawiązać tutaj wspaniałe przyjaźnie, rozwinąć się intelektualnie i duchowo oraz wspaniale spędzać czas na fidułkach i wyjazdach. Zainteresowanych zachęcamy do kontaktu z nami przez nasz fanpage na Facebooku lub poprzez stronę internetową: https://www.magnapolonia.pl/.

ks. Mirosław Musiał – mgr lic. teologii, kapłan archidiecezji poznańskiej, ur. 26.03.1974 r. w Poznaniu; święcenia kapłańskie – 29.05.1999 r. w Katedrze Poznańskiej; w latach 1999–⁠2019 wikariusz parafialny i katecheta w pełnym wymiarze godzin; w latach 2012–⁠2013 rezydent/do pomocy duszpasterskiej; katecheta w I LO w Poznaniu, od 2016 r. w VI LO w Poznaniu; od 2005 r. kapelan korporacji akademickiej Magna Polonia, od 2008 r. kapelan Poznańskiego Koła Międzykorporacyjnego; od 1.07.2019 r. proboszcz parafii pw. Zwiastowania Pańskiego w Poznaniu i kustosz Sanktuarium Świętości Życia.

Mateusz Rezler – szczęśliwy świeżo upieczony mąż, prezes korporacji akademickiej Magna Polonia, absolwent Wydziału Prawa i Administracji na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, interesujący się historią, geopolityką, uwielbiający gotować, podróżować i degustować kraftowe piwa.

Witold Kopczyński – student V roku prawa na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W korporacji od 2016 r. Prezes korporacji w roku akademickim 2018–⁠2019 (obecnie sekretarz). Jego zainteresowania to polityka oraz historia. W wolnym czasie jeździ na rowerze, ogląda seriale, a od niedawna również trenuje szermierkę.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Prawnik, miłośniczka baletu i gry na skrzypcach, zainteresowana sprawami społecznymi oraz bioetyką.
Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej Polityka prywatności oraz Warunki korzystania z usług Google.

Weryfikacja reCAPTCHA wygasła. Odśwież stronę.