adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
#YoungSaints

Uśmiech Wiary – Czcigodny Sługa Boży Mateusz Farina

Łatwo jest powiedzieć, że czasy są złe, a młodzież zupełnie inna niż za „naszych czasów”. Czasy są zawsze złe i nie takie, jak byśmy chcieli, a problem istnieje od pokoleń. Są jednak osoby, które jak blask słońca w pochmurny dzień pokazują, że łaska Boża nie robi sobie za wiele z naszych ludzkich spostrzeżeń. Przykładem tego są młodzi ludzie, którzy żyli zupełnie zakochani w Bogu. Takim był też Matteo Farina.

Matteo to jeden z młodych XXI wieku, którzy umierając młodo, pozostawili po sobie wspaniałe dziedzictwo wiary i szczerej miłości do Boga w świecie, który zdaje się pogrążać w odmętach laicyzacji. Jego przykład pokazuje, jak codzienność życia nastolatka staje się nadzwyczajna, kiedy pozwoli się, żeby przeniknęła ją łaska Boża.

Początki

Urodził się 19 września 1990 roku w słonecznym Avellino, lecz większość życia spędził w Brindisi, gdzie żył św. Wawrzyniec z Brindisi, Doktor Kościoła. Łaskę sakramentu chrztu świętego otrzymał Mateusz 28 września w kościele pw. Matki Bożej Gwiazdy Morza. Był synem Pauliny i Micky’ego, miał również siostrę Erikę.

Rodzina Matteo była głęboko religijna; wiara była przeżywana w domu w duchu radości i miłości. Już od młodości chłopak bardzo lubił uczęszczać na parafialne katechezy i często namawiał do tego swoich kolegów i koleżanki z podwórka. Szczególną radością i fascynacją dla Matteo była msza święta. Tam udawał się z wielkim entuzjazmem, sercem wyczuwając bliskość największej Miłości swojego życia.

Przedziwny sen

Wielkim wydarzeniem dla młodego Mateusza była pierwsza spowiedź, która jest związana z niezwykłym wydarzeniem, a mianowicie snem, w którym spotkał się ze św. Ojcem Pio z Pietrelciny. Jak relacjonował nasz młody bohater, Mistyk z San Giovanni Rotondo miał mu przekazać takie słowa: „Jeśli udało ci się zrozumieć, że ten, kto jest bez grzechu, jest szczęśliwy, musisz sprawić, żeby zrozumieli to wszyscy inni, tak abyśmy mogli wszyscy razem szczęśliwi dojść do Królestwa Niebieskiego”. Matteo zrozumiał, że te słowa nie są tylko dla niego, ale zawarta w nich tajemnica szczęścia jest przeznaczona dla wszystkich ludzi. Wydać walkę grzechowi, zanurzając się całkowicie w łasce Bożej – oto sekret prawdziwego i trwałego szczęścia człowieka! Usłyszana rada była tak inspirująca dla Matteo, że zapisał w swoim dzienniku takie słowa: „Mam nadzieję, że uda mi się zrealizować moją misję bycia tajnym agentem pośród ludzi młodych, mówiąc im o Bogu (przez Niego samego będąc oświeconym)… obserwując, kto jest obok mnie, aby wkroczyć pomiędzy młodych niepostrzeżenie jak wirus i zarazić ich nieuleczalną chorobą – Miłością!”.

Jak ważna prawda! Przeniknąć swoje pokolenie tak, aby żyjąc w nim zupełnie pochłonięty życiodajną Miłością, zarażać innych fascynacją Bogiem. Niezwykła postawa jak na dziecko.

Codziennym zwyczajem Matteo była medytacja nad słowem Bożym oraz modlitwa różańcowa. Warto jednak zauważyć, że młody Farina nie żył jak zakonnik, ale był przy tym wszystkim zupełnie zwyczajnym nastolatkiem. Jak jego rówieśnicy uprawiał różne sporty i miał swoje hobby. Bardzo lubił słuchać muzyki, a pasja ta popchnęła go do tego, żeby założyć zespół muzyczny, który nazwał No Name.

Zwyczajne życie przeniknięte łaską

W szkole zafascynował się chemią i biologią, a szczerze czcząc św. Franciszka z Asyżu, pragnął kontynuować naukę w kierunku inżynierii środowiska. Lubił również informatykę, podobnie jak bł. Karol Acutis, oraz miał wybitne osiągnięcia w tej dziedzinie. Miał również dziewczynę, w której był szczerze zakochany i był przekonany, że również ona jest cudownym darem dla niego od dobrego Boga.

Jedną z jego pasji była gra na gitarze.

Jeszcze jedną szczególną rzeczą jest sakramentalna praktyka Matteo – spowiadał się co tydzień. Pragnienie Bożej miłości było w nim tak wielkie, że nie chciał, żeby w jego duszy był jakikolwiek grzech, który by oddzielał go od dobrego Boga. Nie zostawiał miejsca na zakorzenienie zła. Sakramentalny Trybunał Miłosierdzia był dla niego jak ożywcze tchnienie wobec codzienności życia w tym świecie, pełnym brudu grzechu. Nie postrzegał jednak tego jak przekleństwo, ale jako kolejną okazję, żeby „zarażać” innych czystym sercem, aby jak najwięcej ludzi po prostu kochało Boga. Powróćmy jednak do biegu wydarzeń życia. 

Rozpoznanie choroby i walka

W 2003 roku zaczęły się pierwsze zdrowotne problemy. Silne ataki migrenowe i zaburzenia widzenia sprawiły, że rodzina podjęła decyzję udania się na badania lekarskie. Wyniki jednak były albo niejednoznaczne, albo niezadowalające. Postanowiono, że Mateusza trzeba zbadać również poza granicami Włoch. Wynik zrobionych badań oraz długich konsultacji był druzgocący – rak mózgu. Nie podkopało to jednak radości Matteo, a raczej otworzyło go na nowe horyzonty. Większość czasu, który spędzał w szpitalach, poświęcił innym pacjentom, z którymi rozmawiał, rozbawiał, wspólnie się modlił. W swoich zapiskach zanotował, że przecież to jest to, o co się modlił: „Chciałbyś wykrzyczeć całemu światu, że zrobiłbyś wszystko dla twojego Zbawiciela, że jesteś gotowy cierpieć dla zbawienia dusz i umrzeć dla Niego. Będziesz miał wiele okazji, aby pokazać Mu swoją miłość”. I okazja właśnie się nadarzyła, więc Matteo, jak to miał w zwyczaju, z uśmiechem i entuzjazmem zaczął wykorzystywać ją do ewangelizacji. 

Zobacz też:   Czystość na wagę życia – bł. Pierina Morosini

Po męczących i długich badaniach w Hannoverze Mateusz wrócił do rodzinnego domu, gdzie był otoczony miłością. Niestety, wyniki badań wskazały na zmiany nowotworowe w części skroniowo-potylicznej mózgu. Pomimo wyników badań Mateusz starał się żyć normalnie i podjął nabożeństwa do Najświętszego Serca Pana Jezusa oraz pierwszych sobót wynagradzające Niepokalanemu Sercu Maryi. Rozwijał również apostolat misyjny i wspomagał razem z rodziną misje w Mozambiku. Niestety, w 2005 roku Mateusz przeżył atak, w wyniku którego częściowo stracił wzrok. Musiał wrócić do Niemiec na kraniotomię. Poddał się całkowicie woli Bożej. Przez czterdzieści dni przyjmował radioterapię i chemioterapię. 

Nowy entuzjazm

Po tym okresie nastąpiła dwuletnia poprawa zdrowia – na tyle, że Matteo mógł powrócić na stałe do rówieśników i szkoły. Wdzięczny Bogu za dany mu jeszcze czas, podjął kolejne wysiłki ewangelizacji swoich rówieśników i znajomych ze szkoły i miasta. Miał tę piękną zdolność, że porywał serca w stronę Pana Boga, a jego apostolat okazywał się skuteczny. 

W tym czasie również przeżywał swoje zakochanie i pierwsze randki z uroczą Sereną. Mówił o niej: „to najpiękniejsza dziewczyna na świecie, jaką dobry Bóg mógłby mi dać!”. Serena towarzyszyła Mateuszowi do końca, do jego śmierci. 

W 2008 roku Matteo udał się na badania kontrolne. Wykazały one jednak, niestety, nawrót raka mózgu. W 2009 roku stan zdrowia pogorszył się jeszcze bardziej. Pojawił się paraliż ramienia i lewej nogi. Nadal to jednak nie było przeszkodą dla jego radości i entuzjazmu w kochaniu Pana Jezusa. Pomimo trudnej sytuacji zdrowotnej ujmował wszystkich swoją energią i radością. Starał się być w pełni poddany woli Bożej. Często powtarzał: „Musimy żyć każdego dnia tak, jakby to miałby być ostatni dzień. Jednak nie ze strachem przed śmiercią, ale z radością na spotkanie z Panem!”. Choroba jednak przykuła go do łóżka. W rozmowie z matką Mateusz oznajmił, że wszystkie cierpienia, niewygody oraz przyszłą śmierć ofiarowuje za zbawienie dusz. 

Mateusz Farina w szpitalu.

Na spotkanie z Panem

W czasie wielkiego postu z wielkim trudem, ale i ogromną radością uczestniczył w mszach świętych, które napełniały go siłą do walki. Zarówno na mszy świętej, jak i w czasie drogi do kaplicy dzielił się z każdym promiennym uśmiechem, który był owocem jego niezwykłej miłości do Eucharystii. W czasie choroby spędzał dużo czasu na poznawaniu żywotów świętych. Szczególnie zafascynował się św. Gemmą Galgani i św. Faustyną Kowalską. 13 kwietnia 2009 roku po raz ostatni przyjął Komunię Świętą. Umarł otoczony rodziną i przyjaciółmi 24 kwietnia 2009 roku.

Pamięć o Mateuszu trwała i stawała się coraz silniejsza i inspirująca. Wielu ludzi szukało u niego wstawiennictwa przed Bogiem. W 2016 roku na skutek bardzo licznych próśb biskup Brindisi rozpoczął proces beatyfikacyjny Matteo Fariny. 5 maja 2020 roku Papież Franciszek ogłosił heroiczność cnót Matteo, zwanego przez wielu uśmiechem wiary. 

Życie i misję Mateusza Farini można opisać słowami z jego dziennika: „Boże mój, mam dwie ręce, spraw, abym jedną zawsze trzymał się mocno Ciebie, abym podczas próby nie mógł się od Ciebie oddalić, ale trzymał Cię jeszcze mocniej. A druga ręka, proszę Cię o to, jeśli jest to zgodne z Twoją wolą, spraw, by służyła światu… ponieważ tak jak ja poznałem Ciebie dzięki innym, niech ten, kto nie wierzy, pozna Ciebie dzięki mnie. Chcę być jak najczystsze lustro i jeśli taka jest Twoja wola, odbijać Twoje światło, by wpadało do serca każdego człowieka. Dziękuję za życie. Dziękuję za wiarę. Dziękuję za miłość. Jestem Twój”.

[Zdjęcia pochodzą od postulacji Sługi Bożego Mateusza Fariny.]

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.