Adeste

Adeste jest za darmo i bez reklam
Utrzymują nas tacy czytelnicy jak Ty.

Wesprzyj

Tajemnice Matki

magazine cover

pixabay.com

Miriam z Nazaretu na kartach Ewangelii poznajemy jako młodą kobietę, być może dziewczynę. W scenie Zwiastowania – wydarzenia, które na zawsze odmieniło nie tylko jej życie, ale i miliardów ludzi, również nasze. Wybrana została bowiem przez Boga na Matkę Odkupiciela, Matkę Mesjasza, Matkę samego Boga Żywego, Jezusa Chrystusa. Widzimy ją u boku Syna w kilku scenach, niezmiernie ważnych dla historii zbawienia.

Kim była Matka Boga? Nie tylko dzisiaj stawiamy sobie to pytanie. Robili to przed nami także chrześcijanie na początku, kiedy tworzyła się wspólnota Kościoła. Od wieków Maryja budzi wielkie zainteresowanie wyznawców Jezusa Chrystusa. Jej życie okrywa bowiem tajemnica, choć paradoksalnie jest kobietą, o której w Nowym Testamencie słyszymy najwięcej i która wypowiada najwięcej słów (Adamiak, Mariologia, 2003, s. 11).

Teksty kanoniczne nie zawierają pełnej wiedzy na temat ziemskiego życia Matki Pana. Informacje w nich zamieszczone są mocno ograniczone i fragmentaryczne. Te luki w ziemskiej historii Miriam z Nazaretu działały i nadal działają na wyobraźnię chrześcijan, którzy zadają pytania o jej ukryte życie, bardzo często tworząc własną narrację historii. Nie brak w tych tekstach elementów fantastycznych, cudownych, wręcz irracjonalnych.

Córka Anny i Joachima

Jedyne informacje na temat imion rodziców Miriam i szczegółów jej dzieciństwa pochodzą z apokryfu, Protoewangelii Jakuba, tajemniczej księgi znanej już środowiskom judeochrześcijańskim. Początkowo była przekazywana ustnie, dopiero później została spisana, prawdopodobnie około II wieku. Opisuje ona wydarzenia, które poprzedzały wcielenie się Boga. Apokryf cieszył się wielką popularnością i był rozpowszechniony zwłaszcza w Kościołach wschodnich (Hesemann, Miriam z Nazaretu, s. 69-⁠70). Z Protoewangelii pochodzą imiona jej rodziców, którzy długo byli bezdzietnym małżeństwem miłującym Boga. Anna, otrzymawszy zapewnienie od Boga, że urodzi córkę, złożyła obietnicę oddania dziecka na służbę do świątyni. Miriam do czasu stania się kobietą przebywała w Świątyni Jerozolimskiej, gdzie wraz z innymi dziewczynkami szyła zasłonę przybytku. Gdy ukończyła 12 lat, poślubiono ją wdowcowi Józefowi, który miał już synów. W ten sposób starano się pogodzić problem nowotestamentalnych wzmianek o siostrach i braciach Jezusa z wiarą w dziewictwo Maryi (Adamiak, s. 54).

Wszystkie te informacje przekazane są w klimacie cudowności, a zarazem odwołują się do znanych z Nowego Testamentu opisów. Rzecz w tym, że dokonuje się przy tym reinterpretacji tekstów biblijnych po to, by udowodnić własne racje teologiczne.

Z rodu Dawida

Żadne świadectwo nie potwierdza jednoznacznie, że Miriam pochodziła z rodu Dawida. Wydawałoby się więc, że Jezus został włączony do pokolenia Dawidowego dzięki Józefowi, i to przez adopcję (Napiórkowski, Maryja jest piękna, s. 8). Jednak Ojcowie Kościoła już w II wieku widzieli w Miriam potomkinię króla Dawida (Hesseman, s. 94) zarówno od strony Joachima, jak i Anny.

Imię darem od Boga

Według tradycji 8 września, około 19 roku przed Chrystusem, Anna wydała na świat długo oczekiwane dziecko. Osiemdziesiąt dni później nadano mu imię Miriam, jak się okazuje, dość popularne w owym czasie. Źródła archeologiczne wykazują, że co czwarta kobieta w Izraelu nosiła to imię. Co ono oznacza? Nie jest pewne, czy pochodzi z języka hebrajskiego, czy aramejskiego. Pierwsza starotestamentalną kobietą noszącą to imię była siostra Mojżesza i Aarona (Wj 15, 20–⁠21). W hebrajskim jest ono złożeniem dwóch członów mir/mar, co oznacza gorzki, i jam – morze. Poza tym zawiera ono rdzeń r-y-m oznaczający tę, która stanowi dar (od Boga), a z kolei rdzeń werbalny m-r-y jest wyrażeniem odczasownikowym – „być płodną”. Natomiast w aramejskim słowo marjiam oznacza kogoś, kto jest mądry, roztropny (Hesseman, s. 101). Napiórkowski (s. 8) tłumaczy jej imię jako „piękna”, „przynosząca radość”. Inni zaś jako „wzniosła”, „wysoka”, „pani” czy „upragniona”.

Ale to nie jedyne imię, które nosi. Nie jest ono najważniejsze. Sam Bóg nazwał ją kecharitomene – pełną łaski, obdarował nowym imieniem. Nadał jej nową tożsamość, matki ukochanego Syna. To ziemskie imię, niezależnie od tego, co mogło oznaczać, było dla Niego nieistotne. Zwrócił się do niej nowym imieniem, które stanowiło i nadal stanowi dowód najwspanialszego daru, jaki od Niego otrzymała – przez wolność od grzechu pierworodnego stała się godną zostania matką Syna Bożego.

Pokorna służebnica, ale czy tylko?

Kościół widzi w Miriam pokorną służebnicę oraz piękną, śliczną panią. Owszem, taka bezsprzecznie była. Zapomnieliśmy jednak zauważyć w niej odważną kobietę, która zgodziła się, mimo wielu trudności (w tym faktu, że nie mieszkała jeszcze z mężem), urodzić Syna Bożego. Według tradycji miała zaledwie 12-⁠16 lat, które w tamtym czasie były jednak pewnym progiem dorosłości. Mimo młodego wieku oraz wielu wątpliwości, zapewne również lęku przed oskarżeniem o cudzołóstwo i ukamienowaniem, powiedziała Bogu „tak”. Jest to niewątpliwie nie tylko szczyt pokory wobec planu zbawienia, ale także odwagi i męstwa oraz bezgranicznego zaufania Bogu. Do tego potrzeba odwagi, której nieraz jej odmawiamy. Czy miała własne marzenia, które w jednej chwili uległy zmianie? Odwaga i pokora nie wykluczają się wzajemnie, lecz uzupełniają. To tajemnica życia Maryi – nie tylko urzekające piękno pełne tajemniczych symboli, ale i odwaga, której możemy jej pozazdrościć. Często lękamy się tego, co przygotował dla nas Ojciec w niebie. Boimy się pójść za Nim, a ona zdołała się na to zdecydować. Odważnie powiedziała „tak”, mimo że plan był niezmiernie trudny, z perspektywy człowieka niepojęty.

Narodziny i co dalej…

Urodziła Syna i wychowała Go z Józefem. I można rzec, że tyle. Ewangelie i tradycja mówią o jej cichej i pokornej służbie Synowi oraz o tym, że wszystkie troski zachowywała w swym sercu. A gdzie radość bycia matką? Radość z pierwszego słowa wypowiedzianego przez Jezusa, z Jego pierwszych kroków. Tak bardzo zapomniany element życia w Nazarecie – zwykła, szara codzienność niezwykłych rodziców jakże niezwykłego Dziecka. To największa tajemnica Matki. Widzimy ją często na obrazach i figurach, obdarzamy kultem, wznosimy za jej wstawiennictwem tysiące modlitw, a zapominamy o jej człowieczeństwie – jakże wyjątkowym – lecz wciąż pozostającym człowieczeństwem. Nie została ubóstwiona, nie jest boginią, ale człowiekiem, kobietą z krwi i kości przeżywającą radość, smutek, zdenerwowanie, troskę. Zapewne doświadczała nawet tych emocji, które określamy jako negatywne. To nieodłączne przejawy naszego ziemskiego człowieczeństwa i żaden z nich nie powinien być traktowany jako obiektywnie zły. Dopiero efekt uczuć, czyli to, co pod ich wpływem robimy, może być niedobry. To ogołocenie Matki z emocji, bądź przedstawianie jej jako matki przepełnionej jedynie bólem, było dla mnie głównym źródłem kryzysu relacji z nią. Wraz ze stopniowym odkrywaniem jej człowieczeństwa uświadomiłam sobie, że zaczęła do mnie przemawiać i że udało mi się nawiązać z nią więź.

Matka i Syn

Teksty ewangeliczne przedstawiające relacje Matki z Synem wydają się czasami bardzo trudne, nawet określane słowem „antymaryjne”, jak Mk 3, 31-⁠35, Łk 2, 41-⁠50. Często były pomijane nie tylko w nauczaniu Kościoła, ale również encyklikach maryjnych papieży aż do połowy XX wieku. Zostały dostrzeżone przez Sobór Watykański II i zinterpretowane w sensie pozytywnym (Adamiak, s. 13). Relacje Syna z Matką są przedstawione w Ewangeliach w sposób chłodny i niezrozumiały. Początkowo Miriam jest tą, która nie rozumie swojego Syna, a także nie należy do eschatycznej rodziny Jezusa w Ewangelii według świętego Marka. Podwójne dzieło świętego Łukasza zawiera natomiast najbardziej pozytywny obraz Matki Jezusa w Nowym Testamencie. Od Zwiastowania po Zesłanie Ducha Świętego staje się ona symbolem prawdziwego ucznia Jezusa. Rozumienie znaczenia tego obrazu zostaje następnie pogłębione przez świętego Jana (Adamiak, s. 49-⁠50). Sposób przedstawienia Matki oraz jej relacji z Synem ewoluuje w pismach kanonicznych, ukazana zostaje jej droga od braku zrozumienia tego, co czynił Jej Syn, do pełni wiary i posługi w pierwszej gminie chrześcijańskiej.

Tajemnicą Matki pozostanie to, czy spotkała się ze zmartwychwstałym Synem. Zarówno Ewangelie, jak i Święty Paweł w Liście do Koryntian (15, 4-⁠8) na temat ewentualnego spotkania milczą, choć relacjonują, że Chrystus spotkał się po swoim zmartwychwstaniu z wieloma ludźmi – Maria Magdalena, uczniowie… A co z Matką? Chrześcijanie na Wschodzie nie mogli pojąć tego braku i tworzyli własne narracje na temat możliwego spotkania (Hesseman, s. 328).

I wziął ją do siebie…

Pod krzyżem stała się Matką Kościoła, przybraną matką każdego ochrzczonego w Chrystusie, jej Synu. Jezus powierzył ją swojemu umiłowanemu uczniowi. Nieznane są jej dalsze losy po Zesłaniu Ducha Świętego. Tradycja mówi, że udała się wraz z Janem do Efezu i tam, we wspólnocie chrześcijańskiej, żyła zapewne w swojej cichości oraz pokorze, będąc cichą orędowniczką u swojego Syna w niebie. Stała się świadkiem i uczniem, matką rodzącego się pośród fal prześladowań Kościoła – matką wierzących w jej Syna i tą, która wskazuje drogę do Niego.

Z ciałem i duszą

Teksty Ojców Kościoła przez kilka stuleci milczały na temat śmierci Miriam. Dopiero w V wieku pojawiły się liczne wersje apokryfu, który relacjonuje jej cudowne „zaśnięcie”. Nazywane są apokryfami asumpcjonistycznymi i przedstawiają kres życia Miriam oraz jej uwielbienie. Nie tylko Transitus Mariae (legendy o Przejściu Maryi), ale i wiele innych tekstów z V i VI wieku kształtowały pobożne przekonanie o Wniebowzięciu Matki Bożej (Adamiak, s. 57-⁠58; Hesseman, s. 383-⁠385). Dokładne okoliczności jej wniebowzięcia pozostaną jednak tajemnicą; chociaż były one cudem, nie powinny one przesłaniać tego, co najważniejsze – Jezusa Chrystusa.

Życie Miriam można określić jako wielką tajemnicę miłości matki do Syna i Jego Kościoła. Tajemnicę, która stanowi tak istotny element naszej wiary, że poświęcono jej tysiące tekstów i dokumentów. A sama Maryja nadal wskazuje i prowadzi do Syna – największej miłości, będąc źródłem inspiracji dla wielu świętych. Oby i nas zainspirowała, wciąż przybliżając do Chrystusa. Kiedy obdarzamy ją kultem i czcią, wołamy o jej wstawiennictwo u Syna, nie zapominajmy, że Miriam jest człowiekiem, kobietą również przeżywającą emocje – jedną z nas, która otrzymała łaskę życia bez grzechu.

Bóg wybrał ją i wywyższył, ale czy to oznacza, że dał nam za wzór kogoś tak wyjątkowego, że niemożliwe jest jej pełne naśladownictwo? Bo jak być bez grzechu, jak urodzić i pozostać dziewicą? Przecież to niemożliwe… W naśladownictwie Miriam nie chodzi jednak o imitowanie jej ziemskiego życia, lecz o to, aby z nią przejść drogę od naszej niewiary do pełnego zjednoczenia z Chrystusem. I to jest największa tajemnica Matki – miłość, jaką darzy ona każde przybrane dziecko.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej Polityka prywatności oraz Warunki korzystania z usług Google.

Weryfikacja reCAPTCHA wygasła. Odśwież stronę.