adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj
Wiara

Sługa Boży o. Candido Amantini CP

W cieniu bazyliki św. Jana na Lateranie, lekko z boku, po drugiej tronie ulicy, wznosi się niepozorny kościółek, który jest przyklejony do klasztoru pasjonistów. W środku znajdują się niesamowite duchowe skarby. Schody, po których Pan Jezus wchodził na sąd Piłata; ikona Chrystusa, którą miał zacząć tworzyć św. Łukasz, ale dokończyli ją aniołowie, czyli acheiropoietos; grób głównego egzorcysty Rzymu, mistrza ks. Gabriela Amortha – Sługi Bożego o. Candido Amantiniego, pasjonisty.

Scala Santa to miejsce, gdzie od lat odbywają się egzorcyzmy. Właśnie tam przetrzymywano i więziono Sługę Bożego ks. Dolindo Ruotolo. Służył tam posługą uwalniania o. Candino, którego św. ojciec Pio nazwał „kapłanem według serca Bożego”. 

Początki

Ojciec Candido (w wersji spolszczonej Kandyd) urodził się 31 stycznia 1914 roku jako Eraldo Ulisse Mauro Amantini, w rodzinie Jana Chrzciciela i Deolindy Amantinich jako drugie z czwórki dzieci. Jego tata parał się różnymi zajęciami: był kowalem, prowadził sklepik, podejmował dużo aktywności, aby wykarmić i utrzymać rodzinę. Ojciec Kandyd został ochrzczony w kościele parafialnym 7 lutego. 

Jako dziecko dobrze się uczył i chętnie modlił. Jego rodzina nie mogła sobie pozwolić na kaprysy czy braki, w domu od początku panowała więc dyscyplina nasiąknięta miłością. Bardzo dbano o dobre oceny dzieci i o maksymalne wykorzystanie możliwości uczenia się. Prawdziwą pasją młodego Kandyda była muzyka. Jego wielkim osiągnięciem okazało się dostanie się do orkiestry miasteczka, której mundur nosił z ogromną dumą.

Wołanie Pana

Kandyd szybko rozpoznał w sobie pragnienie życia tylko dla Pana Jezusa, choć zaczynał bardzo zwyczajnie. Na początku było to szukanie okazji do modlitwy, następnie zostanie ministrantem w parafialnym kościółku, aż w końcu asystowanie proboszczowi w wizytach u chorych. Można rozpoznać dwa ważne czynniki, które pomogły Kandydowi w odkryciu powołania: wierność i stałość – taki właśnie był w odniesieniu do swoich obowiązków i zaangażowań. 

Jego rodzinna miejscowość znajduje się niedaleko Orbetello – gdzie głosił misje ludowe sam św. Paweł od Krzyża – a także w niewielkiej odległości od Monte Argentario, kolebki pasjonistów. Pewnie za sprawą kontekstu miejsca, jak i prowadzenia łaski, Kandyd wstąpił do zakonu męki Pańskiej już w wieku dwunastu lat. Pamiętać trzeba jednak, że stanowiło to swojego rodzaju normę, obowiązkowa była bowiem tylko szkoła podstawowa, a potem rozpoczynało się pracę albo wybierało inną drogę życiową. Seminarium pasjonistów znajdowało się w Nettuno, miejscu związanym silnie ze św. Marią Goretti. Tam też młody Włoch w 1929 roku przyjął habit i – dzień później – imię Kandyda od Niepokalanej.

Mistrzem nowicjatu dla br. Kandyda był Czcigodny Sługa Boży o. Nazareno Santolini, który również wychowywał do życia zakonnego Sługę Bożego Galileo Nicoliniego. Jak widać, często świętość łączy się i spotyka, nie będąc nigdy samotna. Warto dodać, że o. Kandyd był również wielkim czcicielem dwójki pasjonistowskich świętych: św. Gabriela od Matki Bożej Bolesnej i św. Gemmy Galgani. 

13 marca 1937 roku (w rocznicę chrztu św. Gemmy Galgani), w wieku dwudziestu trzech lat, Kandyd przyjął sakrament święceń. Niedługo później zaczął studia z biblistyki, podczas których uczył się kilku języków, w tym hebrajskiego i sanskrytu. Po II wojnie światowej, po różnych posługach, powrócił do Rzymu, aby uczyć kleryków na Scala Santa. Zamieszkał u św. Jana i Pawła, w domu generalnym pasjonistów. W tym czasie poznał św. Ojca Pio i rozpoczął prowadzenie z nim korespondencji listownej. Stygmatyk również odwiedzał go w bilokacjach. 

Jeżeli ojciec Pio wiedział, że w okolicy petentów żyje ktoś, kto ma opinię świętości, miał w zwyczaju odsyłanie do niego takich osób. Tak odsyłał ludzi do bł. Pio Campidellego CP, do Sługi Bożego ks. Dolindo Ruotolo i… do Sługi Bożego o. Candido Amantiniego CP.

Chór zakonny domu zakonnego, gdzie posługiwał o. Kandyd

Pan jest większy posługa egzorcysty

Do grona bliskich współbraci o. Kandyda Amantiniego należał o. Aleksander Coletti. Co ciekawe, był on na początku słuchaczem wykładów ojca Amantiniego, a po czasie został egzorcystą w diecezji Arezzo, gdzie role się odwróciły. Kandyd stał się pilnym uczniem i słuchaczem Aleksandra, który wprowadzał go w posługę egzorcysty. Ojciec Kandyd nigdy nie był wyśmienitego zdrowia i cierpiał na silne bóle i dolegliwości; o. Aleksander zaproponował mu modlitwę, po której niedomagania ustały. Był to początek ścisłej współpracy, która uczyniła z Ojca Kandyda egzorcystę. 

Od 1961 roku do śmierci ojciec Kandyd poświęcił się zupełnie tej roli, mieszkając i posługując właśnie przy Scala Santa. Pracy mu nie brakowało, bo o pomoc zwracało się do niego bardzo dużo ludzi. Wielu z nich przychodziło po prostu po jego błogosławieństwo na początek dnia. Wiara w moc Bożego błogosławieństwa jest wciąż silnie zakorzeniona we włoskiej mentalności.

Wśród osób przychodzących do zakonnika było też wielu cierpiących, nieuleczalnie chorych, dręczonych przez złe duchy i opętanych. Ojciec Kandyd od Niepokalanej, człowiek wielkiej wrażliwości, także cierpiał, widząc ich cierpienie. Jednoczył się z nimi w bólu. Często i gorliwie modlił się nad nimi, czasem za łaską Bożą doświadczając cudu uzdrowienia czy uwolnienia. 

Dziennie, przed południem, był w stanie przyjąć od sześćdziesięciu do osiemdziesięciu osób, a kolejka ustawiała się już od trzeciej w nocy. Miał niezwykły dar rozeznawania i czytania serc. Wiedział, kto potrzebuje pomocy egzorcysty, a kto błogosławieństwa. Pamiętać trzeba, że to czasy, w których wiara, szczególnie w rzeczywistość duchową, już zamierała. W związku z tym przez długie lata o. Kandyd był jedynym egzorcystą w Rzymie i okolicach. 

Stan jego zdrowia stale się pogarszał i na kilka lat przed śmiercią musiał już prosić o pomoc. Jego wysiłek był wręcz tytaniczny, wielu ludzi potrzebowało uwolnienia, a siły ubywało mu z każdym dniem. Boża Opatrzność jednak zareagowała na palącą potrzebę nie tylko o. Kandyda, ale przede wszystkim dręczonych dzieci Bożych. Kardynał za niego odpowiedzialny, chcąc pomóc schorowanemu ojcu, zawołał do siebie i bezkompromisowo, ale jednak „przymusił” o. Gabriela Amortha do pomocy. Doszło do tego ok. 1986 roku.

Ojciec Kandyd nigdy nie był zwolennikiem długich obrzędów egzorcyzmów. Trzeba wiedzieć, że nie przypominają one działania magicznej różdżki – czasem potrzeba wielu spotkań z egzorcystą, bo Pan Bóg ma swój plan i swoją drogę, zawsze jednak jest to droga nawrócenia i powrotu do jedności z Chrystusem. Zakonnik często też powtarzał, że „próżno odprawiać długie egzorcyzmy, jeśli to nie jest moment ustalony przez Pana”, On bowiem jest władcą czasu i wie, co komu i kiedy potrzebne – także w posłudze uwalniania. Ojciec Kandyd miał również swoje metody przy używaniu rytuału rzymskiego, np. często stosował olej katechumenów. Zły niesamowicie nienawidzi misterium sakramentu chrztu świętego i olej ten niezwykle silnie go prowokuje.

Zobacz też:   Niedzielne PeryKopy: Katolickie Hygge?

Bardzo ważną częścią rozeznawania, czy dana osoba potrzebuje egzorcyzmów, były stałe konsultacje lekarskie. Ojciec Kandyd bał się pomyłki, dlatego często zapraszał zaprzyjaźnionego ordynatora oddziału psychiatrycznego oraz innych lekarzy. Wiedział, że tak delikatna materia wymaga kompleksowej pomocy. 

Zawsze też podkreślał, że droga do uwolnienia jest drogą nawrócenia nie tylko osoby dręczonej czy opętanej, ale również jej rodziny. Dlatego często Pan nie uwalniał od razu, ale doświadczenie to służyło wzrostowi wiary i ugruntowaniu nawrócenia. Często osoby uwolnione angażowały się w grupy modlitewne i powracały do zażyłej więzi z Bogiem. 

Trudne czasy

Czasy posługiwania ojca Amantiniego nakładały się z latami posoborowych zmian, które często wymyślali sami księża i zakonnicy, samowolnie rezygnując z elementów życia zakonnego. Ojciec Kandyd bardzo bolał na przykład nad zdejmowaniem habitów czy rozluźnieniem dyscypliny zakonnej. Był bardzo wierny i gorliwy oraz zapalał do tego innych.

Jego duchowi synowie opowiadali, że nawet nie chciał wchodzić w rozmowy na tematy światowe. Cierpiał, ale pokornie przyjmował to, że jest niezrozumiany. Jego posługa była często wyśmiewana i gwałtownie odrzucana przez samych księży. Zachęcał również innych, aby stali na straży własnych ust, żeby nie prowadzili czczych i głupich rozmów, ale szukali Boga i do Niego kierowali swoje myśli. 

Poza ludzką wzgardą i niezrozumieniem doświadczał również napaści złego ducha, który często się mścił, budził go w nocy i ciągle hałasował, powodując u o. Kandyda ogromne zmęczenie. Nawet bracia, którzy czasem spali w jego celi pod nieobecność ojca Kandyda, uciekali z niej z powodu panującego w środku hałasu i rumoru. Jednak sam egzorcysta się przyzwyczaił i nie pozwalał się prowokować złemu duchowi. 

Ojciec Kandyd i Matka Boża

Zdecydowanie trzeba stwierdzić, że ojciec Kandyd był człowiekiem zupełnie oddanym Najświętszej Maryi Pannie, nie tylko z wrodzonej pobożności, ale również ze względu na doświadczenie jej potęgi podczas egzorcyzmów. Widziano go praktycznie nieustannie z różańcem w ręku. Było to narzędzie modlitwy, z którym nigdy się nie rozstawał. Bolał nad tym, że wielu świeckich i księży nie odmawia różańca. 

Uwielbiał również pielgrzymować do sanktuariów maryjnych, w tym szczególnie do Lourdes i Loreto. Często też odsyłał tam swoich „pacjentów”, gdzie wielu z nich doświadczyło uzdrowienia i uwolnienia od działania złego. Powtarzał: „Najświętsza Dziewica jest pierwszą, która uwalnia nas od tyranii demona”. Napisał również książkę poświęconą Matce Bożej, Tajemnica Maryi, gdzie umieścił genialne streszczenie nauczania Kościoła dotyczącego Niepokalanej Matki Boga. 

Jego miłość do Maryi uwydatnia się w jego pełnym imieniu zakonnym: ojciec Kandyd od Niepokalanej. W czasie ślubów wybrał sobie to imię, aby żyć tajemnicą bliskości Matki Bożej, która zawsze prowadzi do swojego Syna. 

Figura Matki Bożej, do której szczególne nabożeństwo miał o. Kandyd

Wieczór życia

Ojciec Kandyd nigdy nie słynął z dobrego zdrowia, a jego dolegliwości raczej się namnażały. Szczególnie ostatnie lata życia duchownego były bardzo bolesne, choć przeplatane mistycznym pokojem serca. Końcówka życia okazała się dla niego bardzo intensywna duchowo, ojciec doświadczał bowiem łask mistycznych. Swojej duchowej córce bardzo wzruszony wyznał, że zdarza mu się rozmawiać z Panem Jezusem i Matką Bożą. Nie były to wielkie przesłania, ale czułe przebywanie ze sobą, słodkie doświadczanie ich bliskości, o czym zawsze był poinformowany jego spowiednik. 

W ostatnich dwóch latach przed śmiercią bardzo dużo czasu spędzał w San Remo, poświęcając go na leczenie i podratowanie zdrowia, szczególnie że męczyły go duszności i bóle serca. Tam miał przyjaciół, którzy towarzyszyli mu także w czasie niezliczonych nieprzespanych nocy. 

Przed śmiercią słyszał też piękne śpiewy anielskie i głosy z nieba, które zły duch próbował zagłuszyć. Walka ta była często wypisana na twarzy umęczonego pasjonisty. Jednak zawsze głos nieba wygrywał, a często o. Kandyd śpiewał chwałę Bogu wespół z tym głosem. Bezpośrednia końcówka życia zakonnika była wypełniona praktycznie bezustannie tym śpiewem i modlitwą. Co ciekawe, głos, który towarzyszył ojcu Kandydowi, bardzo często śpiewał kolędy. 

Do ostatnich minut życia o. Kandyd albo się modlił, albo słuchał modlitw, ale były one również wypełnione mściwymi dręczeniami diabelskimi. Jednak do końca egzorcysta ze Scala Santa nie poddawał się. Zmarł w wigilię śmierci swojego przyjaciela ojca Pio, 22 września, o godz. 23.50, w powszechnej opinii w świętości. Był to także dzień jego imienin –wspomnienie św. Kandyda, którego poprosił o tę łaskę, aby właśnie tego dnia zabrał go do nieba. 

Grób o. Kandyda

Ostatnim jego pragnieniem było móc odprawić mszę świętą. 

Tutaj jednak historia się nie kończy, bo o. Kandyd od Niepokalanej Amantini CP również po śmierci aktywnie pomagał przy egzorcyzmach, czego doświadczył egzorcysta o. Alfred Pallotta, który pracował w Lucce, w sanktuarium św. Gemmy Galgani. Również ks. Gabriel Amorth, najsłynniejszy chyba egzorcysta, opowiadał, że przy egzorcyzmach czuł pomoc i bliskość o. Kandyda Amantiniego, którego obecność rozwścieczała złe duchy. 

Jego proces beatyfikacyjny rozpoczął się 13 lipca 2012 roku. 25 listopada 2016 zakończył się etap diecezjalny i obecnie sprawą zajmuje się Kongregacja ds. Świętych.

Bibliografia:

Maniglia A., Sull’uscio di casa – Padre Candido Amantini CP, 2015.

Coluccia A., Padre Candido Amantini CP, 2012.

Amorth G., Egzorcysta z sanktuarium Świętych Schodów, 2018.

Tenże, Tajemnice egzorcysty, 2011.

Tenże, Posługa egzorcysty, 2015.

Tenże, Wyznania egzorcysty, 1997.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.