Adeste

Adeste jest za darmo i bez reklam
Utrzymują nas tacy czytelnicy jak Ty.

Wesprzyj

Siedem demonów, co nami się karmią

magazine cover

pixabay.com

Pycha, chciwość, nieczystość, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, lenistwo, gniew, zazdrość. Jacek Kaczmarski nazwał je „siedmioma demonami, które nami się karmią”, a Kościół wymienia je jako grzechy główne. Tylko właściwie dlaczego?

Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego akurat te, a nie inne grzechy są określane przez Kościół jako „główne”? Przykładowo – dlaczego np. chciwość jest „główna”, a nienawiść czy oszczerstwo już nie? Idąc dalej – czy nie zaskoczyło Was, że lista grzechów głównych jest jakaś taka… słaba? Przecież lenistwo, obżarstwo czy zazdrość wydają się być dużo mniej poważnymi wykroczeniami niż chociażby kłamstwo, bluźnierstwo czy zabójstwo. A jednak Kościół od wieków wskazuje praktycznie niezmienioną listę grzechów głównych. Czy więc może nie jest ona już aktualna? Może nigdy nie była? A może wcale nie chodzi o wypunktowanie najcięższych grzechów, ale pokazanie czegoś innego?

Grzechy i wady

Aby przekonać się, co Kościół rzeczywiście miał na myśli, najlepiej sięgnąć po Katechizm. Grzechy główne wyliczone są w kanonie 1866: „Nazywa się je »głównymi«, ponieważ powodują inne grzechy i inne wady. Są nimi: pycha, chciwość, zazdrość, gniew, nieczystość, łakomstwo, lenistwo lub znużenie duchowe”. Grzechy te nie są więc główne dlatego, że są najcięższe, ale dlatego, że są wyrazem pewnego nieuporządkowania, prowadzącego do popełniania innych grzechów.

I faktycznie, jeśli się nad tym głębiej zastanowić – każdy z naszych grzechów ma źródło gdzieś w powyższej liście. Spójrzmy chociażby na przytoczone we wstępie przykłady. Zabójstwa – o ile oczywiście nie mamy do czynienia z silnym zaburzeniem psychicznym – nie dokonuje się dla samego zabicia, ale w jakimś celu. Zabójca kieruje się najczęściej chciwością, zazdrością (mogącą się wiązać z nieczystością) lub nienawiścią wynikającą z gniewu. Z kolei bluźnierstwo to efekt przede wszystkim pychy, do której czasem dochodzi również gniew. Oszczerstwo czy kłamstwo – zależnie od sytuacji – również wiążą się z gniewem, zazdrością, chciwością, a czasem lenistwem – gdy powielamy niesprawdzone informacje. Oczywiście tyczy się to również grzechów bardziej powszednich – jak myślisz, Drogi Czytelniku, które z grzechów głównych mogą być przyczyną Twojego przeklinania, oszukiwania, pyskowania, szaleństw za kierownicą czy niepotrzebnego jęczenia „O Matko Boska!”?

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden szczegół, zawarty we wcześniejszym (1865) kanonie Katechizmu. Czytamy w nim: „Grzech powoduje skłonność do grzechu; rodzi wadę wskutek powtarzania tych samych czynów. Wynikają z tego niewłaściwe skłonności, które zaciemniają sumienie i zniekształcają konkretną ocenę dobra i zła”. Mamy tu opis procesu powstawania grzechów głównych oraz określenie ich słowem „wada”. Kościół widzi w grzechach głównych właśnie wady, które utrudniają nam właściwą ocenę moralną, a w konsekwencji prowadzą do rozmaitych grzechów. Myślę, że można je również traktować jako nieuporządkowanie najważniejszych sfer życia ludzkiego. Co jednak najważniejsze: to nie są akademickie, teologiczne dywagacje – słowa Katechizmu wskazują nam, jak powinniśmy pracować nad sumieniem. Przede wszystkim warto lepiej poznać istotę poszczególnych wad-grzechów głównych.

Pycha z tańczącą latarnią

Tak jak lista grzechów głównych nie jest przypadkowa, tak i nie ma przypadku w tym, że otwiera ją pycha. Pychę słusznie nazywa się źródłem wszystkich grzechów – czym bowiem, jeśli nie pychą, jest naruszenie zasad ustalonych przez Boga? Pierwszym przejawem ludzkiej pychy była decyzja Adama i Ewy – uznali oni, że lepiej posłuchać Szatana niż Boga i popełnili pierwszy w historii grzech. Odtąd każdy człowiek, łamiąc przykazania Boże, mówi: „ja wiem lepiej”.

Mówiąc najogólniej, pycha jest zaburzeniem sfery świadomości naszego miejsca w świecie. Mówił o tym abp Fulton Sheen w słowach: „Pycha jest próbą stworzenia wrażenia, że jesteśmy kimś, kim tak naprawdę nie jesteśmy”. Ten sam arcybiskup zwracał uwagę na pewną ważną, acz nieoczywistą rzecz – mianowicie, że pycha może działać niejako „w dwie strony”. Chodzi o to, że wywyższanie się i uważanie za lepszego od innych to tylko jedna z postaci pychy. Drugą jest niezdrowe poniżanie się, uważanie za gorszego od innych i z tego powodu godnego szczególnych względów. Mamy z nią do czynienia, gdy ktoś użala się nad sobą, chcąc zwrócić na siebie uwagę i usprawiedliwiając w ten sposób swoje błędy. Ta druga postać pychy jest we współczesnym świecie wyjątkowo częsta – być może nawet powszechniejsza niż pierwsza. Należy uważnie odróżniać ją od szczerej pokory, która charakteryzuje się zawsze dążeniem do bycia lepszym człowiekiem.

Pokora – cnota współcześnie niepopularna – jest bowiem przeciwieństwem pychy. Podstawą pokory jest właściwe zrozumienie swojej pozycji w zbawczym planie Boga, a więc uznanie się za dzieło Jego rąk i przyjęcie tego faktu jako podstawy postrzegania świata. Szczególną lekcją pokory jest kontemplacja Krzyża Chrystusa, który – będąc Bogiem – poniósł straszliwą śmierć za nasze grzechy. Pokorę rozwija się również poprzez pielęgnację posłuszeństwa – kolejnej bardzo „niedzisiejszej” cnoty. Czy jednak nie to miał na myśli Symeon, mówiąc o „znaku, któremu sprzeciwiać się będą” (Łk 2,34)?

Pokusa niełatwa

Kolejne grzechy główne związane są z naszym własnym ciałem i tym, co posiadamy – można by je określić jako niewłaściwe korzystanie z Bożych darów. Pierwszym z nich jest chciwość, dotykająca sfery naszej własności. Chciwością jest więc nie tylko chorobliwa pożądliwość bogactw, ale też zbytnie przywiązanie do tego, co już się posiada. Św. Robert Bellarmin w Wykładzie nauki chrześcijańskiej (rozdział XIX) wskazuje, że lekarstwem na tę wadę jest szczodrobliwość w dawaniu jałmużny: „zważając na to, iż jesteśmy pielgrzymi i przechodnie na tej ziemi – przeto pożytecznie jest nie obciążać się rzeczami, lecz dzielić je między towarzyszów pielgrzymki, którzy je nam do Ojczyzny zaniosą; a będąc mniej obciążeni, raźniej odbędziemy drogę naszą”.

Następna jest lubieżność – jak to śpiewał Kaczmarski, „pokusa niełatwa”. I rzeczywiście, wada polegająca na braku uporządkowania sfery naszej seksualności jest pokusą trudną i często współcześnie lekceważoną. Tymczasem prof. Plinio Corrêa de Oliveira słusznie stawiał ją tuż obok pychy, jako jeden z głównych motorów napędowych antykatolickiej rewolucji. Katolicka moralność to jedyna droga do uporządkowania sfery seksualności, a co za tym idzie – zaprowadzenia ładu w swoich emocjach i całym życiu. Jej odrzucenie prowadzi do szczególnego zniewolenia i upodlenia, toteż właśnie te punkty nauczania Kościoła są najmocniej atakowane – niestety, coraz częściej również od wewnątrz. Nieczystość to wyjątkowo perfidna i skuteczna broń w ręku Szatana – dość wspomnieć, za kard. Bellarminem, że z jej powodu upadli nawet Samson, Dawid i Salomon. Dlatego tak ważne jest pilne strzeżenie się przed pokusami i zwalczanie nawet najmniejszego ich przejawu poprzez kierowanie swojego rozumu ku sprawom czystym i wysokim.

Na pierwszy rzut oka może zaskakiwać obecność w tym zestawieniu nieumiarkowania w jedzeniu i piciu. Jest to jednak poważna wada, związana ze sferą zaspokajania naszych potrzeb fizjologicznych. I to nowe określenie – „nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu”, zamiast używanego dawniej terminu „łakomstwo” czy „obżarstwo”, jest moim zdaniem bardziej adekwatne – właśnie ze względu na owo „nieumiarkowanie”. Jest to po prostu termin szerszy. Nieumiarkowanie to nie tylko obżarstwo – w tej kategorii możemy zmieścić również łamanie postów, niezdrowe odżywianie, pijaństwo czy w zasadzie każdy przejaw braku umiaru, prowadzący do przytępienia rozumu, a nawet zniewolenia. I oczywiście nie trzeba przypominać, że okazjonalny burgerek, zimne piwko, chipsy do meczu, czekolada, sushi, wódeczka, kawałek tortu, a nawet lampka stuletniego szampana i kawior (jak kogoś stać) nie są same w sobie niczym złym. Problem pojawia się właśnie wtedy, gdy zaczyna brakować umiaru. Aby do tego nie dopuścić, należy pielęgnować w sobie cnotę wstrzemięźliwości – do tego celu Kościół w swojej mądrości przewiduje rozmaite posty i formy pokuty.

Po cichu zabija

Jakkolwiek każda z wad głównych jest zakorzeniona w naszym wnętrzu i bierze początek w źle uformowanym sumieniu, tak ostatnie trzy mają charakter jeszcze bardziej duchowy niż pozostałe. Pierwsza z nich – lenistwo – odnosi się do stanu określanego greckim słowem acedia. Acedia to nie jest zwykłe lenistwo, wynikające ze zmęczenia czy zniechęcenia; jest to stan permanentnej apatii, braku entuzjazmu, zaangażowania, nadziei i sił duchowych. Obrazowo ten stan opisał Ewagriusz z Pontu: „Mnich siedzi w swojej celi, jednak tam nie wytrzymuje. Ciągle wygląda przez okno, czy czasem ktoś nie przyjdzie w odwiedziny. Nie może doczekać się pory na posiłek i żali się na Boga, że czas tak wolno płynie. Potem czyta trochę Biblię, lecz wtedy robi się senny. Podkłada Biblię pod głowę, ale złości się, że jest ona za twarda, by na niej spać. Mnich staje się płaczliwy, ponieważ nie otrzymuje tego, czego chce. Problem w tym, że sam nie wie, co to jest” (Acedia – duchowa depresja. Wybór tekstów, Kraków 2008). Nie jest to więc tylko „rozkoszne lenistwo”, dotykające sfery naszej obowiązkowości – acedia wkracza głębiej, w sferę odpowiedzialności, aktywności duchowej oraz przekonania o sensowności podejmowanych działań. Przejawów acedii nie wolno ignorować, ponieważ może się ona wiązać nawet z depresją.

Niejako na drugim biegunie stoi gniew. Przedostatnia z wad głównych dotyka sfery naszych emocji, a przez to rzutuje również na sferę relacji z drugim człowiekiem oraz postrzegania nas przez innych. Oczywiście, gniew może być słuszny; Pismo Święte wspomina nawet o sytuacjach, w których rozgniewał się sam Bóg (np. Sdz 2,14 czy opis wypędzenia kupców ze świątyni w J 2,13-⁠25). Św. Bazyli miał powiedzieć, że gniew jest jak pies – dobry, jeśli warczy na nieprzyjaciół, a zły, jeśli rzuca się również na przyjaciół (por. kard. Bellarmin R., Wykład nauki chrześcijańskiej, rozdział XIX). Kiedy więc gniew jest zły? Wtedy, gdy jest niesłuszny, gdy przestajemy nad nim panować, gdy prowadzi do nienawiści oraz gdy pod jego wpływem grzeszymy. Słusznie podsumował to we wspomnianym dziele św. Robert Bellarmin, zauważając, że „gniew nieporządny podobny jest do szaleństwa”. Jako lekarstwo przeciw grzechowi gniewu wskazuje on ćwiczenie się w cnocie cierpliwości i łagodności, ze szczególnym wskazaniem na czerpanie przykładu z życiorysów świętych.

Tak jak możemy mówić o dobrym i złym gniewie, tak podobnie można wyróżnić dobrą i złą zazdrość. Uczucie zazdrości może przecież działać motywująco. Może również pchnąć nas do bardziej intensywnej pracy nad sobą – nieraz zdarza się, że zazdrościmy komuś tego, że jest bardziej pobożny, cierpliwy czy mądrzejszy i właśnie ta zazdrość prowadzi nas do pracy nad tymi obszarami życia. Zazdrość staje się jednak zła wówczas, gdy zaczyna być obsesją i nie kieruje nas ku dobru, lecz ku grzechowi. Złą zazdrość można poznać także po tym, że bardziej szkodzi zazdroszczącemu niż temu, komu zazdrości, ponieważ odbiera mu spokój i radość z życia. Jest to więc wada dotykająca sfery naszych relacji z drugim człowiekiem, na którą najlepszym lekarstwem jest ćwiczenie się w cnocie miłości bliźniego i cierpliwości.

Moce, na które jest lekarstwo

To oczywiście tylko krótki przegląd wad głównych – o każdej z nich napisane zostało wiele więcej, szczególnie jeśli chodzi o sposoby ich zwalczania. Chyba jednak nikt nie może mieć wątpliwości, że pokonywanie ich jest bardzo ważne i powinniśmy kłaść na nie szczególny nacisk. Skoro bowiem najskuteczniej leczy się przyczyny chorób, a nie objawy – tak samo najskuteczniej eliminuje się choroby duszy poprzez przezwyciężanie ich źródeł, czyli grzechów głównych. Co więc należy robić?

Myślę, że przede wszystkim trzeba mieć świadomość zagrożeń związanych z wadami głównymi. Powinniśmy pamiętać, że każdy z naszych grzechów jest odwróceniem się od Boga, a więc stanem w pewien sposób nienaturalnym dla dziecka Bożego. Jest to każdorazowo mniejszy lub większy dramat nieposłuszeństwa, co do którego musimy dołożyć wszelkich starań, aby więcej się nie powtórzył. W tym celu powinniśmy dobrze zastanowić się nad tym, co spowodowało, że w danej sytuacji nasze sumienie przegrało z pokusą. Warto więc przy rachunku sumienia odnieść nasze grzechy do grzechów głównych – szukając przyczyn każdego występku, prędzej czy później dotrzemy do jednego z punktów z listy, której poświęcony jest ten artykuł. Wówczas będziemy mogli stwierdzić, które z wad głównych są naszym problemem w największym stopniu i skupić się na przezwyciężaniu właśnie ich.

Praca nad sobą, walka z grzechem, zwalczanie pokus – ale czy to w ogóle możliwe? Tak, i właśnie z tą nadzieją pragnę Cię, Drogi Czytelniku, zostawić. Podmiot liryczny z piosenki Kaczmarskiego myli się, stwierdzając: „zbrojni w moce, na które nie ma lekarstwa, będziemy dalej stawiać i zwalać mocarstwa”. Otóż, jak to starałem się zasygnalizować w tym tekście, na każdą z wad głównych istnieją specjalne lekarstwa. Ćwiczenie się w cnotach, unikanie okazji do grzechu, modlitwa, kontemplacja – Kościół przez wieki wykształcił i opisał mnóstwo sprawdzonych sposobów, o których z racji objętości mogłem tu tylko wspomnieć. Tym bardziej powinniśmy więc mieć w pamięci słowa św. Jana Kasjana: „Nie wszyscy podlegamy tym samym pokusom i każdy z nas powinien przede wszystkim zmagać się z tym wrogiem, który najbardziej go atakuje” (Collationes Patrum V 25. 27). Starajmy się zrozumieć, które wady główne dotykają nas w największym stopniu, aby łatwiej było je pokonywać.

Jeśli w powyższym artykule znalazło się jakiekolwiek stwierdzenie niezgodne z nauczaniem Kościoła Katolickiego, natychmiast je odwołuję.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej Polityka prywatności oraz Warunki korzystania z usług Google.

Weryfikacja reCAPTCHA wygasła. Odśwież stronę.