adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Miesięcznik, Wiara

Daj nam, Panie, święty spokój

Niektórzy publicyści ironicznie określają go mianem „największego świętego naszych czasów”. Są ludzie, którzy uważają, że to luksus, na który nie każdy może sobie pozwolić. Inni mówią, że już go mieliśmy, a teraz nastały „nieciekawe czasy” (czyli ciekawe, precyzyjniej rzecz ujmując). Święty spokój. Czy spokój i czy faktycznie święty?

Gdy posługujemy się tym frazeologizmem, zazwyczaj nie mamy na myśli rzeczy pozytywnej, czy też, ściślej się wyrażając, szlachetnej, dobrej. „Daj mi święty spokój” – to nieco grzeczniejsze „odczep się!”, „nie chcę mieć z tym nic wspólnego”, „to nie moja sprawa”.

Niewygoda związana ze szlachetnością, uczciwością jest czymś tak nas kłującym, że wolimy się odseparować, zamknąć, odciąć. Hikikomori dosłownie oznacza „zamknąć się w zamku”, czyli przywołuje na myśl właśnie odcięcie się od odpowiedzialności za zewnętrzny świat. Odrzucając tę niewygodę, człowiek gotuje sobie wyrzuty sumienia. Rezygnacja z dobra oraz akceptacja napotkanego zła zawsze je tworzą. A zatem człowiek, który porzucił szlachetność, potrzebuje stłumić swoje wyrzuty sumienia. Istnieje na to tłumienie kilka sposobów.

Ktoś może mieć problem z załatwieniem rozbudowy domu w powiatowym urzędzie. „Normalna sprawa, urzędnicy zawsze robią problemy, jak nie ma się znajomości”, myśli sobie ten ktoś. „Dam więc łapówkę, by dom rozbudować. Wszyscy tak robią, a ja już mam załatwioną ekipę budowlaną, która czeka… Nie ma nic w tym złego, że dałem kopertę, przecież ten urzędniczyna już i tak jest skorumpowany…”

Ktoś może dzień w dzień w tym samym pociągu spotykać młodego ucznia, który całą podróż, nie mając słuchawek, ogląda maksymalnie głośno „snapy” od swoich kolegów czy koleżanek. Nie zwróci mu jednak uwagi, że przeszkadza ludziom w jego otoczeniu, bo inni tego nie robią. „Chcę tylko spokojnie dojechać do pracy, a by go pouczyć, musiałbym oderwać się od siedzenia i przejść kilka metrów… A pewnie i tak by mnie nie posłuchał”.

Zobacz też:   Chrystus jest młodością

Ktoś może dostrzegać ludzką biedę realnie obecną nawet w bogatym jak na polskie warunki mieście stołecznym. Nic z tym nie zrobi, ona go jednak niepokoi. Dlatego raz w roku wrzuci do puszki WOŚP-u, naklei sobie serduszko i już jest bohaterem, który się troszczy o innych i nie jest obojętny. Albo da kilka razy do roku „dyszkę” żebrakowi czy żebraczce (de facto członkowi lub członkini żebraczej mafii) i też czuje się zwolniony z troski „o tych maluczkich”.

Ktoś inny może należeć do grupy towarzyskiej, w której widzi głębokie zakłamanie, hipokryzję, czy po prostu rozmaite wady oraz patologie funkcjonujące w tym mikrospołeczeństwie. Nie zrobi on jednak niczego, by cokolwiek się zmieniło, nie podejmie chociażby krytyki, która skłoniłaby do refleksji. Boi się bowiem ostracyzmu oraz represji ze strony grupy. Boi się frazy nemo propheta in patria sua. Akceptuje więc wszystkie bolączki, po cichu przeklinając stan rzeczy.

Rozproszenie odpowiedzialności, dawanie ogarka Panu Bogu, a świecy diabłu (tradycyjna, odwrotna kolejność w tym powiedzeniu, moim zdaniem nie jest aktualna), cynizm i wycofanie, trywializacja zła, szukanie win w innych/państwie/Kościele/firmie… Wiele jest sposobów na uspokojenie sumienia. Prowadzą one do niemoralnego kultu świętego spokoju. „Zróbmy tak, by było, jak jest, a właściwie to nie zróbmy” – to manifest kultystów tej leniwej wiary.

To tylko fragment tekstu, który ukazał się w 23. numerze Miesięcznika Adeste.

Jeżeli podoba Ci się to, co robimy – kliknij w poniższy przycisk aby dowiedzieć się, jak możesz nam pomóc w rozwoju!

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.