Niektórzy publicyści ironicznie określają go mianem „największego świętego naszych czasów”. Są ludzie, którzy uważają, że to luksus, na który nie każdy może sobie pozwolić. Inni mówią, że już go mieliśmy, a teraz nastały „nieciekawe czasy” (czyli ciekawe, precyzyjniej rzecz ujmując). Święty spokój. Czy spokój i czy faktycznie święty?
Gdy posługujemy się tym frazeologizmem, zazwyczaj nie mamy na myśli rzeczy pozytywnej, czy też, ściślej się wyrażając, szlachetnej, dobrej. „Daj mi święty spokój” – to nieco grzeczniejsze „odczep się!”, „nie chcę mieć z tym nic wspólnego”, „to nie moja sprawa”.
Niewygoda związana ze szlachetnością, uczciwością jest czymś tak nas kłującym, że wolimy się odseparować, zamknąć, odciąć. Hikikomori dosłownie oznacza „zamknąć się w zamku”, czyli przywołuje na myśl właśnie odcięcie się od odpowiedzialności za zewnętrzny świat. Odrzucając tę niewygodę, człowiek gotuje sobie wyrzuty sumienia. Rezygnacja z dobra oraz akceptacja napotkanego zła zawsze je tworzą. A zatem człowiek, który porzucił szlachetność, potrzebuje stłumić swoje wyrzuty sumienia. Istnieje na to tłumienie kilka sposobów.
Ktoś może mieć problem z załatwieniem rozbudowy domu w powiatowym urzędzie. „Normalna sprawa, urzędnicy zawsze robią problemy, jak nie ma się znajomości”, myśli sobie ten ktoś. „Dam więc łapówkę, by dom rozbudować. Wszyscy tak robią, a ja już mam załatwioną ekipę budowlaną, która czeka… Nie ma nic w tym złego, że dałem kopertę, przecież ten urzędniczyna już i tak jest skorumpowany…”.
Ktoś może dzień w dzień w tym samym pociągu spotykać młodego ucznia, który całą podróż, nie mając słuchawek, ogląda maksymalnie głośno „snapy” od swoich kolegów czy koleżanek. Nie zwróci mu jednak uwagi, że przeszkadza ludziom w jego otoczeniu, bo inni tego nie robią. „Chcę tylko spokojnie dojechać do pracy, a by go pouczyć, musiałbym oderwać się od siedzenia i przejść kilka metrów… A pewnie i tak by mnie nie posłuchał”.
Ktoś może dostrzegać ludzką biedę realnie obecną nawet w bogatym – jak na polskie warunki – mieście stołecznym. Nic z tym nie zrobi, ona go jednak niepokoi. Dlatego raz w roku wrzuci do puszki WOŚP-u, naklei sobie serduszko i już jest bohaterem, który się troszczy o innych i nie jest obojętny. Albo da kilka razy do roku „dyszkę” żebrakowi czy żebraczce (de facto członkowi lub członkini żebraczej mafii) i też czuje się zwolniony z troski „o tych maluczkich”.
Ktoś inny może należeć do grupy towarzyskiej, w której widzi głębokie zakłamanie, hipokryzję, czy po prostu rozmaite wady oraz patologie funkcjonujące w tym mikrospołeczeństwie. Nie zrobi on jednak niczego, by cokolwiek się zmieniło, nie podejmie chociażby krytyki, która skłoniłaby do refleksji. Boi się bowiem ostracyzmu oraz represji ze strony grupy. Boi się frazy nemo propheta in patria sua. Akceptuje więc wszystkie bolączki, po cichu przeklinając stan rzeczy.
Rozproszenie odpowiedzialności, dawanie ogarka Panu Bogu, a świecy diabłu (tradycyjna, odwrotna kolejność w tym powiedzeniu moim zdaniem nie jest aktualna), cynizm i wycofanie, trywializacja zła, szukanie win w innych/państwie/Kościele/firmie… Wiele jest sposobów na uspokojenie sumienia. Prowadzą one do niemoralnego kultu świętego spokoju. „Zróbmy tak, by było, jak jest, a właściwie to nie zróbmy” – to manifest kultystów tej leniwej wiary.
Pewnym paradoksem jest dla mnie semantyczna ciekawostka dotycząca przywołanego frazeologizmu polegająca na tym, że zestawienie dwóch pozytywnych rzeczy daje negatywne pojęcie. My, ludzie Kościoła, dążymy do świętości, a przynajmniej deklarujemy od czasu do czasu chęć osiągnięcia tego celu. Chociażby przez coniedzielne wyznanie „[…] vitam venturi saeculi. Amen” („[…] żywot wieczny. Amen”) wspominamy to nasze powołanie. Spokój zaś jest dobrą cechą charakteru. Wypływa on z właściwości duszy twardo stąpającej po ścieżce prowadzącej do świętości – z pokoju serca, który czyni spokojnym wobec świata zewnętrznego. Człowiek nim napełniony nawet w gniewie będzie czynił rzeczy dobre.
Wyrzekając się zatem świętego spokoju w życiu, a gorąco postanawiając pracę nad świętością i utrzymaniem pokoju, stopniowo otrzymywać będziemy łaskę spokoju nawet w najtrudniejszych chwilach życia. Brzmi to górnolotnie, powie ktoś. Zbyt prosto, fałszywie. Ale taka jest prawda – banalna, ciężka do pojęcia. Nie wiemy, co będzie w chwilach trwogi konania, w chwilach szczególnych mąk. Chrystus na krzyżu zachował jednak spokój, trwał w milczeniu. „On, gdy mu złorzeczono, nie złorzeczył, gdy cierpiał, nie groził…” (1 P 2, 23).
Przedstawiając rzecz inaczej, wezwanie do świętości i pokoju to powołanie do wytrwałej pracy nad cnotami, a także do wolności. Ta osobista stanowi istotę spokoju duszy. Grzech to zniewolenie. Z wewnętrznej wolności powinny wypływać starania o tę zewnętrzną – wolność w narodzie, rodzinie, w miejscu pracy… Wszystkie nasze dążenia dotyczące wolności wokół nas powinny iść w parze z naszym wyzwoleniem z okowów zła.
„Życzymy sobie i wam / By nas było stać / Na święty spokój / Szczęścia ile się da / Miłości w bród / Mądrych ludzi wokół” – tak śpiewają w piosence Sobie i wam (promującej tegoroczne Męskie Granie Orkiestra 2019) Zalewski, Organek, Igo i Nosowska. Jestem pesymistą – Rzeczpospolitej i polskiego Kościoła nie stać już na święty spokój. Mieliśmy go kiedyś zarówno jako naród, jak i polska Ecclesia. Wtedy mogliśmy ustawicznie chować głowę w piasek. Obym się mylił. Wciąż mamy jednak szansę napełnienia się miłością płynącą ze świętości i jej siłą wytrwale zmieniać sytuację na lepsze. Możemy być szczęśliwi, jeżeli uwolnimy się z kajdan grzechu. Na ludzi wokół nas nie mamy determinującego wpływu – ale i tutaj znajdą się dla nas rozmaite zadania. Sami wzrastając w mądrości, możemy potem pomóc innym w stawaniu się takimi.
W tym zawiłym tekście postuluję trzy rzeczy. Po pierwsze, porzućmy święty spokój, a zajmijmy się świętością i spokojem. Po drugie, bądźmy odpowiedzialni za kondycję duchową swoich rodzin i przedsiębiorstw, lokalnych wspólnot kościelnych i niekościelnych. Po trzecie, uczmy się spokoju, ponieważ w naszych pełnych zamętu czasach może on być niezbędny do przetrwania w codzienności.
Przyobleczcie miłość, która jest więzią doskonałości. A sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście wezwani w jednym ciele. I bądźcie wdzięczni
Kol 3, 14–15
Amen!