adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Sens życia wg bł. ks. Popiełuszki

magazine cover

wikimedia.org

Nasze myślenie o męczennikach bywa schematyczne. Dla nas są oni przede wszystkim tymi, którzy ponieśli śmierć za wiarę. Pamiętamy więc o cierpieniu i poświęceniu, a zapominamy o wszelkich innych zasługach doczesnego życia. Tymczasem męczeńska śmierć jest logicznie powiązana z pobożnym i mężnym życiem wiarą. Nie inaczej stało się w przypadku wielkiego polskiego męczennika – bł. księdza Jerzego Popiełuszki.

Uważam, że nie powinniśmy przedstawiać świętości jako czegoś nieosiągalnego. Świętość może być trudna, ale nie jest nie do zdobycia i powinna stać się celem każdego z nas. To właśnie chce nam powiedzieć Kościół, wskazując sylwetki licznych świętych i błogosławionych jako wzory do naśladowania. Warto z tego skarbca świętości czerpać jak najwięcej, nie pomijając opowieści o życiu świętych męczenników. W gruncie rzeczy mają oni bowiem wiele wspólnego ze świętymi wyznawcami, czyli świętymi, którzy nie ponieśli śmierci męczeńskiej. Oni również osiągnęli mistrzostwo życia duchowego i mężnie dawali świadectwo wierze w Boga, tak samo jak inni święci pokonywali wiele pokus i przeciwności. Różnica polega na tym, że męczennicy znaleźli się w takim miejscu i czasie, w którym ich wiara została poddana najcięższej próbie. I wyszli z tej próby zwycięsko.

Prawdy nie da się zniszczyć

Wiecie, w którym miejscu Katechizmu Kościoła katolickiego znajduje się definicja słowa „męczeństwo”? Prawdopodobnie nie zgadniecie. Jest to rozdział poświęcony ósmemu przykazaniu („Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”). Z pozoru nie ma to sensu, spójrzmy jednak na pierwsze zdanie tej definicji. Czytamy tam: „Męczeństwo jest najwyższym świadectwem złożonym prawdzie wiary” (KKK 2473). Męczeństwo zostaje powiązane z prawdą. Sam Chrystus tuż przed śmiercią mówił: „Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie” (J 18, 37). Subtelne, a zarazem wymowne. Prawdą jest przecież nasza wiara, której mamy bezkompromisowo bronić. Gdzie są granice tej bezkompromisowości? Przykład męczenników pokazuje, że takich granic nie ma.

Myślę, że wielu z nas wie, że walka o prawdę nie jest łatwa. Nieraz musimy bronić przed absurdalnymi zarzutami nasz Kościół, naszą wiarę, a może naszych bliskich czy siebie samych. Zmaganie o to, by prawda ujrzała światło dzienne i została zaakceptowana, wymaga bardzo wiele pracy i trudu. To naturalne, ponieważ Szatan jest księciem kłamstwa i przeciwko jednej prawdzie potrafi wywlec cały arsenał. Półprawdy, niedopowiedzenia, fałsz, emocjonalność, usprawiedliwienia drobnych kłamstewek, chciwość, zawiść, zaślepienie, manipulacje, spłycanie, rozmywanie znaczeń, propaganda – to tylko niektóre z nich. Człowiek dążący do świętości będzie zawsze za ich pomocą atakowany.

Doświadczył tego bohater naszego artykułu, ksiądz Jerzy Popiełuszko, który odważnie stawał w obronie prawdy, realizując swoje duszpasterskie obowiązki jako kapłan. Komunistyczna władza dość szybko zorientowała się, że ks. Popiełuszko jest dla niej wyjątkowym zagrożeniem. Jako człowiek głębokiej wiary i pokory nie dał się go złamać, a do tego głosił porywające, konkretne w swojej treści kazania. Nie bał się trudnych tematów i nazywania rzeczy po imieniu. Stawał się coraz bardziej znany, a jego słowa docierały do coraz szerszego grona osób.

Duża w tym zasługa mszy świętych za ojczyznę, które odprawiał od 1982 roku na warszawskim Żoliborzu. To właśnie podczas jednej z nich, 31 października 1982 roku, wypowiedział pamiętne słowa: „Aby pozostać człowiekiem wolnym duchowo, trzeba żyć w prawdzie. Życie w prawdzie to dawanie prawdzie świadectwa na zewnątrz, to przyznanie się do niej i upominanie się o nią w każdej sytuacji. Prawda jest niezmienna. Prawdy nie da się zniszczyć taką czy inną decyzją, taką czy inną ustawą”.

Nie jest łatwo być ukrzyżowanym

Ksiądz Jerzy Popiełuszko nie tylko zginął w obronie prawdy – w rzeczywistości był za nią atakowany przez całe życie, a nawet po śmierci. Wiadomo, że kapłana inwigilowano co najmniej od września 1982 roku w ramach operacji „Popiel” (zapisy dotyczące tej operacji są dostępne na stronach Biuletynu Informacji Publicznej IPN). 12 grudnia 1983 roku, gdy był przesłuchiwany przez MO, w jego mieszkaniu urządzono przeszukanie, podczas którego „znaleziono” podrzucone przez służby przedmioty: 15 tys. ulotek o różnej treści; 38 szt. pocisków kaliber 9 mm, 3 bojowe granaty łzawiące […], 2 szt. zapalników górniczych zwłocznych (elektryczny i lontowy), dwa rodzaje mat[eriałów] wybuchowych górniczych (dynamit skalny – ok. 110 g i prawdopodobnie karbonit – ok. 100 g), 36 czystych matryc białkowych (Prowokacja na Chłodnej [w:] onet.pl).

Wkrótce po tym zdarzeniu w „Expressie Wieczornym” ukazał się kłamliwy artykuł Michała Ostrowskiego pt. Garsoniera Obywatela Popiełuszki, wielokrotnie później nagłaśniany i odczytywany nawet w Polskim Radiu. Co ciekawe, gdy ks. Jerzy próbował się osobiście skontaktować z Michałem Ostrowskim, dowiedział się, że taka osoba w redakcji nie pracuje. Dziś wiemy, że autor tekstu to ówczesny rzecznik rządu – Jerzy Urban. Urban był głównym motorem akcji propagandowej wymierzonej w ks. Jerzego (Ksiądz Jerzy na celowniku propagandy [w:] dzieje.pl). W czasie konferencji prasowych nazywał kapłana „natchnionym politycznym fanatykiem”, a odprawiane przez niego msze święte „seansami nienawiści” czy „sesjami politycznej wścieklizny”. Te same określenia powtarzał w swoich licznych artykułach prasowych podpisywanych pseudonimem Jan Rem. Już po zamordowaniu ks. Jerzego Komitet Centralny PZPR wydał wytyczne, aby upolityczniać jego postać i działalność. Przykładem realizacji owych wytycznych jest cykl artykułów Stanisława Stanucha z 1985 r., który na łamach „Gazety Krakowskiej” pytał m.in.: „Czy zamiast twierdzić, iż odszedł »męczennik za wiarę«, nie należałoby ograniczyć się do nazwania rzeczy po imieniu, iż mamy do czynienia z morderstwem działacza politycznego?”.

Najprawdopodobniej wciąż również nie znamy prawdy o samej śmierci ks. Jerzego. Oficjalna wersja głosi, że kapłan zmarł 19 października 1984 roku – a więc od razu w tym samym dniu, w którym został porwany. Istnieje jednak hipoteza, według której śmierć nastąpiła dopiero 25 października, po kilku dniach więzienia i tortur. Na jej prawdziwość wskazują zeznania rybaka z Włocławka z 2002 roku, który twierdził, że widział tego dnia wieczorem mężczyzn wrzucających ciało księdza do Wisły. Co zastanawiające, ów rybak zmarł dwa lata później w tajemniczych okolicznościach (zatrucie alkoholem metylowym) w szpitalu, a prośba rodziny o dokonanie sekcji zwłok została odrzucona. W podobny sposób w latach dziewięćdziesiątych zmarło dwoje bliskich krewnych księdza Jerzego – Danuta i Tomasz Popiełuszkowie. Jeszcze w latach osiemdziesiątych w dziwnych okolicznościach zginęło kilka osób związanych z procesem zabójców ks. Popiełuszki, m.in. dwaj oficerowie Biura Śledczego MSW oraz matka jednego z oskarżycieli (Śmierć na zamówienie [w:] rodzinapolska.pl). Wciąż więc nie wiemy, na jak wysokim szczeblu wydano rozkaz zamordowania ks. Jerzego i kto tak naprawdę jest za tę zbrodnię odpowiedzialny.

Zobacz też:   Praca, Kościół, libertarianizm

Przezwyciężamy lęk, gdy godzimy się na cierpienie

Przy poznawaniu szczegółów życiorysu bł. ks. Popiełuszki na myśl przychodzi jeszcze jedno słowo, kluczowe w jego zmaganiach o prawdę. To słowo to „odwaga”. Odwaga, której źródłem jest chrześcijańska nadzieja, z której z kolei płynie głęboka pobożność. Ksiądz Jerzy w cytowanym wyżej kazaniu mówił: „Jeżeli prawda będzie dla nas taką wartością, dla której warto cierpieć, warto ponosić ryzyko, to wtedy przezwyciężamy lęk, który jest bezpośrednią przyczyną naszego zniewolenia”. Wiedział bowiem, że – bez względu na okoliczności i zagrożenia – Drogą, Prawdą i Życiem jest Chrystus. W innym kazaniu stwierdził natomiast: „Nie jest łatwo zdecydować się pójść z Chrystusem do Jerozolimy, aby tam cierpieć, być umęczonym, a w końcu ukrzyżowanym”.

Co jednak ważniejsze – ksiądz Jerzy dawał przykład takiej odwagi swoim życiem. Właściwie przez cały okres swojego kapłaństwa był świadomy niebezpieczeństwa grożącego sprzeciwiającym się systemowi. Doświadczył tego już w czasie dwuletniej służby w specjalnej jednostce wojskowej dla kleryków, która zostawiła trwały ślad na jego zdrowiu. Ksiądz Jerzy do śmierci cierpiał bowiem na niedokrwistość. Został brutalnie pobity, gdy odmówił zdjęcia na czas zajęć medalika i różańca. Nie dał się złamać ani wyjątkowo surowym traktowaniem w wojsku, ani licznymi represjami już w latach kapłańskich. Należały do nich wspomniane wyżej ataki propagandowe, przesłuchania, prowokacje, listy z pogróżkami, zakładanie podsłuchów czy werbowanie bliskich księdza do współpracy przez SB. Księdzu Jerzemu grożono, że zostanie „drugim Przemykiem”. 13 października 1984 roku, na tydzień przed śmiercią ks. Jerzego, jego przyszli mordercy próbowali zatrzymać samochód, którym jechał, rzucając w okna kamieniami. Trzy dni po tym wydarzeniu ks. Popiełuszko otrzymał od prymasa Józefa Glempa propozycję wyjazdu na studia do Rzymu, motywowaną przede wszystkim troską o jego życie. Odmówił, wybierając kontynuację duszpasterstwa tu, gdzie był najbardziej potrzebny – w Polsce.

Tak silna odwaga nie bierze się znikąd. Jej źródłem jest głęboka pobożność, życie sakramentami i świadoma wiara. A tego błogosławionemu nie brakowało już od lat dziecięcych. Jego matka Marianna Popiełuszko wspominała, że, będąc ministrantem, codziennie „wstawał o piątej rano i cztery kilometry szedł do kościoła z Okopów do Suchowoli na mszę. I nigdy nie narzekał, że jest zmęczony”. (Izworska T., Wątki antropologiczno-społeczne w nauczaniu ks. Jerzego Popiełuszki, Wrocław 2015, s. 86) Ważne dla rozwoju duchowego były rzetelna katecheza oraz świadectwa pobożności wyniesione z domu rodzinnego. Jako kapłan był wszędzie tam, gdzie potrzeba było duszpasterza: wśród strajkujących robotników, pracowników służby zdrowia, chorych i cierpiących, studentów, czy na pogrzebie zakatowanego przez milicję maturzysty Grzegorza Przemyka.

Żyjemy tylko raz

Warto jednak jeszcze raz podkreślić, że świadectwo mężnego i pobożnego życia to nie jedyne, co pozostało po bł. ks. Jerzym Popiełuszce. Mamy łatwy dostęp do wielu jego słów, w tym treści wszystkich kazań wygłoszonych podczas mszy świętych za ojczyznę. Jest to bogactwo, do którego naprawdę warto sięgać. Wciąż możemy się z nich bowiem bardzo wiele nauczyć. Sam powtarzał, że „żyjemy tylko raz. Żaden dzień ani najmniejsza chwila nie powtarzają się, lecz zbliżają nieodwracalnie do ostatecznego celu. Poszczególne dni życia wyglądają jak wagoniki kolejki linowej, które z kopalni wychodzą albo puste, albo napełnione owocami ziemi”.

Ksiądz Jerzy niestrudzenie głosił naukę Kościoła o godności każdego człowieka, stwierdzając m.in., że „dla Boga każdy człowiek bez wyjątku jest skarbem drogocennym”. Przypominał również o tym, że godność dzieci Bożych obliguje nas do pracy nad sobą i spoglądania zawsze w kierunku Nieba. „Tylko tyle będzie wart nasz wysiłek, na ile przyczyni się do rozwoju osobowości, na ile dzięki rozumowi, woli i sercu będziemy zbliżali się do ludzi”. Przypominał też, że każdy jest powołany do świętości. „Jeżeli Chrystus mówi w Ewangelii o upomnieniu braterskim, to przede wszystkim po to, aby pozyskać bliźniego i sprowadzić go ze złej drogi. My natomiast często czynimy coś jedynie po to, aby udowodnić, że ktoś jest złym człowiekiem. Chrystus potępia zło, grzech, nigdy zaś człowieka”.

Charakterystycznym rysem kazań ks. Popiełuszki jest również szacunek wobec ludzkiej pracy. Przypominanie katolickiego nauczania na temat powołania oraz miejsca obowiązków zawodowych w życiu oczywiście zwracało szczególną uwagę komunistów. Tymczasem ks. Jerzy, wbrew komunistycznej koncepcji człowieka, przypominał, że „powołany jest każdy człowiek, każdy chrześcijanin. Musimy wierzyć, że nasza praca, nasz zawód pozostają także ważnym świadectwem świętości i powołania”. Wbrew marksistowskiej teorii bazy i nadbudowy mówił: „Dobra materialne mają być środkami prowadzącymi do osiągnięcia celów ostatecznych, czyli szczęścia wiecznego. Winny one do Boga przybliżać, a nie sobą Boga przesłaniać”. I wiedział, że kroczenie za Chrystusem nie może się łączyć z żadnymi kompromisami. Mówił o tym bardzo konkretnie: „Jak możesz szczerze pojednać się ze swoim sumieniem, jeżeli w jednej kieszeni nosisz różaniec – wyraz wiary w Boga, a w drugiej legitymację partyjną, przez którą deklarujesz przynależność do świątopoglądu ateistycznego, materialistycznego, zaprzeczającego istnieniu Boga?”.
O bł. księdzu Popiełuszce i jego duchowości można by pisać i pisać – powstały zresztą na ten temat niezliczone artykuły, a także kilka książek. Jeśli więc mogę jakoś podsumować ten krótki tekst, to przede wszystkim zachęcając do ich lektury. Postać księdza Jerzego to świetny wzór świadomego podążania za swoim powołaniem – przede wszystkim dla kapłanów, ale nie tylko. Jego kazania, których lekturę również gorąco polecam, stanowią świetną lekcję dla wszystkich Polaków – lekcję wiary, pokory, niezłomności i praktycznej realizacji słów św. Pawła: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj”. Któż z nas jej nie potrzebuje?

O autorze

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.