adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
magazine cover

unsplash.com

Mimo że od spraw zawodowych odpocząć można, to w duchowej przestrzeni żaden wniosek urlopowy nie ma racji bytu. Każdego dnia czeka nas twarda walka w pełnym wymiarze czasu. Jest jednak dobra wiadomość: możemy korzystać z podpowiedzi. Narożnik naszego duchowego ringu nie musi być pusty, wystarczy tylko znaleźć odpowiedniego trenera. W lipcowej rundzie jednym z mentorów może być św. Benedykt z Nursji, który jest autorem dewizy ora et labora („módl się i pracuj”). 

„Biorąc od drzwi swój początek, droga bieży wciąż przed siebie; hen, rozwinął się jej wątek, czas więc teraz i na ciebie, gdy ją skore depczą stopy, na rozstaje gdzieś wywiedzie, gdzie się mylą trakty, tropy. Stamtąd dokąd? Tum jest w biedzie!” – śpiewał Bilbo Baggins we Władcy Pierścieni (J.R.R. Tolkien, 1996, s. 57). Hobbit wyśpiewał dość ważną prawdę życiową – w pewnym momencie wędrówki może zdarzyć się tak, że nie będzie wiadomo, którą drogę wybrać. Wierzący mają jednak nad imć niziołkiem taką przewagę, że wiedzą, jaka droga jest najwłaściwsza. Ich Drogą, Prawdą i Życiem jest Jezus Chrystus – to On wyznacza odpowiedni kierunek. Ponadto obiecał, że będzie z nami aż do skończenia świata, a wiemy, że Bóg jest wierny i zawsze dochowuje swojej obietnicy. Niestety ludzka wierność nie jest tak stała.

Nawet znając cel wędrówki, czasami zbaczamy z głównej drogi. Tak samo może zdarzyć się w życiu duchowym. Jeśli faktycznie tak się stanie, warto poszukać duchowego GPS-u, który pomoże nam wrócić na główny szlak. Najlepszą pomocą w takich sytuacjach jest orędownictwo Najświętszej Maryi Panny. Oprócz Niepokalanej mamy również całą rzeszę świętych, których możemy prosić o wsparcie. Zarówno w życiu Maryi, jak i świętych Kościoła katolickiego, znajdziemy sytuacje, z którymi łatwo można się identyfikować – czasami bowiem przeżywamy podobne problemy i dylematy. Spróbujmy zatem przyjrzeć się św. Benedyktowi z Nursji i poszukać wskazówek, by w czasie wakacyjnego urlopu nie spocząć na duchowych laurach.

Ora

Kierunki wakacyjne są różne. Niektórzy wcielają słowa „cudze chwalicie, swojego nie znacie” w czyn i ruszają w Polskę, by zwiedzić interesujące ich miejsca. Inni wybierają bardziej egzotyczne kierunki, a pozostali stawiają na taras/balkon/ogród i dobrą lekturę. Ilu ludzi, tyle pomysłów na urlop. Niestety w tym sezonie, w związku z ograniczeniami sanitarnymi, znaleźliśmy się w nieco innej rzeczywistości. Prawdopodobnie część z nas będzie musiała zmienić plany i postawić na opcję ogrodowo-tarasową. Nie ma w tym nic strasznego. Co prawda jeśli ktoś planował wyjazd do dalekich krajów, by zmierzyć się z bezkresem pustyni, przez zamieszanie z epidemią prawdopodobnie będzie musiał o tym zapomnieć, ale jest dobra wiadomość. Istnieje pustynia, na którą zawsze możemy wejść, i to nie robiąc kroku za próg domu. Mowa o pustyni duchowej.

Jeżeli chodzi o ten rodzaj pustyni, warto spojrzeć na przykład św. Benedykta z Nursji, który, zanim oddał wszystko, by pójść za Chrystusem, był studentem. Uczył się w Rzymie, jednak w związku z rozwiązłością i hulaszczym trybem życia tamtejszej młodzieży, zrewidował swoją drogę i postanowił zostać pustelnikiem. Osiadł w Subiaco, gdzie oddał się kontemplacji. Życie w samotności skończyło się jednak dość szybko.

W Broszurze o św. Benedykcie z Nursji (2019) czytamy: „Wieść o świątobliwym życiu eremity szybko rozeszła się po okolicy. Już niebawem Benedykt uczył prawd wiary mieszkających w pobliżu pasterzy. Wtedy też żyjący w pobliskim Vicovaro mnisi zwrócili się do Benedykta z prośbą, by został ich przełożonym. Kiedy jednak Benedykt zaczął egzekwować karność i dyscyplinę, natychmiast napotkał twardy opór mnichów. Doszło nawet do tego, że zakonnicy próbowali go otruć. Szczęśliwie jednak św. Benedykt w cudowny sposób przewidział ich zamiary i wrócił do swej groty w Subiaco. Wkrótce jednak coraz większy napływ uczniów skłonił go do założenia dla nich dwunastu małych klasztorów. Wrogie nastawienie mieszkającego w pobliżu kapłana spowodowało, że przeniósł się na wzgórze Monte Cassino, gdzie w pogańskiej jeszcze okolicy napisał słynną Regułę. Klasztor na Monte Cassino do dziś pozostaje miejscem szczególnego kultu św. Benedykta i jego bliźniaczej siostry, św. Scholastyki”.

Zobacz też:   Gdy wiara prowadzi na śmierć – historia katoliczki Asii Bibi

Otóż, jak widać, młody chłopak chciał pójść za Chrystusem i wybrał życie pustelnika. Kiedy jednak Bóg wezwał go do nauki i poświęcenia dla innych, nie oponował. Zgodził się z wolą Bożą, która być może psuła jego osobiste plany i pomysł na życie. Efekt tej decyzji znamy – zakony benedyktynów powstały na całym świecie, a z owoców tzw. Reguły św. Benedykta korzystają kolejne pokolenia od tysiąca pięciuset lat. Zaczęło się tak niewinnie – od młodego chłopaka, który wyszedł na swoją duchową pustynię, by się modlić i oddać swe życie Bogu. Owa pustynia była zatem wielkim polem duchowej walki.

et labora

Spójrzmy na drugą część słynnej dewizy zawartej w Regule św. Benedykta. Skupmy się na pracy w wymiarze duchowym, a zobaczymy, jak wielką wartość może mieć duchowa pustynia. W tym celu porównajmy walkę w sferze ducha z pustynną wędrówką. Początki duchowej podróży mogą przypominać pierwsze chwile po wyjściu na pustynię. Jest gorąco, jednak butelka wody w ręce, okulary przeciwsłoneczne na nosie i ciało osłonięte lekkimi ubraniami pomagają wytrzymać niesprzyjający klimat. Im dalej się posuwamy, tym mniej wody, a więcej piasku. Zbliżający się kryzys czujemy w rozgrzanych do czerwoności kościach – tak samo może być w trakcie duchowej walki. Właśnie wtedy potrzebny jest ktoś, kto poda wodę, pokaże odpowiedni kierunek i wciśnie w rękę mapę, na której będzie zaznaczone najbliższe miejsce odpoczynku. Zatrzymajmy się zatem na chwilę przy św. Benedykcie. Jak się bowiem okaże, jego życie będzie bardzo potrzebnym drogowskazem.

Założyciel klasztoru na Monte Cassino słynął z wielkiej czci dla Krzyża Świętego. Sam upominał swych współbraci, by uciekali się do symbolu męki i śmierci Chrystusa. Dla kolejnych pokoleń przechowała się niezwykła pamiątka nabożeństwa, które św. Benedykt żywił do Drzewa Krzyża – medalik krzyżowy. Jak możemy przeczytać w Broszurze, wydanej przez Instytut ks. Piotra Skargi, to sakramentalium zostało upowszechnione w XVII wieku dzięki działalności św. Wincentego a Paulo i stało się pomocą w walce duchowej z szatanem. W 1742 roku Benedykt XIV oficjalnie zatwierdził wygląd medalika, na którym widniał wizerunek św. Benedykta z krzyżem w ręku (tamże).

Sakramentalia nie są amuletami i magicznie nie chronią przed złym duchem czy niebezpieczeństwami. W punkcie 1667 Katechizmu Kościoła katolickiego czytamy: „Święta Matka Kościół ustanowił sakramentalia. Są to znaki święte, które z pewnym podobieństwem do sakramentów oznaczają skutki, przede wszystkim duchowe, a osiągają je przez modlitwę Kościoła. Przygotowują one ludzi do przyjęcia głównego skutku sakramentów i uświęcają różne okoliczności życia (Sobór Watykański II, konst. Sacrosanctum Concilium, 60; por. KPK, kan. 1166; KKKW, kan. 867)”.

Historia powstania medalika krzyżowego, która wynika z duchowej walki i wysiłku podjętego przez św. Benedykta, może być dla nas drogowskazem. Św. Benedykt sam nie wykuł tego medalika, powstał on dużo później, a dziś z tej pomocy w duchowej walce i pracy nad sobą korzysta cała rzesza ludzi. Założyciel klasztoru na Monte Cassino żył nabożeństwem do Krzyża Chrystusa i podejmował codzienną walkę na swojej duchowej pustyni. Efekt? Z jego wysiłku i pracy nad sobą korzystają inni.
Przez pandemię koronawirusa tegoroczny lipiec będzie inny niż zwykle, ale owa inność nie musi oznaczać stanu gorszego. Może warto zgodzić się ze stwierdzeniem, które mówi, że możemy decydować o danym nam czasie i uczynić każdą chwilę wartościową? Kto wie, czy wybierając duchową pustynię, zamiast np. Pustyni Białej w zachodnim Egipcie, nie zdobędziemy po stokroć więcej. Niech przykład św. Benedykta wyznacza nam wszystkim wakacyjną drogę.

O autorze

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.