Nie wiem, czy ktoś z Was uratował kiedyś życie. Przykładowo, poprzez udzielenie pierwszej pomocy, ściągnięcie kogoś z parapetu okna czy torów. Jeśli nie, to z pewnością niejednokrotnie słyszeliście o takich przypadkach. Ludzie, którzy to zrobili, są cichymi bohaterami – czasem któryś z nich przez przypadek zdobędzie rozgłos, ale wiecie, jak jest – przeważnie media o nich milczą. Dla odmiany, ja chciałbym nagłośnić ten temat i zaprosić na podróż po dźwiękach, które niosą ratunek, nadzieję, życie. Ratownikami stają się ludzie, którzy zajmują się ewangelizacją poprzez muzykę. Skupię się jednak na rapie, ponieważ ten gatunek muzyki zyskuje coraz większą popularność, a więc i zasięg. Zapraszam Cię, byś znalazł się dziś w zasięgu tego tekstu, a później w zasięgu wersów nawijanych przez ludzi, którzy chcą głosić Dobrą Nowinę.
Rap czy hip-hop?
Otóż i jedno, i drugie, a właściwie jedno w drugim, lecz ktoś mądry powiedział kiedyś, że jeśli nie wiadomo od czego zacząć, warto zacząć od początku. Tak zróbmy. Rap narodził się w latach 70. XX wieku w Stanach Zjednoczonych. Największą popularnością cieszył się wśród czarnoskórych mieszkańców tego kraju. Najprościej mówiąc, rap to wypowiadanie i rymowanie słów w rytmie podkładu muzycznego. Brzmi prosto? Tak, ale pozostaje takim jedynie w teorii. Muzyka rap jest elementem bardzo dziś popularnej kultury hip-hopu, która również narodziła się w latach 70. poprzedniego stulecia. Rozbijmy więc hip-hop na pięć elementów, z których się składa. Są to: DJ-ing, b-boying, graffiti, beatbox i rap – niektórzy wymieniają także wiedzę, która powinna współgrać z powyższymi.
Historii koniec, wróćmy do teraźniejszości. Zakres tematyczny tego gatunku muzyki jest przeogromny. Rapować można praktycznie o wszystkim, tak jak rozmawiać, bo nawijanie to w pewnym sensie melorecytacja danego – nie bójmy się tego słowa – utworu. Mimo że rap należy do kultury popularnej, masowej, stanowi on pewną formą sztuki. Treść kawałków niestety często wyjęta bywa „z rynsztoka”, by zostać wysuszoną i sprzedawaną jako towar świeży, „nieśmigany”. Na szczęście są twórcy, którzy odchodzą od, generalizując, zgniłego świata utylitaryzmu oraz materializmu i starają się przekazać słuchaczowi coś więcej. Tutaj również pojawia się małe zastrzeżenie – owo „coś więcej” nie musi od razu oznaczać czegoś dobrego. Cytując św. Pawła: „Wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie! Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła” (1 Tes 5, 21-22).
Wyjaśnione, i to już ponad 2000 lat temu. Biblia jest ponadczasowa, tak jak Bóg, który dyktował te święte teksty. Dobrze jest mieć świadomość, że wybierając rap, wybieram w pewnym sensie również hip-hop, bo muzyka to część kultury. Skłaniając się ku konkretnemu muzykowi, wybierajmy mądrze, bo odtwarzając dane utwory w naszych głośnikach, „przemycamy” do swojej codzienności w pewnej części poglądy, życie i elementy osobowości artysty. Warto o tym pamiętać.
Katechizacja czy ewangelizacja?
Mamy na polskim rynku artystów, których warto słuchać. Są tacy, którzy ewangelizują poprzez swoją twórczość. No właśnie: ewangelizują. Na początku przyjrzymy się rozróżnieniu owych dwóch pojęć – katechizacji i ewangelizacji. W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: „Świeccy wypełniają swoją misję prorocką również przez ewangelizację, »to znaczy głoszenie Chrystusa… zarówno świadectwem życia, jak i słowem«. W przypadku świeckich »ta ewangelizacja… nabiera swoistego charakteru i szczególnej skuteczności przez to, że dokonuje się w zwykłych warunkach właściwych światu«” (KKK 905).
“Zwykłe warunki właściwe światu” to nic innego jak ewangelizacja życiem. Człowiek wykonujący jakikolwiek zawód może mówić o Chrystusie. Raper to także pewien rodzaj profesji, tak jak piłkarz, siatkarz czy koszykarz. Każdy może ewangelizować. Zwróćmy uwagę na to, co KKK mówi o katechizacji: „W samym centrum katechezy znajduje się przede wszystkim Osoba: Jezus Chrystus z Nazaretu, Jednorodzony Syn Ojca… który cierpiał i umarł za nas i który teraz, ponieważ zmartwychwstał, żyje z nami na zawsze… Katechizować… to odkrywać w Osobie Chrystusa cały odwieczny zamysł Boży, który w Nim się wypełnił. To dążyć do zrozumienia znaczenia czynów i słów Chrystusa oraz znaków dokonanych przez Niego” (KKK 426).
Ewangelizacja to głoszenie Chrystusa poprzez świadectwo życia i słowa, a katechizacją nazywamy odkrywanie w Chrystusie wszelkiego sensu. Gdyby chcieć porównać zestawienie pojęć katechizacji i ewangelizacji z rapem czy kulturą hip-hop można dostrzec, że istnieją pewne podobieństwa. Rap jest częścią hip-hopu, a katechizacja nie może istnieć bez ewangelizacji. Najpierw trzeba usłyszeć o Chrystusie, by móc szukać w Nim wszelkiego sensu. Podobnie jest z muzyką. Rap jest częścią kultury, a więc również jej naturalną składową. Jeśli chce się zagłębić w rap, dociera się źródła, korzeni, wśród których znajduje się hip-hop.
Przenieśmy powyższe porównania na grunt konkretnej twórczości. Raperzy starają się pokazać Chrystusa w swojej muzyce, bo wcześniej doświadczyli działania Boga w życiu. Ciężko nawijać o czymś, czego się nie przeżyło i o czym się tylko czytało. Poza tym nawrócenie i życie z Bogiem widać w codzienności. Praktykowana wiara ma wpływ na każdy aspekt naszego życia. Tutaj świetnie widać dwie składowe ewangelizacji, czyli słowo i świadectwo życia. Słowo wypowiadane w trakcie nawijania łączy się ze świadectwem życia, czyli sposobem postępowania na co dzień. Dobry przykład najlepiej przyciąga i inspiruje. Poparcie go odpowiednimi słowami wzmacnia przekaz.
Chrystus w codzienności
To właśnie poprzez określony styl życia, zobrazowany w słowach, które mają rzeczywiste odzwierciedlenie w rzeczywistości, katolicy mogą pokazać Chrystusa zarówno ludziom pozostającym daleko od Niego, jak i sobie nawzajem. W kawałku Idę za Nim autorstwa Heresa i WZN, raper nawija: „Idę za Nim, idę, idę za Nim, bo za mocno świat mnie już poranił”. Chrystus jest najpiękniejszą alternatywą dla świata i cierpienia, które świat proponuje.
Przechodząc przez ulice osiedlowych brzmień, nie sposób ominąć kieleckie klimaty, a wraz z nimi ksywkę Tau. Raper, znany wcześniej jako Medium, został wyrwany ze szponów szatana i śmierci, o czym sam nawija. W jednym ze swoich utworów rymuje:
Chciałbym móc odnaleźć Cię
Brama – Tau
Zanim Cię odnajdzie śmierć
Bo byłem kiedyś już na dnie
A On z niego wyciągnął mnie, Panie!
Chrystus wyciąga z bagna. Przypadki nawróconych muzyków ukazują miłosierdzie Boga i jego pragnienie dotarcia do wszystkich. Poprzez łaskę nawrócenia i talent do rymowania, który artyści otrzymali od Boga, mogą oni pokazywać słuchaczom drogę, którą sami przeszli, inspirować ich do szukania Jezusa, a przez to przemieniać ich życie. Zapoznajcie się proszę z poniższym fragmentem świadectwa Bartka Krakowiaka, zamieszczonym w elektronicznym wydaniu Bielsko-Żywieckiego tygodnika „Gość Niedzielny”. Autorką jest P. Urszula Rogólska, a tytuł tekstu jest bardzo wymowny – Nigdy w życiu cię nie zostawię.
Obok mojego bloku jest kościół. Spojrzałem tylko na ten kościół, wszedłem do mieszkania i zasnąłem na podłodze. Wstałem po kilku godzinach. W pokoju było otwarte okno, a w mojej głowie jedna myśl: skacz, skacz, skacz. Czułem, że ktoś mnie ciągnie do tego okna i nie miałem żadnych barier, żeby skoczyć. Dzięki Bogu byłem uzależniony od telefonu, w sumie to chyba nadal jestem. I wtedy zobaczyłem powiadomienie, że taki raper Tau (chłopak, który się nawrócił parę lat temu i od tamtego czasu poprzez muzykę nawraca ludzi) dodał utwór: Jestem z Tobą. Ja to odpaliłem i usłyszałem takie słowa – Tau w pierwszej osobie, jako Jezus Chrystus, nawija – o tym, że jest obok mnie, że mnie nie zostawił, że jest ze mną w depresji, w samotności, że jest w tym wszystkim przy mnie. Może się to wydawać pyszne, ale ja wiem, że to było napisane specjalnie dla mnie przez samego Boga. W dniu moich urodzin, w dniu, gdy kilka godzin wcześniej krzyczałem do Boga, że mnie zostawił, że jestem sam, On mówi mi, że jest obok mnie. Wstałem i zamknąłem okno
Nie jest to zachęta do słuchania konkretnego rapera, chociaż jego twórczość i działalność jest godna polecenia. Warto zwrócić uwagę, jak wielką moc ma Słowo. Pismo Święte naucza: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i BOGIEM było Słowo” (J 1,1) – coś niesłychanego! Bóg jest Słowem. Warto więc zwracać uwagę na to, co mówimy. Słowa mogą zarówno służyć ku zbudowaniu człowieka, ale jak również zrujnować całe życie. Powyższe świadectwo wskazuje jednocześnie, jak bardzo Bóg troszczy się o każdego z nas. „U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone” (Łk 12,7). Warto zwrócić uwagę na wartość, którą ma słowo skierowane przez konkretnego artystę. Muzyka może bowiem zarówno przekazywać Dobrą Nowinę, dawać światło, życie i nadzieję w Chrystusie, jak również niszczyć, siać zamęt, chaos, niepokój, grzech, śmierć. Dzięki Bogu mamy wolny wybór – dar, z którego powinniśmy mądrze korzystać.
Jezus naszym wspólnymi mianownikiem
Wolny wybór, dzięki któremu zawsze jesteśmy w stanie decydować, może prowadzić zarówno do dobra, jak i do zła. Tak jak z internetem, prawda? Mogę dzięki niemu słuchać konferencji wartościowych ludzi, albo oglądać strony pornograficzne. Kiedy Jezus jest wspólnym mianownikiem całego życia, dylematy dotyczące wyborów przestają istnieć. Miłość Boża jest wszechpotężna.
Miłość, wolność, miłosierdzie, przebaczenie, pokój. Jak widzicie, Chrystus ma do zaoferowania wiele, ale przede wszystkim – życie wieczne. Tak bardzo nas kocha, że posługuje się przeróżnymi sposobami, byśmy wreszcie rzucili się w Jego ramiona i oddali Mu każdy grzech i słabość. Wtedy On nam przebacza i zaprasza nas do swojego królestwa. To On wychodzi z inicjatywą, a my możemy Mu odpowiedzieć dzięki Jego łasce oraz miłości. Nie wiem jak Wy, ale ja chciałbym mieć takiego Ojca. Wiecie jednak, co jest najlepsze? Mam. Ty też.
Polecam zerknąć na moją twórczość – zostałem wywołany więc zapraszam 😀