adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Społeczeństwo

Rozważania o proteście w oparciu o naukę społeczną Kościoła

Podczas gdy Stany Zjednoczone płoną z powodu protestów pod hasłami Black lives matter i Defund the police, podobne demonstracje mają miejsce także w stolicach europejskich. Może warto spróbować na chwilę odsunąć się od tych przerażających wydarzeń i zastanowić się nad moralną oceną protestu jako takiego, jako zasady i sposobu walki politycznej?

Wydaje się naturalne, że każde społeczeństwo powinno dążyć do harmonii i powszechnej zgody dla pomyślności i dobrobytu wspólnoty oraz należących do niej jednostek. Różnorodność ludzi i ich pragnień, a także, ujmując sprawę z punktu widzenia antropologii chrześcijańskiej, słabość człowieka w następstwie grzechu pierworodnego, prowadzą jednak do niezgody i konfliktów, których żadne społeczeństwo nie jest w stanie całkowicie wyeliminować. Niezadowolenie z działań rządzących lub chęć wskazania na istniejący i zaniedbany problem społeczny od czasu do czasu prowadzą do wyrażenia niezadowolenia i chęci zmian w formie publicznego protestu.

W tym artykule definicję słowa „protest“ zawężę do zorganizowanego lub spontanicznego zebrania się większej liczby ludzi w miejscu publicznym w celu zwrócenia uwagi władz na problem wywołany przez ich posunięcia lub zaniedbania. Działanie to może ograniczyć się do wyrażenia sprzeciwu, żądania jakiejś bliżej nieokreślonej akcji ze strony rządu lub stać się próbą narzucenia mu metody rozwiązania problemu. Siła protestu zazwyczaj zależy od liczby jego uczestników, czasu trwania, nagłośnienia i interpretacji sprawy przez media oraz od odbioru sytuacji w szerszych kręgach społeczeństwa.

Ważnym elementem, który zapewne najbardziej przyczynia się do moralnej oceny demonstracji, jest jej pokojowość. Każdemu protestowi towarzyszy potencjalne ryzyko, że przybierze formę agresywną i przerodzi się w zamieszki lub nawet rewolucję. O tych pierwszych można mówić w przypadku, gdy w ramach manifestacji dojdzie do starć pomiędzy demonstrantami a służbami publicznymi lub innymi obywatelami oraz zniszczone zostanie prywatne lub publiczne mienie. O rewolucji natomiast mówimy, kiedy celem protestu staje się już nie wymuszenie pewnych działań ze strony rządu (nawet jeśli ma to być jego rezygnacja), lecz obalenie tak jego, jak i panującego systemu politycznego.

Protesty a ideologia

Ideologie polityczne podchodzą do protestów na różne sposoby. Przykładowo socjaliści (choć podobne tendencje występują także w innych radykalnych ideologiach) zazwyczaj traktują manifestację jako pożądane narzędzie do zakwestionowania panującego porządku i wzniecenia rewolucji. W XIX i XX wieku starali się jak najczęściej brać udział w strajkach i demonstracjach – i to nie z powodu solidarności z protestującymi i ich celami, lecz w celu zradykalizowania stosunków społecznych i dodatkowego poróżnienia obywateli z rządem. Niezadowolenie ostatecznie miało przerodzić się w rewolucję. Z drugiej strony, gdy socjaliści dochodzili już do władzy, zazwyczaj w sposób wyjątkowo surowy rozprawiali się z przejawami sprzeciwu wobec zaprowadzonego przez siebie systemu. Według ich narracji takie protesty są reakcją, tj. wyrazem wrogości pokonanego „niesprawiedliwego“ porządku przeciwko rewolucji. Demonstranci uosabiają wtedy te same postawy, które wcześniej tłumiły rewolucję socjalistyczną. W tym kontekście walka przeciwko nim oznacza ciąg dalszy rewolucji – ciemiężycielem staje się protestujący, a nie poskramiający go rząd rewolucyjny.

Liberałowie z kolei w manifestacjach upatrują zazwyczaj potwierdzenie autonomii jednostki. Ponieważ jednym z fundamentów liberalizmu są przyrodzone prawa człowieka, protest jawi się jako tolerowany lub pożądany sposób ich obrony. Samo prawo do protestu zaliczają zazwyczaj do jednego z tych podstawowych przywilejów, jakie służą także do obrony „naruszonej“ umowy społecznej, na której opiera się liberalne pojmowanie państwa. Dlatego z punktu widzenia liberałów publiczny sprzeciw otacza się pewną aurą świętości i nietykalności. Konsekwencją tego jest większa surowość w ocenie działań sił rządowych niż tych podejmowanych przez protestujących. W praktyce jednak często możemy zaobserwować swego rodzaju niekonsekwencję: mianowicie, jeśli protestujący walczą o wartości, z którymi identyfikują się liberałowie, uzyskują oni ich wsparcie zgodnie z wyżej wymienionymi zasadami. Jeśli natomiast demonstracja ma odmienne cele i inną inspirację ideologiczną albo kwestionuje (mniej lub bardziej realnie) jakieś inne „prawo człowieka“ lub zasadę równości czy wolności (na przykład skierowana jest przeciwko – faktycznie lub w sposób bardziej wydumany – jakiejś mniejszości), to wtedy protest w oczach liberałów szybko traci aurę sacrum i traktowany jest jako zagrożenie, któremu należy się jak najostrzej przeciwstawić.

Usposobienie konserwatysty (tak jak w przypadku wyżej opisanych liberałów, używam tego słowa umownie, nie pretendując do nazywania absolutnie każdego nurtu ideowego określanego tym mianem) natomiast charakteryzuje się niechęcią, a nawet wstrętem do protestów. Ceniąc pokój, porządek i stabilność, człowiek taki stroni od aktywizmu politycznego, a z powodu swojego szacunku dla władz o wiele trudniej jest go skłonić do takiej formy wyrażenia sprzeciwu. Właśnie dlatego osoba o poglądach konserwatywnych zazwyczaj będzie nieco bardziej wyrozumiała wobec rządu starającego się stłumić protesty, tym bardziej, jeśli wymkną się one spod kontroli. Choć zazwyczaj konserwatysty nie ciągnie na ulicę nawet w sprawach, które leżą mu na sercu, bywają i takie demonstracje, które cieszą się jego sympatią, a od czasu do czasu może on nawet do nich dołączyć. Jeśli celem protestu nie jest wprowadzenie jakichś zmian, lecz odwrotnie, obrona tradycji, zwyczajów i instytucji przed reformistycznymi działaniami władz, to taka manifestacja może liczyć nie tylko na akceptację, ale także poklask konserwatystów.

Podsumowując, możemy stwierdzić, że choć odmienne ideologie w różny sposób traktują zjawisko protestu, żadna nie jest zupełnie konsekwentna w swoim wspieraniu lub potępieniu tego zjawiska. Pozytywna lub negatywna ocena ostatecznie w dużym stopniu zależy od ideologicznych celów demonstracji, nawet jeśli żołądek zwolenników różnych ideologii bywa mniej lub bardziej przystosowany do trawienia tego typu rozwiązania.

Protesty w nauczaniu społecznym Kościoła

Postawa Kościoła na samym początku była najbliższa opisanej postawie konserwatywnej. Ojcowie Kościoła wskazywali na powinność szacunku i posłuszeństwa wobec władzy świeckiej jako instytucji ustanowionej przez Boga. Takie podejście ma swoje silne oparcie w Nowym Testamencie. Choć chrześcijaństwo samo w sobie było „zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan” (por. 1 Kor 1, 22), nie kontestowało celowo władzy świeckiej, nie stawiało jej czynnego oporu i zrezygnowało z dążeń politycznych.

Jezus upomniał Piotra, kiedy ten chciał Go chronić z bronią w ręku przed strażnikami, którzy przyszli go pojmać (por. J 18, 10-11). Święty Paweł pisał w sposób jednoznaczny, że „kto przeciwstawia się władzy – przeciwstawia się porządkowi Bożemu“ (por. Rz 13, 1-7), a w podobnym tonie wyraził się i wspomniany książę apostołów, nawołując o poddanie się władzom (por. 1 P 2, 13-17). Słowa Jezusa wypowiedziane przed Poncjuszem Piłatem: „Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga“ (Mt 22, 21) stały się kierunkowskazem dla życia politycznego chrześcijan: a więc wytrwałość w życiu i obowiązkach religijnych, w posłuszeństwie wobec Boga nawet pod groźbą utraty życia, a jednocześnie odmowa czynnego protestu przeciwko władzy, nawet wtedy, kiedy ich prześladowała.

Choć średniowiecze z rozwojem teorii o „dwóch mieczach“, tj. o władzy świeckiej i kościelnej jako o dwóch „narzędziach“ jednej Boskiej władzy utrwalało wyżej opisane podejście, narodziny scholastyki wprowadziły pewne nowe spojrzenie na to zagadnienie. Pojęcie „porządku naturalnego“ jako ziemskiego wyrazu stwórczej woli Bożej miało stanowić kryterium dla wszelkiego prawa stanowionego. Innymi słowy, niezgodność prawa stanowionego z prawem naturalnym delegitymizowała to pierwsze samo w sobie. W takich przypadkach nie jest już ono prawem i nikogo nie obowiązuje, dlatego św. Tomasz w tego typu sytuacjach dopuszcza wyraz czynnego sprzeciwu. Pokój już nie jest traktowany jako dobro samo w sobie, lecz musi istnieć w związku ze sprawiedliwością; coraz więcej mówi się więc o dobru wspólnym.

Zobacz też:   Pornografia: Widz

Problemem jednak pozostaje kwestia autorytetu, który jest w stanie ocenić, że dochodzi do naruszenia prawa naturalnego przez władzę. Pojawienie się ultramontanizmu w XVIII i XIX wieku sugerowało poszukiwanie takiego arbitra w osobie papieża. W praktyce natomiast Kościół przez wiele stuleci, poza pewnymi wyjątkami, trzymał się linii „konserwatywnej“ w stosunkach z władzą państwową.

Do konkretniejszych zmian doszło dopiero w drugiej połowie XX wieku. Papież Jan XXIII w encyklice Pacem in terris uczynił ukłon w stronę liberalizmu, wybierając prawa człowieka jako jedną z podstawowych zasad nauki społecznej Kościoła. Wyliczył dziesięć praw człowieka, z których dla tematu protestu najważniejsze są ostatnie dwa: prawa do udziału w życiu publicznym oraz do ochrony swych praw. Potwierdził też wyżej wspomniane nauczanie św. Tomasza z Akwinu: „Władzy rozkazywania domaga się porządek duchowy i wywodzi się ona od Boga. Jeśli więc sprawujący władzę w państwie wydają prawa, względnie nakazują coś wbrew temu porządkowi, a tym samym wbrew woli Bożej, to ani ustanowione w ten sposób prawa, ani udzielone kompetencje nie zobowiązują obywateli“ (Pacem in terris, 51). W podobnym tonie przemawia także konstytucja duszpasterska Soboru Watykańskiego II Gaudium et spes.

Prawo do protestu w Katechizmie Kościoła katolickiego

Katechizm Kościoła katolickiego potwierdza tradycyjne nauczanie o poddaniu się władzom, jak np. w artykule 1880 („Każdy człowiek jest zobowiązany do poświęcania się na rzecz wspólnot, do których należy, i do szacunku wobec władz troszczących się o dobro wspólne“) lub 1900 („Obowiązek posłuszeństwa domaga się od wszystkich okazywania władzy należnego jej uznania oraz szacunku i – stosownie do zasług – wdzięczności i życzliwości osobom, które ją sprawują“). Rozpoznaje także ciążący na władzy obowiązek zabezpieczenia pokoju: „Dobro wspólne stanowi wreszcie pokój, czyli trwałość i bezpieczeństwo sprawiedliwego porządku. Tak więc wymaga ono, by władza przy użyciu godziwych środków zapewniała bezpieczeństwo społeczności i jej członkom. Stanowi podstawę prawa do słusznej obrony osobistej i zbiorowej“ (KKK 1909).

Z drugiej strony Katechizm afirmuje godność i prawa człowieka względem społeczeństwa i państwa, a także obowiązek przestrzegania przez władze tych praw oraz porządku naturalnego. Czytamy o tym m.in. w artykułach 1903 („Władza jest sprawowana w sposób prawowity tylko wtedy, gdy troszczy się o dobro wspólne danej społeczności i jeśli do jego osiągnięcia używa środków moralnie dozwolonych. Jeśli sprawujący władzę ustanawiają niesprawiedliwe prawa lub podejmują działania sprzeczne z porządkiem moralnym, to rozporządzenia te nie obowiązują w sumieniu“), 1907 („W imię dobra wspólnego władze publiczne są zobowiązane do poszanowania podstawowych i niezbywalnych praw osoby ludzkiej“) i 1930 („Poszanowanie osoby ludzkiej pociąga za sobą poszanowanie praw, które wypływają z jej godności jako stworzenia. Prawa te są uprzednie w stosunku do społeczności i powinny być przez społeczność uznane. Są podstawą moralnej prawowitości wszelkiej władzy; lekceważąc je lub odrzucając ich uznanie w prawodawstwie pozytywnym, społeczeństwo podważa swoją własną prawowitość moralną. Bez poszanowania osoby władza może jedynie opierać się na sile lub przemocy, by uzyskać posłuszeństwo swoich poddanych. Do Kościoła należy przypominanie tych praw ludziom dobrej woli i odróżnianie ich od nieuzasadnionych i fałszywych roszczeń“).

Uzasadnienie prawa do protestu, choć niewyrażone wprost, można wyczytać w kontekście punktu 1940: „Solidarność przejawia się przede wszystkim w podziale dóbr i w wynagrodzeniu za pracę. Zakłada ona również wysiłek na rzecz bardziej sprawiedliwego porządku społecznego“ oraz 1915., dotyczącego udziału w życiu publicznym: „Obywatele powinni, na ile to możliwe, brać czynny udział w życiu publicznym. Sposoby tego uczestnictwa mogą się różnić zależnie od kraju czy kultury“.

Pogodzenie szacunku wobec władz i prawa do sprzeciwu na rzecz obrony praw człowieka i porządku naturalnego nie jest łatwym zadaniem. Może się wydawać, że Kościół katolicki przyjął do swojej nauki społecznej dwa różne prądy, dwa różne sposoby postrzegania władzy i społeczeństwa, które dla uproszczenia możemy umownie nazwać konserwatywnym i liberalnym. Choć pogodzenie ich sprawia trudności i wymaga wysiłku intelektualnego (a czasami może i pewnej akrobacji umysłowej), odpowiedzi można poszukać w tych wypowiedziach, które niejako wskazują na to, co w kontekście stosunków społecznych jest dla Kościoła najbardziej istotne, a co w tym samym czasie wydaje się, że może pogodzić wspomniane dwa prądy.

Mianowicie, w artykule 2306 czytamy następujące słowa: „Ci, którzy wyrzekają się przemocy oraz krwawych działań i w celu ochrony praw człowieka odwołują się do środków obronnych, jakie dostępne są najsłabszym, dają świadectwo miłości ewangelicznej, pod warunkiem że nie przynosi to szkody prawom ani obowiązkom innych ludzi i społeczeństw. Świadczą oni w sposób uprawniony o powadze ryzyka fizycznego i moralnego uciekania się do przemocy, która powoduje zniszczenia i ofiary“. Z tego wynika pierwsza i podstawowa zasada dotycząca protestu: musi być on pokojowy. To byłoby także zgodne z nauczaniem Kościoła katolickiego na temat strajku, który „staje się moralnie nie do przyjęcia, gdy towarzyszy mu przemoc“ (por. KKK 2435). Z tego artykułu wynikają jeszcze dwie maksymy, które można zastosować także do demonstracji. Mogą one występować tam, gdzie stają się środkiem nieuniknionym, tj. kiedy inne sposoby okazały się nieużyteczne lub niemożliwe. Ważne też, by cele protestu nie były sprzeczne z dobrem wspólnym, które opiera się na poszanowaniu osoby, dobrobycie, rozwoju, spokoju i bezpieczeństwie.

W artykule 1889 czytamy: „Bez pomocy łaski ludzie nie mogliby «dostrzegać wąskiej nieraz ścieżki między małodusznością, która ulega złu, a przemocą, która chce je zwalczać, a w rzeczywistości je pomnaża». Jest to droga miłości – miłości Boga i bliźniego. Miłość stanowi największe przykazanie społeczne. Szanuje drugiego i jego prawa“. Istnieje więc wymóg, aby stosunki społeczne opierały się na miłości, a nie na konflikcie. Z tego względu protest nie może kierować się nienawiścią do „wroga“, lecz miłością do społeczeństwa i człowieka jako takiego. W tym jednym zdaniu Kościół zwraca uwagę zarówno na zagrożenie absolutyzacji podejść umownie określonych jako konserwatywne i liberalne, jak i ukazuje złoty środek, opierający się na miłości.

Wnioski końcowe

Z powodu braku oficjalnego dokumentu kościelnego w sprawie protestów, z nauczania Kościoła trzeba wyciągnąć podstawowe zasady, według których protest może być czynnością, w jaką katolik ma prawo się zaangażować, nie grzesząc tym samym przeciwko obowiązkowi szacunku wobec władzy ustanowionej przez Boga. W niniejszym artykule postarałem się te zasady wyciągnąć, zastrzegając jednak, że to jest owoc osobistej analizy, więc nie muszą one być traktowane jako oficjalne i niepodważalne nauczanie Kościoła. Według tych zasad protest jest moralny wtedy, kiedy, będąc środkiem ostatecznym, przebiega pokojowo, odbywa się w ramach prawa (lepiej, aby też był zorganizowany, z podziałem odpowiedzialności i jasno określonymi celami) i ma na celu dobro wspólne oraz kieruje się miłością i solidarnością, a nie nienawiścią i destrukcją. Oczywiście chodzi o katolickie rozumienie miłości i nienawiści, a nie o pewne nowoczesne wypaczenia znaczenia tych pojęć. Nie wolno jednak nigdy zapomnieć o pierwszeństwie walki duchowej (czyli modlitwie i życiu zgodnym z przykazaniami Bożymi) jako metody przemieniającej człowieka i społeczeństwo. 

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.