„Słuchaj, synu, nauk mistrza i nakłoń (ku nim) ucho swego serca. Napomnienia łaskawego ojca przyjmuj chętnie i wypełniaj skutecznie, abyś przez trud posłuszeństwa powrócił do Tego, od którego odszedłeś przez gnuśność nieposłuszeństwa” (Reguła św. Benedykta, Prolog, 1–2). Słowa te rozpoczynają opus vitae św. Benedykta z Nursji. Niektórzy sądzą, że jego Reguła nie przystaje do naszych czasów. Nic bardziej mylnego!
Zanim zaczniemy bronić przedstawionego wyżej dzieła, musimy najpierw kilka słów napisać o jego autorze. A był on nie byle kim – pierworodnym bogatego właściciela ziemskiego, który postanowił zadbać o edukację potomka i wysłać go na studia prawnicze do Rzymu. Przebywając w centrum ówczesnego cywilizowanego świata, nie mógł przystać na poziom moralny, jaki prezentowali jego rówieśnicy, i jako zaledwie dwudziestoletni młodzieniec postanowił udać się do pustelni, by całkowicie oddać się na służbę Bogu. Jak to zwykle bywa, dobrzy i święci ludzie przyciągają osoby spragnione Bożego pierwiastka i nadnaturalnej jasności, dlatego po niedługim czasie Benedykta zaczęła otaczać gromada uczniów. Kolejnym „awansem” stała się dla niego prośba od mnichów z pobliskiego monasteru, aby został ich przełożonym. Gorliwy w swojej wierze, żył bardzo surowo, podobnych wyrzeczeń wymagał też od wszystkich braci w klasztorze. Z tego względu po pewnym czasie znów musiał ruszyć w drogę. Trafiwszy na południe w 529 roku, założył placówkę w Monte Cassino. Tam zrodziło się w nim pragnienie opracowania reguły, która zrewolucjonizowała ówczesny świat. Do tej pory możemy obserwować jej wpływ na naszą cywilizację, a w niektórych miejscach także bezpośrednio go odczuć. Fundamentalne zasady tych kanonów to potrójne śluby, które kandydat musi złożyć, wstępując do klasztoru: stałość, posłuszeństwo oraz wierność regule. Benedykt zmarł wierny Bogu i założonej przez siebie wspólnocie. Według tradycji przed śmiercią przyjął Komunię Świętą, po czym zmarł w postawie stojącej, podtrzymywany przez swoich uczniów. W 1964 roku, podczas obrad Soboru Watykańskiego II, św. Paweł VI ogłosił św. Benedykta patronem Europy.
Słuchaj synu
Na samym początku warto sobie zadać pytanie: po co Benedykt stworzył swoją regułę? Nie był on człowiekiem, który szukał próżnej chwały i sławy, pragnął przecież odsunąć się od doczesności, aby znaleźć Tego, który jest wieczny. I właśnie temu, zarówno wtedy, jak i w czasach dzisiejszych, ma służyć ten niedługi zestaw zasad – a mianowicie bardzo doczesnemu i konkretnemu doświadczeniu życia chrześcijańskiego. Autor oparł swój tekst na starożytnej nauce mistagogicznej, tj. tłumaczącej nowoochrzczonym zasady i tajemnice chrześcijańskiego postępowania. Sam początek wskazuje na pewnego mistrza, mówiącego do człowieka błądzącego, który swojej wiary nie traktuje poważnie, jest nieposłuszny Bogu. Inne reguły od razu przechodzą do wskazówek i przepisów. Tutaj mamy ojca, który z miłości do synów mówi z głębi serca i pełni swego doświadczenia. Warto pamiętać, że okres w którym działał św. Benedykt, to czas ogromnych zmian. Cesarstwo rzymskie upada, stare wzorce i metody odchodzą w zapomnienie. Człowiek szuka bezpiecznej przystani, gdzie znów będzie mógł rozumieć rzeczywistość, w której przychodzi mu żyć. Taką propozycją stają się klasztory benedyktyńskie. Z jasnym prawem, ze sprawiedliwym podziałem ról, gdzie zarówno najmłodsi, jak i najstarsi są obarczani pracą według ich możliwości (co nie wszędzie było oczywiste). Opat staje się alter Christus, bo zbawić się można tylko wtedy, gdy wypełnia się wolę Boga, a ta często jest trudna do jednoznacznego nazwania. Skoro więc przełożony jest zastępcą Zbawiciela na ziemi, to trzymając się jego poleceń, człowiek staje się wykonawcą Bożego zamysłu. Reguła wyraźnie pokazuje się jako odpowiedź na powołanie, gdzie Boża łaska zawsze nas uprzedza, jest pierwotna wobec naszego wyboru.
„Do ciebie (…), kimkolwiek jesteś”
Św. Benedykt kieruje swoją Regułę do każdego. Nie rozróżnia w niej przedstawicieli żadnej grupy ówczesnego społeczeństwa. Wstępując do klasztoru, wszyscy stają się równi, mają taką samą szansę na sprawowanie różnych funkcji w klasztorze. Wszystko zależy od umiejętności samej osoby oraz od osądu opata (dlatego jego wybór musi być zawsze mocno przemyślany i przemodlony, bo przełożonym zostaje się na całe życie). Adresatem dzieła świętego z Nursji jest każdy, kto „wyrzeka się własnych chęci”, a decyduje się przede wszystkim słuchać Boga lub opata, jeśli jest mnichem (takiego zawężenia w samej Regule nie ma). Dlatego ten tekst także i dla człowieka XXI wieku stanowi bardzo cenne, choć nieco zapomniane, dziedzictwo duchowości zachodniego chrześcijaństwa. A co my możemy wziąć z niej dla siebie?
Milczenie i pokora
Człowiek współczesny to człowiek wiecznego aktywizmu, nieustannie zajęty, deadline coraz bliżej, a czasu coraz mniej. Benedykt zaprasza nas do życia pełnego milczenia i pokory. Milczenia, które nie polega tylko na braku gadatliwości, ale wewnętrznym miejscu na usłyszenie Słowa Bożego. Osoba milcząca to taka, która więcej słucha i rozumie, niż mówi i poucza. O pokorze święty pisze przez cały rozdział siódmy. Rozumie ją jako zdolność do spojrzenia na siebie oczami Boga, który widzi człowieka takiego, jakim on naprawdę jest, bez upiększeń, ale i bez zaniżania oceny. Świadomość, że nie jestem wszechwiedzący i nie wszystko mogę, zrzuca ciężar bycia Atlasem podtrzymującym istnienie świata. Wystarczy zająć się tym, co Bóg mi daje i czego ode mnie wymaga, a nie zbawiać rzeczywistość, która już na krzyżu uzyskała zbawienie. Mój egocentryzm przekształcać w chrystocentryzm.
Stałość i postępująca przemiana
Wielu ludzi, zapewne także i wielu z nas, stale dąży do zmiany, chce wszystko ulepszać i odczuwa ciągły brak czegoś. Propozycja Benedykta to z jednej strony odpowiedź na nasze pragnienia, czyli conversatio morum – odmiana życia (domyślnie w tryb monastyczny), która zakłada radykalne przylgnięcie do Ewangelii i wprowadzanie jej w życie, cierpliwie dzień po dniu, pomimo upadków i słabości. Z drugiej strony proponuje stałość, czyli zaufanie Bożej Opatrzności, która dopuszcza u człowieka przeciwności na miarę jego sił. Kochający Ojciec próbuje swoje dzieci nie dla własnej zabawy, ale po to, aby je umocnić i zahartować w dobru.
Pokój i modlitwa osobista
Benedykt głęboko pragnął, aby ludzie kierujący się Regułą wprowadzali pokój do swoich miejsc pracy i nauki, do środowisk, w których żyją, i wszędzie tam, gdzie podróżują, a przede wszystkim we własnej rodzinie. Pokój jest możliwy tylko wtedy, gdy zaczerpniemy go od Księcia Pokoju, dlatego równie istotna jest wytrwała i regularna modlitwa. Mnisi są zobowiązani do liturgii godzin, aby cały dzień uświęcać i ofiarowywać go Panu. Ludzie świeccy nie zawsze mają taką możliwość, ale przeplatanie w ciągu doby nawet krótkich, ale systematycznych westchnień i rozmów z dobrym Bogiem pomoże nam w nabyciu przekonania, że mamy kochającego Ojca, który naprawdę się o nas troszczy i nigdy nas samych nie zostawia. Wtedy można prawdziwie zyskać pokój w sercu i dzielić się nim z tymi, którzy go rozpaczliwie poszukują, nie zawsze tam, gdzie można go znaleźć.
Umiar
Niezwykle istotny dla Benedykta jest umiar. Tak samo jest ważny w sprawach doczesnych: jedzenia, picia, ubioru, mieszkania i rozrywki, jak i w sprawach duchowych. Perfekcjonizm może stać się chorobą duszy i celem samym w sobie, umiar pozwala skupić się na Tym, do którego wszelkie działania mają nas zbliżyć. I choć cykliczna msza święta oraz polecana przez świętego praktyka lectio divina mogą nas niezwykle przybliżyć do Boga, to jednak łakomstwo duchowe trzeba zwalczać, poświęcając obowiązkom stanu wystarczającą ilość czasu. Asceza sama w sobie jest dobra, ale nie należy katować własnego ciała i być nieczułym na jego potrzeby, wszak to także dzieło Boże, które jest dobre.
Klasztor przedsionkiem Królestwa
Dziedzictwo świętego z Nursji jest przebogate. Sieć klasztorów rozsianych po całej Europie, które wiernie przechowywały dawną mądrość, a także wprowadzały innowacje i były prawdziwymi przyczółkami cywilizacji łacińskiej, także i dzisiaj może wiele dać nam – ludziom, którzy wzrok kierują bardziej wprzód niż za siebie. Wystarczy przychylnym okiem spojrzeć na teksty wielkich ojców minionych wieków i podążać za duchem ich natchnień (bo litera czasem jest już przestarzała). Niech ostatni już cytat z prologu Reguły będzie dla każdego dobrą motywacją na drodze do Królestwa: „Przepasawszy więc biodra wiarą i pełnieniem dobrych uczynków, podążajmy ścieżkami Pana za przewodem Ewangelii, abyśmy zasłużyli na oglądanie Tego, który nas wezwał do swego Królestwa” (Reguła, Prolog, 21).
[Wszystkie cytaty z Reguły św. Benedykta za: http://www.benedyktyni.net/regula (dostęp: 26 V 2019)].