adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Społeczeństwo, Wywiad, Z życia Kościoła

Pustoszejący Kościół, wieloletnie zaniedbania. Tomasz Terlikowski i ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski proponują systemowe zmiany

Książka Kościół musi być przezroczysty to trudna, ale ważna rozmowa Tomasza Terlikowskiego i księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego. O polskim Kościele uwikłanym w zło pedofilii, bierności polskich biskupów i przełożonych, bólu ofiar. Publicyści zadają także pytania o miejsce katechezy w szkole, trudności z celibatem kapłańskim i kulejącą formację w seminariach. Jak podkreślają rozmówcy, wiele zła ma źródło w systemowych zaniedbaniach. Poniżej publikujemy fragmenty książki, wydanej przez wydawnictwo Esprit.

Pustoszejący Kościół

Tomasz Terlikowski: Polski Kościół pustoszeje?

Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Coraz wyraźniej to widać, choć na razie ten proces jest ograniczony do pewnych grup wiernych. Najbardziej i najszybciej laicyzuje się młodzież. To najbardziej negatywne zjawisko. A zachodzi ono, mimo iż na początku lat dziewięćdziesiątych wprowadzono katechezę do szkół, co powinno – teoretycznie – dać młodym ludziom wiedzę i formację do wiary, a także wskazać pozytywne wartości. Jednak katecheza nie spełnia tych oczekiwań.

Dlaczego?

Myślę, że choć sam powrót katechezy do szkół był zjawiskiem pozytywnym, to jednak trzeba przyznać, że sprowadzenie nauki religii do lekcji takiej samej jak fizyka czy chemia się nie sprawdza. To trzeba robić inaczej i jeśli coś mnie zaskakuje, to brak szerokiej dyskusji na temat koniecznych zmian. A przecież każdy katecheta widzi, że co roku młodzi ludzie odchodzą z Kościoła zaraz po bierzmowaniu.

W Warszawie nie dochodzą nawet do bierzmowania…

…tu, gdzie żyję, sytuacja wygląda inaczej, ale po bierzmowaniu oni znikają. Na katechezie zostaje kilka osób. Episkopat winien bić na alarm, jednak przyjmuje to w milczeniu, jak nieuchronny proces. A przecież to wcale tak nie jest. Mamy znakomite przykłady odrodzenia religijności ludzi młodych, by wspomnieć tylko niesamowite dzieło ks. Franciszka Blachnickiego, który widząc sytuację młodzieży w czasach PRL­u, potrafił stworzyć ruch o ogromnym znaczeniu społecznym i religijnym. Teraz też są tacy duchowni, na przykład ks. Jarosław Wąsowicz, salezjanin rodem z Gdańska, który od lat organizuje Patriotyczną Pielgrzymkę Kibiców na Jasną Górę. Uczestniczę w niej co roku. To jest wspaniałe dzieło, bo ewangelizuje młodych ludzi. I myślę, że gdyby było więcej takich działań, to w wielu innych środowiskach, nie mniej trudnych, można by podejmować i kontynuować pracę duszpasterską. Model pracy w szkole niestety temu nie służy, bo u wielu księży, zwłaszcza młodych, wyrabia przekonanie, że to jest tylko praca. Idzie się do pracy na osiemnaście godzin tygodniowo, dostaje wynagrodzenie, ubezpieczenie, zdobywa tytuły: nauczyciel dyplomowany, nauczyciel mianowany. I często nie czuje się potrzeby, żeby robić coś więcej. Ksiądz staje się urzędnikiem, a nie katechetą. Nie neguję wcale, że jest wielu wspaniałych katechetów, ale myślę, że istotę problemu stanowi właśnie to powiązanie katechezy z oświatową budżetówką.

Jeśli jednak wszyscy wiedzą, że odsetek uczniów uczestniczących w lekcjach religii spada, że tracimy młodzież – a dane są jawne – to dlaczego nic z tym nie robimy?

To jest pytanie do episkopatu Polski. Ja sądzę, że nic się z tym nie robi, bo episkopat nie chce zmian, chce zachować status quo i wierzy, że wszystko samo się zatrzyma. Brakuje mu też myślenia perspektywicznego, na kilka lat do przodu. 

Może to właśnie ubezpieczenie społeczne związane z zatrudnieniem w szkole jest mechanizmem, który najbardziej blokuje reformę?

Wielu księży mówi, że gdyby nie nauczanie w szkole, to jako proboszczowie na małej parafii by się nie utrzymali. Pensja nauczycielska jest dla nich poważnym zastrzykiem finansowym, a i ubezpieczenie też jest bardzo ważne. Szkoła to dla nich źródło utrzymania, ubezpieczenia i awansu. Księża dbają o to, żeby być nauczycielami wyższego stopnia. A to wszystko jest płacone z budżetu. Tylko że ta mała stabilizacja powoduje, że młodzież nie otrzymuje porywającego świadectwa Ewangelii, którą przyniósł Chrystus.

Spróbujmy postawić diagnozę, dlaczego seminaria opustoszały.

Powodów jest wiele. Zacznę od migracji. Znam wielu księży, którzy urodzili się i wychowali w Polsce, ale wstąpili do seminariów już na Zachodzie. Oni stanowią coraz większą grupę osób, które w innej sytuacji, gdyby ich rodzice mieszkali dalej w Polsce, wstąpiłyby do seminariów polskich. Drugim powodem jest niedojrzałość młodzieży. Nasze duszpasterstwo powołaniowe zwykle było nastawione na to, by budzić powołania w uczniach szkół średnich i potem wysyłać ich do seminariów – teraz tak się nie da. Osiemnasto­, dwudziestolatek nie jest w stanie podejmować dojrzałych decyzji. Dlatego myślę, że trzeba młodych zachęcać do studiów i dopiero wśród studentów prowadzić akcje powołaniowe. Dam tu własny przykład. Mój świętej pamięci ojciec pracował na uczelni; kiedy powiedziałem mu przed maturą, że idę do seminarium, to się bardzo obruszył. I nie chodziło o to, że wybrałem stan kapłański, ale o to, że jego zdaniem dziewiętnastolatek jest za młody i za głupi, żeby podejmować taką decyzję. Cały czas namawiał, żebym skończył studia świeckie, a później, jeśli będę chciał, to on – broń Boże – nie ma nic przeciwko seminarium. Jeżeli on to mówił w latach siedem­ dziesiątych i już wtedy wiedział, że dziewiętnastolatek to nie jest materiał na przyszłego księdza, to tym bardziej sprawdza się to teraz.

Zobacz też:   Historia walki z pedofilią w Kościele katolickim, cz. III

Czyli powinniśmy zacząć prowadzić pracę powołaniową wśród studentów, a nie wśród licealistów? 

Dokładnie tak. Ogólnie zachęcałbym wszystkich kandydatów do seminariów, aby podjęli wcześniej pracę albo studiowali. I poczekali. Mam wrażenie, że obecni kandydaci do seminariów są niezwykle infantylni. Dotyczy to także absolwentów wyższych uczelni. Decyzja o kapłaństwie to decyzja o celibacie, o wyborze na całe życie, a nie tylko o wyborze zawodu. Fakt, że tak wielu młodych księży odchodzi, jest najlepszym potwierdzeniem tego, że musimy wiele rzeczy systemowo zmienić.

Poza niedojrzałością i migracją jakie jeszcze są powody kryzysu powołań?

Celibat, a dokładnie mówienie o nim językiem, który już nie trafia do młodego człowieka bombardowanego seksualizują życia, często z doświadczeniami seksualnymi, który ma możliwość przekraczania kolejnych granic. W takiej sytuacji pomysł, żeby chłopaka trzymać sześć czy osiem lat pod kloszem, bez kontaktu z dziewczynami, to kompletny anachronizm. Trzeba też poważnie przemyśleć kwestię tego, jak sprawdzać, czy młody człowiek jest dojrzały do celibatu. To jest wielkie wyzwanie; znam wielu księży, którzy wprost mówią, że nie mieli pojęcia, na co się decydują. Tak zaczynają się dramaty. Pewne rzeczy mogłoby zmienić podniesienie wieku koniecznego do przyjęcia święceń kapłańskich… i może właśnie wymóg świeckich studiów?

To mogłoby nie tyle zwiększyć, ile zmniejszyć liczbę kapłanów.

Za to podwyższyć ich jakość, lepiej ich przygotować, sprawić, że będą lepiej uformowani.

Jest jeszcze jeden element tej diagnozy, o którym mówią szczególnie osoby zajmujące się powołaniami. Zwracają uwagę na fakt, że wzorzec kulturowy księdza jest paskudny, bo zarzuty o pedofilię, bo film Kler, bo lustracja, bo homolobby, bo ciągłe mówienie o problemach…

Moim zdaniem bulwersuje raczej nierozwiązywanie problemów. Wielu ludzi może zniechęcać to, że tuszuje się ewidentne przestępstwa i trzeba dopiero Marka i Tomasza Sekielskich, żeby to ujawnili. Jeden z marianów opowiadał mi, że w zgromadzeniu wiedziano o tym, co wyprawiał ks. Eugeniusz Machulski. Skargi docierały też do generała zgromadzenia, ks. Adama Bonieckiego, późniejszego redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Pozwolono mu jednak działać i jeszcze postawić sobie pomnik w Licheniu. Podobnie było z ekscesami homoseksualnymi ks. Franciszka Cybuli, o których wiedział ordynariusz archidiecezji gdańskiej, a pomimo to zgodził się na pełnienie przez niego funkcji na tak ważnym stanowisku, jakim była kapelania u boku prezydenta Lecha Wałęsy. Nawiasem mówiąc, ów ksiądz był także tajnym współpracownikiem SB, co krył z kolei obecny arcybiskup gdański. I nie są to przypadki odosobnione. Co do Gdańska, to nie byłoby afery ze „Stella Maris”, która przyniosła wielomilionowe straty, gdyby wprowadzono czytelne zasady także w sprawach finansowych. Do kogo my mamy mieć pretensje o to, że ten obraz kapłaństwa jest taki, jaki jest?

Fragmenty wywiadu pochodzą z książki Kościół ma być przezroczysty. Podkreślenia w tekście pochodzą od redakcji.

Autorzy: ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski i Tomasz P. Terlikowski

Wydawnictwo Esprit. Książkę można zakupić na: https://www.esprit.com.pl/734/Kosciol-ma-byc-przezroczysty.html

https://www.esprit.com.pl/734/Kosciol-ma-byc-przezroczysty.html
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.