adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Miesięcznik, Wiara

Przypowieść o wspólnocie Taize – ekumenizm w praktyce

Niemal 70 lat temu, w Wielkanoc 1949 roku, siedmiu młodych mężczyzn, mieszkających w małej wiosce wśród burgundzkich łąk, wspólnie zobowiązało się „do zachowania celibatu, do życia wspólnotowego i do coraz większej prostoty”. W ten sposób ukonstytuowała się Wspólnota Taizé, która dziś jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych chrześcijańskich zgromadzeń. Jak dziś, po tylu latach od powstania, można ocenić jej działalność, funkcjonowanie, owoce? Co ma do zaproponowania współczesnemu światu – i czy ma coś do zaproponowania nam, katolikom?

Wspólnota Taizé nasuwa wielu osobom różne skojarzenia. Jedni widzą w niej idealny obraz czystej wspólnoty braterskiej, drudzy upatrują w niej realizację praktycznego, realnego ekumenizmu, inni wskazują na niejednoznaczności „nominalne” (katolicy? ewangelicy? „po prostu” chrześcijanie?), niektórzy z kolei wprost nazywają ją błędną drogą i ostrzegają, że katolicy nie powinni się z nią zadawać, a jedynie modlić o nawrócenie jej członków. Gdzie leży prawda?

Trochę historii

W sierpniu 1940 roku 25-letni wówczas Roger Louis Schütz-Marsauche, dziewiąte dziecko ewangelickiego pastora Charlesa Schütza (Szwajcara) i Amelié z domu Marsauche (Francuzki), po wielu latach zmagania się z gruźlicą, która wyłączyła go z aktywnego życia, zdecydował się wyjechać ze Szwajcarskiego rodzimego Provence do Francji, by pomagać ofiarom wojny, rozpoczętej niemal rok wcześniej. Mała wioska Taizé, w której osiadł, znajdowała się w pobliżu linii demarkacyjnej dzielącej cały kraj – była więc dobrym miejscem do przyjmowania uchodźców wojennych, którzy dostawali z różnych okolic Lyonu adres Taizé jako miejsca, gdzie na pewno znajdą schronienie.
W codziennej pracy charytatywnej, do której zachęcał coraz to nowe osoby, w niezwykle ubogiej rzeczywistości materialnej, dojrzewała u Rogera myśl o stworzeniu ekumenicznej wspólnoty spajającej ludzi różnych wyznań. Gdy w 1942 r. wyjechał, z powodu zagrożenia aresztowaniem, do Genewy, do jego poszukiwań ideału życia wspólnotowego zaczęli przyłączać się kolejni mężczyźni, aż wreszcie zamieszkali razem, wspólnie się modląc i pracując. W tym miejscu warto zaznaczyć, że Roger Schütz studiował wcześniej teologię w Lozannie i Strasburgu. W 1943 roku napisał pracę dyplomową pt. „Ideał monastyczny sprzed świętego Benedykta i jego zgodność z Ewangelią”, a rok później opublikował „Wprowadzenie do życia wspólnotowego”.

W 1944 roku Roger Schütz, wraz ze swoimi genewskimi towarzyszami, powrócił do Taizé, włączając się od razu w pomoc jeńcom niemieckim z pobliskich obozów, z kolei jedna z jego sióstr, Geneviève, działała w Taizé jako przybrana matka dla dzieci osieroconych w czasie wojny. Po jakimś czasie uzyskał zgodę na korzystanie z tutejszego opuszczonego katolickiego kościoła, a do na razie nieformalnej wspólnoty zaczęli się dołączać kolejni mężczyźni. W Wielkanoc 1949 roku złożył razem z siedmioma współtowarzyszami śluby, dotyczące celibatu, życia wspólnotowego oraz ubóstwa, sam zaś został przeorem wspólnoty braci – natomiast w trakcie rekolekcji na przełomie 1952 i 1953 roku napisał Regułę Taizé, przekazując braciom „główne zasady, które czynią życie wspólnotowe możliwym”.

Działalność dziś

Wspólnota Taizé liczy dziś ponad stu braci, pochodzących z różnych krajów – są wśród nich głównie katolicy i ewangelicy. Jedną z podstawowych zasad ich życia jest utrzymywanie się wyłącznie z własnej pracy, nieprzyjmowanie żadnych darowizn, włącznie ze spadkami rodzinnymi. Funkcjonują w wielu krajach świata, na wszystkich kontynentach, często wśród najbiedniejszych i najbardziej zaniedbanych społeczności, zwłaszcza w Afryce, Azji i Ameryce Łacińskiej.
W założeniach Brata Rogera było to, żeby nie organizować wokół Taizé żadnego ruchu, tak jak dzieje się to w przypadku innych wspólnot zakonnych czy stowarzyszeń kościelnych. Zasada jest prosta: młodzi ludzie spotykają się ze sobą podczas kolejnych etapów tzw. „pielgrzymki zaufania” – w samym Taizé lub w innych miejscach świata, międzynarodowo i lokalnie – wspólnie się modląc i śpiewając, rozważając i studiując Biblię, ucząc się podstawowej prawdy, że wszyscy ludzie to jedna rodzina, a Bóg jest w każdym człowieku bez wyjątku.
być dla nas jeszcze większą mobilizacją w działaniach na rzecz realnej jedności?
Warto w tym miejscu przypomnieć znaczący fragment z Dekretu o ekumenizmie Soboru Watykańskiego II (Unitatis redintegratio): „Same te Kościoły i odłączone Wspólnoty, choć w naszym przekonaniu podlegają brakom, wcale nie są pozbawione znaczenia i wagi w tajemnicy zbawienia. Duch Chrystusa nie wzbrania się przecież posługiwać nimi jako środkami zbawienia, których moc pochodzi z samej pełni łaski i prawdy, powierzonej Kościołowi katolickiemu”.
Wspólnota Taizé, przy mądrym i rozsądnym podejściu, nie wyrządzi nikomu żadnej szkody duchowej – gdyby tak się stało, świadczyłoby to raczej o kiepskiej kondycji wewnętrznej i tożsamościowej takiej osoby.

Zobacz też:   Po Namyśle: Przestańcie krzywdzić dzieci „roratami”

Więcej się nie da

Św. Jan Paweł II,podczas pobytu w Taizé w 1986 roku powiedział m.in. takie słowa: „Wiecie, jak dalece ekumenizm uważam za obowiązek, który na mnie spoczywa, za pierwszą troskę duszpasterską w moim posługiwaniu. Liczę tu na waszą modlitwę. Wy, chcąc być przypowieścią o wspólnocie, pomożecie wszystkim tym, których spotkacie, pozostać wiernymi swej przynależności kościelnej, będącej owocem wychowania i wyboru sumienia, ale pomożecie im także coraz głębiej wnikać w tajemnicę komunii, którą w planie Bożym jest Kościół.”

Wydaje się, że Wspólnota Taizé wybiega trochę w przyszłość, do przodu, wyprzedzając teologiczne i teoretyczne rozważania mające doprowadzić do pełnej jedności chrześcijan. Każdy chrześcijanin wie doskonale, że podziały wśród uczniów Jezusa to największe zgorszenie dla świata – Chrystus, tuż przed śmiercią krzyżową, podczas Ostatniej Wieczerzy modlił się niemal tylko o to, „aby byli jedno”. Ruch ekumeniczny na dobrą sprawę to dzieło trwające dopiero około stu lat – trudno, żeby w takim czasie przezwyciężyć wszystkie przeszkody i uprzedzenia, nawarstwione przez tyle poprzednich stuleci.
Bardzo możliwe, że prawdziwa, widzialna jedność chrześcijan w jednym Kościele po ludzku nie będzie możliwa do osiągnięcia przez jeszcze długi czas. Wspólnota Taizé pragnie ten proces przyśpieszyć, niekiedy nawet nadwyrężając dopuszczalne granice.


Powyższy tekst jest fragmentem artykułu, który ukazał się w numerze 13. Miesięcznika Adeste. Pobierz go za darmo, aby przeczytać resztę!

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Mąż i tata. Nauczyciel religii. Organista i dyrygent. Bloger, webmaster, publicysta. Pochłaniacz kawy, książek i seriali.
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.