adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Przestańmy dorabiać do Boga własne chciejstwo

magazine cover

canva_unsplash

Bywa, że napotykamy w internecie (i nie tylko!) próbę poszukiwania poparcia dla jakiejś ideologii w Biblii. Nie żeby Pismo Święte nie opisywało wydarzeń historycznych o zabarwieniu politycznym. Rzecz w tym, że nie to jest logiką wiary chrześcijańskiej. Ostatecznie Pismo Święte jest dla nas źródłem wiedzy na temat tego, jak zjednoczyć się z Bogiem, nie zaś rozprawą nad wydajnością systemów zarządzania światem czy namysłem nad genezą nowożytnej etyki i filozofii polityki.

Jan Paweł II podczas pielgrzymki w Meksyku w 1979 roku wyraźnie skrytykował tzw. teologię wyzwolenia (w skrócie chrześcijański marksizm). Stwierdził wówczas: „Ta koncepcja Chrystusa jako polityka, rewolucjonisty, jako wywrotowca z Nazaretu, nie zgadza się z nauczaniem Kościoła”.

Spójrzmy na tę wypowiedź w szerszym kontekście: koncepcja Chrystusa jako polityka nie zgadza się z nauczaniem Kościoła. Chrystus nie był politykiem. Warto o tym pamiętać, szczególnie biorąc pod rozwagę wydarzenia z Ewangelii. Zarówno Judasz, jak i lud, który otaczał Chrystusa, widział w nim króla żydowskiego, ale nie Mesjasza i zbawcę.

Niektórzy chcieliby widzieć w Jezusie władcę w znaczeniu ziemskim. Taki stan rzeczy oczywiście nie powinien dziwić. Ludzie pragną autorytetów, a któż byłby lepszy niż sam Bóg w ciele człowieka? Nie to jednak jest drogą do zbawienia.

Skończyć z myśleniem po ludzku

W tym kontekście nie dziwią słowa św. Jana Apostoła: „Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie! Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz od świata. Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki” (1 J 2, 15-17).

Określenie „świat” było używane w kontekście „tego wszystkiego, co przeszkadza w zbawieniu”. Czy wszystko, co istnieje na świecie, przeszkadza w zbawieniu? Nie, oczywiście, że nie. Ostatecznie mamy sobie czynić ziemię poddaną (Rdz 1, 28). Ale Chrystus dość dobitnie przestrzega przed chciwością i przywiązaniem do tego, co doczesne (Łk 12, 13-34).

To bardzo ludzkie myśleć w sposób przygodny. Co dziś będę jadł? Czy się wyśpię? Jak sobie poradzę w pracy? Troska o nasze życie codzienne znajduje swoje przedłużenie w trosce o sprawy większej wagi, jak chociażby polityka, ekonomia, zarządzanie zasobami, ideologia, filozofia. Zdarza się więc (dość często!), że w zetknięciu z całym przekrojem bogactwa życia i obowiązków na Ziemi tracimy sprzed oczu Boga i ostateczny cel naszego życia.

Doniosłość życia chrześcijańskiego

Z pewnym przekąsem powiem jednak, że dość łatwo jest napisać „nie bądźmy chciwi i stawiajmy Boga na pierwszym miejscu”. Tylko co to właściwie oznacza? Na pewno nie okazjonalne przywoływanie Ewangelii ze sztuczną aprobatą i fałszywym podziwem dla ascezy, jaką proponuje Kościół. Każdy może zacząć cytować Pismo Święte i mówić innym, jak mają żyć.

To, co doniosłe w życiu chrześcijańskim, to przemiana. Chrześcijaństwo jest bowiem religią transformacyjną. My mamy wzrastać w wierze, w cnotach, w świadomości o sobie, innych ludziach, świecie i Bogu. Bierne wykonywanie obowiązków w imię pochwały dla rytuału na nic się nie zda. To trochę tak, jakby oczekiwać od drugiej osoby, by ta uznała nas za swojego przyjaciela, gdy my odwiedzamy ją tylko z przyzwyczajenia. Miłość jest zażyłością. To słowo wyraża dynamikę relacji między dwiema osobami, w ramach której dwie osoby decydują się na poświęcanie siebie samych dla dobra tej relacji i drugiej osoby.

Zobacz też:   Nie lubię ideologii, nic na to nie poradzę – wersja dla kobiet

Tak samo żywa wiara jest dynamiką naszej osoby. Jest ekspresją łaski wyrażaną przez nasze duchowe życie wewnętrzne. Na tym polega ta transformacja, że nasza świadomość Boga, bogactwo osobowe i łaska wzrastają.

Nieuchwytność Boga a świat

W Pierwszym Liście św. Pawła do Koryntian, w rozdziale drugim czytamy: „lecz właśnie głosimy, jak zostało napisane, to, czego ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują” (1 Kor 2, 9). Ułomność naszych prób rozumienia spraw Bożych zderza się z samym wymiarem duchowym, planem istnienia osadzonym w wieczności.

Gdy próbujemy go sobie wyobrazić, to żadna nasza myśl nie jest zdolna objąć tych kwestii. I jakby na przekór samej tej niemożności, zatopieni w bezradności, ludzie decydują się na sprowadzanie Boga do swojego poziomu. Nie na takich zasadach, jak chciał tego Bóg – poprzez swojego syna Jezusa Chrystusa. Nasze sprowadzenie Boga do parteru to swoista inkorporacja samej idei absolutu do swoich własnych, czysto ziemskich, potrzeb.

Mam potrzebę porządku – przyda mi się więc idea Stwórcy, który „robił, robi i będzie robił porządek”. Rzecz jasna taki porządek, jaki mniej więcej ja sobie wyobrażam. Mam potrzebę wolności i posiadania dóbr materialnych, więc postrzegam Boga jako dobrego wujka rozdającego prezenty. A może mam potrzebę wzmocnienia swoich przekonań politycznych? Przypisanie Bogu określonych tendencji ideologicznych będzie częścią akcentowania ideologii jako „tej lepszej”.

Po co jest Bóg?

Warto pamiętać, że tak jak my jesteśmy dla Boga, tak i Bóg jest dla nas. My jesteśmy Jego stworzeniem, toteż naturalnie mu podlegamy. On zaś jest naszym Stwórcą, dlatego dążymy do Niego, pragniemy Go jak niczego innego, chociaż bywa, że nie jesteśmy tego świadomi.

Istnieje dzisiaj potrzeba umiejętności oderwania się od świata. Praktycznym sposobem na to jest modlitwa. Znajdź sobie miejsce w kaplicy, w domu bądź w kościele na adoracji Najświętszego Sakramentu. Klęknij i na chwilę wsłuchaj się w ciszę. Poszukaj w niej Boga. Bóg jest – jak mówił św. Tomasz z Akwinu – bytem najprostszym z możliwych. Nie usłyszysz Jego fizycznego głosu, ale poznasz intelektem i wyobraźnią Jego obecność, bo w niezmąconym grzechem i rozproszeniami sercu będzie On przyjemną, łagodną i kochającą obecnością. Będziesz wówczas „oglądał” Boga oczami wiary, poznawał Jego obecność w tobie oraz poza tobą – w świecie, w innych ludziach i w Najświętszym Sakramencie.

Możliwe, że dla niektórych lekarstwem na próbę złapania Boga dla siebie jest rzeczywiście lektura filozoficzna i teologiczna. Czasami potrzeba swoistej „intelektualnej odtrutki”. Ale nie zawsze tak jest. Może się bowiem zdarzyć, że dla znudzonego umysłu choćby najbardziej wartościowa książka będzie po prostu zbiorem „mądrych bzdur”. W takich chwilach trzeba się zdać na ową „Boską ciszę”, nie bać się rzucić tego wszystkiego i uciec do Chrystusa przed ołtarz.

O autorze

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.