adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj
Wiara

„Przede wszystkim działał jako pasterz”. Wywiad o bł. Stepinacu

fot. zg-nadbiskupija.hr

O arcybiskupie Zagrzebia, ogłoszonym kardynałem przez Piusa XII, rozmawiam z Antoniem Akmadżą – Chorwatem, teologiem zafascynowanym historią Kościoła i niegdysiejszym redaktorem „Adeste”.

Marceli Hejwowski: W czerwcu 2015 roku wydarzyła się bardzo ciekawa rzecz. Papież Franciszek wstrzymał proces kanonizacyjny kardynała Alojzego Wiktora Stepinaca, wcześniej beatyfikowanego przez Jana Pawła II. Czy możesz mi powiedzieć, jak zostało to odebrane w Chorwacji? Czy jest to nadal żywa dyskusja narodowa? Co się kryje za decyzją papieża Franciszka?

Antonio Akmadża: Oczywiście to była wiadomość, którą w Chorwacji odebrano jako zaskakującą. Tego się nikt nie spodziewał, bo coś podobnego się jeszcze nie wydarzyło. Proces kanonizacyjny dobiegł końca, przeszedł wszystkie etapy. Brakowało jeszcze tylko ostatecznej decyzji papieża. I w tej chwili przychodzi list od patriarchy Serbskiej Cerkwi Prawosławnej protestujący przeciwko kanonizacji Alojzego Stepinaca. Były w nim wysunięte różne oskarżenia pod adresem Stepinaca, ale wszystkie z nich zostały wyjaśnione już podczas procesu kanonizacyjnego; zbadano je wówczas i odrzucono jako bezzasadne. W tym liście patriarchy nie było nic nowego.

Ale tak się stało, że papież Franciszek postanowił wstrzymać kanonizację. I to o tyle było dziwne, że dotychczas nie mieliśmy sytuacji, w której Kościół katolicki zasięgałby opinii innych wspólnot w kwestiach dotyczących beatyfikacji czy kanonizacji. Oczywiście nie zostało to ogłoszone jako ostateczne przerwanie procesu. Powołano komisję złożoną ze stron chorwackiej i serbskiej, czyli chorwackiego świata naukowego i Kościoła oraz Serbskiej Cerkwi Prawosławnej. Miała ona spotykać się w Rzymie i dyskutować na temat Stepinaca. Była to jednak bardziej gra na czas, pozorowanie działania. Ostatecznie każda strona pozostała przy swoim. Komisja już się nie spotyka i nic w sprawie kanonizacji się nie dzieje.

Prawdziwym powodem jest prawdopodobnie rola ekumenizmu w polityce obecnego papieża i jego otoczenia.

H: Przyjrzyjmy się historii Stepinaca w porządku chronologicznym. Urodził się w 1898 roku w małej wiosce Brezarić w granicach Cesarstwa Austro-Węgier. W jakim środowisku obracał się we wczesnych latach swojego życia?

A: Pochodził z rodziny chorwackiej, rolniczej. Nie była ona nadmiernie uboga, ale wiejska, skromna. Brezarić to miejscowość mała, niedaleko Zagrzebia. Rodzina była prosta, tradycyjna, pobożna – zwykła wiejska rodzina. Stepinac dorastał w otoczeniu wiejskim, ale też katolickim. Od wczesnych lat wykazywał zainteresowanie religią i Kościołem.

H: Ale zanim wstąpił do seminarium, skończył jeszcze inne studia.

A: Tak. Właściwie należy się cofnąć jeszcze wcześniej. Jego plany zmieniła I wojna światowa. Został wysłany do szkoły oficerskiej i po odbyciu szkolenia udał się na front włoski, gdzie zdobył rangę porucznika. Doświadczył wszystkich potworności wojny. Ostatecznie został pojmany przez stronę włoską, która przez jakiś czas go więziła. Wrócił do domu w sposób, powiedzmy, interesujący. Gdy już było wiadomo, że Cesarstwo przegrało, jeńców zapraszano do Jugosłowiańskiego Korpusu Ochotniczego, tworzonego na potrzeby nowopowstającego państwa. Wielu jeńców w ten sposób się oswobodziło, między innymi Stepinac.

Lata wojenne sprawiły że oddalił się od rozmyślania nad powołaniem (chociaż nie stracił wiary). Zastanawiał się bardziej nad małżeństwem i innymi studiami; studiował agronomię, przygotowywał się nawet do małżeństwa z pewną dziewczyną z Zagrzebia. Ostatecznie do zaślubin nie doszło, a nad rolnictwem wzięły górę kwestie duchowe i postanowił zostać księdzem.

Potem się okazało, że jego matka modliła się i pościła w tej intencji, by jej syn został księdzem.

H: I potem studiował na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie.

A: Zgadza się. Został wysłany do Collegium Germanicum i studiował teologię na uniwersytecie.

H: Po święceniach kapłańskich w 1930 roku zrobił dość szybką karierę. Różne ważne urzędy, jego inicjatywy – takie jak diecezjalna Caritas – spełniały się, aż w końcu został jednym z najmłodszych wówczas biskupów, w dodatku ważnym.

A: Tak. Chciał być wiejskim proboszczem, jednak trzymano go w kurii, a on był wierny zasadzie „Niczego nie żądać, wszystko akceptować”. Wykonywał swoją pracę; wysyłano go często do parafii, w których były różne problemy, np. z powodu zmiany proboszcza, gdzie lud był zbuntowany. I on spełniał dobrze swoją rolę.

Sytuacja Kościoła katolickiego na terenie Jugosławii była specyficzna. Królestwo Serbów, Chorwatów i Słoweńców nie miało konkordatu ze Stolicą Apostolską. Dlatego sytuacja z następstwem była dość drażliwa. Ponieważ nie było konkordatu, obowiązywałyby te same reguły, co w Cesarstwie Austro-Węgier. W nominacjach biskupich dużą rolę odgrywali tam król i cesarz. Jednakże w Królestwie SHS nie było już cesarza z dynastii Habsburgów, a król z dynastii prawosławnej, więc sytuacja była trudna.

H: Myślę, że warto przypomnieć, że mieliśmy wtedy do czynienia z bardzo specyficznym tworem. Królestwo Serbów, Chorwatów i Słoweńców było niespójne pod względem symbolicznym i pod innymi względami.

A: Tak. To było młode państwo, które opierało się przede wszystkim na tradycjach Królestwa Serbskiego. Ciężko było się odnaleźć w tym królestwie różnym pocesarskim terenom. Istniało wiele dziwnych sytuacji prawnych, które nie wiadomo było, jak uregulować. I dlatego ówczesny arcybiskup Bauer pilnie poszukiwał koadiutora. Hierarcha konsultował się w tej sprawie z jednej strony z królem, z drugiej – ze Stolicą Apostolską. Wszystkie propozycje, które przedstawiał, były odrzucane albo przez króla, albo przez Rzym.

Stepinac wydawał się w tej sytuacji dobrym wyborem. Młody, doświadczony, arcybiskup mu wierzy, jest oddany Stolicy Apostolskiej. A to, co przekonuje króla, to fakt, że był oficerem w Jugosłowiańskim Korpusie Ochotniczym. Z powodu tego zbiegu okoliczności padło na Stepinaca. Mimo młodego wieku zatem został koadiutorem, a po śmierci biskupa Bauera – arcybiskupem archidiecezji zagrzebskiej.

H: Czyli został głową Kościoła w Zagrzebiu – w chyba najważniejszej chorwackiej diecezji – w 1937 roku, a więc czasie bardzo niespokojnym. Myślę, że warto czytelnikom rozjaśnić trochę sytuację, zanim przejdziemy do kwestii postępowania arcybiskupa Stepinaca. Powiedzmy sobie, co się stało z tamtym państwem w czasie wojny. Stronami konfliktu – czy też grupami interesu – byli najbardziej chyba znani w Polsce partyzanci Tity, jak również mniej znani ustasze [oficjalna nazwa – Ustaša: Hrvatski revolucionarni pokret – odnosi się do rewolucji; zarazem ustaše od czasownika ustati oznacza „powstańców” – przyp. red.] oraz czetnicy. Działali tam politycznie również Włosi i Niemcy. Warto rozjaśnić tę złożoną sytuację.

A: Jeszcze krótka wzmianka na temat problemów Królestwa SHS. Chorwaci byli bardzo niezadowoleni ze swojej pozycji w tym państwie – z różnych powodów, od narodowościowych po ekonomiczne. Trudniej im było robić karierę w urzędach. Wymieniano walutę cesarską na jugosławiańską w niekorzystny dla nich sposób. Pojawiało się np. bicie chłopów, co było już w Austro-Węgrach zakazane. I w końcu sprawy kościelne. To było państwo, w którym prawosławni byli większością – ale mniejszą niż pięćdziesiąt procent. Otrzymywali oni jednak od państwa dwie trzecie środków przeznaczanych na wspólnoty religijne, a wszystkie inne wyznania dzieliły między siebie zaledwie jedną trzecią. Nie było też konkordatu. Serbska Cerkiew Prawosławna bardzo się temu opierała.

Było to też państwo, które u schyłku swego istnienia – w drugiej połowie lat trzydziestych – utrzymywało bliskie stosunki z państwami Osi. To była też szczególna okoliczność, w której przyszło działać Stepinacowi. I jeszcze wtedy było dużo krytyki nazizmu, tylko często nie można było tego publikować w prasie katolickiej ze względu na cenzurę państwową.

Najważniejsza sprawa to te dwa zamachy. Mowa o zabójstwie Stjepana Radicia w parlamencie (zastrzelonego przez pochodzącego z Czarnogóry serbskiego posła) i o królobójstwie w Marsylii (w którym zginął król Aleksander Karađorđević oraz minister spraw zagranicznych Francji) dokonanym przez ustaszy. Widzimy, że już wtedy w królestwie było dużo wrogości.

Gdy doszło do wojny, bardzo szybko rozpadło się wojsko królestwa. Duża część ludności po prostu nie uważała go za swoje państwo. Dlatego szybko doszło do jego upadku po ataku III Rzeszy na początku 1941 roku. I w tej sytuacji wyłania się kilka grup.

To, z czym mieliśmy do czynienia wcześniej, to poparcie przez większą część społeczeństwa partii chłopskiej, która starała się poprawić sytuację Chorwatów na drodze demokratycznej i pacyfistycznej, w ramach istniejącego ładu międzynarodowego. Jednak część społeczeństwa zdecydowała się udzielić swojego poparcia bardziej skrajnym grupom.

H: Czy tę partię chłopską można by porównać do przedwojennego PSL-u?

A: Zdecydowanie, ideowo były to partie podobne. Z tym że początkowo, w czasach Radicia, partia chłopska była bardziej antyklerykalna, potem stała się bardziej konserwatywna i przychylna Kościołowi.

Ale część społeczeństwa zdecydowała się poprzeć skrajne ruchy. Z jednej strony to byli komuniści, którzy pokładali nadzieję w teorii Lenina o samostanowieniu narodów. Z drugiej strony byli ci, co uważali, że zwycięstwo Hitlera i Mussoliniego przyniesie nowy porządek, w ramach którego będzie można stworzyć niepodległe państwo – i to byli ci, co popierali organizację rewolucyjną, ustaszy. Rzesza w kilkudniowej wojnie zwyciężyła i miała już gotową organizację, która chciała przejąć władzę – ustaszy.

Oś utworzyła Niepodległe Państwo Chorwacji, które obejmowało Chorwację oraz Bośnię i Hercegowinę. Niemcy co do tego mieli jakieś wątpliwości, bo ustasze utrzymywali bliższe stosunki z faszystami. Ale że była to bardziej włoska strefa wpływów, rząd ustaszy z Ante Paveliciem na czele przejął władzę. Komuniści początkowo przyglądali się i nie mieli z tym problemów (zresztą przed wojną czasem współpracowali z ustaszami); czekali na rozwój wydarzeń. Ustasze byli stosunkowo nieznani w samym kraju, jednak Chorwaci przyjęli pozytywnie tę zmianę – nie w kontekście ideologicznym, ale z powodu odzyskania niepodległości. Stepinac – za co jest krytykowany – również przyłączył się do celebracji państwowych i pobłogosławił nowo powstałe państwo. Bardzo szybko doszło do wielkiego rozczarowania w Chorwacji. Było kilka powodów. Przede wszystkim agresywne działania ustaszy, na które nikt nie był przygotowany, również w stosunku do Chorwatów; ustawy rasowe na wzór niemieckich, jak również kwestia oddania znacznej części wybrzeża Włochom. Coraz większy wstręt pojawiał się w stosunku do tego reżimu.

Komuniści siedzieli cicho do momentu, w którym III Rzesza zaatakowała Związek Sowiecki. Wtedy zaczęła się partyzantka. Tito odpowiedział na niezadowolenie ustaszami i zbierał ludzi. Do partyzantów przyłączali się ludzie innych narodowości, ale też Chorwaci niezadowoleni z reżimu. Trzeba powiedzieć, że ci partyzanci używali różnych metod, by powiększyć swoje szeregi. Dokonywali na przykład drobnych zamachów na obywateli Rzeszy, ściągając zemstę na całą wioskę, tak żeby w obawie o odwet ludzie ze wsi uciekali do partyzantów.

Istniało też oficjalne wojsko Niepodległego Państwa Chorwacji – Hrvatsko Domobranstvo – które nie było tożsame z wojskiem ustaszowskim. Temu oficjalnemu wojsku Pavelić nie do końca ufał, bo było tam sporo starych oficerów jugosłowiańskich i austro-węgierskich i stosunki często były napięte. Niemcy mieli wpływy na północnym-wschodzie, Włosi na południowym-zachodzie. Trzeba pamiętać, że te państwa ingerowały w to, co się działo.

No i byli też czetnicy – zbudowani na bazie dawnych wojsk Królestwa SHS. Głównie działali w Serbii, ale również w innych częściach dawnej Jugosławii, w których społeczność serbska była większa. Na początku wojny byli bardzo aktywni. Również oni dokonywali zbrodni wojennych (głównie na terenie Chorwacji). Zaczęli jako ruch oporu wobec Niemców; później jednak współpracowali z siłami Osi, przede wszystkim z Włochami w Dalmacji przeciwko komunistycznym partyzantom. Ostatnie wielkie bitwy – jak bitwa na rzece Neretwa – czetnicy walczyli ramię w ramię z Włochami, Niemcami i ustaszami przeciwko bardzo już silnym partyzantom.

To był kocioł różnych armii operujących na terenie Jugosławii, mających różne interesy.

H: Jak widać, sytuacja była bardzo skomplikowana zarówno politycznie, jak i etnicznie. Wiemy, że arcybiskup Stepinac dość wcześnie – w listopadzie 1941 roku – zanotował: „Jeśli zwyciężą Niemcy, zapanuje okrutny terror i dokona się zagłada małych narodów. Jeśli zwycięży Anglia, przy władzy pozostaną masoni, Żydzi, a zatem królować będą w naszych krajach nieobyczajność i korupcja. Jeśli zwycięży Rosja, wówczas diabeł zdobędzie władzę nad światem i nastanie piekło”. Sprawa była beznadziejna dla małych narodów?

Zobacz też:   Czego pragnie chłopiec?

A: Tak, zwłaszcza jeśli patrzymy z perspektywy katolika, trzeźwo oceniającego te wszystkie reżimy, niepokładającego w nich nadziei.

Część pokładała nadzieję czy to w komunistach, czy w innych ugrupowaniach. Ale była to sytuacja skomplikowana, beznadziejna. Ta beznadzieja doprowadziła do bratobójczej wojny. Ludzie z tych samych miejscowości często stawali po różnych stronach i nawzajem się mordowali. Wciąż wielu ludzi pamięta te sprawy i dzielą się na potomków partyzantów i potomków ustaszy.

H: Jak w tej kłopotliwej sytuacji pod rządami ustaszy postępował arcybiskup Stepinac?

A: Trzeba przede wszystkim podkreślić, że jego podstawowe zadanie związane było z powołaniem biskupa i księdza, nie Chorwata. Przede wszystkim działał jako pasterz. Starał się być wiernym Kościołowi, jego nauce – wymogom moralnym wypływającym z tego.

Akceptował władzę. Która by to nie była – czy to serbska monarchiczna przed wojną, czy to ustaszowska w trakcie, czy komunistyczna po wojnie. Uznawał zasadę, że każda władza pochodzi od Boga. W ramach tego uczestniczył w różnych ceremoniach państwowych. Ale jak tylko zauważył, że jakieś prawa zostały naruszone, albo prawo moralne zostało naruszone, to występował przeciwko, tak jak mógł w danych okolicznościach.

I trzeba powiedzieć, że mało który biskup w Europie Środkowej występował przeciwko reżimowi nazistowskiemu i pronazistowskiemu, jak to czynił Stepinac. Czy to w kazaniach, czy to interweniując u władz w różnych sprawach, przekazując listy protestacyjne itd. Jego sposobem była wytrwałość, wierność, cierpliwość, ale też nieugięcie się przed krzywdą i niesprawiedliwością. I starał się robić to, co w danych okolicznościach był w stanie.

H: Wiemy, że ustasze akceptowali katolików i muzułmanów, również boszniackich muzułmanów. Natomiast tępili prawosławnych i żydów (głównie tych, którzy uciekli przed prześladowaniem z Rzeszy), dokonywali na nich zbrodni. Jakie było stanowisko i konkretne postępowanie arcybiskupa wobec innych grup wyznaniowych niż katolickie?

A: Warto doprecyzować, że ustasze prześladowali Żydów nie ze względów ideologicznych. Był to „przyjazny gest” skierowany do Niemców, co czyni tę zbrodnię może jeszcze gorszą. Zaoferowano cały jeden naród żyjący w Chorwacji dla zadowolenia swojego pana.

Jeśli chodzi o prawosławnych, to nie mieli problemu z samym prawosławiem, ale z faktem, że Cerkiew jest serbska. Reżim widział Cerkiew jako narzędzie polityczne Serbów. Przez to bardzo aktywnie ją prześladował.

Stepinac robił, co mógł, by pomóc zarówno Żydom, jak i Serbom. Wylicza się, że uratował prawie trzydzieści tysięcy osób. Poprzez Caritas, poprzez interwencje u władz, wspieranie inicjatyw charytatywnych, takich jak np. działalność Diany Budisavljević, starającej się ratować dzieci, przeważnie serbskie, które straciły rodziców w trakcie wojny. Ona podejmowała wysiłki, by wyciągać je z obozów, w których się znalazły, i wysyłać je do różnych rodzin, żeby te dzieci mogły przetrwać. Kluczowe było wsparcie Stepinaca, który wziął Budisavljević pod swoje skrzydła, czyniąc jej działalność legalną. Dzięki temu uratowano całą masę dzieci z obozów.

To tylko jeden z przykładów, których jest dużo. To też np. sprawa Polaków, kilkuset ludzi zbiegłych z Polski po ataku Rzeszy w 1939 r., którymi opiekował się arcybiskup. Jeden z księży duszpasterzujących im, ksiądz Majchrzak, napisał, że „nazwisko Stepinac będzie na zawsze wyryte złotymi literami w sercach wszystkich Polaków”. Niezależnie od wyznania i narodowości robił wszystko, żeby tych ludzi uratować.

H: Czy któraś ze stron, grup interesów w jakiś sposób groziła arcybiskupowi Stepinacowi? Albo może wywierano w jakiś inny sposób na niego nacisk, by zmiękczył swoją działalność?

A: Absolutnie. On jeszcze przed wojną był określany przez Niemców jako osoba wroga ich ideologii. Sam Ante Pavelić nienawidził Stepinaca, potwierdza to wiele źródeł. Slavko Kvaternik (minister obrony i naczelny dowódca) po wojnie stwierdził, że Pavelić nienawidził Stepinaca. Sam Pavelić tylko raz był na mszy w katedrze, bo go unikał. Jego córka kilka lat temu w wywiadzie też powiedziała, że jej ojciec nienawidził Stepinaca. Pomiędzy nimi cały czas było napięcie.

Pavelić wiedział, że Stepinac ma autorytet w narodzie. I tak ledwo utrzymywał władzę, miał wojnę domową, więc musiał się pokazywać jako ktoś katolicki, kto broni Kościoła. Nie mógł go tknąć, więc go ignorował na tyle, na ile mógł. Pisał nieraz do Rzymu z prośbą o odsunięcie Stepinaca, ale Stolica Apostolska się na to nie zgadzała.

H: Ustasze ostatecznie przegrali. Władzę za zgodą i z błogosławieństwem – chociaż dziwnie to brzmi w tym kontekście – Józefa Stalina przejął Josip Broz Tito i jego komuniści. W jaki sposób podeszli oni do kwestii chorwackiego Kościoła i do Stepinaca w 1945 roku i w kolejnych latach, kiedy stopniowo przejmowali władzę?

A: W czasie wojny komuniści zmiękczyli podejście do Kościoła, bo potrzebowali w swoich szeregach katolików. Przyjmowali nawet księży. Ale w miarę zbliżania się zwycięstwa – w ostatnich miesiącach wojny i po wojnie – zamordowali wielu kapłanów. To bardzo utrudniło stosunki. Jednak Stepinac uznał tę władzę, spotykał się z nią i pertraktował.

Celem komunistów było oddzielenie Kościoła chorwackiego od Stolicy Apostolskiej. Na początku naciski szły w tę stronę. Nie tykali wtedy jeszcze Stepinaca. Starali się od niego uzyskać zerwanie stosunków z Rzymem. Chcieli utworzyć narodowy Kościół chorwacki, nad którym mieliby kontrolę.

Stepinac absolutnie się na to nie zgodził i nie chciał tego akceptować. Kiedy zrozumieli, że nic z tego nie będzie, zaczęli myśleć o pozbyciu się go. Z kilku powodów. Miał zbyt silny autorytet, był dla nich zbyt wielkim problemem. Też dlatego, że blokował przejęcie Kościoła.

Kolejna sprawa to używanie takiego balansu przez Titę. On wiedział, że należy zachować równowagę między Serbami a Chorwatami, więc jeśli zrobił coś, co uderzyło w Serbów, to musiał zrobić to samo w stosunku do Chorwatów. Więc kiedy przywódca czetników Draža Mihailović został osądzony i rozstrzelany, to trzeba było też pozbyć się kogoś ze strony chorwackiej, żeby wyrównać.

Ale Pavelić uciekł. Więc pierwszą osobą z brzegu, która miała jakiś autorytet, był właśnie Stepinac. Dlatego został uwięziony i rozpoczął się jego proces sądowy.

H: Warto przypomnieć, że Ante Pavelić zginął parę lat później, w zamachu w Madrycie. Można powiedzieć, że wojował mieczem i od miecza zginął.

A: Dokładnie.

H: Stepinac został zasądzony na kilkanaście lat więzienia, ale ostatecznie spędził tam kilka lat. Z tym że po wyjściu parę lat spędził jeszcze w areszcie domowym – lub parafialnym – i po prostu zmarł. A jest ogłoszony męczennikiem. Jak byś to wyjaśnił?

A: Proces sądowy o współpracę z okupantem był oczywiście ustawiony. Nie przepuszczano świadków obrony (a tych świadków było dużo). Adwokat nawet nie miał możliwości porozmawiać z arcybiskupem.

Przez pięć lat w więzieniu bardzo pogorszył się jego stan zdrowia. Dlatego przeniesiono go do aresztu domowego. Spędził tam resztę życia – nigdy nie wyszedł na wolność. Był też problemem dla komunistów, bo również w więzieniu stanowił dla innych symbol sprawiedliwości. Władze stwierdziły, że jeśli wyjdzie na wolność, będzie im przysparzał jeszcze więcej kłopotów, wygłaszając kazania i odprawiając msze w katedrze. Dla ludzi już za życia był męczennikiem.

Dlatego systematycznie mocno go podtruwano. Jego przedwczesna śmierć była przyspieszona przez pobyt w więzieniu. W tym kontekście mówimy o męczeństwie Stepinaca.

H: Można powiedzieć, że jego kaźń była rozłożona na wiele lat.

A: Tak.

H: W pewnym sensie został rehabilitowany. Został beatyfikowany. Sabor [chorwacki parlament – przyp. red.] uchwalił jego rehabilitację w latach dziewięćdziesiątych. Z drugiej strony mamy symboliczne upokorzenia tej postaci po śmierci: odrzucenie przez Yad Vashem jego kandydatury do tytułu Sprawiedliwego wśród Narodów Świata czy wspomniane wstrzymanie kanonizacji przez papieża. Jak myślisz, kto jest w dzisiejszych czasach wrogiem bł. Stepinaca? Dla kogo jest niewygodny?

A: Wśród Chorwatów jego imię zostało naprawdę bardzo oczyszczone w ostatnich latach. Już nie ma prawdziwych zarzutów do Stepinaca z żadnej ze stron politycznych.

Natomiast pozostaje on osobą negatywną przede wszystkim w oczach narodu serbskiego. Jego imię jest w jakiś sposób wpisane w narodową martyrologię serbską. Serbska Cerkiew Prawosławna upiera się przy tym poglądzie. Co jest o tyle dziwne, że ta Cerkiew wie, jak system komunistyczny ją też traktował. Wie również o sfingowanych procesach; też doświadczyła tego wszystkiego. Jednak z powodów narodowo-politycznych podtrzymuje tę martyrologię.

Przede wszystkim więc te zarzuty są ze strony serbskiej. Stosunek z żydami jest różnoraki. Mamy przykłady również pozytywnego stosunku, jak np. Esther Gitman, żydówki, której rodzina mieszkała na tych terenach. Wróciła do Chorwacji, by badać losy swojej rodziny. Podczas swoich poszukiwań – nie mając żadnego powodu, żeby żywić do Stepinaca jakiekolwiek pozytywne uczucia – odkryła, że to on był osobą, która najbardziej żydom pomagała. Pisząc książki, jako historyczka, przyczyniła się do oczyszczenia jego imienia.

Yad Vashem jest specyficzne. To złożona kwestia stosunku niektórych środowisk żydowskich do historii państwa chorwackiego. Im jest ciężko przetrawić poparcie przez Stepinaca Niepodległego Państwa Chorwackiego. Ale powtórzmy: poparł nie reżim, a niepodległość Chorwacji – wtedy jeszcze nie wiadomo jakiej. I to na samym początku. Kierował się też katolickim nauczaniem o władzy. W rozumowaniu najbardziej nieprzejednanych środowisk Stepinac miał wziąć karabin i udać się do partyzantów. Jednak to nie była jego rola i powołanie. Pozostając pasterzem odpowiedzialnym za swoją diecezję, zrobił więcej, niż kiedykolwiek byłby w stanie zrobić, chwytając za broń.

Oprócz tych specyficznych kręgów padł ofiarą polityki wschodniej Watykanu. Słyszeliśmy ostatnio sporo dziwnych wypowiedzi, które budziły zakłopotanie wiernych rzymskokatolickich i greckokatolickich, jak również Patriarchatu Kijowskiego. One były rażące i niezrozumiałe – i właśnie wynikają z rozumienia przez Stolicę Apostolską ekumenizmu i pracy na jego rzecz.

Stepinac padł tego ofiarą. Uznano, że polepszenie stosunków z Serbską Cerkwią Prawosławną, a przez to z całym światem prawosławnym, jest ważniejsze, niż ogłoszenie go świętym.

H: Na zakończenie prosiłbym jeszcze o kilka zdań na temat tego, jakim duszpasterzem był Alojzy Stepinac. Jaką duchowością żył? Kim był jako człowiekiem wiary?

A: To była duchowość przede wszystkim oparta na Eucharystii i maryjności. To były dwa główne punkty. To była też duchowość bardzo zdyscyplinowana. To był człowiek ceniący posłuszeństwo, wytrwałość, cierpliwość. Akceptowanie sytuacji, w której człowiek się znajduje, i pozostanie wiernym. Był osobą poważną, wszyscy go jako takiego pamiętają. Bardzo skupiony, bardzo intelektualny i bardzo zdyscyplinowany wobec siebie. Zawsze widział swoje obowiązki – można nazwać to teologią obowiązku.

Wydaje mi się, że też trzeba dodać świadomość ludu, z którego wyrósł. Urodził się na wsi, rozumiał prosty lud i umiał mówić w sposób jasny, klarowny. Jak się patrzy na jego homilie, listy, to tam nie było olbrzymich, złożonych zdań, nad którymi teologowie muszą się pochylać. Bardzo prosty przekaz, ale i głęboki. Wierny nauce Kościoła. Całe jego nauczanie w jakiś sposób było powtarzaniem i utrwalaniem katechizmu. Twarde prawdy wiary, w prosty sposób tłumaczone, ale głębokie.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.