adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Prorok na współczesne czasy – ks. Franciszek Blachnicki

magazine cover

wikicommons_canva

W Polsce są trzy najbardziej znane osoby, które wywarły ogromny wpływ na Kościół w Polsce w XX wieku. To kolejno: Jan Paweł II, kard. Stefan Wyszyński i ks. Jerzy Popiełuszko. Pragnę w tym artykule przybliżyć jednak jeszcze inną ważną postać – proroka na współczesne czasy, ks. Franciszka Blachnickiego.

Sto lat temu, 24 marca 1921 r., w Rybniku przyszedł na świat Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki – założyciel Ruchu Światło-Życie, znanego szerzej jako ruch oazowy. 30 marca 2021 r. rocznicę tę upamiętnił Sejm RP, który w okolicznościowej uchwale napisał: „Sejm RP, doceniając Jego zasługi dla narodu polskiego, wkład w krzewienie cnót moralnych i opór przeciwko komunizmowi, oddaje hołd temu wielkiemu człowiekowi oraz składa cześć Jego pamięci”.

Dzieciństwo

Ksiądz Blachnicki był siódmym dzieckiem pielęgniarza Józefa Blachnickiego oraz Marii z domu Miller. Matka Franciszka od ślubu prowadziła gospodarstwo domowe i zajmowała się dziećmi. Była pracowitą, ciepłą i nade wszystko głęboko wierzącą osobą, która wychowywała swoje dzieci w duchu wiary oraz w oparciu o wartości religijne. Franciszek był mocno związany z matką, czego możemy się dowiedzieć dzięki listom pisanym z obozów i więzień podczas II wojny światowej. W jednym z nich składał mamie życzenia urodzinowe, pisząc o wdzięczności za dobroć i miłość, które od niej otrzymał. Maria zmarła 24 października 1942 r. po dłuższej chorobie.

Blachnicki miał ośmioro rodzeństwa: czworo braci i cztery siostry, z czego troje zmarło w dzieciństwie. Z rodzeństwem łączyła go więź oparta na serdeczności i wzajemnej życzliwości. Byli dla siebie zawsze oparciem i pomagali sobie w wielu sytuacjach. Można więc powiedzieć, że atmosfera domu rodzinnego, szczególnie w okresie dzieciństwa i młodości Blachnickiego, wywarła pozytywny wpływ na kształtowanie się jego osobowości.

Został ochrzczony w kościele Matki Boskiej Bolesnej w Rybniku kilkanaście dni po urodzeniu – 3 kwietnia 1921 roku. Otrzymał wtedy imiona Franciszek Karol.

Okres dorastania

W okresie dorastania szczególny wpływ na Franciszka miało środowisko, w szczególności życie szkolne oraz harcerstwo. Szkoły, do których uczęszczał Franciszek, utrzymywały przyzwoity poziom edukacji. Ponieważ często się przeprowadzał, do szkoły podstawowej uczęszczał kolejno w Orzeszu i w Tarnowskich Górach. W tym ostatnim mieście ukończył później gimnazjum ogólnokształcące. Środowisko harcerskie było natomiast miejscem, gdzie uczył się samowychowania oraz współpracy z rówieśnikami. Na zawsze pozostał wierny ideałom, które mu zaszczepiono w tym okresie, w szczególności: patriotyzmowi, stawaniu sobie wysoko poprzeczki, abstynencji od alkoholu i tytoniu. Te wartości później sam przekazywał swoim wychowankom jako duszpasterz.

W wieku jedenastu lat przystąpił do Pierwszej Komunii Świętej. Miało to miejsce 3 kwietnia 1932 roku w kościele pw. śś. Piotra i Pawła w Tarnowskich Górach. W tym czasie Franciszek przejawiał cechy przywódcze i potrafił gromadzić wokół siebie dzieci. Był chłopcem dynamicznym, pełnym inicjatyw, zawsze z wieloma pomysłami i propozycjami zabaw. Do ulubionych należały wspinaczki po drzewach. Sam o sobie Franciszek później pisał, że w dziecięcych latach lubił samotność, zamykanie się w swoim świecie dziecięcych marzeń i fantazji. Marzył o dokonaniu wielkich czynów dla dobra ludzkości.

W wieku szesnastu lat Blachnicki uważał się za człowieka niewierzącego. W gimnazjum nie przyjął sakramentu bierzmowania. Czuł się niewierzący, ale uczestniczył w mszach i spowiedziach szkolnych ze względu na troskę o swoich kolegów. Jego niewiara nie była skutkiem oddziaływania z zewnątrz. Osobiście doszedł do poglądu, że nie wierzy i nie przeżywa niepokoju wewnętrznego.

W następnych latach zaczął prowadzić dziennik Czymże jest prawda? (są to słowa, które Piłat powiedział do Jezusa – J 18, 38). To tam zapisywał swoje duchowe przeżycia, które towarzyszyły mu na drodze do prawdy. Po latach tłumaczył, że przeżywany przez niego kryzys miał swoją przyczynę w tym, że jego wiara była oparta na praktykach i tradycji, nie zaś na żywym doświadczeniu Boga.

Opatrzność Boża 

W dzieciństwie Blachnicki przeżył dwa dramatyczne wydarzenia, które sam później określił jako opatrznościowe. Pierwsze miało miejsce w pobliżu domu, gdzie mieszkała rodzina Blachnickich, a gdzie toczyły się bitwy w czasie trzeciego powstania śląskiego. W pewnym momencie powstańcy przyszli, aby ewakuować mamę ks. Blachnickiego wraz z dziećmi. Z powodu zabiegania i pod wpływem silnych emocji kobieta zapomniała o Franciszku, który spał w kołysce. Kiedy grupa znalazła się poza linią frontu, Maria nagle stwierdziła, że brakuje najcenniejszego „drobiazgu”. Wtedy jeden z powstańców odważył się wrócić po dwumiesięczne dziecko, mimo że na owym terenie toczyły się już ciężkie bitwy.

Następny moment, w którym Blachnicki otarł się o śmierć, miał miejsce w Orzeszu. Jako sześcioletni chłopiec, w trakcie zabawy ze swoim bratem Ernestem, wpadł do zbiornika nieczystości, uderzył się w głowę i stracił przytomność. Brat nie wiedział, co w takiej sytuacji zrobić. Na szczęście niedaleko znajdowała się szosa, a jakiś przechodzący obok chłopak zorientował się, co się dzieje i od razu pobiegł po pomoc do szpitala. Dozorca szpitalny przyszedł natychmiast, wyciągnął Franciszka ze zbiornika i zaniósł do szpitala. Natychmiastowa operacja uratowała mu życie. Pod tlenem leżał nieprzytomny przez trzy dni, a przez następnych kilka tygodni goiła się rana głowy. Blachnicki nazwał później to wydarzenie „pierwszym ocaleniem”.

Okres wojskowy

Blachnicki pragnął służyć ojczyźnie, co uwidoczniło się w jego planach studenckich. Po maturze, którą zdał w maju 1938 roku, zgłosił się, by odbyć zasadniczą służbę wojskową. Ze względu na młody wiek otrzymał odroczenie. Nie chcąc czekać, zgłosił się jako ochotnik. W sierpniu 1938 odbył miesięczną służbę pracy w Siódmym Batalionie Junackich Hufców Pracy Dwudziestej Kompanii. Czynną służbę odbył w sierpniu 1938 roku na kursie podchorążych rezerwy w Dwudziestej Trzeciej Dywizji Piechoty w Katowicach. W tamtym okresie w swoich notatkach pisał także o religii katolickiej, którą uważał – wciąż jako człowiek niewierzący – za piękną, dobrą i pożyteczną dla ludzkości.

Wojsko postrzegał jako najlepszą szkołę charakteru i samodyscypliny. Zdecydował, że pobyt w nim potraktuje jako sposobność do dążenia do doskonałości. Pragnął ukończyć szkołę podchorążych jako najlepszy uczeń, choć nie było to dla niego łatwe zadanie. Postanowieniu był wierny przez cały okres szkolenia. Często bywał jednak roztargniony i nie przykładał dużej wagi do wyglądu zewnętrznego. Nie miał również odpowiednich predyspozycji fizycznych. Ostatecznie ćwiczenia ukończył z wyróżnieniem na czternastym miejscu.

Choć osiągnął niższą pozycję, aniżeli chciał, to i tak uważał, że osiągnął sukces. Taka postawa samodoskonalenia oraz pracy nad sobą towarzyszyła mu przez całe życie i niejednokrotnie pozwalała mu pokonywać największe przeciwności.

Wybuch drugiej wojny światowej 

Po złożeniu przysięgi wojskowej przez Franciszka wybuchła druga wojna światowa. Blachnicki przebywał w Jedenastym Pułku Piechoty w Tarnowskich Górach i wziął udział w kampanii wrześniowej. 20 września 1939, po ostatecznym rozbiciu w bitwie pod Tomaszowem Lubelskim, dostał się do niewoli niemieckiej, skąd później uciekł, by iść w kierunku Śląska. 2 października 1939 roku dotarł do Tarnowskich Gór. Po latach, podczas wystąpienia na KUL-u, odniósł się do tych wydarzeń, stwierdzając, że „wiara w Boga pozwala kierować się normami moralnymi nawet w tak ekstremalnych warunkach. Wolność, którą daje Chrystus, sprawia, że nie trzeba ulegać tłumom, jak to zwykle bywa w napadzie paniki” (Adaszyńska-Blacha A., Mazur D., Ks. Franciszek Blachnicki Biografia i wspomnienia, 2016, s. 13).

Po powrocie do Tarnowskich Gór rozpoczął działalność konspiracyjną. W niedzielę 27 kwietnia 1940 roku w Zawichoście koło Sandomierza, gdzie pracował jako pomocnik ogrodnika w szkole i internacie, został aresztowany i przewieziony do więzienia w Tarnowskich Górach.

Następnie wraz z grupą dwudziestu innych tarnogórzan, 24 czerwca 1940 roku, przybył do obozu koncentracyjnego Auschwitz, gdzie otrzymał numer obozowy 1201. To tam przebywał przez kolejne 14 miesięcy swojego życia, choć teoretycznie żaden osadzony nie miał prawa przeżyć dłużej niż trzy miesiące. „Pobyt w Auschwitz był dla niego pełen dramatycznych przeżyć. Po latach wspominał, że praktycznie każdego dnia musiał liczyć się z tym, że może zostać zamordowany. Odkrył wówczas, jak niewiele wspólnego z życiem miało to chrześcijaństw, które przyjął wraz z rodzinnym i szkolno-harcerskim wychowaniem. Jego chrześcijańsko-humanistyczne ideały okazały się niewystarczające w tak granicznej sytuacji” (Wodarczyk A., Prorok Żywego Kościoła, 2008, s. 69).

Dalsze uwięzienie 

Po ponad rocznym przebywaniu w obozie koncentracyjnym w Auschwitz 19 września 1941 Blachnicki podpisał oświadczenie o milczeniu na temat obozu. Został wtedy przewieziony do więzienia śledczego w Zabrzu, a później – 6 stycznia 1942 roku – do sądowego więzienia śledczego w Katowicach. To w tym ostatnim więzieniu rozegrały się najważniejsze wydarzenia w życiu Blachnickiego. To, co potem nastąpiło, było konsekwencją tego momentu. Podczas procesu wygłosił przygotowaną mowę obronną ze świadomością, że nie może liczyć na adwokata. Dowodził, że podejmowane przez niego działania wynikały z młodzieńczego idealizmu i nie mogły zagrozić Trzeciej Rzeszy. Mimo to zapadł wyrok śmierci. Franciszek trafił wtedy na oddział B-1 przeznaczony dla skazańców oczekujących na egzekucję.

W tym czasie obowiązywało prawo pruskie mówiące, że jeśli wyroku śmierci nie wykona się w czasie dziewięćdziesięciu dziewięciu dni, to automatycznie zmieniany on jest na karę więzienia. Do tej pory nie wiadomo, dlaczego nie wykonano wyroku na Franciszku.

Ułaskawienie dla Blachnickiego podpisano 6 sierpnia 1942 roku w Ministerstwie Sprawiedliwości w Berlinie. Wiadomość tę otrzymał 14 VIII 1942 roku, tj. w dniu, w którym przypadała pierwsza rocznica śmierci o. Maksymiliana Kolbego w Auschwitz. Blachnicki po wojnie zapoznał się z biografią o. Maksymiliana i bardzo mocno przeżył tę zbieżność dat. Wierzył, że przeżył, aby kontynuować wizję przyszłego świętego.

Karę śmierci zamieniono mu na dziesięć lat ciężkiego więzienia do odsiedzenia po zakończeniu wojny, zaś do jej zakończenia miał przebywać w obozach pracy. Jego ułaskawienie od kary śmierci jest jednym z zaledwie dwóch takich przypadków. Przez następne lata, aż do 17 kwietnia 1945, kiedy to został uwolniony przez armię amerykańską, przebywał w hitlerowskich obozach i więzieniach w Raciborzu, Rawiczu, Börgermoor, Zwickau i Lengenfeldzie.

Warto też dodać, że w tym okresie w październiku 1942 roku po długiej chorobie zmarła matka Franciszka, który był jej ukochanym synem. O jej śmierci dowiedział się on dopiero miesiąc później. Tak pisał wówczas, gdy był już osobą wierzącą: „Spodobało się Bogu zabrać do siebie naszą kochaną Mamę. Niech się dzieje Jego wola! Z tymi słowami przyjąłem tę bolesną wiadomość” (Blachnicki F., Wyroki Bożej Opatrzności. Listy z czasów wojny, 2003, s. 127).

Największe wydarzenie w życiu

Pomimo deklarowanej jeszcze niewiary w trakcie pobytu w więzieniu jego postawa uległa zmianie. 17 czerwca 1942 roku w celi śmierci nastąpiło największe wydarzenie w jego życiu, jak to sam później określił – czyli nagłe, cudowne nawrócenie na wiarę. To wtedy przyjął Chrystusa jako Pana i Zbawiciela, oddając całe życie na Jego służbę. Tak o tym napisał: 

„Stało się to nagle, w jednej sekundzie. Gdy w kąciku celi czytałem książkę o treści religijnej (nawet specjalnie mnie nie interesowała), nagle jedno zdanie mnie poruszyło. Tam było napisane, że w człowieku oprócz duszy i ciała istnieje duch, coś pośredniego między ciałem i duszą. Ten duch może jak gdyby rozwinąć się albo w kierunku ciała i materii, wtedy człowiek żyje tak, jakby samą materią, albo w kierunku duszy, wtedy człowiek staje się duchowy. W tym momencie wstałem z miejsca, zacząłem chodzić po celi i powtarzać sobie ciągle: wierzę, wierzę, wierzę. Nie wiedziałem jeszcze, w co wierzę. Potem starałem się z czymś porównać to przeżycie. To było tak, jakby ktoś w ciemnej celi przekręcił kontakt. Nagle zalało ją światło, ale jeszcze nie widzę poszczególnych przedmiotów. Na razie tylko światło, ale potem w tym świetle poznaję różne przedmioty. Dlaczego to zdanie – samo bez znaczenia – było dla mnie takie kluczowe? Doświadczenie obozu było dla mnie przeszkodą, uznałem, że człowiek, który umiera i tak żyje, nie może mieć duszy, nie może być istotą nieśmiertelną. Dlatego właśnie to zdanie było kluczem. W jakiś sposób dla mojego umysłu okazało się możliwe, że może być inaczej, a to, co się stało, nie było spowodowane niczym zewnętrznym. Po prostu, Panie, Ty przyszedłeś, przywróciłeś mi wzrok” (Blachnicki F., On przywrócił mi wzrok, 2011, s. 12-13).

W dzienniku duchowym w 1961 roku Blachnicki opisywał swoje przeżycia z celi śmierci. Okazuje się, że wydarzenie miało miejsce w trakcie lektury książki, w której znajdowały się obszerne fragmenty Ewangelii, głównie Kazania na Górze. Wtedy właśnie Franciszek odkrył nagle, że istnieje miłość absolutna, zupełnie bezinteresowna. Zrozumiał także, że Bóg kocha go i że to właśnie Boża miłość jest odpowiedzią na pytanie o cel w życiu.

Okres drugiej wojny światowej stanowił więc dla Blachnickiego czas nie tylko dramatycznych przeżyć, ale także duchowej przemiany. Pod wpływem bolesnych doświadczeń w celi śmierci przeżył nawrócenie, które zaowocowało głęboką wiarą w jego dalszym życiu. Wszystkie przeżycia z tego czasu przyczyniły się do tego, że odkrył w sobie powołanie kapłańskie, które postanowił zrealizować po zakończeniu wojny.

Seminarium

17 października 1945 roku Blachnicki wstąpił do Śląskiego Seminarium Duchownego w Krakowie. Po trzecim roku studiów, podczas wakacji, zmarł jego ojciec Józef, co Franciszek przyjął z wielkim spokojem. Swoją postawą wpłynął zresztą na resztę rodzeństwa, pomagając im ufnie i z wiarą przyjąć wolę Bożą.

Jako kleryk podczas formacji seminaryjnej miał wielkie nabożeństwo do Serca Jezusowego. Duży wpływ na jego rozwój duchowy miały m.in. dzieła Piotra Semenenki Życie wewnętrzne i Wilhelma Szymbora Przewodnik dla alumnów seminariów duchownych. Korzystał także z innych dzieł, m.in. św. Ludwika Marii Grigniona de Montfort. Myśli tego świętego wpłynęły przede wszystkim na jego pobożność maryjną. Blachnicki pielęgnował w sobie również nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. Już wtedy pozostawał pod wpływem dzieł o. Maksymiliana Kolbego. 16 września 1947 roku, jako alumn, wstąpił do Rycerstwa Niepokalanej. W czasie studiów czytał bowiem regularnie „Rycerza Niepokalanej”, a z najważniejszych idei teologicznych przyjął przekonanie o tym, że Maryja jest wszechpośredniczką łask.

Prezbiter inny niż wszyscy 

Po pięciu latach formacji w seminarium przyjął święcenia kapłańskie. Dokładnie miało to miejsce 25 czerwca 1950 r. w prokatedrze śś. Piotra i Pawła w Katowicach i dokonało się z rąk bpa Stanisława Adamskiego. Na swoim obrazku prymicyjnym umieścił fragment z Ewangelii św. Łukasza: „I wezwawszy dwunastu Apostołów, dał im władzę i wysłał ich, aby głosili Królestwo Boże” (Łk 9, 1-2). Następnego dnia udał się do Częstochowy, gdzie odprawił swoją prymicyjną mszę świętą przy obrazie Matki Boskiej Częstochowskiej.

Po wyzwoleniu od okupanta niemieckiego i zakończeniu drugiej wojny światowej przyszedł okres nowego zniewolenia, jakim był komunizm. W tym to czasie przyszło ks. Blachnickiemu pracować kolejno na placówkach parafialnych w Tychach, Borowej Wsi, Łaziskach Górnych, Cieszynie i Bieruniu Starym. W tych parafiach zebrał bogate doświadczenia, które zapoczątkowały jego poszukiwania mającym na celu odnowę metod pracy duszpasterskiej.

Na pierwszej placówce, w której pracę rozpoczął 1 września 1950 roku, jedyną grupę duszpasterską w parafii stanowili ministranci. W przeciągu dwóch lat posługi w Tychach udało mu się stworzyć ponad stuosobowy zespół ministrantów, a także elitarną grupę dziecięcą o nazwie Chór Liturgiczny. Ministrantów podzielił na mniejsze grupy względem stopnia określającego zadania w liturgii: od kandydata po ceremoniarza. Chłopcy, którzy ukończyli osiemnasty rok życia, mogli się zaangażować w Scholę Seniorów.

Ksiądz Blachnicki opracował także Dziesięć przykazań ministranta, które wzorował na dziesięciu punktach prawa harcerskiego. Akcentował w nich postawę służby względem Chrystusa i czci Matki Boskiej oraz abstynencję od alkoholu i tytoniu.

Dorota Seweryn, późniejsza współpracowniczka księdza, tak wspomina księdza wikariusza z Tychów: „Inaczej się zachowywał, inaczej się zapatrywał na wszystko, inaczej rozmawiał, inaczej podchodził do wszystkich funkcji, jakie do tej pory księża spełniali, i w jaki sposób je spełniali” (Terlikowski T., Biografia Franciszek Blachnicki. Ksiądz, który zmienił Polskę, 2021, s. 125).

Przed aresztowaniem prymasa Stefana Wyszyńskiego komuniści wypędzili z Katowic ordynariusza Stanisława Adamskiego i biskupów pomocniczych. Ksiądz Blachnicki zaangażował się wtedy w działanie tzw. tajnej kurii. Nie uznał on nowo mianowanego przez władze komunistyczne wikariusza kapitulnego ks. Jana Piskorza. Nie zgodził się także z przyjęciem przez redakcję „Gościa Niedzielnego” ideologii tzw. katolików świeckich (koncesjonowanej grupy „PAX”), wobec czego zaprzestał publikowania w tym czasopiśmie. Podobnie uczynił po przejęciu przez „PAX” „Tygodnika Powszechnego”. Blachnicki zbojkotował synod zwołany przez ks. Piskorza bez zgody papieża. Zapłacił za to wysoką cenę, którą okazało się wydalenie z diecezji. Wyjechał wówczas do Niepokalanowa. Tam zapragnął wstąpić do ojców franciszkanów. Jeden z zakonników odradził mu jednak ten zamiar, mówiąc, że w zakonie nie wytrwa w posłuszeństwie. Zrezygnował więc ze swoich planów.

W Niepokalanowie jeszcze bardziej szczegółowo zapoznał się z historią życia o. Maksymiliana Marii Kolbego, z jego nauczaniem i duchowością, a także z zasadami funkcjonowania założonego przez niego klasztoru. Blachnicki zaczął na nowo i w pełni rozumieć tytuł Niepokalanie Poczętej i uznał go za tytuł uprzywilejowany. Po roku wrócił natomiast do diecezji z ideą stworzenia „śląskiego Niepokalanowa”.

Oaza Dzieci Bożych

Rekolekcje oazowe były efektem poszukiwań ks. Blachnickiego i jego pragnienia, aby Ewangelia stawała się bardziej przystępna dla dzieci i młodzieży. Na początku kuria diecezjalna, zauważając jego sukcesy w pracy z ministrantami, zleciła mu przeprowadzenie rekolekcji zamkniętych. Pierwsze z nich odbyły się w Kokoszycach i w Lublińcu latem 1951 r. Były one nietypowe, inne od wszystkich – ks. Blachnicki skorzystał bowiem z doświadczeń harcerskich. Nie funkcjonowały jeszcze one jednak jako rekolekcje oazowe, choć sam ks. Franciszek uznał je za początek kształtowania tego, co później nazwał „metodą oazy”. Następne rekolekcje miały miejsce rok później w Rybniku i były rozwinięciem doświadczeń z roku 1951 r. Wtedy pierwszy raz w nauczaniu ks. Blachnickiego pojawiło się pojęcie oazy, choć ciągle nie można mówić jeszcze o rekolekcjach oazowych.

Zobacz też:   Żołnierz, kapłan i antykomunista

W 1954 r. ks. Blachnicki zorganizował pierwszą oazę. Były to po prostu rekolekcje dla ministrantów z Rydułtów, w których mieściła się jego ówczesna parafia. Była to pierwsza Oaza Dzieci Bożych. Zorganizował ją w Bibieli, nieopodal Tarnowskich Gór. Właśnie te rekolekcje uważa się za początek ruchu oazowego. Rok 1955 to natomiast oaza w Stryszawie – uczestniczyli w niej ministranci nie tylko z aktualnej, ale również z poprzednich parafii – Cieszyna, Tychów i Rydułtów.

W 1956 ks. Blachnicki przebywał w Niepokalanowie, wydalony poza diecezję. Można było więc przypuszczać, że nie będzie miał czasu ani możliwości, by zorganizować oazę. Takowa odbyła się jednak w Koniakowie.

Od listopada 1956 roku ks. Franciszek pracował w kurii diecezjalnej w Katowicach. Następnie podjął nowe dzieło Krucjaty Wstrzemięźliwości. Mimo ogromu nowych obowiązków, które przebyły ich pomysłodawcy, oazy wciąż trwały i prężnie się rozwijały. W 1957 r. stały się oficjalną metodą rekolekcji chłopięcych w diecezji katowickiej. W tym samym roku pojawiły się oazy dla dorosłych, a w 1958 r. powstała także pierwsza oaza dla dziewcząt.

W marcu 1961 r. ks. Blachnicki został aresztowany za nielegalne wydawanie druków oraz „rozpowszechnianie fałszywych wiadomości o rzekomym prześladowaniu Kościoła w Polsce”. W komunistycznym więzieniu spędził cztery miesiące i jeszcze tego samego roku zaczął studiować oraz pisać pracę licencjacką na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. W takiej sytuacji zaprzestanie działalności rekolekcyjnej mogłoby się wydawać rzeczą naturalną. Ksiądz Blachnicki jednak pisał swoją pracę na temat samej oazy. Jej tytuł brzmiał: Metoda przeżyciowo-wychowawcza dziecięcych rekolekcji zamkniętych. W 1963 r. w Szlachtowej k. Szczawnicy poprowadził pierwszą oazę dla dziewcząt ze szkół średnich. Odtąd oazy odbywały się co roku, obejmując coraz większą liczbę osób z różnych grup wiekowo-stanowych. Przez ten czas z oazami miało kontakt kilka milionów młodych Polaków. Grupy oazowe działały w parafiach całej Polski, a to wpędzało aparatczyków władzy socjalistycznej we wściekłość, ponieważ ks. Blachnicki odbierał im tym samym monopol na wychowanie młodzieży.

Krucjata Trzeźwości

Nazwa „krucjata” miała nawiązywać do tradycji chrześcijańskich wypraw wojennych, których celem była obrona jakiegoś terenu lub wyrwanie go spod władzy wroga. W tym przypadku chodziło o walkę o trzeźwość. Punktem wyjścia dla ks. Blachnickiego była treść Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego. Odwoływał się on wówczas do ks. Ficka i ks. Kapicy, czyli dwóch działaczy, którzy za swojego życia angażowali się w tę sprawę. Krucjata Trzeźwości powstała w 1957 roku. Nie było to stowarzyszenie czy organizacja, lecz ruch mający na celu było uwolnienie człowieka od jego uzależnień, przede wszystkim od uzależnienia alkoholowego, poprzez zawierzenie Jezusowi Chrystusowi. 

W czterdziestą rocznicę objawień fatimskich, 13 października 1957, podobnie jak jego mistrz i nauczyciel duchowy o. Maksymilian, ks. Franciszek wydał pierwszy numer gazety pod tytułem „Niepokalana Zwycięża”. Był to dwutygodnik poświęcony działalności Krucjaty Trzeźwości. Tytuł ten nawiązywał do „Rycerza Niepokalanej” o. Kolbego. 

W sierpniu 1958 roku zmieniono nazwę na Krucjatę Wstrzemięźliwości, co także łączyło się z szerszą skalą działalności ruchu. Poza pracą na rzecz trzeźwości narodu podejmowano także starania w kierunku ochrony życia poczętego, promowania kultury skromności oraz zwalczania pornografii i prostytucji.

W działalności ks. Blachnickiego pomocą byli mu inni ludzie, w szczególności młode kobiety, które towarzyszyły mu od czasu pracy wikariuszowskiej w parafii w Tychach. Rozeznały one, że chcą założyć wspólnotę i służyć Kościołowi na Śląsku. To był początek istnienia Zespołu Niepokalanej, który później zmienił nazwę na Instytut Niepokalanej Matki Kościoła.

Dynamicznie rozwijająca się Centrala Krucjaty Wstrzemięźliwości od początku wzbudzała niechęć władz komunistycznych. Obawiały się one, że nie poprzestanie ona na typowej działalności przeciwalkoholowej, ale będzie dążyła do stworzenia ruchu religijnego skupiającego elity. Dlatego 29 sierpnia 1960 roku Służby Bezpieczeństwa zlikwidowały Centralną Krucjatę Wstrzemięźliwości, w której działało już około tysiąca parafii i która skupiała około stu tysięcy dorosłych.

15 marca 1961 roku aresztowany został sam ks. Blachnicki za „rozpowszechnianie nieprawdziwych wiadomości o rzekomym prześladowaniu Kościoła w Polsce”, ponieważ napisał on memoriał, w którym zawarł prawdę o tym, jak zlikwidowano centralę Krucjaty. Dodał też swoją opinię na temat tego, co on o tym sądzi, po czym rozesłał dokument pocztą do księży biskupów i świeckich działaczy Krucjaty Wstrzemięźliwości w diecezjach. Blachnickiego osadzono wówczas w centralnym więzieniu karnym w Katowicach, w tym samym gmachu, w którym czekał na wyrok śmierci w 1942 roku. Próbował dowodzić swojej niewinności. Podobnie jak poprzednio, uznano go jednak za winnego i skazano na dziesięć miesięcy w zawieszeniu. Potem mawiał, że „więzienie to rekolekcje”, mając na myśli, że pobyt za kratami wykorzystał na pracę nad sobą.

Z tamtego czasu zachowała się również pewna anegdota. Dorota Seweryn opisała, że gdy ks. Franciszka zamknięto w celi, w której przebywał już inny więzień, ksiądz zapytał go: „Za co siedzisz?”, na co ten odpowiedział: „Za wódkę. A ty za co?”. „Też za wódkę”, odparł wtedy ks. Blachnicki (por. Seweryn D., Nasze korzenie. Wspomnienia i świadectwo, 2019, s. 181).

Naukowiec i duszpasterz

Jak doszło do tego, że ten czterdziestoletni kapłan, który opuścił areszt w Katowicach, rozpoczął studia teologiczne? Dlaczego biskup zdecydował się posłać ks. Blachnickiego na studia w takim wieku? Powodem było przede wszystkim pogłębienie życia duchowego i rozwinięcie myśli leżących u podstaw jego działalności duszpasterskich. Już przed uwięzieniem pragnął napisać podręcznik dla ruchu trzeźwościowego. Studia rozpoczął w 1961 roku. Egzamin licencjacki obronił w 1962. W 1963 roku Blachnicki rozpoczął pierwszy rok studiów doktoranckich, które uwieńczył sukcesem w 1965 roku. Temat jego rozprawy brzmiał: Pośrednictwo zbawcze Kościoła w ujęciu Franciszka Ksawerego Arnolda. W tym okresie działalności akademickiej napisał około stu publikacji naukowych i popularnonaukowych

Opisując działalność ks. Blachnickiego w omawianym czasie, warto wymienić kilka ważnych sprawowanych przez niego wówczas funkcji. Był on bowiem członkiem Rady Duszpasterskiej Diecezji Katowickiej, wykładał teologię pastoralną w Wyższym Śląskim Seminarium Duchownym w Krakowie, został członkiem Komisji Episkopatu Polski ds. Trzeźwości, a później także Komisji ds. Rodzin. W 1967 został natomiast nominowany na Krajowego Duszpasterza Służby Liturgicznej. Otrzymał wtedy możliwość prowadzenia formacyjnej działalności na skalę ogólnopolską z mandatu Episkopatu Polski. W rezultacie uzyskał możliwość wywierania wpływu na życie religijne w całym kraju.

Reformator liturgiczny

Lata 1964-1980 stały się dla ks. Blachnickiego także okresem ożywionej działalności w ramach odnowy po soborze watykańskim II. Zainicjował on wtedy wydawanie „Biuletynu Odnowy Liturgii”. Zaczął także organizować sympozja liturgiczne. Za aprobatą kard. Stefana Wyszyńskiego i kard. Karola Wojtyły realizował stworzony przez siebie program Studium Formacji Pastoralno-Liturgicznej. Z jego inicjatywy powołano zespół liturgistów, który miał zająć się wprowadzeniem reformy odnowy liturgicznej. 

Wzmożona aktywność ks. Blachnickiego nie mogła obyć się bez utrudnień ze strony władz państwowych. Jednym z nich było uniemożliwienie mu wyjazdów zagranicznych. Trudny moment stanowiło także uzyskanie przez ks. Blachnickiego habilitacji. Mimo że po zakończonym kolokwium, które odbyło się 13 kwietnia 1973 roku, uznano jego dorobek naukowy oraz samą pracę habilitacyjną za wykraczającą poza dotychczasową wiedzę, z przyczyn politycznych nie otrzymał tytułu. Na jego przykładzie widać także, jak bardzo KUL był inwigilowany przez władze, które utrudniały zdobywanie stopni akademickich naukowcom uznawanym za antykomunistycznych. Na znak protestu w 1976 roku ks. Blachnicki zrezygnował z pracy na KUL-u i z działalności naukowej w ogóle, by zaangażować się w pełni w rozwijający się coraz dynamiczniej Ruch Światło-Życie, a także podejmować wiele innych zadań oraz inicjatyw.

Ruch Żywego Kościoła

Ruch Żywego Kościoła powstał w 1969 roku (wcześniej – od 1963 roku – odbywały się tylko rekolekcje oazowe). Już w pierwszym roku w dwudziestu sześciu grupach różnego typu przeżywało rekolekcje sześćset pięćdziesiąt osób. Wówczas, pod wpływem Soboru Watykańskiego II, zrodziła się w oazach idea „Żywego Kościoła”. Polegała ona na przeżywaniu i doświadczaniu Kościoła nie jako skostniałej instytucji, lecz jako osobowego spotkania z Chrystusem w słowie i sakramencie oraz w braterskiej wspólnocie. Właśnie te aspekty zaczęły się coraz wyraźniej zarysowywać jako istotne cele rekolekcji oazowych. Pragnienie kontynuowania tego przeżycia w małych grupach powracających do swoich parafii dało początek Ruchowi Żywego Kościoła. Każdy z uczestników – i to była realna nowość Oaz Żywego Kościoła roku 1969 – miał piętnaście minut dziennie poświęcić na osobistą modlitwę przed Najświętszym Sakramentem (zwaną „Namiotem Spotkania”).

Specyficzną metodą Ruchu stała się także oaza rekolekcyjna – piętnastodniowe zamknięte rekolekcje przeżyciowe, dzięki którym uczestnicy we wspólnocie Kościoła doświadczają życia dziecka Bożego. Wzorce te należało później przenieść do zwyczajnej codzienności.

Ruch Światło Życie

W roku 1976 ks. Blachnicki zwołał w Krościenku pierwsze spotkanie Krajowej Kongregacji Odpowiedzialnych Ruchu Żywego Kościoła. W czasie tego spotkania została podjęta decyzja o zmianie nazwy z Ruchu Żywego Kościoła na Ruch Światło-Życie. 

Przesłanie nazwy miało wskazywać na słowa „światło” (gr. ΦΩΣ – czyt. fos) i „życie” (gr. ΖΩΗ – czyt. zoe). Wyrazy te, nachodząc na siebie w miejscu litery Ω, czyli omega, stworzyły kształt krzyża greckiego symbolizującego Ducha Świętego. Na tym spotkaniu podkreślono także maryjność Ruchu. To właśnie Maryi Niepokalanej Matce Kościoła zawierzył Ruch kard. Karol Wojtyła. Stało się to 11 czerwca 1973 r., w Centrum Oazy w Krościenku nad Dunajcem, a wydarzenie to Ruch uznaje za swój akt konstytutywny.

Następnie, w latach siedemdziesiątych, nastąpił rozwój Ruchu Światło-Życie. Objął on wszystkie grupy i diecezje w Polsce. Była to realizacja zamierzeń ks. Blachnickiego opisanych w dzienniku: „Dziś wieczorem na modlitwie otrzymałem łaskę poznania cudownych dróg, jakimi prowadził mnie Pan w trzydziestu latach od mojego nawrócenia. Trzydzieści lat darowanych życia. Czy były to lata zmarnowane? Mimo ogromu moich niewierności – Pan przygotował sobie narzędzie. Całe te lata – to dojrzewanie i gromadzenie charyzmatów! Jest ich ogrom! Ale to przeraża: teraz musi się zacząć okres oddawania charyzmatów Kościołowi! One nie mogą być zmarnowane! Teraz muszę błagać o jeden charyzmat: charyzmat ognia, który by zapalił przygotowany stos!” (Blachnicki F., Widziałem kościół Żywy. Dziennik podróży 1971, Archiwum Instytutu Niepokalanej Matki Kościoła, Krościenko-Lublin, pisma niedrukowane, teczka nr 1, s. 17).

Trzeba dodać, że w latach siedemdziesiątych część biskupów krytycznie odnosiła się do inicjatyw ks. Blachnickiego. Obawiali się przede wszystkim, że Ruch może rozbijać duszpasterstwo parafialne i podważać hierarchiczną strukturę Kościoła. Niektórych niepokoiły bliskie kontakty ks. Blachnickiego ze środowiskiem zielonoświątkowców. Dystansu w stosunku do oazy nie ukrywał także kard. Stefan Wyszyński. W takich to warunkach Ruch Światło-Życie mógłby zakończyć działalność, gdyby nie wsparcie kard. Karola Wojtyły. On jako jeden z nielicznych hierarchów w Polsce docenił znaczenie wizji ks. Blachnickiego. Wojtyła, zauroczony klimatem wspólnoty oazowej, przeżywał swoje rekolekcje w Krościenku nad Dunajcem, skąd wyniósł wiele pozytywnych doświadczeń. One właśnie przyczyniły się do tego, że w czasie pontyfikatu Jana Pawła II powstała inicjatywa zorganizowania Światowych Dni Młodzieży.

Dalsze lata po studiach

W 1979 r. ks. Blachnicki rozpoczął Krucjatę Wyzwolenia Człowieka, której celem było i nadal jest przezwyciężenie alko­ho­l­izmu oraz innych znie­woleń współczesnego człowieka. W 1980 r. ks. Franciszek zainicjował plan wielkiej ewan­gelizacji Ad Chris­tum Re­demptorem (co oznacza „do Chrystusa Odkupiciela”), by dotrzeć z Ewan­gelią do każdego człowie­ka w Polsce.

W okresie Solidarności (1980-1981) ks. Blachnicki powołał do istnienia Nie­zależną Chrześ­ci­jań­ską Służbę Społeczną „Prawda – Krzyż – Wyzwolenie”, której nazwa wyrażała jej cel i program. Miało to być stowarzyszenie działające na terenie całej Polski. Nazwa NChSS określała siebie jako ruch wyzwolenia bez przemocy i nienawiści, sytuując się w ramach światowego ruchu non-violence.

Na emigracji

W momencie, w którym gen. Jaruzelski wprowadził stan wojenny, ks. Franciszek Blachnicki przebywał w Rzymie. Wyruszył trzy dni wcześniej i nie mógł wrócić do Polski, gdyż był tam poszukiwany listem gończym. Po konsultacji z ówczesnym prymasem Glempem zdecydował się przedłużyć swój pobyt, ponieważ istniała wielka obawa, że zostanie aresztowany. Sytuacja ta przyczyniła się do utworzenia ośrodka Ruchu poza granicami Polski. Mając ograniczone zasoby finansowe, ks. Franciszek zdecydował się na ośrodek w Niemczech, dokładniej w Carlsbergu, małym miasteczku nieopodal Renu. To tam założył Międzynarodowe Centrum Ewangelizacji Światło-Życie. Pomagał także duszpastersko i materialnie emigrantom, a do kraju wysyłał transporty z żywnością i lekami. Założył też wydawnictwo Maximilianum oraz drukarnię. Wydawał tam książki i czasopisma. W czerwcu 1982 założył Chrześcijańską Służbę Wyzwolenia Narodów – dla narodów Europy Wschodniej walczących o wyzwolenie spod reżimów komunistycznych.

Ataki Służb Bezpieczeństwa osiągnęły swoje apogeum, gdy wśród najbliższych współpracowników znaleźli się ich tajni agenci: Jolanta i Andrzej Gontarczykowie, o pseudonimach „Yon” i „Panna”. To oni zdobyli zaufanie u ks. Blachnickiego, który do końca nie chciał wierzyć, że osoby przychodzące na msze oraz przyjmujące komunię mogą współpracować z SB. Od momentu znajomości z Gontarczykami drukarnia zaczęła podupadać finansowo, a długi rosły coraz bardziej. 

To państwo Gontarczykowie są ostatnimi osobami, z którymi ks. Blachnicki widział się pamiętnego dnia 27 lutego 1987 roku. Tego popołudnia zza zamkniętych drzwi było głośno słychać podniesione głosy. Nigdy wcześniej ks. Franciszek nie rozmawiał tak ze swoimi najbliższymi współpracownikami. 

Śmierć

Ksiądz Blachnicki umarł nagle, po obiedzie, kiedy to dostał ataku kaszlu. Natychmiast wezwano lekarza Fritscha. „Ten osłuchał księdza i natychmiast wezwał pogotowie. Kaszel nie ustępował. Kapłan był jednak – jak wspominają jego współpracowniczki – bardzo spokojny. Wpatrywał się w wiszący na ścianie obraz Matki Bożej, »jakby widział ją żywą«. Chwilę potem miał wyszeptać: »Ojcze, w Twoje ręce składam ducha mego«, po czym stracił świadomość. Z jego ust wydobywała się wówczas biało‑szara ślina. O 16.10 lekarz stwierdził zgon. Współpracowniczki natychmiast odmówiły Magnificat, tak jak uczył je ojciec Franciszek” (Wodarczyk A., dz. cyt., s. 523). 

Oficjalnie jako przyczynę śmierci wskazano zator płucny. W 2006 roku Instytut Pamięci Narodowej ujawnił jednak, że ks. Blachnicki mógł zostać otruty. Jedno śledztwo w tej sprawie umorzono, a drugie wciąż się toczy. 

Pogrzeb odbył się 2 marca 1987 roku w Carlsbergu. Celebracji liturgicznej przewodniczył bp Szczepan Wesoły. W tym samym dniu w Polsce, na Jasnej Górze, odbyła się msza w intencji ks. Blachnickiego, w której wzięli udział moderatorzy, animatorzy i członkowie Ruchu Światło-Życie.

Przykład na dziś

Moim zdaniem (i jestem o tym głęboko przekonany), ks. Franciszek nie jest człowiekiem z minionej epoki. To współczesny przykład wielkiego wizjonera, człowieka wielkiej duchowości, proroka na obecne czasy. Ksiądz Blachnicki pozostawał osobą, która wielką wagę przykładała do tego, by Ewangelia przenikała codzienne życie osoby wierzącej. Był tym, który poświęcił całe swoje życie Niepokalanej Matce Kościoła. Z jego pobożności maryjnej wypłynęło dużo inicjatyw, którym się poświęcił, a w których wypraszała mu błogosławieństwo Maryja. Ksiądz Blachnicki uczy nas osobistej modlitwy rozumianej jako dialog z Bogiem – żywy, osobowy kontakt z Nim. Nie wystarczy bowiem nauczenie się pacierza i odmawianie go z pamięci. Formę modlitwy, którą nam zaproponował, nazwał namiotem spotkania, w nawiązaniu do Księgi Wyjścia (Wj 33, 7-11). Proponował on modlitwę, która jest wyjściem „poza obóz” i rozmową z Bogiem „twarzą w twarz, jak się rozmawia z przyjacielem”, tak jak robił to Mojżesz.

Franciszek Blachnicki to postać pełna dynamizmu, nieustannie idąca do przodu, nieprzywiązująca wagi do trudności i przeszkód, jakie go spotykały. Dzisiaj, wśród współczesnej młodzieży, która żyje głównie chwilą obecną, coraz bardziej widoczne bywa zniechęcenie, gdy na samym początku jakiś zamiar nie dochodzi do skutku. Blachnicki natomiast był nieustępliwy i już w tamtych czasach wiele osób inspirował swoim podejściem duszpasterskim. Pociągał innych do głębokiej wiary i zaangażowania w sprawy Kościoła. Sam bywał zarazem nie do końca rozumiany, a jego program odczytywany powierzchownie. 

Wiele osób obecnie powołuje się na ks. Blachnickiego; bywa on stawiany za wzór. Jego myśl nie jest jednak dobrze znana, nie mówiąc już o jej pełnym wprowadzeniu w życie. 

Jan Paweł II w telegramie kondolencyjnym 28 lutego 1987 roku tak o nim pisał: Swoje liczne talenty umysłu i serca, jakiś szczególny charyzmat, jakim obdarzył go Bóg, oddał sprawie budowy Królestwa Bożego. Budował je modlitwą, apostolstwem, cierpieniem – i budował je z taką determinacją, że słusznie myślimy o Nim jako o gwałtowniku tego Królestwa” (Terlikowski T., dz. cyt., s. 526-527).

Ku beatyfikacji

W 1995 roku rozpoczął się proces beatyfikacyjny ks. Franciszka Blachnickiego. W tamtym czasie jego szczątki zostały przeniesione do kościoła w Krościenku nad Dunajcem. W 2014 roku zakończono również prace nad tzw. positio założyciela Ruchu Światło-Życie, które przekazano do watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Dokumentacja została tam przyjęta i zbadana, czego owocem stało się podpisanie w 2015 roku przez papieża Franciszka dekretu o heroiczności cnót tego kandydata na ołtarze. Od tego momentu możemy używać tytułu: „Czcigodny Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki”.

Do beatyfikacji potrzebny jest jeszcze oficjalne uznanie jakiegoś cudownego wydarzenia, które dokonało się za jego wstawiennictwem. Pozostaje nam tylko czekanie i modlitwa. Dlatego prośmy gorliwie: „Czcigodny Sługo Boży ks. Franciszku Blachnicki, wstawiaj się za nami”.

***

Przy pisaniu artykułu korzystałem z następujących pozycji:

  • Terlikowski T., Biografia Franciszek Blachnicki. Ksiądz, który zmienił Polskę, 2021.
  • Adaszyńska-Blacha A., Mazur D., Ks. Franciszek Blachnicki Biografia i wspomnienia, 2016.
  • Wodarczyk A., Prorok Żywego Kościoła, 2008.
O autorze

Nauczyciel informatyki i religii. Animator przygotowujący młodzież do sakramentu bierzmowania. Nadzwyczajny szafarz komunii świętej. Lubiący dobrą książkę, muzykę chrześcijańską oraz podróże.
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.