adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
#tradilekcje

Pranie, sprzątanie, pakowanie i Bóg, któremu trzeba gotować… drogę.

Codzienność przenika się z tajemnicą, wielkie prawdy z wielkim sprzątaniem. Zbliża się czas dla nas tak bardzo znany, który jednak nie potrafi nie wołać o zdziwienie.

20 grudnia 2020
4 Niedziela Adwentu, 1 klasy
Szaty fioletowe
Stacja u dwunastu Apostołów
Teksty mszalne: KLIK

Czwarta niedziela Adwentu. Piszę te rozważania trzy dni przed wyjazdem na święta do mojego rodzinnego domu. Myślę, że każdy student, który wracał do rodziców na święta, wie dokładnie, z czym to się wiąże. Domykanie ostatnich spraw, nerwówka przedwyjazdowa, myślenie o dojeździe. Głowa jest już całkowicie owinięta całunem świątecznego odpoczynku i oddana rozważaniom o dobrach podniebienia, które staną się naszym udziałem. Niestety, nie ma lekko.

Trzeba przecież spakować bagaż, zrobić przedświąteczne pranie, posprzątać, może jeszcze jakieś spotkanie z przyjaciółmi, z którymi nie będziemy się widzieć w czasie Bożego Narodzenia, a przecież są nam bliscy. Trudno nie zauważyć tutaj analogii do wyświechtanego już nieco określenia: już i jeszcze nie. Myślami przy wigilijnym stole, a ciałem przy pralce.

Nie da się ukryć, że jest to spojrzenie czysto materialne. Nie zawarłem tu jeszcze właściwej istoty tych świąt, co też zamierzam teraz uczynić.

Do Bożego Narodzenia zostały raptem cztery dni. Co Kościół Święty – Matka nasza –chce powiedzieć do nas w swojej świętej liturgii podczas czwartej niedzieli Adwentu?

Teksty liturgiczne wydają się doskonale współgrać z materialną rzeczywistością, którą przedstawiłem wcześniej. W nich również można dostrzec dwa tory, które w żaden sposób sobie nie zaprzeczają, wręcz przeciwnie – tworzą harmonijną całość, zgodnie z myślą: „To zaś należało czynić, a tamtego nie opuszczać” (Mt 23, 23). Całość, która obejmuje nie tylko materialne i duchowe przygotowanie, lecz także radość i ekscytację tajemnicą, która za tak bardzo krótki czas ma stać się również i naszym udziałem.

Ten liturgiczny dwugłos możemy zobaczyć w lekcji i Ewangelii oraz antyfonach mszalnych. Najpierw przypatrzmy się tym pierwszym. Tutaj właśnie wybrzmiewa po raz kolejny głośny apel o duchowe przygotowanie się do świąt nadejścia Zbawiciela.

Lekcja została wyjęta z Pierwszego Listu do Koryntian. Na początku Paweł przypomina, że jesteśmy włodarzami Bożych tajemnic, od których wymaga się wierności. Ciężko nie zauważyć, że jest to pewien rachunek sumienia. Nie żyjemy w mroku. Wiemy, kogo oczekujemy. Czy w tym czasie jesteśmy wierni temu oczekiwaniu? Czy powierzona nam Boska tajemnica sprawia, że według niej żyjemy?

Jest to nieustanny sprawdzian, bo – jak zauważa Apostoł Narodów – nie jest ważne, jak oceniają nas ludzie czy my sami, ważny jest tylko osąd Pana, który przychodzi. Nowonarodzony Zbawiciel, leżący w chłodzie stajenki, jest miarą mojej wiedzy o sobie samym. Nie ja, który przecież znam się tak dobrze. Nie ludzie dookoła, którzy tyle widzą i wiedzą. Tylko pokorne Boże Dziecię. Dlaczego? Bo miarą prawdy o mnie samym jest miłość. A nie ma większej miłości niż Bóg wcielony.

Zobacz też:   Ja już nie mam siły… a to dopiero początek

Jeśli zaś chodzi o Ewangelię, to wtedy wchodzi On, cały w skórach wielbłądzich, i krzyczy głośno: gotujcie drogę Pańską! Znów widzimy Jana Chrzciciela, który wzywa do nawrócenia. Znów pokazuje nam, że trzeba być przygotowanym. Tutaj zwróćmy uwagę na to, że Jan mówi o przygotowaniu drogi Pańskiej. Jest to droga, którą Bóg chce dotrzeć do serca każdego człowieka. Czasem sami stawiamy sobie barykady na drodze, po której idzie do nas Chrystus. To jest właśnie ten czas, aby je usunąć. Aby droga dla Bożego Dziecięcia, które zmierza do mojego serca, stała otworem. Pięknie napisał o tym ksiądz Twardowski:

żeby być ścieżką jak życie drobną

schyloną jak kłosy

przez którą przebiegł Jezus

nieśmiały i bosy

Natomiast antyfony przypominają nam o tym, czego tak właściwie oczekujemy. Introit Rorate mówi o ziemi, która ma się otworzyć i wydać Zbawiciela. Tekst bardzo dobrze znany z mszy roratniej.

Antyfona na ofiarowanie to słowa Archanioła Gabriela, które wypowiedział do Marii podczas zwiastowania. My tak często je przecież powtarzamy, przesuwając w palcach koraliki różańca. Antyfona na komunię: „Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emanuel”. Mało jest osób regularnie uczęszczających do kościoła, które nie znałyby tego tekstu.

Chcę zaznaczyć, że u progu świąt Bożego Narodzenia teksty te zdają się mówić do nas: „Przecież wy doskonale o tym wiecie, przecież znacie to na pamięć. To nic nowego”. Ale! Rutyna nie może nam przesłonić tej wielkiej radości. Bóg stający się człowiekiem nie może być pojmowany jako oczywistość. To, że coś jest podane jako dogmat, nie zwalnia nas z przywileju zadziwienia Bożą tajemnicą. To właśnie w tym boskim zadziwieniu rodzi się rzeczywistość naszej wiary, do której jednak należy się przygotowywać. Radość w codzienności, ale nie pusta, nie bezpodstawna. Radość żyjąca w gotowości na Boże zdziwienie.

Kończąc tych kilka słów refleksji, chciałbym je podsumować. Koniec Adwentu jest właśnie trochę jak momenty przed powrotem do domu rodzinnego. Przygotowanie – bardzo konkretne, namacalne – miesza się tutaj z rzeczywistością radości, spełnienia. Wyczekujemy spotkania z najbliższymi, ale i z Tym jeszcze bliższym, zwłaszcza poprzez Jego wcielenie. Tak jak pamiętamy o spakowaniu wszystkich rzeczy – od skarpetek, przez koszule, na ładowarkach kończąc – tak samo pamiętajmy o tym, do czego wzywają nas Święci Paweł i Jan Chrzciciel, aby Bóg mógł wejść w nasze serca. On jest gościem zawsze gotowym, pytanie tylko, czy droga jest gotowa na najpiękniejsze ze spotkań.

O autorze

Diakon, salwatorianin. Miłośnik tradycyjnej liturgii i gier bitewnych - Warhammera 40000 i Bolt Action. Obecnie posługuje w parafii św. Brata Alberta w Elblągu.
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.