adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

Postęp technologiczny i naukowy: czy jest się czego bać?

magazine cover

pexels.com

Coraz szybszy rozwój technologii i ilość wiedzy, jaką ludzkość gromadzi na temat świata, wzbudzają liczne emocje i reakcje. Jedną z nich jest strach, który nierzadko uruchamia pewne istotne i potencjalnie groźne procesy w społeczeństwie. Dlatego uznałem, że przy okazji numeru poświęconego strachom i lękom warto przyjrzeć się temu zjawisku.

Postęp ludzkości na wielu polach generuje naturalne pytania, obawy i wątpliwości. W obliczu dynamicznego rozwoju nauki już od wielu wieków stawia się filozoficzne pytania o jej granice i ograniczenia. Z kolei technologia nieustannie dostarcza nowych możliwości, toteż naturalne są wątpliwości co do ich wykorzystywania. Jak często jednak mamy do czynienia z lękiem wyrosłym z przekonania bazującego na dogłębnej, osobistej analizie tematu, a jak często powtarzamy zasłyszane hasła, nakręcając tylko niepotrzebną panikę?

Po owocach ich poznacie

Podstawową płaszczyzną, na której wielu ludzi obawia się rozwoju technologicznego, jest strach przed niewłaściwym wykorzystaniem jego owoców. To dość jasne, ponieważ obok coraz lepszych lekarstw, środków transportu czy urządzeń do komunikacji powstają także skuteczniejsza broń czy narzędzia ułatwiające inwigilację, rozpowszechnianie kłamstw bądź manipulację nastrojami społecznymi.

Istnieje oczywiście bardzo wiele zmiennych, które mają tu znaczenie. Nierzadko te same technologie mogą być wykorzystywane zarówno w celach pożytecznych, jak i niecnych; przykładem niech będzie chociażby internet. Często również sami autorzy danych wynalazków nie są w stanie przewidzieć, w jaki sposób i z jakim skutkiem ktoś może wykorzystać efekty ich pracy.

Największe obawy zdaje się wywoływać używanie owoców postępu technologicznego na wielką skalę, do wywoływania określonych procesów społecznych. To oczywiście ma miejsce od wielu wieków, a zmieniające się realia kolejnych epok były warunkowane w dużej mierze właśnie postępem technologicznym. Wciąż nie brakuje m.in. głosów ostrzegających, że nowoczesne maszyny odbiorą kiedyś pracę i źródło utrzymania milionom ludzi – choć, jak wiemy, podobne obawy były artykułowane w przeszłości już wielokrotnie, a mimo to społeczeństwa ogółem poradziły sobie z takimi przemianami.

Niepokojąca wirtualna rzeczywistość

Szczególnie ciekawą i gorącą obecnie kwestią jest rozwój technologii komunikacyjnych. Wiele działań podejmowanych w tym obszarze zmierza w kierunku stworzenia nowej generacji sieci internetowej określanej jako Web 3.0. Do jej fundamentów mają należeć m.in.: technologie tzw. internetu rzeczy, algorytmy sztucznej inteligencji, decentralizacja i bezpośredniość zapewniana przez technologię blockchain czy światy wirtualnej rzeczywistości, czyli metaverse

Niepokojące dla wielu mogą być w tym kontekście słowa Marka Zuckerberga – prezesa firmy Meta i twórcy Facebooka – wypowiedziane podczas głośnego wystąpienia z 29 października 2021 r. przy okazji prezentacji nowej koncepcji firmy. Mówił on wówczas m.in. tak: „W przyszłości będziesz mógł teleportować się jako hologram do biura, na koncert z przyjaciółmi lub na spotkanie z rodzicami […] nie chodzi o spędzanie większej ilości czasu przed ekranami, ale spędzanie go w lepszy sposób” (źródło: Founder’s Letter, 2021).

Wizja przyszłości, w której wszyscy ludzie siedzą w swoich ciemnych mieszkaniach z okularami VR na głowie, nie myśląc o dziczejącym świecie na zewnątrz, niewątpliwie przemawia do wyobraźni. Warto jednak spojrzeć na nią w szerszym kontekście historycznym i zastanowić się, ile podobnych wizji z przeszłości się sprawdziło, a ile skończyło jako przerysowane obrazy pewnych technologicznych koncepcji, które akurat w danym momencie były najbardziej modne.

W sieci neuronów

A co, jeśli to nie my – świadomie lub nie – zrobimy zły użytek z technologii, tylko ona sama postanowi wziąć sprawy w swoje ręce? Tak zwany bunt maszyn to niezwykle popularny motyw we współczesnej kulturze, być może nawet nieco przegadany. Jak jednak sytuacja wygląda w rzeczywistości i w jakim stopniu jesteśmy w stanie przewidzieć możliwe scenariusze jej rozwoju?

Obecnie sztuczna inteligencja jest zazwyczaj utożsamiana z uczeniem maszynowym, czyli próbami tworzenia programów zdolnych do samodzielnego rozwiązywania złożonych problemów zamiast postępowania według ściśle określonego algorytmu. Ważną rolę odgrywają tu sztuczne sieci neuronowe, czyli – w dużym uproszczeniu – programy komputerowe naśladujące pracę neuronów w ludzkim mózgu. Działają one tym lepiej, im więcej skonsumują danych. Różnej maści dane już teraz są więc niezwykle cenną walutą, a ich znaczenie będzie tylko rosło.

Uczenie maszynowe jest szeroko wykorzystywane już dziś – dość wspomnieć algorytmy proponowania treści czy popularne ostatnio generatory obrazków. Możliwości tej technologii sięgają jednak dużo dalej. Jak daleko? Tego nie wie chyba nikt. Warto przywołać słowa Elona Muska zorientowanego w tej tematyce jak nikt inny: „Sztuczna inteligencja mnie przeraża i ma dużo większe możliwości niż jej obecne perspektywy rozwoju. Również dużo większe niż ktokolwiek obecnie potrafiłby przewidzieć” (źródło: Elon Musk on danger of Artificial Intelligence [w:] youtube.com).

Zobacz też:   Niezwykła pomoc dusz czyśćcowych

Czy robot może się bać?

Sama sztuczna inteligencja jest filozoficzną koncepcją opisującą inteligencję stworzoną od A do Z przez człowieka, a nie konkretną technologią. Pytanie o to, kiedy tak naprawdę moglibyśmy uznać, że stworzyliśmy sztuczną inteligencję, jest bardzo ciekawe z filozoficznego punktu widzenia. Czy wystarczy zbudować robota, który będzie radził sobie z rozwiązywaniem skomplikowanych zadań? A może powinien sam wpadać na oryginalne pomysły, odczuwać emocje lub być zdolny do sprzeciwu?

A może – idąc jeszcze o krok dalej – powinien być także zdolny do odczuwania strachu? Strach, jako reakcja obronna w odpowiedzi na niebezpieczeństwo, jest przecież dość logiczny. Czy więc sztuczna inteligencja będzie mogła – lub nawet musiała – odczuwać czasem sztuczny strach? I czy jej strach przed nami nie będzie większy od naszego, skoro ludzkość przeżyła setki tysięcy lat bez robotów, zaś bez ludzi nie powstał na ziemi ani jeden robot?

Czy jako ludzkość zdążymy się przygotować na odpowiedzialność za stworzenie ewentualnego cyborga i związane z tym moralne wątpliwości? Wiele ważnych pytań na ten temat zawarł w swoich dziełach Stanisław Lem. Ciekawym przykładem może być chociażby robot Klyne z opowiadania Ananke (jednym z cyklu Opowieści o Pilocie Pirxie). Klyne, przyswajając w procesie uczenia maszynowego umiejętność pilotowania statku kosmicznego, niejako przy okazji odziedziczył także po swoim inżynierze poważne zaburzenie osobowości (osobowość anankastyczną), co przyczyniło się do spowodowania przez niego katastrofy komunikacyjnej.

Solaris i solaryści

W tym abstrakcyjnym miejscu warto postawić jeszcze jeden krok naprzód i wyjść poza granice technologii. W końcu nauka to nie tylko technologia. Również w obszarze badania świata i poszukiwania odpowiedzi na ważne pytania można zdefiniować pewne niepokojące dylematy. Także w tym kontekście warto sięgnąć do twórczości Lema, a konkretnie jego najbardziej znanej powieści Solaris.

Planeta Solaris to niezwykły literacki obraz trudnego naukowego problemu. Wyspecjalizowani w jej badaniu naukowcy, solaryści, od lat snują przeróżne teorie na jej temat, zanim w końcu zorientują się, że pokrywający ją bulgoczący ocean to w rzeczywistości jeden żywy organizm. To jednak nie koniec, ponieważ organizm ten najwyraźniej potrafi mieszać zmysły przebywającym na planecie ludziom. Czy jednak robi to celowo?

Co jest najbardziej niepokojącą kwestią poruszoną w Solaris? To, że badania planety musiały pochłonąć ofiary śmiertelne? To, że solaryści tak długo nie mogli zorientować się, z czym tak właściwie mają do czynienia, a do tego wysunęli setki błędnych teorii? A może to, jak brutalnie zetknięcie z Solaris obnażyło bezsilność człowieka wobec jego własnych emocji, przyzwyczajeń i kategorii myślowych? Pewnie wszystko po trochu plus fakt, że tak naprawdę nie wiemy, z iloma takimi Solarisami mierzy się dzisiejsza nauka.

A na końcu – Cthulhu

A co z nauką jako całością? Czy skoro dowiadujemy się o naszym świecie coraz więcej, to istnieje ryzyko, że dowiemy się kiedyś czegoś, czego nie chcemy wiedzieć? A może dotrzemy do końca nauki i właśnie tam zrozumiemy, że to wszystko, co robimy i czym jesteśmy, nie ma głębszego sensu?

Właśnie taką postawę reprezentował, jak się zdaje, amerykański pisarz Howard P. Lovecraft. Już w pierwszych słowach jego najbardziej znanego opowiadania pt. Zew Cthulhu czytamy: „Żyjemy sobie na spokojnej wysepce niewiedzy wśród czarnych mórz nieskończoności i nie powinniśmy wypuszczać się z niej za daleko […] wszelako przyjdzie dzień, gdy scalimy naszą rozproszoną wiedzę, a wtedy zarówno rzeczywistość, jak i nasze w niej miejsce ukażą się z tak zatrważającej perspektywy, że przyjdzie nam albo oszaleć, albo uciec przed śmiercionośnym światłem tego objawienia…”.

Wyjątkowość twórczości Lovecrafta bierze się z naukowych źródeł obecnych w niej lęków. Cthulhu i jego „kumple” nie są bogami czy mitycznymi stworami, ale uosobieniem czegoś nieosiągalnego, a jednocześnie potwornego, co może czekać na nas na krańcach nauki. Nie bez przyczyny tak wiele postaci z książek Lovecrafta, odkrywających prawdę o istnieniu niezrozumiałych i nieznanych dotąd ludzkości potworów, to naukowcy, profesorowie, studenci czy samozwańczy badacze rzeczywistości.

To wszystko, o czym tu piszę, to oczywiście jedynie przykłady i pobieżne zarysowanie tematu. Nauka przy głębszym zetknięciu może wzbudzać lęk, a nawet przerażać i nie chodzi tu bynajmniej o strach przed sprawdzianem z matematyki. Musimy jednak pamiętać, że nie możemy pozwolić żadnemu lękowi zawładnąć naszym umysłem, ponieważ jako uczniowie Chrystusa nie jesteśmy powołani do życia w ciągłym strachu. Dlatego mam nadzieję, że ten tekst nie spowoduje u nikogo nieprzespanych nocy, a jedynie zachęci do refleksji i pogłębienia wiedzy.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.