Adeste

Adeste jest za darmo i bez reklam
Utrzymują nas tacy czytelnicy jak Ty.

Wesprzyj

Polityka historyczna Kościoła?

magazine cover

pixabay.com

Dzieciaci papieże, wojny religijne, stosy – te i wiele innych obrazów może wprowadzać w zakłopotanie wielu niezaznajomionych z tematem katolików. Wiara, która powinna być powodem do dumy, staje się nagle powodem do wstydu, a być może bywa nawet podkopana.

Na ile te narracje są prawdziwe, wypowiedziało się już wielu apologetów. Podejmują oni – zwykle na własną rękę – wysiłki, aby odkryć prawdę o tamtych wydarzeniach. Oprócz dobrych chęci potrzebują jednak dwóch niezwykle istotnych rzeczy: warsztatu badawczego i środków popularyzacji wiedzy.

Bez pierwszego elementu są skazani na utknięcie w pułapce ideologizacji nauki oraz ukrywania niewygodnych faktów, a bez drugiego pozostanie im wzajemne poklepywanie się po plecach.

Nie uciekniesz!

Od historii ciężko uciec jakiejkolwiek instytucji religijnej, obrządkowi czy wyznaniu. Każda taka grupa kształtuje się w procesie dziejowym i jej rozmieszczenie na mapie kulturowej nigdy nie jest losowe. Decyduje o tym wiele czynników – od warunków naturalnych aż po kształtowanie rzeczywistości przez człowieka. Jako katolicy wierzymy także w dynamiczne działanie Opatrzności – samo wcielenie się Syna jest szczególną i znamienną interwencją w historię ludzkości.

On sam oraz Jego uczniowie nie głoszą Dobrej Nowiny społeczeństwu bez tożsamości, bez historii. Odnoszą się przecież do dawnych wydarzeń i proroków Starego Przymierza. Także same sytuacje opisane w Biblii są umieszczone zwykle w mniej więcej konkretnym miejscu i czasie. Chrystus nie został skazany przez bezosobową siłę, a konkretnych ludzi powiązanych z różnymi systemami światopoglądowymi, jak również ówczesnymi instytucjami życia społecznego i grupami interesu.

Kościół już więc u swych korzeni budował pewien obraz przeszłości. Wraz z rozwojem różnych opowieści o świętych i historiografii zwiększał się „ciężar” dziejowy. Dochodziły do tej układanki nowe elementy związane z udziałem duchownych w dziejach politycznych i społecznych świata. Władza świecka podlegała legitymizacji religijnej, a akty prawne były pełne odniesień do religii. Po czasie w wyniku różnych układów sił geopolitycznych, filozoficznych i ideologicznych kreowano ogrom półprawd i mitów o przeszłości Kościoła. Także w drugą stronę pojawiły się błędne apologie pisane pod tezę bądź wynikające z błędnych danych, lecz stworzone z dobrymi intencjami.

Historia to nauka o przeszłości od czasu pojawienia się słowa pisanego. Jest ona więc nierozłącznie związana z człowiekiem i jego działaniem. Człowiekiem, którego natura – jak wierzymy – skażona została przez grzech pierworodny. Skutkiem tego jest obecność dobra i zła w dziejach ludzkości, a w tym także i Kościoła.

Możemy próbować uciec – ale historia i tak nas dopadnie! Pytanie, czy jako wspólnota w odpowiedni sposób będziemy do niej podchodzić. Czy z muzy historii – Klio – zrobimy naszą niewolnicę lub też przeciwnie – pozwolimy jej zaśpiewać prawdę o nas i o innych? A może po prostu oddamy naszym nieprzyjaciołom na pożarcie?

Narracja ma wynikać z prawdy – nigdy na odwrót

Bardzo dobrym punktem wyjścia dla refleksji historycznej jest realizm poznawczy św. Tomasza z Akwinu. Zakłada on to, że świat istnieje niezależnie od ludzkiego poznania. Podobnie można przenieść to twierdzenie na przeszłość – zdarzenia zaistniały bez względu na to, jak zostały ujęte w źródłach historycznych i opisane przez historyków. Arystoteles, ojciec filozoficzny św. Tomasza, pisał w swojej Metafizyce: „Nie dlatego bowiem, iż uważamy, że jesteś biały, jesteś taki faktycznie, lecz odwrotnie, ponieważ jesteś biały, my stwierdzając to mówimy prawdę” (1996, 1051 b 7-⁠9). Sam Doktor Anielski ujął to w traktacie De veritate w taki sposób: „bytowość rzeczy wyprzedza pojęcie prawdy, poznanie zaś jest jakimś prawdy skutkiem” (za: I. Solecka-Karczewska, Ujęcie prawdy w pismach Tomasza z Akwinu w kontekście zgodności rozumu i wiary, http://katedra.uksw.edu.pl/posiedzenia/19pos.htm [dostęp: 19.12.2019]).

Brzmi to banalnie? Niestety, zdarza się czasem współcześnie kreować przeszłość na nowo fałszywymi narracjami. Nie ma większego zagrożenia dla nauk humanistycznych niż zrelatywizowanie faktów i ugrzęźnięcie w próbie pogodzenia różnych niespójnych wizji – do tego niezbyt odnoszących się do rzeczywistości. Celem każdego badacza powinno być doprowadzenie swojej narracji do stania się jak najbardziej zgodną z prawdą. Oczywiście historyk dokonuje selekcji materiału – często pisze o tematach, jakie są bliskie jego spojrzeniu na świat. Nie może jednak stać się wybiórczym.

Osoba czytająca tekst odnoszący się do przeszłości zawsze powinna mieć z tyłu głowy pytanie o intencję twórcy. Czy przyświecała mu chęć poznania i zrozumienia prawdy? Czy coś nam nie pasuje?

Nie powinien jednak tylko przesłuchiwać autora. Dobrze byłoby, gdyby zapytał uczciwie także siebie: co mną kieruje? Czego szukam? Gdzie mam braki w wiedzy?

Jak zbadać przeszłość?

Na sam początek każdy przyszły historyk Kościoła powinien oprócz przygotowania duchowego uzbroić się w podstawowy aparat historyczny, aby nie pisać bzdur. Musi mieć świadomość, że teksty historyków są konstrukcją zbudowaną ze źródeł i innych prac ich kolegów po fachu. Nie muszą mieć zawsze racji.

Większości publikacji współczesnych historyków można jednak w dużej mierze zaufać, ponieważ tworzą je specjaliści w danych dziedzinach. Często zachodzi potrzeba zejścia na głębszy poziom – do publikacji naukowych, które dzięki internetowi są nam bliższe niż kiedykolwiek.

Oprócz małych bibliografii w książkach i wielkich w bibliotekach, bardzo przydatnymi narzędziami do wyszukiwania opracowań naukowych są te, które możemy stosować nawet z własnego domu. Są to wyszukiwarki naukowe takie jak academia.edu, katalog.nukat.edu.pl czy scholar.google.com, a także przypisane do konkretnych bibliotek, na przykład katalogi.bj.uj.edu.pl. Ciekawe są także strony udostępniające za darmo zeskanowane źródła na przykład polona.pl czy pl.wikisource.org. Dostępne są też różne katolickie encyklopedie, takie jak www.newadvent.org i wiele, wiele innych ciekawych miejsc w sieci.

Bądźmy sceptyczni, ale nie unośmy się pychą

W spotkaniu ze źródłem historyk nie może być porywczy w wyciąganiu wniosków. Zanim cokolwiek napisze, musi przeprowadzić dwojaką krytykę:

Krytyka zewnętrzna polega na określeniu czasu oraz miejsca powstania źródła.

Krytyka wewnętrzna polega na analizie treści źródła oraz zbadaniu wiarygodności autora.

Nie tylko źródła, ale także prace historyków wymagają krytycznego podejścia. Tym bardziej – o czym się zapomina – literatura piękna oraz filmy czy gry budują obraz przeszłości. Do nich warto być jeszcze bardziej zdystansowanym – nie ma co się bać krytyki, gdy zajdzie taka potrzeba. Ważne (jeśli nie ważniejsze) są jednak także działania pozytywne – trzeba tworzyć sztukę oraz popkulturę opartą na prawdziwej historii naszego Kościoła.

Łatwo jednakże wpaść w pułapkę skrajnego sceptycyzmu, który jest równie niebezpieczny jak przyjmowanie wszystkiego bezwiednie. Krytyka wszystkich i wszystkiego połączona z pychą może doprowadzić do zamknięcia się na prawdziwe informacje.

Dobrym tekstem wprowadzającym za pomocą łatwego języka w te zagadnienia jest Jak porównawczo czytać źródła historyczne: materiały metodyczne dla nauczycieli dostępny pod adresem: http://www.scholaris.pl/frontend,4,108566.html.

Polityka historyczna Kościoła

Aktualnie istnieje już sporo dobrych opracowań związanych z historią Kościoła, które poruszają także tematykę bardziej skomplikowaną i kontrowersyjną. Jako wspólnota jesteśmy w posiadaniu ogromnej skarbnicy wiedzy. Można jednak wskazać dwa problemy, które wymagają rozwiązania.

Pierwszym z nich jest potrzeba stworzenia szerszych możliwości systematycznej nauki. Co prawda istnieją uniwersytety i szkoły katolickie. Są to jednak konkretne fizyczne placówki, których funkcjonowanie jest niezbędne, ale też niewystarczające. Istnieje potrzeba stworzenia systematycznych kursów on-line związanych z historią Kościoła i jego dorobkiem filozoficznym, dostępnych za darmo w sieci.

Kolejnym są niskie zasięgi i brak profesjonalności w przekazie treści. Nie jest to oczywiście żaden zarzut dla samych już działających apologetów, którzy tworzą przeróżne dzieła własnymi rękami – często nawet mają zadatki na rozwinięcie się, ale w pewnym momencie zderzają się z brutalną rzeczywistością. To bardziej wyrzut dla nas, jako wspólnoty, że często pozostawiamy ich samotnie na froncie walki o prawdę.

Aby poprawić tę sytuację, trzeba działać w dwojaki sposób. Oddolnie – poprzez tworzenie i wspieranie dobrych inicjatyw historycznych, a także osobiste (i kulturalne) zwracanie uwagi na kłamstwa i półprawdy w sieci, oraz instytucjonalne – przez uświadomienie hierarchii i duchowieństwu znaczenia tego typu działalności.

Nie ustawajmy w walce o prawdę – zawsze jednak pamiętajmy, że to o nią chodzi, a nie o naszą jej wizję.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej Polityka prywatności oraz Warunki korzystania z usług Google.

Weryfikacja reCAPTCHA wygasła. Odśwież stronę.