adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

Pokora – trudna lekcja ze św. Weroniką Giuliani

magazine cover

wikimedia.org

Na kartach Dziennika św. Weroniki Giuliani wielokrotnie powraca temat pokory. Cnota ta była bardzo ważnym elementem wzrostu duchowego klaryski kapucynki. Sam Bóg w mistycznych uniesieniach wielokrotnie zwracał jej uwagę na znaczenie pokory oraz zalecał pracę nad nią. Święta wkładała więc ogrom wysiłku, aby podążać za Bożymi napomnieniami. Droga pokory jest bowiem zarówno bardzo owocna, jak i bardzo trudna.

W roku 1697 mająca wówczas trzydzieści sześć lat Weronika zanotowała w swoim Dzienniku, że pokora jest korzeniem wszelkich cnót.

„[…] podczas tej rozmowy, Pan dał mi poznać, że, przez drogę unicestwienia [samej siebie] i własnego zrozumienia, odnajdujemy świętą pokorę, która jest korzeniem wszystkich cnót. Ale aby drzewo było owocne i kwitło, potrzebne są te pomoce: to znaczy unicestwienie, pogarda, wyniszczenie i ciągłe umartwienie, wyrzeczenie się wszystkiego, nawet w sprawach duchowych. Wszystkie te rzeczy pragną towarzyszyć świętej pokorze i ona jest przewodniczką wszystkich. Ale nie da się tego praktykować, jeśli nie jest się całkowicie zgodnym z wolą Bożą. Odrobina naszego pragnienia… powala na ziemię fundamenty całej budowli” (Dziennik I, s. 762-763).

Słowa z Dziennika św. Weroniki nie są lekkie i proste, jak zresztą cała droga wiary prezentowana na kilku tysiącach stron pozostawionych przez nią zapisków. Czasami jednak trzeba nam sobie uświadomić, że bycie chrześcijaninem nie jest tylko radosnym śpiewaniem piosenek, ale także trudem zapierania się siebie samego.

Pokora – przewodniczka i towarzyszka wszystkich cnót

W jednym ze swoich zapisków św. Weronika ukazuje obraz pewnego rodzaju procesji cnót. Wszystkie podążają za pokorą, która kroczy jako pierwsza. Cnota pokory jest tu pokazana nie tylko jako najważniejsza z cnót, ale też jako ta, która prowadzi pozostałe. Mając pokorę, zaczyna się posiadać również inne cnoty, które za nią podążają. Ten obraz ukazuje, jak bardzo ważna jest praca nad tą cnotą. Z tego właśnie względu św. Weronika zawarła umowę z jedną z sióstr imieniem Marianna. Obiecały sobie, że chcą być pokornymi we wszystkich swoich dziełach tak, aby wzrastać dzięki temu również w innych cnotach: „Ponownie zawarłyśmy umowę [razem z siostrą Marianną], że we wszystkich naszych pracach, aby były bardziej przyjemne Bogu i bardziej korzystne dla nas, chcemy mieć na uwadze to: abyśmy zawsze miały przed sobą procesję wszelkiego rodzaju cnót i aby przed nimi wszystkimi, szła pierwsza pokora, a my za nimi wszystkimi podążały i stopniowo, wszystkie wzięły w posiadanie; i abyśmy, kiedy będziemy musiały coś zrobić, na pierwszym miejscu postawiły świętą pokorę, ponieważ w ten sposób przybędą również wszystkie inne [cnoty]” (Dziennik I, s. 410).

Tego typu przekonanie pojawia się również w późniejszych tekstach św. Weroniki, gdzie sam Jezus poucza ją na temat tej prawdy: „[…] Bóg dawał mi szczególne światło na moje grzechy, a potem dał mi smutek. W akcie smutku poczułam nowe poruszenie, ze światłem na każdą cnotę; i duch [mój] został rozpalony tęsknotą za posiadaniem ich wszystkich, w sposób, który Bóg pozwolił mi zrozumieć.

Przewodnikiem prawdziwych cnót jest święta pokora; i tego, w szczególności, nauczył mnie Jezus Chrystus. Nauczyłam się, że kto chce być prawdziwą oblubienicą, musi ogołocić się ze wszystkiego, we wszystkim i przyodziać się w cnoty” (Dziennik III, s. 10).

Pokora jest ponadto źródłem wielu łask od Boga, o czym również zapewnił św. Weronikę sam Jezus, tym razem ukazując się jej pod postacią Dzieciątka: „Dziś rano, podczas Komunii, wydaje mi się, że miałam nagłe uniesienie, w którym wydawało mi się, że mam wizję Naszego Pana, to znaczy Dzieciątka Jezus, które dało mi poznać, że wciąż nie wiem, czym jest cnota pokory; i powiedziało mi, że chce, abym praktykowała tę cnotę. Tutaj dało mi zrozumieć, że dusza bez wsparcia pokory nic nie czyni; i dało mi zobaczyć, że praktykując tę cnotę, otrzymuje się każdą łaskę […]” (Dziennik II, s. 373).

Warto przy tym pamiętać, że tak jak pokora jest towarzyszką innych cnót, tak samo jej brak powoduje wiele niepowodzeń. Bilans nie jest więc dodatni lub neutralny. Pierwsza droga to ciągłe staranie się o posiadanie pokory i wzrastanie w niej, czego owocem będzie wzrost także w innych cnotach oraz liczne łaski. Druga droga to niestaranie się o posiadanie pokory i postępowanie według niej czego skutkiem będą upadki w życiu duchowym oraz trudności na płaszczyźnie związanej z pozostałymi cnotami:

„W tym samym momencie zdawało mi się, że miałam pewne poznanie, w którym Pan dał mi zrozumieć, że popełnianie błędy i nieumiejętność podążania według Jego Boskiej woli, a także wszystko, czego brakuje, aby się udoskonalić… wszystko wynika z braku pokory. I w tym momencie dał mi pewną wiedzę o mojej własnej nicości; i dobrze poznałam, że nigdy nie kroczyłam drogą pokory. Z głębi serca prosiłam o to Boga, a On zdawał się dawać mi do zrozumienia, że chce mnie na tej drodze uniżenia; że to powinnam przyjąć to jako moje ćwiczenie; i że we wszystkich działaniach, powinnam zawsze kroczyć drogą pokory” (Dziennik I, s. 659).

Ciernie, które nie kłują

Święta Weronika w Dzienniku porównuje cnotę do różanej drogi. A jak wiadomo, róże to nie tylko piękne kwiaty, ale też towarzyszące im ostre kolce znajdujące się na łodygach. W obrazie tym możemy zobaczyć trudy i nierzadko cierpienia, które trzeba znieść na drodze do zjednoczenia z Bogiem poprzez praktykowanie pokory:

„W tym czasie, wydaje mi się, że [Jezus] przekazał mi przesłanie dotyczące drogi pokory. O Boże! Nie mogę nic na ten temat napisać, bo wydaje mi się, że nie ma sposobu [by to opisać], ani nie (wiem), jak to powiedzieć. Pozostało we mnie tylko to, że droga pokory jest bez woli i bez własnych uczuć. Jest drogą pełną kwiatów, ozdobioną wszystkimi innymi cnotami. Ciernie są deptane, ale nie kłują; ponieważ kto zna siebie dobrze, widzi, że zasługuje na wszelką hańbę i pogardę. Ten, który zna siebie, nawet jeśli stworzenie go opuszcza, nie może myśleć, że się myli, ale Ten, który zna siebie, nawet jeśli stworzenia nas opuszczają, nie może mu się to wydawać złem, ale szczególną łaską Bożą. Te rzeczy są kolcami znajdującymi się na drodze pokory; ale nie kłują, ponieważ są to róże i kwiaty, jeśli w sposób prawdziwy się nad nimi zastanowimy. Nie rozwlekam się już dłużej; tylko te dwa punkty powiedziałam. Co do reszty, gdybym chciała powiedzieć wszystko, zajęłoby mi to zbyt dużo czasu” (Dziennik I, s. 760).

Święta zanotowała tu, że owe kolce nie kłują. Może się to pozornie zdawać dziwne. Trzeba jednak tutaj zwrócić uwagę na to, że św. Weronika miała już na tym etapie swojego życia mocno uformowane podejście do cierpienia. Postrzegała je jako element jednoczenia się z Jezusową męką oraz dar, który można złożyć w ofierze za dusze. To głębokie rozumienie cierpienia w zjednoczeniu z Jezusem sprawiało, że wielokrotnie w swych modlitewnych oraz mistycznych uniesieniach święta wręcz krzyczała do Boga: „Więcej cierpień!”. Nie były to jednak wyrazem cierpiętnictwa czy masochizmu, ale bardzo trudne, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, postrzeganie cierpienia w sposób ekspiacyjny: „O dusze odkupione krwią Jezusa, przyjdźcie do tych źródeł miłości. Wzywam was, a te święte rany przemawiają za mnie: »przyjdźcie wszystkie, przyjdźcie wszystkie«. Modliłam się do ogromnej miłości Boga i to bardziej rozpaliło mnie w pragnieniu cierpienia dla zbawienia dusz. Zrobiwszy to wszystko, próbowałam znowu iść odpocząć, ale nie mogłam odejść od ran Jezusa, przesiadywałam czasem całe noce, a odpoczynkiem moim były łzy i westchnienia. To wszystko działo się w pierwszym roku nowicjatu” (Dziennik I, s. 22-23).

Warto w tym miejscu zwrócić również uwagę na fakt, że Weronika tak głębokie postrzeganie cierpienia przejawiała już w czasie nowicjatu, czyli w wieku około osiemnastu lat. A przecież jeszcze niedawno żyła otoczona miękkimi szatami, wygodnym życiem u boku ojca, otoczona zabawami pełnymi zalotników ubiegających się o jej rękę. 

Po latach św. Weronika nazwała cierpienie mianem drogocennej relikwii, która przez wielu jest niedoceniana – zapomniana, wzgardzona, odrzucana relikwia samego Jezusa. Jak bardzo ten problem jest obecny w naszych czasach, gdy świat za wszelką cenę chce usunąć cierpienie i to nawet poprzez tak brutalne czyny jak zabicie nienarodzonego dziecka czy osoby, która sobie z cierpieniem w danym momencie nie radzi…

„To było w czasie, kiedy miałam pewne światło na temat cierpienia i nie wydaje mi się, aby istniała relikwia droższa niż ta; i zastanawiałam się nad tym: jeśli otrzymam coś pobożnego, relikwię lub rzecz, która należała do jakiegoś sługi Bożego lub jakiegoś świętego, oczywiście, że jest to coś bardzo wspaniałego i godnego wielkiej czci; ale jesteśmy szaleni, nie chcemy cierpienia … a to taka drogocenna relikwia! Dość powiedzieć, że zanim przyszła do nas, została poświęcona ab aeterno (od wieków) przez Boga, przeszła przez Jego umysł, przez Jego serce, zostało nam posłane przez Jego ręce i co więcej? O cierpienia drogie, drogie! Przyjdźcie do mnie, tęsknię za wami, szukam was, ale nie mogę was znaleźć. Mój Boże, więcej cierpienia, więcej krzyży, więcej bólu, więcej cierni!” (Dziennik VI, s. 115).

Zobacz też:   „Cisza nocna w zakładzie głuchoniemych”

Takie postrzeganie cierpienia nie byłoby jednak możliwe bez jednoczesnego podążania w pokorze. Z niej bowiem wynika oddanie siebie jako całkowitego narzędzia we władanie Boga, ku zbawieniu ludzi na wzór Tego, który był doskonały w pokorze, czyli Jezusa.

Pokora w rozmowach

Pokora i ćwiczenie się w tej cnocie obejmują wiele płaszczyzn naszego życia. Jedną z nich jest mowa, bardzo ważny element naszego funkcjonowania. Słowa mają bowiem wielką moc. 

Nie tylko Bóg poprzez swoje słowo może stwarzać i obracać w nicość. Również człowiek za pomocą swojego języka potrafi uczynić wiele dobrego oraz ogrom złego. Nasza mowa może być zarówno ubogacająca, pomagająca, stwórcza, jak i bardzo niszczycielska, raniąca, grzeszna.

Jezus poucza więc św. Weronikę podczas jednego z jej mistycznych uniesień, by jej mowa była pełna cichości, uniżenia, pokory. Warto też zwrócić uwagę, że na koniec swej wypowiedzi Jezus ponawia stwierdzenie, że kapucynka jest wybrana przez Niego, aby cierpieć i pośredniczyć między Nim a grzesznikami. Ukazuje to, że wprowadzenie w życie Jezusowego pouczenia o mowie nie będzie proste. Święta napotkała później w tej płaszczyźnie wiele cierpień, ale przyczyniły się one do dobra wielu dusz, do ich powrotu do Boga: „Niech twoja mowa i postępowanie będzie pokorne i w pełni łagodne. Nie chcę w tobie więcej kłótni. Sprawiłem, że skosztowałaś napoju z mojego boku, więc niech nie wychodzą już więcej z ust twoich słowa, jeśli nie są one pokorne i z uniżeniem. Na nowo utwierdzam cię w cierpieniach i pośredniczeniu między mną a grzesznikami” (Dziennik II, s. 471).

Jednak czym tak naprawdę jest pokora w mowie? Czy mamy zawsze przytaknąć naszemu rozmówcy, nawet jeśli się myli lub nie napominać innych, gdy błądzą? Nie. Zawsze należy stać w prawdzie. Mamy też pouczać innych, jeśli są w błędzie, lub zwracać im uwagę, jeśli ich postępowanie nas rani. Trzeba jednak zwrócić uwagę na to, w jaki sposób to czynimy. Czy umiemy pokornie wysłuchać tego, co ma do powiedzenia druga strona, nie myśląc w tym czasie: „To ja i tak mam rację, kończ już te brednie”? Czy potrafimy zwrócić komuś uwagę w sposób pokorny, pamiętając o tym, że i on jest dzieckiem Boga, ma taką samą godność i wartość jak my? Pamiętając o miłości bliźniego, o tym, że może on nawet być nieświadomy swojego błędu lub ran nam zadawanych. Pamiętając o tym, że sami wielokrotnie robimy coś źle lub nawet ranimy tym innych.

Pokora w mowie jest rzeczą niejednokrotnie niezwykle trudną. Wymaga nieraz zmierzenia się z emocjami, które w danym momencie nami targają, egoizmem (często nieuświadomionym), zamknięciem na drugiego, uprzedzeniami. Trzeba jednak pamiętać, że cnoty wymagają od nas pracy nad sobą, ćwiczenia się w nich. Mamy się o nie modlić, ale musimy także, a może nawet przede wszystkim, nad nimi pracować. Praktykowanie danej cnoty, ćwiczenie się w niej i przede wszystkim chęć, by się w niej ćwiczyć i według niej postępować, sprawia, że z czasem pewne rzeczy będą się w nas zmieniać. Nasza rozmowa będzie się stawać coraz bardziej pokorna. Jednym z nas przyjdzie to łatwiej i szybciej, a innym trudniej i wolniej. Pamiętajmy jednak, że Jezus zna nasze wysiłki i starania.

Pokora w mówieniu o Bogu i na modlitwie

Święta w sposób szczególny zwracała uwagę, że pokora winna wyrażać się w rozmowach poświęconych Bogu, w mówieniu o Nim: „Czasami nawet mówiąc o sprawach duchowych i doskonałości, popełniam w tym samym momencie niedoskonałość; gdyż mówię bez oparcia w pokorze, przy czym mówieniu o Bogu musi zawsze towarzyszyć ta cnota” (Dziennik II, s. 692).

Stary Testament (choć również i Nowy, ale nie z taką intensywnością) uczy nas o wielkości i majestacie Boga. W naszej rozmowie o Bogu, jak i tej prowadzonej z Bogiem, powinien zawierać się szacunek godny temu, który jest stwórcą nas wszystkich. Oczywiście wielkość, potęga i majestat Boga nie zamykają Jego miłości, dobroci czy miłosierdzia wobec nas. Musimy jednak pamiętać też o tym, co zawiera się w bojaźni Bożej. 

Bojaźń nie jest strachem ani obawą wynikającą ze stanięcia wobec kogoś, kto jest silny, a więc może nas skrzywdzić. Bojaźń wobec Boga wyraża się w uznaniu majestatu i wielkości Boga jako właśnie Boga, a zatem tego, który jest inny niż Jego stworzenie i domaga się wynikającej z tego czci oraz szacunku. Jest dostrzeżeniem tego, że Bóg nie jest jakimś człowiekiem plus, ale jest kimś zupełnie innym, jest Bogiem: „[…] czuję tę boską obecność przede mną i we mnie, która sprawia, że stoję ze czcią, z podziwem, z miłością i z ufnością wobec Boga miłości” (Dziennik I, s. 446-447).

Można by się więc w kontekście pokornej mowy o Bogu zastanowić nad takimi kwestiami jak chociażby żarty o Bogu lub zbytnie stawianie Boga na równi z człowiekiem. Przypisywanie mu pewnego rodzaju grzesznych postaw ludzi czy sposobu ludzkiego myślenia. Nie chodzi o to, by Bóg stał się dla nas teraz kimś bardzo odległym, ale o to, byśmy umieli mu okazać szacunek, gdy o Nim rozmawiamy, oraz pamiętali, że jest nie tylko kimś kochającym, miłosiernym, ale też będącym, w pełni tego słowa znaczenia, Bogiem.

Mówiąc o Bogu, należy pamiętać, kim On jest i jaki szacunek jest Mu należny w naszej mowie. Czy to, w jaki sposób mówimy o Bogu, jest spójne z tym, że na naszej modlitwie klęczymy przed Nim? Czy jest spójne z tym, że jest On tym, który nas stworzył i za nas oddał swoje życie?

To wszystko odnosi się zarówno do mówienia o Bogu, jak i do tego, w jaki sposób z Nim rozmawiamy na modlitwie. Pokora w relacji z Bogiem sprawia, że dzięki naszemu uniżeniu, rodzi się miejsce na Jego działanie, na Jego wolę. Kiedy nasze życie jest przepełnione naszymi planami na wszystko, a nasza modlitwa jest mówieniem Bogu, co uważamy, że ma nam dać, a co w naszym życiu zmienić, to nie tylko z siebie samych czynimy wówczas wszechwiedzących bogów, ale i nie pozostawiamy miejsca na Boże działanie. Zarysowujemy naszą kartkę życia swoimi planami i mówimy: „Boże, to teraz zrób to, co chcę, co zaplanowałem. Tu podpisz i wykonaj”. To nie jest relacja z Bogiem:

„[…] pozostało we mnie takie poznanie samej siebie, że czułam się cały zanurzony w mojej nicości; i wydawało mi się, że Bóg podniósł (mnie) w jednej chwili z tej nicości; i umieścił we mnie poznanie swojej istoty i swojej mocy, że jednym fiat stworzył cały świat, wszystkie stworzenia i wszystko, co znajduje się we Wszechświecie. Ten potężny Bóg, który wyciągnął mnie z nicości, w jednej chwili może sprawić, że stanę się niczym; i nie jestem niczym innym jak nicością” (Dziennik III, s. 10).

O pokorę należy się modlić

Każda cnota wymaga nie tylko naszej pracy nad samym sobą, ale również modlitwy. Gdybyśmy obrali sobie zdobycie danej cnoty za cel, do którego dojdziemy jedynie naszymi siłami, aby się tym chlubić przed innymi, będzie to jedynie pyszne ludzkie samodoskonalenie się, a nie droga wiary. Nie będzie to więc droga zmierzająca do jak najściślejszego zjednoczenia się z Bogiem, czyli działania jak najbardziej w jedności z Nim, a jedynie budowanie własnego „ja”.

Jak pokazuje nam w swoim Dzienniku św. Weronika, o cnotę pokory możemy prosić nie tylko bezpośrednio Boga. Możemy również starać się o nią za wstawiennictwem Maryi oraz świętych. Oni są bowiem naszymi orędownikami przed Bogiem oraz tymi, którzy przed nami kroczyli na tej trudnej drodze wzrastania w pokorze. Doskonale znają potrzebę posiadania tej cnoty, więc na pewno z chęcią będą ją nam wypraszać przed obliczem Boga: „Wydawało mi się, że w tym momencie ogarnęło mnie pewne pragnienie, aby pozdrowić Najświętszą Dziewicę ze wszystkimi błogosławionymi w Raju. Tak też uczyniłam i żebrałam od nich wszystkich: aby zechcieli uzyskać dla mnie od Boga większą pokorę, stosownie do Jego Serca i zgodnie z Jego świętą wolą, aby we mnie wypełniło się wszystko, co On przeznaczył ab aeterno dla zbawienia tej duszy” (Dziennik I, s. 818).

Pokora w sobie samej wyklucza postępowanie według zawołania: „Ja sam!”. Wywiera więc na nas wpływ, by uciekać się do Boga w modlitwach o tę cnotę:

„[…] a czułam, że Bóg chciał, abym cierpiała z poczuciem pokory. Rozpoznając, że nie ma we mnie tej pokory, z głębi serca prosiłam o nią Boga; ofiarowałam Mu pokorę Jezusa; a On dał mi możliwość uczestniczenia w bólach, jakie Jezus cierpiał podczas swojej męki. Wydawało mi się, że zrozumiałam, że kto pragnie pokory, musi stracić siebie jako cel, nie myśleć już o sobie i wszystko opuścić ze względu na Boga; i pozwolić Mu na troskę, we wszystkim i o wszystko” (Dziennik III, s. 163).

Pamiętajmy, że nie jest ważne, jak trudne by nam się wydawało postępowanie w tej czy innej cnocie. U naszego boku zawsze jest Bóg. Do Niego mamy się modlić o dar wzrastania w danej cnocie. Ponadto dani są nam liczni święci, którzy uczą nas i pokazują drogę, która pomaga w kroczeniu za cnotami. Droga ta nie będzie łatwa. Napotkamy na niej wiele cierpień, upadków. Jednak jeśli nasze oczy będą utkwione nie w nas samych, a w Bogu, to wszystko będzie dla nas jak róża bez kolców.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Podoba Ci się to, co tworzymy? Dołącz do nas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.