adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

O kryzysie kapłaństwa

magazine cover

unsplash.com

Czy w dzisiejszych czasach kapłan nadal jest autorytetem? Gdybyśmy odpowiedzieli „tak”, zapewne utknęlibyśmy w niekończącej się lawinie apologetyki. Myślę, że ostatecznie rozminęlibyśmy się z prawdą, bo autorytet kapłana faktycznie przeżywa wielowymiarowy kryzys. Ani syndrom oblężonej twierdzy, ani zasłanianie się wszechogarniającą laicyzacją tego nie zmienią.

Dlaczego w ogóle mówimy o jakimkolwiek kryzysie i co to sformułowanie oznacza w kontekście życia Kościoła oraz stanu kapłańskiego? Kryzys to sytuacja, która przywodzi na myśl potrzebę gruntownych zmian systemowych (w sposobie działania), strukturalnych (w sposobie organizacji) i merytokratycznych (w przymnożeniu wiedzy osób w kryzysie). Jest obniżeniem znanych i powszechnie akceptowanych standardów wydajności i jakości podejmowanej pracy.

Kościół razem z kapłanami zawsze jakoś przeżywał kryzys. Działo się tak w pierwszych wiekach istnienia Kościoła za sprawą sporów z gnostycyzmem, w średniowieczu w wyniku fiskalizacji życia kapłańskiego, w renesansie z powodu reformacji, w oświeceniu i pozytywizmie w związku z rosnącą ateizacją, laicyzacją i licznymi zawieruchami społeczno-politycznymi. Wojny w okresie XX wieku i zimna wojna również odcisnęły poważne piętno na Kościele. Czy rzeczywiście jest więc tak, że żyjemy niejako w „spustoszonej winnicy”?

Kryzys kapłaństwa dzisiaj

Jak ten kryzys objawia się obecnie? Czyżby najlepsi kapłani zginęli w ogniach historii i zostali tylko wzbudzającym nostalgię wspomnieniem? A może po prostu księża stali się bardziej skąpi, wrogowie Kościoła bardziej zacięci, a ludzie mniej wierzący? Można by tak mnożyć pytania do niniejszego tematu. Jednak – jak w przypadku większości problemów obejmujących konkretny stan społeczny – sprawa przyjmuje postać wielowymiarową.

Są czynniki zewnętrzne, jak ogólnopojęta laicyzacja, rosnąca popularność ateistycznych prądów filozoficznych czy nawet nieprzychylna Kościołowi publicystyka. Z czynników wewnętrznych należałoby wyróżnić następujące: niedokształcenie kapłanów, przyzwolenie na zaniżony poziom edukacji, dopuszczenie częściowo niedysponowanych moralnie kandydatów do formacji kapłańskiej, upadek moralny.

Czynniki zewnętrzne

Jeśli prześledzimy kulturę popularną i popularnonaukową, bardzo szybko odnajdziemy w niej tropy zachowań typowo wrogich względem Kościoła. Są to tendencje często nawet nie ateistyczne, ale antyteistyczne. Publicystyka takich osób jak Richard Dawkins czy Christopher Hitchens jest typowym przykładem prowadzenia retoryki mającej na celu uderzenie w Kościół katolicki.

Autorzy takich metod są zwykle zainteresowani wskazywaniem nieścisłości w argumentacji Kościoła, wykorzystywaniem nieprofesjonalności apologetycznej niektórych kapłanów czy po prostu pokrętną, antyreligijną argumentacją. Są oni również wspomagani przez media, które, po części szukając sensacji, budują swoje reportaże i felietony w oparciu o antyreligijną, antyklerykalną retorykę.

Tak się stało chociażby w przypadku australijskiego kardynała George’a Pella, niesłusznie skazanego za przestępstwa seksualne wobec nieletnich, a następnie uniewinnionego po odbyciu czterystu dni kary więzienia za czyny, których nie popełnił. Przeciwnicy Kościoła mieli na kanwie tego skandalu ogromną dostawę paliwa do działania. Powstawały artykuły powielające oskarżenia i obrzydzające wizerunek kapłana. Po oczyszczeniu z postawionych mu zarzutów przepuszczono kolejny atak na kardynała i australijski wymiar sprawiedliwości. Pojawiły się – jak można się było domyślać – oskarżenia o korupcję i ukrywanie pedofilii.

Stopniowa laicyzacja też nie jest bez winy. To proces powolnej degradacji wiary w społeczeństwie, na który składa się mnóstwo czynników – od tak powszechnych, jak niekiedy męczący sposób organizacji pracy, po poważniejsze, jak konsumpcjonizm i hedonistyczne nastawienie do życia. To są oczywiście ogólne sformułowania, którym spokojnie można by poświęcić osobne artykuły. Warto je jednak wypunktować, bo stanowią one trzon problemów wpływających na ów kryzys.

Czynniki wewnętrzne

Jednym z poważniejszych czynników kryzysu kapłaństwa bywa niska jakość formacji duchowej kleryków. Niekiedy wiąże się to z małą liczbą kandydatów i koniecznością zaniżenia poziomu, a tym samym „przepchnięcia” ludzi, którzy w normalnych warunkach nie zostaliby kapłanami.

O kim w ogóle mowa? Głównie o ludziach z niedostatecznymi predyspozycjami moralnymi (np. z niewykorzenionymi nawykami, nieszczerą intencją pobytu w seminarium). Nie bójmy się tego powiedzieć: niektórzy kapłani są nimi, ponieważ jako młodzi, niedoświadczeni życiem ludzie wstąpili do seminarium nie z powodu otrzymania daru powołania, ale chęci ucieczki od życia i własnych problemów. Jeśli ktoś taki nie zostanie rozpoznany na etapie formacji duchowej w pierwszych latach studiów, wówczas jest to doskonały „materiał” na dramat.

Zobacz też:   „I proszę cię, ojcze”

Są też tacy kapłani, których dotykają nałogi grzechowe. Jeśli te problemy nie zostały wykorzenione już w seminarium, to istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że nie zostaną zlikwidowane później, za życia kapłańskiego. Gdy okazuje się, że przyłapie się kapłana na grzechach nieczystości, hazardu czy chciwości, to staje się on w mediach niejako „(po)twarzą” całego Kościoła. Jest to oczywiście paskudna gra, jaką wrogowie Kościoła wykorzystują, jednak nie ukrywajmy – niektórzy księża dają im do tego paliwo.

Aspektem, który chyba najdotkliwiej uderza w wiarę w autorytet kapłana, jest niedokształcenie teologiczne i naukowe duszpasterzy. Ileż to razy już spotkaliśmy się jako wierni z literalizmem w interpretacji Pisma Świętego, pospolicie mówiąc: z nieuctwem naukowo-przyrodniczym czy filozoficznym, powielaniem teorii spiskowych przez kapłanów czy kompletną niedbałością o jakość i merytorykę homilii?

Rozwiązanie problemu?

Kwestii czynników zewnętrznych nie da się rozwiązać. Zawsze będą ludzie niechętnie nastawieni do wiary, religii i kapłanów. Kościół może natomiast podjąć pracę u podstaw w celu odnowienia naukowego i moralnego kapłanów.

Pamiętajmy też, że nie rozwiążemy całkowicie problemu edukacji. Obecna nauka jest tak rozbudowana, że zgłębienie choćby jednego jej działu wymaga często dziesiątków lat badań. Kościół jednak, jeśli chce zmienić duszpasterzy, musi zacząć na nowo budować swój głęboki związek z nauką: z naukami przyrodniczymi, z nowoczesną filozofią. Kapłan nie może być tylko ostoją parafialno-podwórkowej teologii, bo nawet ta wymaga posługiwania się obserwacją i opisem świata, by móc lepiej wyjaśniać prawdy wiary.

Kapłani, by przywrócić swój autorytet, muszą na nowo mieć do zaoferowania coś więcej niż tylko zwyczajowe dary Kościoła. Mówię to z pewną goryczą, bo sakramenty święte są najwyższym dobrem i pięknem w depozycie Kościoła. Jednak żyjemy w cywilizacji opartej o marketing i duszpasterstwo też się bez niego nie obejdzie. Kapłani nie nakierują ludzi na Chrystusa, nie „sprzedając” im tego Chrystusa w atrakcyjny sposób. Obrażanie się i twierdzenie, że „Prawda sama się obroni” nie sprawi, że nagle wszyscy pojmą tajemnicę wiary i powrócą do Boga. Zresztą byłoby to wręcz absurdalne, gdyby wysłannicy Boga obraziwszy się na lud, sprawili, że lud się nawrócił.

Zdaję sobie sprawę, że w serialu Młody Papież jakoś to zadziałało, ale tu mamy do czynienia z prawdziwym życiem i odpowiedzialnością za zbawienie ludzi. Nie można tak po prostu zacząć eksperymentować i liczyć na dobre rezultaty.

Co jeszcze można zrobić?

Zadając to pytanie, trzeba je skierować przede wszystkim do siebie samego. To znaczy – co ja mogę zrobić, by Kościół i kapłaństwo były lepsze? Nieważne, czy masz powołanie kapłańskie, czy nie. Podejmij już teraz na własną rękę studium teologiczne, filozoficzne i naukowe, abyś nie zmarnował swojego intelektu, ale poddał go pożytecznej pracy.

Możliwe, że za dziesięć lat będziesz publicystą, dziennikarzem, komentatorem społecznym, youtuberem, a może nawet kapłanem. Wtedy nawet godzina dodatkowej, ponadprogramowej pracy dziennie prawdziwie zaowocuje. Może to trochę tandetne, ale „to ty będziesz zmianą, której pragniesz”. Poza tym: modlitwa, modlitwa i jeszcze raz modlitwa. Działajmy sami, by być narzędziem Boga w świecie, ale dajmy też Bogu działać. Zaprośmy Go do naszego społeczeństwa, do seminariów, do serc kapłanów i kleryków, by tam swoją łaską w każdym pracował.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.