adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Po Namyśle: „Nie ma Boga”

magazine cover

unsplash.com

Pismo Święte to wspaniała księga. Bogactwo tekstów tam zawartych może jednakże być bardzo często wykorzystywane w niesłusznych celach. Czasem jest to proste wyrwanie z kontekstu, jak w tytule tego tekstu (vide Ps 14 (13), 1c). Częściej – nieznajomość kulturowych kontekstów oraz wykładni nauczania Kościoła.

Wystarczy przyjrzeć się, ile różnych denominacji protestanckich powstało w myśl zasady sola scriptura – samo Pismo. Ale dla jedności Kościoła groźniejsze jest to, co dzieje się w jego wnętrzu, gdy pewni ludzie, którzy nie mają ku temu predyspozycji, podejmują się samodzielnej interpretacji Biblii. A tym gorzej, jeśli robią to dla własnych celów.

Pozór zła

Ulubionym fragmentem wszelkich internetowych łowców tak zwanych „zagrożeń duchowych” jest fragment pierwszego listu świętego Pawła Apostoła do Tesaloniczan w tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia. „Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła” (1 Tes 5, 22). Jest to chyba najbardziej klasyczna próba zaorania przeciwnika, który śmie sugerować przykładowo, że brak ust u Hello Kitty nie oznacza, że jej twórca poświęcił swoje dziecko szatanowi albo że figurka Buddy na kredensie nie może cię opętać.

Bez wątpienia można uznać to za próbę zamknięcia ust oponenta przy instrumentalnym wykorzystaniu słów Pisma Świętego. Tylko że mało kto wie, że ten fragment został po prostu… błędnie przetłumaczony. Textus Receptus, czyli tekst w języku greckim, w którym został napisany Nowy Testament, głosi: „απο παντος ειδους πονηρου απεχεσθε” (apo pantos eidous ponērou apekhesthe). Septuaginta natomiast po łacinie przestrzega „ab omni specie mala abstinete vos”. Poprawniejszym tłumaczeniem byłyby zatem „postać zła”, „forma zła” czy „rodzaj zła”.

Rzecz jasna nie ma obowiązku znajomości łaciny czy greki. Ale warto pamiętać, że nie patrzy się na cytat w oderwaniu od całej Biblii ani tym bardziej od zdrowego rozsądku. Bo czy „pozoru zła” nie mogłoby na przykład mieć wypędzenie kupców ze świątyni przez Jezusa, który wpadł w gniew? Albo czy „pozoru zła” nie ma internet, gdzie przecież tyle jest pornografii czy kłótni pomiędzy użytkownikami? A tymczasem wystarczy nie dopuścić się żadnego rodzaju zła. Nie czcić obcych bogów, nie oglądać pornografii czy nie wszczynać kłótni – nie popełniać złych moralnie czynów.

Znamię Bestii

„I sprawia, że wszyscy: mali i wielcy, bogaci i biedni, wolni i niewolnicy otrzymują znamię na prawą rękę lub na czoło. I że nikt nie może kupić ni sprzedać, kto nie ma znamienia – imienia Bestii lub liczby jej imienia. Tu jest [potrzebna] mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć” (Ap 13, 16-18).

Księga Apokalipsy jest chyba najbardziej nieodgadnioną księgą Pisma Świętego, ze względu na bogactwo symboli. Co jakiś czas jednak pojawiają się apokaliptycznie nastawieni głosiciele „Czasów Ostatecznych™”. Dopatrują się Antychrysta i znaków, które mają mu towarzyszyć. Aktualnie na topie pretendentów do „Znamienia Bestii™” znajduje się rzecz jasna szczepionka przeciwko koronawirusowi. Bez jej przyjęcia wkrótce niemożliwe miałoby stać się na przykład chodzenie na zakupy czy podróżowanie.

Ale przecież to samo mówiono na temat kodów kreskowych, kiedy były wprowadzane. Ba, nawet wśród pasków, z których składają się te kody, znajdować się mają trzy szóstki. Karty płatnicze, które zawierają czipy, również są powszechnie używane przy kupowaniu i sprzedawaniu. Niektórzy czipy wszczepiają sobie pod skórę, aby mieć w ten sposób zawsze dostęp do dowodu osobistego czy banku. A tymczasem tego typu wynalazki co najwyżej mogą zaszkodzić naszej prywatności. Doszukiwanie się w nich zagrożeń duchowych świadczy o zamiłowaniu do teorii spiskowych, w myśl których ich wyznawcy zdobywają i posiadają wiedzę tajemną, niedostępną dla zwykłych śmiertelników.

„Ale król Dawid…”

Nie może oczywiście obyć się bez odniesienia do liturgii w tym tekście. Kiedy skrytykuje się niefrasobliwe pląsy w trakcie świętych obrzędów, jak podczas mszy u niesławnych łódzkich jezuitów czy mszy na Polach Lednickich, zaraz znajdzie się ktoś, kto wskaże na króla Dawida. Przyjrzyjmy się zatem temu fragmentowi. „Dawid wtedy [podczas przenoszenia Arki z innego miasta – przyp. KJN] tańczył z całym zapałem w obecności Pana, a ubrany był w lniany efod. Dawid wraz z całym domem izraelskim prowadził Arkę Pańską, wśród radosnych okrzyków i grania na rogach” (2 Sm 6, 12-15).

Zobacz też:   CANON5 – o następcach Piotra w Kanonie Rzymskim

I najczęściej jest to argument niepodważalny w oczach wygłaszającego go. Skoro tak jest w Piśmie Świętym, to znaczy, że można tak robić. Zwłaszcza że pojawia się tam również postać Mikal, córki Saula, która, widząc to, „wzgardziła nim w sercu”. Następnie w tekście dochodzi do wymiany zdań pomiędzy królem a córką Saula. Oskarża go ona, że zachował się niepoważnie, tańcząc obnażonym wobec wszystkich. Dialog wieńczy zdanie autora biblijnego: „Mikal, córka Saula, była bezdzietna aż do czasu swej śmierci” (2 Sm 6, 23). To oczywiście jest ostatecznym dowodem na to, że każdego, kto krytykuje taniec w kościele, pokarze Bóg.

„… tańczył przed Arką!”

Bezrefleksyjne spojrzenie na ten fragment powoduje niezwrócenie uwagi na pozostałe elementy tej sceny. Że de facto król Dawid tańczył tam w bieliźnie. Że był obrzezany. Że nie było to uobecnienie męki, śmierci i zmartwychwstania Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Co, nikt nie chce się rozebrać w kościele? Panowie, ktoś chętny na przycięcie…? Niemal dwa milenia rozwoju nauki Kościoła nie są w stanie przebić się przez przeświadczenie, że „nam musi być fajnie; jak jest fajnie, to jest wszystko, jak ma być”.

Oddam jeszcze głos wybitnemu teologowi – Józefowi kardynałowi Ratzingerowi – który pisał w Duchu Liturgii: „Także taniec nie jest formą wyrażania liturgii chrześcijańskiej. Około III wieku kręgi gnostycko-doketyckie próbowały wprowadzić go do liturgii. Ukrzyżowanie traktowano tam jako pozór: ciało, którego nigdy tak naprawdę nie przyjął, Chrystus opuścił przed męką. I w ten oto sposób, skoro Krzyż był tylko pozorem, miejsce liturgii Krzyża mógł zająć taniec”. Istnieje oczywiście pojęcie inkulturacji, w myśl którego w miejscach, gdzie taniec służył wyrażaniu kultu, może on dalej do tego celu służyć. Ale fakt, że jest to możliwe w Afryce, nie powoduje, że jest to możliwe w Europie. Wszak tam taniec występował wyłącznie w celach rozrywkowych. Nie wspominając o tym, że taniec liturgiczny w Afryce wcale nie wygląda tak, jak sobie to standardowo „biały człowiek” wyobraża.

Właściwie czego spodziewają się osoby, które wklejają Dawida jako uzasadnienie liturgiczności tańca? Że Kościół przez dwa tysiące lat nie zorientował się, że ten fragment tam jest? Tyle lat korzystano z trefnego tłumaczenia? Przecież to już wielokrotnie wałkowano i obalano. Aż chciałoby się zażartować – czy nie dałoby się anihilować takiego tańca uniwersalną „klątwą” pozorów zła?

„Żadne proroctwo Pisma nie jest dla prywatnego wyjaśnienia”

Nie bez powodu przez wiele lat Kościół niechętnie podchodził do samodzielnej lektury Pisma Świętego przez wiernych. Nawet teraz, pomimo że ludzie są w jakiś sposób lepiej wyedukowani niż kiedyś i mają łatwiejszy dostęp do wiedzy, bardzo łatwo o błąd. Paradoksalnie przez to nawet łatwiej być przekonanym, że się myśli poprawnie, kiedy jest zupełnie na odwrót.

Do tego dochodzą wszelkiej maści strony internetowe, które publicznie głoszą samodzielną interpretację Biblii i zdobywają rzesze fanów. A nieraz i księża się mylą. Trudno przecież być wybitnym specjalistą i od liturgiki, i od biblistyki, i od dogmatyki. Zwłaszcza gdy niektóre konteksty wymagają specjalistycznej wiedzy. Gorzej, jeśli duma nie pozwala im przyznać się do błędu, lecz to przecież niestety grozi każdemu z nas.

Ale nie byłoby dobrze również, gdyby lęk przed błędem odwodził nas od poznawania Chrystusa przez Jego Słowo. Trzeba po prostu pamiętać, żeby ponad własne rozumienie tekstu i jego interpretację zawsze przedkładać autorytet Kościoła, zgodnie z cytatem w śródtytule, który pochodzi z drugiego listu świętego Piotra Apostoła, pierwszego papieża (2 P 1, 20b). W ten sposób skutecznie minimalizuje się ryzyko zostania założycielem jakiejś sekty. Choćby i jednoosobowej.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.