adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Biblii nie należy czytać dosłownie

magazine cover

pexels.com

Pismo Święte jest dziełem złożonym. Ma ono wielu autorów z różnych okresów historycznych, którzy korzystali z mnóstwa zabiegów stylistycznych i literackich w celu przekazania treści swoich przekonań teologicznych, filozoficznych oraz prawniczych. Idąc śladami badaczy Pisma Świętego, przyjrzyjmy się, jak ważne – nie tylko dla chrześcijan – są egzegeza biblijna i hermeneutyka.

Nie będę ukrywał, że tytuł niniejszego artykułu jest nieco prowokacyjny. Uderza on bowiem w dwa stanowiska: teistycznie rozumianego literalizmu biblijnego oraz ateistycznego literalizmu biblijnego.

Przyczyn tego pierwszego należałoby się upatrywać w kilku kwestiach. Po pierwsze, są to różnego rodzaju teoretyczne naleciałości historyczne, takie jak przekonania myślicieli reformacji, teoretyków protestantyzmu, a także zwolenników tzw. kreacjonizmu młodej Ziemi. Po drugie, przywiązanie do literalizmu niekiedy wynika z nieporozumień wywołanych dobrą wolą. Bywa bowiem tak, że chcąc jak najbardziej przybliżyć się do Boga, niektórzy wierzący skłaniają się w stronę dosłownego odczytu Pisma Świętego, wierząc, że tak będzie najlepiej.

Kwestia ateistycznego literalizmu biblijnego jest nieco bardziej osobliwa. Z niezbyt dobrze uzasadnionych przyczyn metodologicznych oraz pobudek osobistych niektórzy ateiści żywią przekonanie, że Biblii nie należy interpretować. Wręcz przeciwnie – należy ją czytać dosłownie, bo tylko tak możliwe jest odkrycie obrzydliwej prawdy o religiach abrahamicznych.

Niniejszą metodę zastosował zresztą prof. Richard Dawkins w słynnej książce Bóg urojony. Autor, w zupełnym oderwaniu od dostępnych badań w zakresie biblistyki, wyprowadził swoją własną interpretację. W pewien sposób nie dziwi więc wrogość Dawkinsa wobec Pisma Świętego. Albo wynika ona z niewiedzy (w co osobiście wątpię), albo z ideologicznego uporu.

Tak czy inaczej, warto przyjrzeć się bliżej kilku interesującym ciekawostkom biblijnym, jakie ujawniają się przy uwzględnieniu podejścia hermeneutycznego.

Pismo Święte nie było pisane przez idiotów

Czytając pierwsze fragmenty Katolickiego komentarza biblijnego, wskazujące na strukturę Księgi Rodzaju, wykorzystane środki literackie oraz cele, jakie jej autorzy sobie postawili, nie sposób nie dostrzec głębi opisywanego tekstu.

Tu nie chodzi tylko o sam fakt natchnienia tekstu. Przyjmujemy to jako dogmat, tak. Jednak tym, co szczególnie się rzuca w oczy w sposób czysto ziemski, potoczny, jest kunszt literacki w sposobie przekazywania przekonań teologicznych. Przyglądając się chociażby Genesis, nie da się pominąć genialnego paralelizmu pierwszych trzech dni względem kolejnych trzech w opisie stworzenia świata. Dokonajmy więc porównania:

  • dzień pierwszy to stworzenie światła i oddzielenie go od ciemności, dzień czwarty zaś to stworzenie Słońca, Księżyca i gwiazd; dzień czwarty jest więc niejako uzupełnieniem merytorycznym dnia pierwszego – najpierwotniejszą manifestacją światła w świecie są bowiem ciała niebieskie;
  • dzień drugi to oddzielenie wód dolnych od górnych, które znajduje swoją manifestację w dniu piątym – w stworzeniu zwierząt morskich i lądowych;
  • dzień trzeci zaś to stworzenie lądu i roślinności; bez nich dzień szósty – powołanie zwierząt i ludzi – nie byłby możliwy.

Dostrzegamy więc, że w przeanalizowanym pod tym kątem fragmencie zawiera się nie tylko przekaz teologiczny, że Bóg stworzył świat. Autor Genesis poprzez sprytny zabieg literacki przekazuje również ówczesny stan wiedzy kosmologicznej ludzi. Dodatkowo interesujące jest hebrajskie słowo bara, którego autor używa na opisanie aktu stworzenia. Jak zauważa John H. Walton w The Lost World of Genesis One – słowo to nie musi oznaczać stworzenia ex nihilo (z niczego).

W Ps 51, 12 psalmista używa określenia bara na wyrażenie pragnienia otrzymania nowego, czystego serca. Naturalnie nie mogło to oznaczać dosłownie nowego organu pompującego krew. Zamiast tego miało wskazywać na chęć uzyskania pomocy w uporządkowaniu swojego wnętrza.

Bara może więc oznaczać jakiś rodzaj aktu porządkującego zastany podówczas chaos lub jakiś rodzaj nieładu. Tak czy inaczej, z niezbyt długiego fragmentu otrzymujemy informacje na temat kosmologii hebrajskiej oraz mniej oczywistych faktów danych w teologii ówczesnego judaizmu.

Przykładów jest więcej!

Przypatrzmy się jeszcze wielu innym, podobnym do Genesis fragmentom Pisma Świętego, które, przy głębszej analizie, ujawniają nową, bardziej interesującą treść.

  • Gdy badamy kwestię plag egipskich, okazuje się, że najprawdopodobniej jest ona specyficznym tekstem teologicznym napisanym w formie krytyki bogów politeistycznych starożytnego Egiptu. Każda z plag uderza bowiem w jakąś domenę władzy jednego z ważniejszych bogów kraju faraonów. Biblista chce w ten sposób pokazać ogrom potęgi Jahwe w porównaniu do niemocy i słabości bogów egipskich.
  • Historia o wieży Babel jest przekazem prawdy teologicznej, że człowiek nie może o własnych siłach powrócić do raju. Babilończycy wierzyli, że ich świątynia jest miejscem, gdzie zstępują bogowie. Stąd historia próby budowy największej, najwspanialszej świątyni pokazuje dodatkowy kontekst tej opowieści – że to nie świątynia miała być wysoka do niebios, ale że swą wspaniałością miałaby nakłonić Boga do przybycia do niej. Co ciekawe, użyto tam bardzo specyficznego zabiegu literackiego. Odnosząc się do wszechmocy Boga, autor celowo niejako ją „zawiesił”, sugerując, że Bóg musiał jakoś szczególnie się przyglądać, by w ogóle móc dostrzec, że ludzie zbudowali jakąś wieżę Babel. Miało to pokazać ułomność i małość osiągnięcia, z którego ludzie mieli być przecież dumni.
  • Słynna i często cytowana historia zniszczenia Sodomy i Gomory prawdopodobnie odnajduje swoje wyjaśnienie w hipotezie upadku asteroidy, która, rozpadając się na kawałki, niefortunnie mogła zasypać ognistym gradem wspomniane miasta. Co jednak ważniejsze, to fakt, że ta opowieść przekazuje bardzo istotne przekonanie na temat kondycji moralnej człowieka. Człowiek według autorów Biblii jest zły do szpiku kości i za swoje zło zasługuje na śmierć.
  • Wielokrotnie pojawiające się postaci biblijne, żyjące po kilkaset lat, są według badaczy kolejnym zabiegiem biblisty. Wśród Izraela panowało bowiem przekonanie, że łaska Boża objawia się w długowieczności. Stąd autor, chcąc niejako uwydatnić, jak bardzo błogosławieni są np. przodkowie Abrahama, uczynił ich żywot niewyobrażalnie długim.
Zobacz też:   Pielgrzymowanie w ciszy

Dlaczego to wszystko jest takie ważne?

Można postawić takie pytanie – czy te wszystkie zabiegi i analizy są naprawdę konieczne? Czy nie dałoby się dojść do takiej wiedzy o Piśmie Świętym bez całej tej hermeneutyki, analiz językowych i wiedzy historycznej i antropologicznej? Niestety – nie dałoby się.

Żyjąc w XXI wieku, często żywimy przekonanie, że mentalność ludzi sprzed ponad trzech tysięcy lat jest w jakiś sposób podobna do naszej, tylko realia były trochę inne. Nic bardziej mylnego. Czytając Epos o Gilgameszu, napisany prawdopodobnie około 2100 r. p.n.e., można dostrzec coś bardzo interesującego. Autor tekstu pisze o czasach dla niego zamierzchłych, gdy uczyniono wszystkie rzeczy potrzebne (w domyśle – do funkcjonowania człowieka). Autor mówi więc najprawdopodobniej o momencie powstania cywilizacji ludzkiej, o czasach około czterech, może nawet pięciu tysięcy lat przed naszą erą.

Fakt ten, jeśli należycie kontemplowany, wskazuje na rodzaj zachwytu autora nad innością i niesamowitością odległej mu przeszłości. Toteż gdy my analizujemy teksty biblijne, które mogą mieć nawet ponad trzy tysiące lat, nie sposób nie podjąć – per analogiam – tego samego rodzaju zachwytu nad innością.

Ludzie wtedy naprawdę myśleli inaczej i nie tylko nie można, ale wręcz nie da się ich oceniać z perspektywy dzisiejszych standardów. Niewolnictwo prezentowane w Biblii może być dla nas dzisiaj odrażające, ale podówczas był to normalny dla każdego element systemu ekonomicznego. W ten sposób spłacano długi. Warto się zastanowić, jak inne były życie, wyobrażenia i myśli ludzi w tamtych czasach. Jak bano się ciemności, dziwne kształty postrzegano jako coś strasznego. Jak wierzono, że każdy bóg i bóstwo istnieje, a różnią się one tylko władzą i mocą (tzw. henoteizm).

Wreszcie, aby w pełni zrozumieć istotę wszystkich niuansów kulturowych i historycznych danego narodu, potrzebna jest głęboka znajomość jego języka, kultury, historii, architektury, systemu ekonomicznego, prawnego i politycznego. Nie inaczej sprawa ma się w przypadku Biblii. Nie dość, że miała wielu autorów, to jeszcze pisana była po hebrajsku, starogrecku i aramejsku. Stąd bez znajomości tych języków oraz różnych wątków historyczno-kulturowych z nimi związanych nie można mówić o wyczerpującym rozumieniu Pisma Świętego.

A więc co dalej?

Nieuchronnie uderza to w zwolenników ateizmu, którzy, niejako na złość wierzącym, chcą stworzyć sobie wygodne pole do krytyki religii, postulując literalizm biblijny. Naturalne jest, że zaniechanie jakichkolwiek pogłębionych, akademickich analiz doprowadzi do spłycenia interpretowanych treści.

Nie sposób nie zauważyć, że wiele osób ma wrogie nastawienie do religii katolickiej (czy w ogóle religii abrahamicznych) nie przez wzgląd na faktyczne, realne argumenty przeciwko nim, ale po prostu brak rzetelnej wiedzy z zakresu biblistyki.

Niemniej warto pamiętać, że nie każdy ma czas, siły i ochotę, by zajmować się biblistyką i hermeneutyką biblijną. Stąd najlepszym, w moim odczuciu, podejściem jest niekiedy zawieszenie osądu i pozostawienie tej sprawy specjalistom. Nikt wszak nie kłóci się z fizykami, gdy ci wygłoszą jakąś partykularną teorię na temat pól kwantowych. Dlaczego więc następują tak zaciekłe spory o Biblię wśród ludzi niewykształconych w dziedzinie biblistyki?

Ostatecznie – czy zasadne jest, aby katolik współcześnie posiadał jakąś (choćby minimalną) wiedzę z zakresu egzegezy biblijnej? Zdaje się, że tak. Jest to nieuniknione, jeśli ludzie wierzący chcą zachować swoją wiarę i umacniać ją. W obliczu odkryć nauk przyrodniczych i filozofii nie da się w sposób świadomy uprawiać wiary religijnej, nie posiadając jakiejś elementarnej wiedzy z zakresu teologii.

Nie jest tak, że ogrom wiedzy intelektualnej jest do zbawienia koniecznie potrzebny. Nic z tych rzeczy. Istotna natomiast jest potrzeba nieustannego poszerzania przestrzeni poglądowej, po której intelekt oświecony wiarą może się poruszać.

O autorze

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.