adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Piękno męki – ukrzyżowanie w filmach

magazine cover

pexels.com

Ewangelie bardzo oszczędnie opisują mękę i śmierć Jezusa. Dlaczego? Być może ewangeliści nie bawili się brutalnymi pseudoozdobnikami i nie chcieli przelewać na papier koniec końców nieistotnych szczegółów z egzekucji. Niewątpliwie nie musieli się również silić na dokładność opisów ze względu na fakt, iż w tamtym czasie ukrzyżowanie było powszechnym sposobem wykonywania wyroków śmierci, więc czytający Ewangelię z pewnością i tak mieli okazję przypatrzeć się zabijanym w ten sposób ludziom.

Dziś, dwa tysiące lat po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa, nasza audiowizualna kultura chciałaby jednak wiedzieć i móc pokazać na ekranie prawdę o tamtych wydarzeniach. Jednak film, który chciałby w pełni realistycznie pokazać ten rodzaj śmierci, stałby się krwawym horrorem typu gore. Dlaczego?

Jak wyglądała egzekucja?

Ukrzyżowanie było formą egzekucji praktykowaną na długo przed ekspansją Imperium Rzymskiego. W ten sposób zabijali Asyryjczycy, Fenicjanie, Persowie, Grecy. Na krzyżu skonało ok. sześć tysięcy wziętych do niewoli powstańców Spartakusa, do krzyża także Kserkses kazał przybić ciało Leonidasa poległego pod Termopilami.

Jak wykonywano taką egzekucję? Wiele zależało od fantazji katów, czasem od warunków, w których wykonywano karę śmierci. W okresie rzymskim, wbrew rozpowszechnionemu wyobrażeniu, skazaniec zmuszony był do dźwigania patibulum, poziomej belki krzyża, do której na miejscu stracenia przybijano jego ręce. Gwoździe wbijano nie w dłonie, jak przedstawiają to późniejsze wyobrażenia w malarstwie lub rzeźbie, lecz między kośćmi nadgarstka, które były w stanie utrzymać ciężar ofiary, jednocześnie potęgując ból w zerwanych ścięgnach i nerwach. Taką belkę umieszczano na pionowym słupie, do którego następnie przybijano nogi skazańca. Czasem, by wydłużyć mękę umierającego, stosowano różnego rodzaju podpórki pod stopy lub pośladki. Szczegóły, takie jak kąt ułożenia ramion ofiary czy sposób wbijania gwoździ w stopy, zależały od pomysłowości osób wykonujących wyrok.

Śmierć krzyżowa ze względu na swoją formę była niezwykle sadystyczna. Składały się na nią cierpienia fizyczne oraz poniżenie psychiczne skazańca. Ofiara umierała długo, w zależności od ogólnej kondycji oraz działań katów, a bezpośrednią przyczyną zgonu mogło być wiele czynników: wykrwawienie, uduszenie, zapaść krążeniowa lub ogólne wycieńczenie. Wiszący na krzyżu skazaniec opierał cały ciężar swojego ciała na przebitych gwoździami nadgarstkach i stopach. Rozerwane nerwy powodowały przeszywający ból, napięte mięśnie powoli odmawiały posłuszeństwa. I tak przez kilka lub nawet kilkadziesiąt godzin.

Nie bez znaczenia pozostawał również społeczny aspekt ukrzyżowania. Przez swoją brutalność kara ta, wykonywana publicznie, pełniła rolę przestrogi wobec potencjalnych przestępców. Jak żadna inna forma egzekucji traktowana była jako największe poniżenie skazańca. Ostatecznie w okresie życia Jezusa na terenie Imperium Romanum na ukrzyżowanie skazywano największych przestępców i niewolników, zaś posiadacz rzymskiego obywatelstwa mógł cieszyć się z faktu, iż według prawa nie może zostać skazany na śmierć na krzyżu.

Kadr z filmu Pasja, reż. Mel Gibson.

Jak Golgota wygląda na ekranie?

W momencie rozpowszechnienia się kinematografii oraz pierwszych filmów religijnych opowiadających o życiu Jezusa twórcy stanęli przed konkretnym wyzwaniem. Jak pokazać ukrzyżowanie na ekranie kina? Jak nakręcić taką scenę?

Zazwyczaj twórcy po prostu pokazują ukrzyżowanie Jezusa w sposób typowy, fabularnie opierając się na Ewangeliach. Mamy więc Zbawiciela niosącego krzyż (względnie tylko jego poziomą belkę), mamy Golgotę, scenę z dwoma łotrami i Maryją, a wreszcie śmierć. W sferze wizualnej raczej brak drastycznych scen ze względu na ograniczenia wiekowe, niechęć do przesadnej brutalności i odnoszenie się do zakorzenionych w świadomości, nieco wygładzonych obrazów męki Jezusa. I w takim przedstawianiu ukrzyżowania nie ma absolutnie nic złego.

Jednak każdy kolejny film o Jezusie niejako wymuszał próbę pokazania Zbawiciela w nieco inny, oryginalny sposób. No bo ile razy można pokazywać to samo tak samo? I choć scena egzekucji zasadniczo nie pozostawia wiele przestrzeni do własnych rozwiązań, twórcy w różny sposób radzili sobie z tymi ograniczeniami. Czasem podchodzili w świeży sposób do tematu, przedstawiając aspekt męki Chrystusa z nieco innej perspektywy lub stosowali oryginalne środki wyrazu artystycznego. Jak to wyglądało w praktyce?

Symbolika…

Czytając opis wydarzeń na Golgocie w Ewangeliach, natrafiamy na moment, w którym „mrok ogarnia całą ziemię”. Niezwykle wymowne zjawisko podkreślające grozę „bogobójstwa” jest w filmach albo pomijane, albo przedstawiane w postaci mocnego, burzowego zachmurzenia, co także spełnia swoja rolę. Jednak najlepiej, najpełniej tę chwilę przedstawił film Barabasz z 1961 roku. Dlaczego? Otóż w trakcie kręcenia scen reżyser dowiedział się, że niedługo będzie miało miejsce zaćmienie słońca. Decyzja była natychmiastowa. Dodatkowo cała scena została okraszona nieco mroczną muzyką będącą aranżacją śpiewu Kyrie z kyriału Orbis factor.

Ben Hur z 1959 roku to monumentalny, genialnie nakręcony zdobywca dziesięciu Oscarów. Film opowiada historię tytułowego Judy Ben Hura, niesłusznie skazanego na galery za rzekomą próbę zamachu na rzymskiego dostojnika – Poncjusza Piłata. Przez kilka godzin produkcji kamera podążą za protagonistą. Losy bohatera kilkukrotnie krzyżują się z życiem Chrystusa, także na Golgocie. Choć Jezus jest tu postacią jedynie epizodyczną, to sceny z jego udziałem mają wielkie znaczenie, tak ze względu na fabułę, jak i sposób ich przedstawienia. Otóż w żadnej z krótkich scen, w których Ben Hur spotyka Jezusa z Nazaretu, operator nie pokazuje twarzy Zbawiciela.

Zobacz też:   Ks. Bronisław Świeykowski - wszystko ku chwale Boga!

Taki zabieg, choć po części mógł być wynikiem nieco protestanckiego, błędnego rozumienia pierwszego przykazania o zakazie tworzenia wizerunków, stał się niesamowitym zabiegiem artystycznym. Z jednej strony poznajemy Jezusa bardziej przez pryzmat reakcji ludzi na jego osobę. Z drugiej, pozostawienie tak istotnego elementu filmu w sferze niedomówienia sprawia, że widz zmuszony jest uruchomić swój najważniejszy zmysł: wyobraźnię. A ta zawsze pokaże nam więcej niż dowolny obraz. Bo czasem mniej znaczy więcej.

…czy realizm?

Niejako po drugiej stronie stoi Pasja Mela Gibsona. Film, który w warstwie fabularnej skupił się niemal wyłącznie na momencie męki i śmierci Chrystusa i zrezygnował z niedomówień na rzecz dosłowności. Ponadto reżyser, pozostając wierny swoim artystycznym przyzwyczajeniom dotyczącym realistycznego przedstawiania przemocy, dał nam obraz długiego, brutalnego procesu i egzekucji. Tak – Pasja to brutalne i krwawe dzieło, choć, porównując je z rzeszą innych produkcji, nie aż tak, jak głosili to niektórzy krytycy. Poza tym, wbrew pierwszym wrażeniom, pod płaszczem krwawego realizmu kryło się wiele mniej lub bardziej subtelnych symboli i odniesień. Jakich?

Przede wszystkim twórcy, wykorzystując krótkie retrospekcje, wyraźnie powiązali śmierć Jezusa na krzyżu z Ostatnią Wieczerzą. Bezpośrednie zestawienie tych dwóch elementów mogłoby się wydawać banalne jedynie wtedy, gdyby pominęło się teologiczny wymiar Wieczernika i Golgoty. Po drugie – w filmie ukrzyżowanie jest punktem kulminacyjnym historii. I pomimo tragizmu oraz brutalności przedstawianych wydarzeń moment ten okraszono niezwykle liryczną, subtelną muzyką. Portal Filmmusic przytacza wypowiedź kompozytora: „Jedną z pierwszych rzeczy, które powiedział mi Mel, było stwierdzenie, że w czasie najtrudniejszych do oglądania scen muzyka powinna być najpiękniejsza. Wtedy musi być najbardziej subtelna. Ponieważ jej rolą jest pomaganie w »przejściu« przez to, co widzisz na ekranie, powiedział mi, że muzyka powinna przenieść widza w miejsce piękne”.

Piękno odkupienia

No właśnie. Czy ukrzyżowanie może być rozpatrywane w kategoriach piękna? Pomimo grozy, którą powinna wzbudzać w człowieku taka forma egzekucji, ma się czasem wrażenie, że w ukrzyżowaniu Jezusa jest coś fascynującego. Choć z pewnością brzmi to absurdalnie bądź groteskowo, wręcz ocierając się o bluźnierstwo, można zaryzykować tezę, że widok konającego Zbawiciela zamiast odpychać – przyciąga. Dlaczego?

Być może wbrew pozorom niewiele różnimy się od starożytnych Rzymian ekscytujących się walkami gladiatorów, skoro pociąga nas przemoc (choć realnie bezkrwawa) na ekranach kin i w grach. Jednak w kontekście ukazywania męki Chrystusa w filmie chodzi raczej o coś innego. Nie wynika to z prymitywnej chęci czerpania satysfakcji z widoku krwi.

Pozostając na płaszczyźnie czysto estetycznej, możemy zachwycać się wspaniale skomponowanym kadrami, precyzyjnie zaplanowaną scenografią, grą światła i aktorstwem. Krótko mówiąc, tym, co sprawia, że film prezentuje się pięknie od strony wizualnej. Wystarczy spojrzeć na kadry z filmów Opowieść wszech czasów (1965) lub Szata (1953), które wydają się żywcem wyjęte z tradycyjnego malarstwa.

Kadr z filmu Barabasz, reż. Richard Fleischer

Triumf Ukrzyżowanego

Jednak to wizualne piękno wynika z czegoś, co wymyka się zwykłej estetyce. Jezus wiszący na krzyżu emanuje spokojem. Nawet jeśli cierpi (a przecież tak jest), przyjmuje karę z pokorą, bez złorzeczeń i buntu. Faktycznie jest tym barankiem ofiarnym, który spokojnie daje się prowadzić na rzeź. Zatem zamiast satysfakcji z oglądania przemocy widz odczuwa raczej wzruszenie, zwłaszcza, jeśli choć w minimalnym stopniu czuje się związany z protagonistą. Ponadto szeroko rozpostarte ręce przybite do poprzecznej belki wydają się z jednej strony ogarniać cały świat, a z drugiej pragnąć przygarnąć każdego człowieka do Jezusa. Przyciągnąć, a nie odepchnąć.

Nie należy zapominać, że cały biblijny opis ukrzyżowania Chrystusa jest niesamowicie wręcz nasycony symboliczną treścią. Przekładanie tej warstwy na język filmu również ma wpływ na odbiór sceny. A że widz, mimo wszystko, wciąż podświadomie jest trochę homo symbolicus, to każdy taki element stanowi o pięknie końcowej wymowy sceny.

Koniec końców nie należy także interpretować filmowych adaptacji ewangelicznych opisów męki Chrystusa w oderwaniu od warstwy teologicznej. A to właśnie tym aktem złożona została ofiara, której celem było przebłaganie Boga za grzechy ludzi. Ofiara doskonała, bez najmniejszej skazy. Tym samym ukrzyżowanie było strasznym, ale jednak triumfem, odkupieniem win, a także, jak genialnie pokazuje to Ewangelia wg św. Jana – aktem intronizacji Chrystusa. Czy film jest w stanie uchwycić taką subtelność?
Wspaniale ukazuje to Pasja Gibsona. Scenie podnoszenia krzyża akompaniuje chóralny utwór przywodzący na myśl podniosły, triumfalny wręcz hymn. Bo tam, na krzyżu ustawionym na jerozolimskim wzgórzu, zło ostatecznie przegrało.

O autorze

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.