adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Od nagłej i niespodziewanej siostry wybaw nas, Panie?

magazine cover

unsplash.com

„Pochwalony bądź, mój Panie, przez siostrę naszą Śmierć cielesną, przed którą nikt z żyjących ujść nie może: biada umierającym w grzechu ciężkim” – ten fragment z Pieśni słonecznej św. Franciszka z Asyżu jest dziś szczególnie trudno przyjmowany. Chwalić Pana Boga za słońce, księżyc, gwiazdy, wiatr, wodę, ogień, ziemię – to zrozumiałe, do tego można się zachwycić piękną poezją i wzruszyć porównaniami autora, który w tak familiarny sposób nazywa poszczególne składniki otaczającego nas świata. Ale „Siostra Śmierć”? Jak to brzmi, przecież śmierć to coś, o czym nie chcemy dziś myśleć, pamiętać, czego chcemy uniknąć, odsunąć jak najdalej.

Oczywiście dla ludzi pięknej epoki Średniowiecza śmierć była naturalną częścią życia (czyli jego końcem), stąd hasło memento mori. Jednocześnie człowiek wiary wie, że ta siostra ma za zadanie przeprowadzić go do nowego życia, trwającego już na wieki, bez końca – stąd ta pamięć. Drogi są dwie, jak czytamy w Biblii: „Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście” (Pwt 30, 15), a człowiek swoim życiem wybierze, w którą stronę pójdzie. Nieszczęściem współczesności jest to, że wielu uwierzyło, że wszystko kończy się na ziemskim kresie, że Siostra Śmierć przynosi ze sobą zupełne unicestwienie, a nie przeprowadza do właściwego życia.

Myślę, że warto podjąć krótką refleksję na ten temat – właśnie teraz, w ciągu roku, a nie w okolicy pierwszych dni listopada, gdy zwyczajowo wszyscy pochylają się nad tematem ludzkiego przemijania, przypominając, że ludzie „tak szybko odchodzą”, a wszystko dzieje się na tle spadających żółtych liści i tablic z nazwiskami tych, którzy zmarli niedawno. W tej atmosferze zapominamy o dwóch ważnych sprawach: że możemy zmarłym pomóc oraz że sami powinniśmy zadbać o dobre przygotowanie na własną śmierć.

Matka – Słodka Opiekunka

W Warszawie w kościele pokarmelickim pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Józefa (na Starym Mieście) znajduje się stosunkowo mało znane sanktuarium maryjne – Sanktuarium Matki Bożej Dobrej Śmierci, a w nim łaskami słynący obraz Matki Bożej Dobrej Śmierci (według kronik namalowany w XVI wieku, pochodzący z darów króla Jana Kazimierza). Obraz niestety spłonął w czasie powstania warszawskiego – dziś wierni modlą się przed jego wierną kopią. Stały kult doprowadził do tego, że ówczesny rektor kościoła, ks. Wiesław Kądziela, zainicjował nabożeństwo wieczystej nowenny dwudziestego drugiego dnia każdego miesiąca (ponieważ w dawnym kalendarzu liturgicznym 22 października przypadało święto Matki Bożej Dobrej Śmierci). Ksiądz Kądziela napisał też hymn do patronki tego sanktuarium, który może być propozycją indywidualnej modlitwy każdego z nas:

„Od wieków, Bogurodzico,
Za matkę jesteś nam dana
Tyś źródłem dobra wszelkiego,
Najkrótszą drogą do Pana.

Salve, salve Regina! Ave, ave Maryja!

Twym płaszczem zasłoń od złego,
Orędownictwem racz wspierać
Z Twoim Imieniem na ustach
Daj dobrze żyć i umierać

Niech Twoje, Matko, spojrzenie
Dobre, łaskawe i tkliwe
Przez życie nas przeprowadzi
Aż po dzień śmierci szczęśliwej”

Najświętsza Maryja Panna rzeczywiście „od wieków” jest przywoływana jako ta, której obecności przywołujemy u kresu życia. Dlatego powtarzamy, czasami kilkadziesiąt razy w ciągu dnia, żeby była z nami „teraz i w godzinie śmierci naszej”. Stąd w godzinkach wyśpiewujemy: „a przy śmierci nam słodką Opiekunką była”.

„Jakie życie…

…taka śmierć, nie dziwi nic” – śpiewała Edyta Geppert w jednej ze swoich najsłynniejszych piosenek. I choć od tej reguły bywają wyjątki, bo w końcu człowiek nie zawsze ma wpływ na to, w jaki sposób i kiedy umiera – to można w tym stwierdzeniu usłyszeć echo chrześcijańskiej prawdy, że wybór drogi ku zbawieniu lub jego odrzuceniu dokonuje się w ciągu całego życia, a nie dopiero po śmierci.

Kilka lat temu CBOS przeprowadził ankietę dotyczącą problematyki śmierci (W obliczu śmierci [w]: cbos.pl). Interesujące jest to, że niemal trzy czwarte badanych Polaków (71%) chciałoby umrzeć w sposób niespodziewany, a tylko jedna piąta (20%) wolałaby przygotować się do śmierci. Warto też zaznaczyć, że 59% ankietowanych odpowiedziało, że chciałoby umrzeć we śnie. Dla połowy (50%) ważne jest, aby ich zgon nie był poprzedzony długim cierpieniem. Dość dużej grupie zależy też na możliwości pożegnania się z rodziną i przyjaciółmi (32%), wyspowiadania się i przyjęcia sakramentów (29%) oraz na tym, by umrzeć we własnym domu (25%).

Wyniki tych badań są ciekawe nie tylko pod względem socjologicznym – mówią też sporo o naszej religijności, skoro nadal zdecydowana większość Polaków określa się mianem katolików. Skoro 71% odpowiedziało, że chciałoby umrzeć w sposób „niespodziewany” – to jest to przecież dokładnie odwrotność tego, o co modlimy się w Kościele! „Od nagłej a niespodziewanej śmierci zachowaj nas, Panie!” – wołamy w suplikacjach. Nie boimy się przecież śmierci jako jakiegoś potwora, przed którym najchętniej ukrylibyśmy się pod kołdrą, ale skoro to nieodwołalne, to najlepiej, żebyśmy w ogóle nie zauważyli, że przyszedł – ale prosimy Boga i patronów dobrej śmierci (przede wszystkim Maryję i św. Józefa) o odpowiednie przygotowanie i przejście do życia wiecznego w pokoju serca.

Zobacz też:   Oazo, Domowy Kościele – nie idźcie tą drogą!

Powyższe badanie było przeprowadzone w 2012 roku – ciekawe, jakie byłyby jego wyniki dziś, po doświadczeniu pandemii koronawirusa. W końcu suplikacje zagościły w naszych świątyniach i śpiewaliśmy je ostatnio dużo częściej niż tylko na Boże Ciało – a i liczne świadectwa, jak to niektórzy chorzy umierali w szpitalach, odłączeni od swoich bliskich, z którymi nie zdążyli się pożegnać, często pozbawieni też opieki duszpasterskiej i możliwości skorzystania z sakramentów, mam nadzieję, że przypomniały nam tę ważną ewangeliczną prawdę: „Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny” (Mt 25, 13).

Bractwa dobrej śmierci – czy tylko obrazki z dawnych wieków?

Niegdyś troska o dobrą śmierć była powszechniejsza i bardziej oczywista – dziś, w dobie kultu przyjemności, życia chwilą i beztroskiego nieprzejmowania się pytaniami ostatecznymi, takie instytucje jak bractwa dobrej śmierci jawią się jak zabawa w teatrzyki sprzed wieków czy grupy rekonstrukcyjne mrocznych mnichów straszących piekłem. Tymczasem działające w Krakowie (nieprzerwanie od 1595 roku) najstarsze takie stowarzyszenie czcicieli Pana Jezusa Cierpiącego (pełna nazwa: Arcybractwo Męki Pańskiej), choć skupiające dziś jedynie kilkunastu członków – wytrwale przypomina wezwanie: „memento homo mori, pamiętaj człowiecze na śmierć, a za grzechy pokutuj”. Na co dzień bractwo modli się za zmarłych, wspiera dzieła charytatywne, towarzyszy chorym, szczególnie nieuleczalnie.

Adam Bujak, znany fotograf, który jest również członkiem arcybractwa, tak odpowiedział w jednym z wywiadów na pytanie, czym jest dobra śmierć: „To taka, że umierając, wiemy, że kochaliśmy własną żonę, że żyliśmy po ludzku. Bo niektórzy nie żyją po ludzku, nie tylko tacy jak Hitler, Stalin i ci wszyscy, którzy brali udział w mordach, wszystkich draństwach komunizmu, ale też żyjący tutaj i teraz wśród nas. Dobra śmierć jest końcem dobrego życia […]. Człowiekowi, który wyzwoli się z bojaźni przed śmiercią, jest lżej. Ja boję się moich grzechów, ale nie śmierci. I często powtarzam tym, którzy szukają u nas jakiejś sensacji do opisania – człowiek rodzi się, a potem umiera. Naprawdę nie ma tu żadnej sensacji” (Boję się moich grzechów, a nie śmierci [w]: rp.pl).

Oprócz wiekowego bractwa krakowskiego, charakteryzującego się m.in. czarnymi strojami z długimi, spiczastymi kapturami, wyjątkowymi procesjami czy piątkowymi nabożeństwami drogi krzyżowej, działa w Polsce wiele innych tego typu stowarzyszeń, których działalność sprowadza się do trzech głównych zadań: modlitwy za zmarłych, dbania o własne przygotowanie do dobrej śmierci, towarzyszenia chorym.

Jednakowe stroje członków bractwa (całkowite zakrycie twarzy) oraz w zasadzie brak jakiejkolwiek tytulatury, stopni, godności itd. przypominają również, że w stosunku do śmierci wszyscy jesteśmy równi; nieważne, kto co osiągnął, kim jest, co znaczy w oczach świata.

Nie wiesz, o co się dziś pomodlić? O dobrą śmierć!

„Stwórco i Panie mój, proszę Cię o najważniejszą z Twoich łask: o wytrwanie do końca i o świętą śmierć. Chociaż nadużywałem życia, które mi dałeś, dozwól mi od tej chwili przeżyć je i zakończyć w Twojej świętej miłości.
Obym umarł jak patriarchowie, bez smutku pozostawiając ten padół płaczu, by cieszyć się wiecznym odpocznieniem w mojej prawdziwej ojczyźnie.
Obym umarł jak chwalebny Święty Józef w towarzystwie Jezusa i Maryi, wypowiadając ich najsłodsze imiona, które mam nadzieję błogosławić przez całą wieczność.
Obym umarł jak Niepokalana Dziewica w najczystszej miłości i w pragnieniu zjednoczenia się z jedynym przedmiotem mojego umiłowania.
Obym umarł jak Jezus na krzyżu całkowicie zjednoczony z wolą Ojca jako całopalna ofiara z miłości.
Jezu, który umarłeś za mnie, użycz mi łaski, bym umierał w akcie doskonałej miłości do Ciebie.
Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za mnie teraz i w godzinę mojej śmierci.
Święty Józefie, Ojcze i Panie mój, wyjednaj mi łaskę śmierci sprawiedliwych”.
(Modlitwa z tomiku Różaniec święty. Droga Krzyżowa św. Josemarii Escrivy)

O autorze

Mąż i tata. Nauczyciel religii. Organista i dyrygent. Bloger, webmaster, publicysta. Pochłaniacz kawy, książek i seriali.
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.