adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Nowy, młody papież

magazine cover

Kadr z serialu Młody papież

yt.com_HBO Polska

W XX wieku postać papieża przestała być owiana aurą tajemnicy. Wszechobecne kamery, liczne pielgrzymki i wywiady sprawiły, że wierni (i nie tylko) wydają się mieć bezpośredni wgląd w życie doczesnej głowy Kościoła. Jednocześnie papież to wciąż samodzielny władca państwa Watykan oraz głowa ziemskiego Kościoła. Czyli jedna z najważniejszych i (w teorii) najpotężniejszych osób na świecie.

Nic dziwnego, że kino i telewizja sięgają po temat papiestwa. Widzowie w Polsce zapewne znają kilka filmów o Janie Pawle II. Produkcje typu Karol. Człowiek, który został papieżem i Karol. Papież, który pozostał człowiekiem to tylko niektóre z nich. Są to filmy typowo „rzemieślnicze”, wystarczająco solidnie wykonane pod względem sztuki filmowej: prowadzenia kamery, montażu czy dźwięku. Z pewnością teologicznie poprawne. Ale miałkie, jeśli chodzi o scenariusz. Przez swoją konstrukcję fabularną są współczesną filmową odmianą hagiografii. I nic ponadto. Tego typu podejście nie jest niczym nowym i stanowi problem kina religijnego w ogóle. Zbyt często twórcy idą na skróty przy kreśleniu bohaterów, czyniąc z nich w ten sposób postacie jednowymiarowe, wygładzone do bólu.

Nie jest sztuką stworzyć kino „katechetyczne”, w którym podział wartości na dobre i złe będzie wyraźnie zaznaczony, a główny bohater nieskalany niczym aniołowie niebiescy. To nie jest trudne. Sęk w tym, że tego typu filmy zbyt łatwo wpadają w banał. Brakuje produkcji, które łączyłyby treść z odpowiednio wysokim poziomem artystycznym.

Kadr z serialu Młody papież

Po przeciwnej stronie barykady stoją filmy, które nie kryją się z antykościelną wymową lub przynajmniej próbują przekonać widza do swojej własnej wizji papiestwa i Kościoła. Wizji, która sprowadza mistyczne Ciało Chrystusa do roli bezwolnej organizacji charytatywnej, a w sprawach światopoglądowych ma przypominać rodzica realizującego się w bezstresowym wychowaniu. Czyli zgadzać się na wszystko, byle tylko nikogo nie urazić.

Pewnego rodzaju przełomem wykraczającym poza schemat były dwa seriale produkcji HBO: powstały w 2016 roku Młody papież, w którym w główną rolę wcielił się Jude Law, oraz jego kontynuacja z 2020 roku, czyli Nowy papież z Johnem Malkovichem. Dlaczego przełomem? Bo seriale zadają bardzo ciekawe pytania dotyczące obecnej kondycji Kościoła. Ponadto były one uznawane jednocześnie za pro- i antykatolickie, zarówno przez katolików, jak i osoby, które z katolicyzmem mają niewiele wspólnego.

Trzech papieży

Na przestrzeni kilkunastu odcinków serial prezentuje nam trzech fikcyjnych papieży (choć w ich sylwetkach można dostrzec nawiązania do prawdziwych postaci): Piusa XIII, Franciszka II i Jana Pawła III. I mimo że są to następujący bezpośrednio po sobie zwierzchnicy Kościoła, to pontyfikat każdego z nich jest zupełnie inny. Tak jak różne są charaktery tychże papieży.

Pius XIII, tytułowy młody papież, to silny monarcha nieznoszący głosu sprzeciwu, umiejętnie rozgrywający wewnętrzną opozycję i bezlitośnie wymierzający sprawiedliwość. Czy jest zadufany w sobie? Owszem. Czy zachowuje się w sposób odpychający? Jak najbardziej. Ale jednocześnie jest on człowiekiem zdającym sobie sprawę z powagi urzędu i skali obowiązków, jakie na jego barki włożył Bóg. Jest świadom znaczenia symbolu i tajemnicy we współczesnym świecie.

Epizodycznie pojawiający się Franciszek II to przeciwieństwo Piusa XIII i zarazem wyraźna, choć przerysowana satyra na pontyfikat obecnego Ojca Świętego, Franciszka. Następca młodego papieża to uśmiechnięty, żyjący w ubóstwie staruszek, otwierający bramy Watykanu uchodźcom, a zarazem bezwzględny radykał. W przypadku Piusa XIII reżyser sugeruje, że bogactwo formy nie może stać się wartością samą w sobie. Natomiast w przypadku Franciszka II na tapet trafia ubóstwo i uśmiech, za którym nie może kryć się nic innego, jak kolejna odmiana despotyzmu. Bo choć młody papież to osoba pozornie zdystansowana od ludzi, momentami antypatyczna i gardząca towarzystwem, to w głębi serca jest on człowiekiem, który potrafi kochać. Tymczasem Franciszek II to raczej populista, próbujący pod szyldem dobroczynności wprowadzić w życie swoje autorytarne zapędy.

Wreszcie Jan Paweł III. „Nowy” papież, który sam siebie określa mianem kruchej porcelany. Delikatny i skłonny do wahań nastroju człowiek, który przez całe życie próbuje wejść w buty nieżyjącego brata bliźniaka. Świetny aktor. Uroczy intelektualista. Narkoman. Papież, który cały swój pontyfikat podporządkowuje idei „drogi środka”: ani nazbyt radykalnej, ani zbyt pobłażliwej.

Ale jakie zainteresowanie wywołałyby te postacie, gdyby dało się je określić tylko tak prostymi sformułowaniami? Gdyby bohaterowie nie ewoluowali lub nie odkrywali przed widzem kart swojej przeszłości?

Zarówno Jan Paweł III jak i Pius XIII to postacie, które zmieniają się w miarę kolejnych odcinków. Może niezbyt diametralnie, niezbyt dynamicznie, ale wyraźnie. Lenny Belardo pod koniec Młodego papieża to wizja niemal idealnej głowy Kościoła. Twardy i konsekwentny, gdy chodzi o wiarę i status Kościoła. Podnoszący na duchu, gdy chodzi o ludzi. Potrafiący konsekwentnie dążyć do celu i jednocześnie przyznać się do błędów.

Los Jana Pawła III toczy się w inny sposób. W pewnym sensie pęka niczym porcelana, do której się nieustannie porównywał. Przytłoczony skalą problemów i obowiązków Watykanu ucieka do swojej rodzinnej posiadłości, rezygnując z roli papieża.

Patrząc na postacie tych trzech papieży od razu widzimy, że daleko im do typowego wyobrażenia następcy św. Piotra rodem z filmów biograficznych o Janie Pawle II lub Franciszku. Nie są to również proste, pozbawione głębi, odstręczające widzów postacie rodem z antyklerykalnych produkcji. Bohaterowie seriali Sorrentino to ludzie. Lepsi, gorsi, z wadami i zaletami. Przerysowani, ale nie w karykaturalny sposób.

Zobacz też:   Pomiędzy dwoma datami

Kasa, władza, wiara

Wśród katolików komentujących w internecie te dwa seriale pojawiają się zarzuty o obrazoburczym charakterze tych produkcji. Dotyczą one głównie dwóch spraw: dosłownego obrazowania erotyki w jej różnych, niekoniecznie moralnych formach oraz przedstawiania relacji osób działających w Watykanie w formie polityki, której nie powstydziłaby się Gra o tron lub opowieści mafijne. Krytycy takiej wizji Kościoła mają poniekąd rację. Ale tylko poniekąd.

Pierwszy kontakt z serialem z pewnością może być odrzucający ze względów estetycznych. Produkcje HBO od lat znane są z daleko idącego realizmu wizualnego, ocierającego się momentami o naturalizm, zwłaszcza jeśli chodzi o przedstawianie przemocy lub erotyki. I (pozornie) pod tym względem seriale Sorrentino nie są wyjątkiem. A jednak, oglądając Młodego i Nowego papieża, trudno się oprzeć wrażeniu, że tym razem daleko idąca dosłowność sprawia raczej wrażenie przerysowania czy wręcz groteski. Tym samym przestaje być metodą zwykłego szokowania, a staje się raczej znaczącym elementem artystycznej wizji.

Kadr z serialu Nowy papież

Serial pokazuje pewną nieprzyjemną prawdę: świat jest niemoralny. Tak było, jest i zapewne będzie. Ludzie zawsze pozostają ludźmi, niezależnie od czasów i swojej pozycji w społeczeństwie. Oprócz świętych będą i grzesznicy. Kościół i Watykan nie są pod tym względem wyjątkiem. Obok św. Piotra będzie Judasz. Obok św. Pawła – Szaweł.

A polityka? Cóż, tylko idealiści lub bardzo naiwne osoby są skłonne uwierzyć, że kardynałowie zajmują się wyłącznie sprawowaniem sakramentów, rozdawaniem jałmużny bądź studiowaniem Ewangelii. W Watykanie istnieją spierające się stronnictwa, każde z własna wizją Kościoła, którą starają się wprowadzić w życie. Być może w rzeczywistości skala problemu i liczba wzajemnych „haków” nie jest tak duża, jak pokazuje to serial. Przerysowanie tego elementu ma stanowić podwalinę pod zwroty fabularne lub budowę intryg przykuwających uwagę widza, a także być kontrastem dla głównych bohaterów.

Poza tym pozorni antagoniści nie są postaciami „złymi” w typowym tego słowa znaczeniu. Nawet rozpolitykowany Voiello może i wydaje się nie przejmować niczym poza sprawowaniem władzy, a jednak opiekuje się dziećmi, a za swojego najlepszego przyjaciela uważa niepełnosprawnego podopiecznego, Girolamo.

W ostatecznym rozrachunku, paradoksalnie, to nie seksualne orgie czy inne zakulisowe skandale są akatolicką treścią serialu. Znacznie bardziej niebezpieczne w wymowie są opinie podawane w subtelnej formie. Dyskusja młodego papieża z kardynałem Spencerem o aborcji lub rozmowa z Gutierrezem o homoseksualizmie to wyraźne próby zliberalizowania moralnej nauki Kościoła. Próby, które w przypadku Piusa XIII zdają się osiągać zamierzony cel. Podobny wydźwięk ma zresztą ostatnie przemówienie Nowego papieża, w którym Lenny Belardo, nawiązując do idei Jana Pawła III, nazywa „drogę środka” jedyną słuszną drogą. I niby wszystko byłoby okej, gdyby nie to, jak ten środek zostanie zdefiniowany.

Pytania bez odpowiedzi, odpowiedzi bez pytań

To jak to w końcu jest z tym Młodym papieżem i Nowym papieżem? Sprzyja Kościołowi czy go potępia? Pochwala czy gani? Otóż ani to, ani to. Przynajmniej w większości przypadków.

Obydwa seriale mają to do siebie, że zadają bardzo trafne pytania dotyczące natury współczesnego człowieka i Kościoła, który z tą naturą musi sobie radzić. W końcu ludzie żyjący w tej wspólnocie nie są wyjęci z kontekstu otaczającego ich świata. I tak naprawdę to właśnie te pytania stanowią największą zaletę (obok genialnej strony audiowizualnej) serialu. Zwłaszcza wtedy, gdy pozostawia się je bez jednoznacznej odpowiedzi.

Gdzie jest granica między ortodoksją a fanatyzmem? Czy tradycjonalizm to jedynie prowizoryczne remedium na traumatyczne dzieciństwo, czy konsekwencja faktycznie bliskiej relacji z Bogiem? Czy kruchość może być siłą? Czy kult świętego może przerodzić się w idolatrię? Nawet jeśli Sorrentino sugeruje własne odpowiedzi, to widz bardzo często ma możliwość zakwestionować wizję reżysera na rzecz własnych przemyśleń. Bo – idąc tropem Piusa XIII – na współczesnym świecie dużo większe wrażenie zrobi tajemnica niż całkowite roznegliżowanie i otwartość.

Młody papież i Nowy papież to seriale podobne do bohaterów, których przedstawiają. Momentami pełni skrajności, obrzydliwego grzechu i wyuzdania, a zarazem potrafiący wspiąć się na wyżyny piękna i subtelności. Pius XIII lawiruje między bezkompromisowym przestrzeganiem prawa Kościelnego a wymuszaniem łamania tajemnicy spowiedzi. Ociera się o bluźnierstwo, by za chwilę wyprosić u Boga cud. Dba o własny wygląd tylko po to, by jako papież ukrywać swoje oblicze. Jan Paweł III, choć obdarzony wrażliwą psychiką, która ostatecznie bierze górę, sprawiając, że ucieka od swoich obowiązków, to wciąż postać potrafiąca precyzyjnie przeciwstawić się bezrefleksyjnej współczesności krótkim okrzykiem: „nie” lub genialną frazą o krótkotrwałej wartości rzeczy, które można wciąż aktualizować.

Paolo Sorrentino, reżyser niebędący chrześcijaninem, ale nieuznający istnienia ateizmu, niczym nowy Pier Paolo Pasolini stworzył coś, co wymyka się prostym interpretacjom i skojarzeniom. Coś, co wreszcie zmusza widza do myślenia.

O autorze

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.