adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Społeczeństwo

Nie, patriotyzm nie polega na wyzywaniu Ruskich przed telewizorem.

„Patriotyzm nie oznacza już tego samego, co jeszcze niedawno. W obliczu brutalnej wojny za naszą wschodnią granicą musimy zdefiniować nasz patriotyzm na nowo. Dzień 11 listopada jest świetną okazją do przemyślenia naszych powinności wobec Ojczyzny i stosunku wobec innych narodów” .

Dlaczego ująłem powyższe trzy zdania w cudzysłów? Ponieważ może się za nimi kryć myślenie nie tylko błędne, ale i szkodliwe. A że w okolicach Dnia Niepodległości spodziewam się ujrzeć w polskich mediach przynajmniej kilka podobnie brzmiących nagłówków, to postanowiłem niejako je wyprzedzić. Zatem do rzeczy.

To nieprawda, że nasz patriotyzm czy powinności wobec Ojczyzny drastycznie się zmieniły po 24 lutego 2022 r. Pojęcia tego typu nie są zależne od czynników politycznych, choć są ludzie, którzy próbują czynić z nich swoich zakładników. Jeśli więc zmieniające się okoliczności są w stanie zachwiać naszą piramidą wartości, to zapewne znaczy to, że nie miała ona zbyt solidnych podstaw. A chyba nie o to w tym wszystkim chodzi, czyż nie?

Oczywiście nie zamierzam nikogo pouczać, jaki ma być jego patriotyzm. Może on się kształtować na wiele sposobów. Osobiście uważam, że bycie Polakiem, przynależność do polskiego narodu czy partycypacja w polskiej kulturze i doświadczeniach historycznych jest jednym z czynników definiujących mnie jako osobę. Zaliczyłbym do nich również przynależność do Kościoła katolickiego i akceptację jego nauczania, wiarę w Boga, identyfikację z cywilizacją łacińską czy uznanie wobec naukowych i kulturowych osiągnięć ludzkości. Jest to jednak pewien zbiór podstawowych informacji na mój temat, a nie zajęcie pozycji w okopie jednej ze stron jakiegokolwiek konfliktu. Identyfikacja powinna się bowiem opierać na przynależności, a nie na kontrze wobec czegoś lub kogoś.

I tak samo widzę polski patriotyzm. Oczywiście nie chcę nikomu niczego narzucać, ponieważ postaw patriotycznych, podobnie jak i dróg do świętości czy życiowego sukcesu, jest cała gama. Nie zaliczyłbym do nich jednak siedzenia godzinami przed telewizorem i wyklinania Rosjan, nakręcania się na poszczególnych polityków czy węszenia wszędzie spisków. To nie jest ani patriotyzm, ani bohaterstwo. Ba, złorzeczenie z kanapy nie mieści się nawet w filozoficznej kategorii wojny sprawiedliwej. I w porządku, każdy ma prawo do emocji, także tych negatywnych – nie możemy jednak oddać im kontroli nad sobą, a tym bardziej uczynić ich swoim sposobem na życie i identyfikacją.

Właśnie dlatego uważam, że ostatnie pół roku nie przyniosło żadnej jakościowej zmiany, jeśli chodzi o polski patriotyzm. Owszem, karty naszej historii w wielu miejscach są naznaczone konfrontacjami, chociażby z Niemcami czy właśnie Rosją, jednak polskość to znacznie więcej niż tylko sprzeciw wobec silnych sąsiadów. Polska kultura jest na tyle bogata i wyjątkowa, że spłycenie jej do sprzeciwu i kontry odziera ją z tego wszystkiego, co w niej najlepsze. Wielcy polscy artyści, od zamierzchłego średniowiecza, przez Mickiewicza, Słowackiego czy Norwida, aż po przykładowego Kaczmarskiego, dążyli do tworzenia dzieł ponadczasowych, aktualnych niezależnie od warunków i oburzali się na spłycanie swojej twórczości do celów doraźnej walki politycznej.

Polska jest jedna, choć każda i każdy z nas jest nieco inny. Tak samo i patriotyzm jest zasadniczo niezmienny, choć sposoby jego realizowania mogą być odmienne, a zmienne warunki mogą wymagać różnych postaw. Przykładowo dla mnie jednym z wyrazów patriotyzmu przez ostatnie miesiące była osobista, rozsądna pomoc Ukraińcom poszkodowanym w wyniku wojny – tylko taka realna, wykraczająca choć odrobinkę ponad nakładki na Facebooku i podświetlanie budynków na niebiesko-żółto. Głęboko chrześcijańska postawa pomocy bliźniemu w potrzebie mówi o nas jako o narodzie dużo więcej niż uczone rozprawy historyków. Dlatego w miarę swoich sił i możliwości próbowałem pomagać, choćby przywożąc kilkoro uchodźców z granicy do Krakowa czy gotując ze znajomymi zupę pomidorową dla potrzebujących (przy okazji: Asiu, Franku, Paulino, Krzysiu, Piotrze, Wojtku – pozdrawiam i dzięki, że zrobiliśmy razem tyle dobrego!).

To jednak konkretne postawy, odpowiedź na wymagania konkretnej sytuacji. Fundamenty polskiego patriotyzmu pozostają niezmienne. Tak samo nie zmienia się ludzka przyzwoitość czy odpowiedzialność. Tak, w listopadzie 2022 r. wciąż każda i każdy z nas odpowiada za swoje czyny oraz decyzje i nie może zrzucić winy na nielubianego pana z telewizora – ani na tego rudego, ani na niewysokiego, ani nawet tego łysiejącego, jeżdżącego na niedźwiedziu i wygrażającego całemu światu. Nie zmieniły się nauczanie Kościoła oraz zasady życia chrześcijańskiego. Ba, nieugięte pozostają nawet reguły matematyki i ekonomii, czego boleśnie doświadczamy podczas każdej wizyty w sklepie.

Ale wróćmy do patriotyzmu. Jest jeszcze taka zasada, w myśl której im ktoś jest nam bliższy, tym więcej jesteśmy mu winni. Przede wszystkim powinniśmy troszczyć się o swoją najbliższą rodzinę, następnie bliskich i przyjaciół, Ojczyznę, a później potrzeby całej ludzkości. Wszystko na miarę swoich sił, zdrowia i możliwości. Uważam, że to zdrowa zasada, ponieważ chroni przed pokusą skupiania się na tym, na co mamy najmniejszy wpływ i zbawiania całego świata kosztem bałaganu na własnym podwórku. Pomaga również skupić się na sobie zamiast wciskania nosa w nie swoje sprawy.

Uważam więc, że nie mam prawa oceniać postaw samych Ukraińców niezależnie od tego, w jaki sposób i w jakiej skali wspomagają obecny wysiłek swojego narodu. Niezależnie od tego, czy jest to walka z bronią w ręku, organizowanie pomocy za granicą czy zapewnianie spokojnego bytu swojej rodzinie w bezpiecznym miejscu. Wartościowanie samych postaw byłoby zwyczajnie nieuczciwe.

Zobacz też:   Boskie prawo królów

Tak samo nieuczciwe jest generalizowanie i rozciąganie win na wszystkich członków danego narodu. Kościół katolicki uczy przecież, że na sądzie ostatecznym odpowiemy za samych siebie, a nie za czyny prezydenta czy rządu kraju, w którym żyjemy. Dlatego słuszny sprzeciw wobec polityki państwa rosyjskiego, prowadzącej bezpośrednio do tragedii i cierpienia milionów Ukraińców, nie może przerodzić się w nienawiść do wszystkich Rosjan bez wyjątku czy rosyjskiej kultury. Usprawiedliwieniem nie mogą być nawet postawy takiej wrogości u pojedynczych Rosjan, ponieważ nasz Pan wyraźnie nakazał nam zwyciężać zło dobrem.

I nie działa tu nawet twierdzenie, że przecież każdy Rosjanin popiera wojnę, a jeśli mieszka poza Rosją, to musi być szpiegiem. Owszem, rosyjski wywiad działa w wielu krajach świata, ale to nie oznacza, że moi rosyjscy czy białoruscy znajomi z pracy na pewno są na jego usługach. Chrześcijanin powinien widzieć w bliźnim przede wszystkim człowieka, a nie ucieleśnienie swoich stereotypów czy uprzedzeń związanych z narodowością. Zresztą czy Jezus nie mógłby odpowiedzieć w takiej sytuacji podobnie, jak odpowiedział jednemu ze sług Kajfasza? „Jeżeli masz realny powód, by sądzić, że jest szpiegiem, to idź do prokuratury. A jeżeli nie, to dlaczego go oskarżasz?”.

Dlatego, choć niektórzy mogą to uznać za oburzające, nie zgadzam się z postawą wrogości wobec człowieka tylko za to, że jest Białorusinem lub Rosjaninem. Nie chcę bowiem, żeby ktokolwiek, nawet nie znając mnie, nienawidził mnie tylko za to, że jestem Polakiem. A nawet, jeśli ktoś taki by się znalazł, to moją patriotyczną powinnością jako Polaka i katolika jest przeciwstawienie temu złu dobra, a nie dodawanie kolejnej porcji zła. Nie zamierzam również udawać, że nagle obrzydły mi Mistrz i Małgorzata, muzyka Czajkowskiego, Musorgskiego czy Okudżawy tudzież wiersze Jesienina.

Inaczej jest w przypadku pierogów ruskich, bo akurat za nimi nie przepadam. Po prostu uwielbiam pierogi z mięsem, grzybami, kapustą, nawet z owocami, a akurat ruskie w tym towarzystwie cenię najniżej. Przypomnijmy jednak, że w języku polskim określenie „ruski” odnosi się tradycyjnie nie do Rosjan, a Rusinów, a więc przedstawicieli wszystkich narodów wschodniosłowiańskich. Przede wszystkim chodzi zaś o mieszkańców istniejącego w przedrozbiorowej Rzeczpospolitej województwa ruskiego, których obecnie określilibyśmy w większości jako Ukraińców, ewentualnie przedstawicieli mniejszości etnicznych, jak np. Łemków, Bojków czy Hucułów. Oczywiście fakt, że w języku rosyjskim słowo „ruski” oznacza dokładnie „rosyjski” oraz „Rosjanin”, nieco przyćmił staropolskie znaczenie tego słowa, tym bardziej jednak warto o nim pamiętać i używać słowa „ruski” poprawnie w języku polskim.

Wróćmy jednak do tematu. Nie chodzi bowiem tylko o Rosjan czy Białorusinów. Podobne krzywdzące stereotypy, rozciągające politykę władz państwowych na poglądy całego społeczeństwa, można spotkać wszędzie. Ile razy zetknąłem się chociażby ze stwierdzeniem, że Serbowie czy Węgrzy są nieczuli na los Ukraińców i pewnie cieszą się, że Rosja ich zaatakowała. Przypomina mi się wtedy rozmowa z pewnym Serbem, też kolegą z pracy, który powiedział mi swego czasu: „Jak to jest, że ptak może swobodnie lecieć, gdzie chce, a ja, jadąc z Krakowa do Belgradu, muszę stać godzinami na granicy? Kto jest więc mądrzejszy: ptaki czy ludzie? To politycy rozgrywają konflikty zupełnie niepotrzebne zwykłym ludziom. Przed wybuchem wojny w Jugosławii tłumy mieszkańców Sarajewa wyszły na ulice z hasłem NIE CHCEMY TEJ WOJNY. Były tam wszystkie narodowości i wyznania – Bośniacy, Serbowie, Turcy, Chorwaci, prawosławni, katolicy, muzułmanie… Wszyscy krzyczeli, że chcą żyć razem w pokoju, w jednym mieście, że to nie jest ich wojna…”.

Żeby umocować powyższe twierdzenia w polskiej kulturze, podzielę się z Wami dwoma cytatami z wartościowych polskich książek, które przy okazji gorąco polecam każdemu. Na początek pochodzący z Galicji i posiadający żydowskie korzenie Roman Brandstaetter:

Narody nie są ani dobre, ani złe. Granice dobra i zła nie biegną granicami państw i narodów, ale ludzkich sumień i ich wrażliwości na cierpienie człowieka.

R. Brandstaetter, Judasz, czyli jądro ciemności, [w:] Przypadki Mojego Życia.

A na dokładkę – noblista z Wilna:

Być może wszystkie narody, zobaczone jako całość, a nie jako zespół jednostek, są odrażające i sąsiedzi odkrywają na ich przykładzie tylko niemiłą prawdę o społeczeństwach ludzkich w ogóle. Nie jest wykluczone, że Polacy wiedzą o Rosjanach to, co Rosjanie wiedzą o sobie samych, nie chcąc się do tego przyznać i odwrotnie.

C. Miłosz, Rodzinna Europa

Na koniec dodajmy, że przykład uczciwego traktowania bliźnich w oderwaniu od uprzedzeń związanych z narodowością zostawił nam sam Jezus. Czwarty rozdział Ewangelii wg św. Jana zawiera obszerny opis Jego spotkania z Samarytanką przy studni w Sychar. Był to czas dużych napięć między Żydami i Samarytanami. Moglibyśmy więc spróbować przełożyć tę opowieść na dzisiejsze realia. Werset J 4, 9 mógłby wówczas brzmieć: „Na to rzekła do Niego Rosjanka: »Jakżeż Ty, będąc Ukraińcem, prosisz mnie, Rosjankę, bym dała Ci się napić?« Ukraińcy bowiem z Rosjanami unikają się nawzajem”. A może tak: „Na to rzekła do Niego Polka: »Jakżeż Ty, będąc Rosjaninem, prosisz mnie, Polkę, bym dała Ci się napić?« Rosja bowiem zaatakowała Ukrainę”. A gdyby podstawić tu dowolną inną parę: Ormianka i Azer, Serbka i Kosowianin, Palestynka i Żyd, Greczynka i Turek, i tak dalej, i tak dalej… Czy dysponujemy lepszym wzorem patriotyzmu niż ten, który pozostawił nam Jezus w dalszym toku tej opowieści?

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.