Adeste

Adeste jest za darmo i bez reklam
Utrzymują nas tacy czytelnicy jak Ty.

Wesprzyj

Nie lubię ideologii, nic na to nie poradzę – wersja dla kobiet

magazine cover

pixabay.com

Ideologie nie są złe przez poszczególne pomysły, które oferują. Bo to nie chodzi o to, że liberalizm proponuje wolność, a konserwatyzm ostrożność. To nie o partykuły się tu rozchodzi, ale o całokształt. Konkretnie o absurd, do jakiego prowadzi przyjmowanie jednego zbioru idei jako metody przewodniej w życiu.

Zawsze przylepiamy sobie samym jakąś łatkę. Jedni identyfikują się bardziej z ideami wolnościowymi, inni reakcyjnymi, zorientowanymi na wzmacnianie jednolitego porządku społecznego. Nie jest to jeszcze nic strasznego. Problem pojawia się dopiero wówczas, kiedy dochodzi do absolutyzacji jednej idei do tego stopnia, że wszystko, co w świecie do niej nie pasuje, musi być zmienione.

Ile razy to już słyszały nasze żony, siostry, matki, babcie, koleżanki, że powinny być takie a takie. A ta jest za mało kobieca, a ta za mało akcentuje swoją urodę, a ta nie używa makijażu, a ta rąk nie goli, a ta spodnie nosi, a ta ma krótkie włosy, bo długich nie lubi. Znalazłoby się jeszcze kilka innych „obyczajówek”, do których zwolennicy oglądania świata w bieli i czerni (albo w zerach i jedynkach, jak kto woli) radzi byliby przyłożyć swe ręce.

Koniec końców są to po prostu sposoby wciskania ludzi w swoją własną wizję świata, bez patrzenia na to, jacy ci ludzie (jak i świat) tak naprawdę są. Warto byłoby więc przyjrzeć się, jak to wygląda po zebraniu w jedną, dłuższą kompilację.

Konserwatyzm to…

…taka ideologia, którą podsumowałbym jednym stwierdzeniem: ostrożność motywowana afirmacją zastanego porządku społecznego, religijnego i politycznego. Generalnie to jest bardzo dobry pomysł, bo proces adaptacji społeczeństw do zmieniających się warunków zwykle trochę trwa. Potrzebne są więc okresy przejściowe, które pozwolą na bardziej płynne, kontrolowane przemiany obyczajowości. A czasami konserwatyzm po prostu służy obronie w ogóle jakiejkolwiek obyczajowości.

Bywa jednak, że takie podejście kończy jako reakcjonizm. Niczym z rogu obfitości wylewa się wtedy zaściankowość, upodabnianie do bezsensownych konwenansów, wrogość wobec inności, zatwardziałość, nieczułość.

Zatwardziałość i nieczułość najwyraźniej widać przy okazji sporu o aborcję. Kobieta jako człowiek schodzi w tym wszystkim gdzieś tam na dalszy plan. Absolutyzacja poczucia sprawiedliwości i porządku zostaje wywindowana do takiego poziomu, że zanika miłosierdzie potrzebne do zrozumienia dramatu ludzkiego.

Nie chodzi o to, by nie piętnować grzechu. Jasne. Piętnować. Nazywać rzeczy po imieniu, aborcja to morderstwo. Ale „opcja konserwatywna” nigdy, pomimo najszczerszych intencji, nie będzie w stanie zmienić podejścia zwolenników pro-choice, jeśli jedyną metodą jej pracy będzie atak i apologetyka.

Tu wygrasz zdrowym rozsądkiem

Mierzi mnie też jako osobę żonatą, gdy raz na jakiś czas zdarzy mi się napotkać całe poradniki nt. tego, jak kobieta powinna służyć, a mężczyzna musi być wręcz ostentacyjnie „głową rodziny”. Po pierwsze – to jest próba powrotu do antyfeministycznej reakcji wczesnego XX wieku. Po drugie – używanie anachronizmów, nawet w dobrej wierze, jest kontrproduktywne. A po trzecie – życie małżeństwa nie wygląda tak, jak sugerują to konserwatywne broszurki. Nikt nawet nie myśli o jakimś służeniu, poświęceniu i tym podobnych rzeczach. Po prostu rzeczy się robi i tyle, razem czy osobno. Masz do wykonania pulę obowiązków i musicie to zrobić oboje, bo będziecie chodzić głodni, w cuchnących ubraniach i zakurzonym domu.

Według niektórych żona jako kobieta ma się podporządkować mężowi. Ale… tak właściwie w czym? W posiadaniu dzieci? W kwestii zawodu? Jakichś bardziej prozaicznych sprawach? Jedność małżeńska nie polega na tym, że żona w imię utrzymania „monarchii męża” będzie poświęcać siebie samą. To jest prędzej droga do szybkiego rozkładu życia małżeńskiego.

Jedność będzie polegać na tym, że oboje zrobią wszystko, byle tylko się porozumieć w atmosferze miłości i szacunku. To się może wiązać niekiedy nawet i z czasowym zawieszeniem sądu. Nie wszystko da się rozwiązać od razu. Do niektórych kwestii oboje małżonkowie muszą dojrzeć. Stąd i żona, i mąż muszą nawzajem pielęgnować swoją relację, często w oparach niepewności i trudu egzystencjalnego. Krótko mówiąc: „Witamy w dorosłym życiu! Tu idealizm nie działa”.

Konserwatysta by się obraził

Kontynuując ten wątek, nawiążę jeszcze do zaściankowości. Polacy są zaściankowi. To nie jest nic odkrywczego. Na końcu filmu Er ist wieder da padły słowa mówiące o tym, że każdy Niemiec ma swojego własnego wewnętrznego Hitlera. Chodziło o tę złą część siebie, kontrolującą, ideologiczną, chcącą rozwiązywać problemy, można powiedzieć, na strzał. To jest ten niemiecki kompleks Hitlera. Oni już nie są tacy jak wtedy, ale mają w pamięci, że to nie było wcale tak dawno i szaleńcy podobni jemu zawsze mogą się przytrafić.

Powiedziałbym, że Polacy natomiast mają w sobie takiego swojego wewnętrznego Janusza i Grażynę. Wszystko nam się nie podoba. Kobiety też. Chłopak wziął sobie żonę-chłopczycę. Dziewczę ma krótkie włosy, uprawia sport i gra w gry komputerowe. O pończochach z nią nie pogadasz, do galerii nie pójdziesz. Ku jeszcze większej krwawicy „kato-tradsów”, jego żona za skarby świata nie wdzieje spódnicy, chusty na głowę też nie założy. W rodzinie przestali się dogadywać, a chłopaka męczą sprośnymi żartami, czy ta jego małżonka to na pewno kobieta i czy się przypadkiem nie pomylił.

To jest oczywiście przerysowana sytuacja, ale ona dobrze ilustruje problem. Żadna ideologia nie ma monopolu na idealny wzorzec kobiecości. A to dlatego, że kobietą jest się z racji ukonstytuowania biologicznego. To zaś, co gdzieś tam przypada (jak zachowania, temperament, sposób bycia, zainteresowania), choć może być ujęte w pewną normatywność, to nie należy jej wymuszać jako jedynej słusznej drogi.

Musisz być bardziej wolna, bo jak nie…

Warto zauważyć, że niektórzy chcą sprzedać innym wolność. To znaczy – receptę na wolność. Bowiem z jakiejś przyczyny ich wizja wolności jest najlepsza. Ta wizja wolności, którą ktoś praktykuje w ramach swojego własnego dyskursu intelektualnego jest zła, bo jest za mało wolna.

Mowa oczywiście o wszelkiej maści liberalizmach. Nie chodzi tu o liberalizm klasyczny w wydaniu J. Locke’a, a zabsolutyzowaną wizję potocznie rozumianego liberalizmu na zasadzie afirmacji wolności własnej jako wartości najwyższej. Na wystawach w sklepach nie brakuje różnorakich gazet i czasopism o wątpliwej (żeby nie powiedzieć „szmatławej”) jakości. Opisują one – dość monotematycznie, z nakierowaniem na konsumpcjonizm i seksualizację – jak młode i mniej młode kobiety powinny praktykować swoją kobiecość, żeby były kobiece, no i oczywiście wolne.

Przywodzi to na myśl jakiś rodzaj liberalizmu feministycznego. Młode dziewczęta są zalewane różnorakimi, wykrzywionymi wizjami kobiecości. Tu się umaluj, tam wypudruj, tutaj poszczuj częścią ciała, tam ubierz coś obcisłego. Albo odwrotnie, w ogóle się nie maluj, nie myj się, pofarbuj sobie włosy na taki czy inny kolor, obetnij się na łyso. Te wizje kobiecości, choć z pewnością oryginalne i odważne w propozycji (zwłaszcza ta o zaniedbaniu higieny), nie mogą być jakimś wyznacznikiem kobiecości. Dlaczego? Bo to w ogóle nie o to chodzi w byciu kobietą.

Oczywiście nie brakuje też porad odnośnie życia romantycznego. Zastanawiające jednak jest w tym to, że najbardziej opiewana jako dobra i zbawienna jest wizja tzw. kobiety seksualnie wyzwolonej. Czyli zasadniczo robiącej dokładnie to samo, co rozpustny mężczyzna. No ale skoro już usprawiedliwiliśmy wolność mężczyzny do rozpusty, no to chyba teraz czas na kobiety?

Wolność wygląda inaczej

Jak to mówią: „wszystko można, ale nie wszystko się opłaci”. I tak to jest mniej więcej z wolnością. To tylko jeden z wielu aspektów życia ludzkiego i sprowadzenie swojej kobiecości do czegoś, co ma tę wolność i kobiecość dać, jest jakimś nieporozumieniem.

Nie jesteś tylko tym, co nosisz ani co kupujesz, ani jaki makijaż masz na twarzy. Twoja wartość nie jest mierzona w tym, jak dobrze sobie radzisz w łóżku i z jak wieloma mężczyznami. Bo to wszystko nie jest kresem człowieczeństwa, a jedynie małym wycinkiem. Plejada aspektów życia ludzkiego jest ogromna. Można by spędzić całe godziny, pisząc o różnorakich czynnościach kulturowych, społecznych, artystycznych, prozaicznych, jakie wykonujemy. I nadal byśmy człowieka nie wyczerpali.

Paradoks całego wyzwolenia kobiet polega jednak na tym, że pomimo wszechobecnej krytyki seksualizacji promuje się rozwiązłość jako sposób na praktykowanie wolności. Niestety, ale nie umocnisz ani nie zamanifestujesz swojej kobiecości wolnością ukutą przez ludzi, którzy chcą ci coś sprzedać lub cię kontrolować. Lub jedno i drugie na raz, jak sugeruje dr M. Jones w Libido Dominandi.

Jak porzucić wpływ ideologii?

Problem w tym, że dość ciężko przychodzi nam odejście od mentalności ideologicznej. Cały XX wiek zmagaliśmy się z praktycznymi skutkami zideologizowania życia ludzkiego. Pod koniec XX i teraz w XXI wieku, gdy ognie ideologii ucichły, my nadal stykamy się z identycznymi schematami.

Oczywiście, najłatwiej byłoby teraz rzucić: „nauczmy się wszyscy filozofii, to nie będzie ideologii”. Ale bądźmy realistami. Nie chodzi o to, by oderwać się od potocznego życia i zawisnąć z głową w chmurach pełnych wzniosłych, acz realnych idei.

Na początek wystarczy odrobina zdrowego rozsądku i sceptycznego podejścia do oferowanych przez świat rzeczy. Czy aby na pewno nowa torebka uczyni mnie bardziej kobiecą? Albo udział w marszu proaborcyjnym? Czy będę bardziej kobieca, gdy więcej mężczyzn doceni moje walory cielesne? Czy będę bardziej kobieca, jeśli bezmyślnie będę poddawać się mężczyźnie?

Mąż kochający swą żonę-chłopczycę będzie w niej dostrzegał kobiecość i urok, jakich nikt inny nie dostrzeże. A to dlatego, że bycie kobietą sprowadza się do bycia człowiekiem. Tu nie chodzi o fikuśne stroje, jakieś podręcznikowe zachowania, rozseksualizowanie, ubóstwienie wolności, uległość. Wszystkie te ideologicznie absolutyzowane cechy są tylko pewnymi wizjami, myśleniem życzeniowym. Piękno życia osobowego zaś polega na tym, że, będąc sprzęgnięte z intelektem odczytującym rzeczywistość, jest nieprzewidywalne. Przez to jest też niezmiernie bogate.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej Polityka prywatności oraz Warunki korzystania z usług Google.

Weryfikacja reCAPTCHA wygasła. Odśwież stronę.