adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Nie chcę być Ezawem

magazine cover

Jacques Joseph Tissot, The Mess of Pottage, c. 1896-1902

wikimedia.org

Starotestamentalna historia Jakuba i Ezawa może dla wielu być jedną z bardziej absurdalnych historii biblijnych. Absurdalnych, a może wręcz skandalicznych, ponieważ Bóg pozwala w niej na to, aby Jakub najpierw okradł swego brata z przysługującego mu błogosławieństwa ich ojca, a potem jeszcze ustanawia tego złodzieja ojcem dwunastu pokoleń Izraela – ojcem swego wybranego narodu. Co przez te historie chce nam powiedzieć Bóg? Dokładnie to, co potwierdzi jeszcze potem Jezus na kartach Ewangelii. Mianowicie to, że gwałtownicy zdobywają Królestwo Niebieskie.

Na pierwszy rzut oka Jakub dopuszcza się okropnego czynu – oszukując ojca, okrada swego brata z błogosławieństwa. Jednak żeby lepiej zrozumieć sens tej historii, trzeba przyjrzeć się bliżej Ezawowi. Jako że przy porodzie pierwszy wyszedł z łona Rebeki, przysługiwał mu przywilej pierworództwa. W pewnej hierarchii rodzinnej stawiało go to ponad Jakubem. Gdyby sprawy potoczyły się inaczej i Ezaw odebrałby błogosławieństwo od swego ojca, to Jakub stałby się jego sługą, a to on przejąłby dziedzictwo ojca. Trzeba jednak postawić sobie pytanie, czy Ezaw faktycznie był odpowiednią osobą do pełnienia w przyszłości tak ważnej roli, a więc bycia głową całej rodziny.

Mam wrażenie, że Ezaw nie rozumiał powagi swojej pozycji i tego, jakim była ona darem od Pana Boga. Lekceważąco podchodził do swojej roli. Najpierw, pod wpływem impulsu, oddał swój przywilej pierworództwa Jakubowi, i to za miskę soczewicy. Był głodny i nie potrafił powstrzymać popędu ciała. Oddał jeden z najcenniejszych darów tylko dlatego, że czuł głód. Stwierdził, że na nic mu pierworództwo, skoro chodzi głodny. Może to sugerować, że nie rozumiał istoty tego daru albo po prostu podchodził do niego lekceważąco. I my często potykamy się w życiu na tym, że nie doceniamy darów, które otrzymujemy. Mając coś drogocennego, potrafimy to zaprzepaścić pod wpływem impulsu. Nie możemy być jak Ezaw, który oddaje swoje dziedzictwo i godność za miskę soczewicy. Za chwilowe zaspokojenie, chwilową ulgę, za moment nasycenia, który szybko przeminie.

Czynić sobie ziemię poddaną

Jakub był przeciwieństwem Ezawa. Mimo że (mówiąc w wielkim uproszczeniu) był w gorszej sytuacji niż jego brat, to miał w sobie coś szczególnego. Iskrę, która pociągała go do nieustannego działania. Jakub był człowiekiem, który prawdziwie chciał czynić sobie ziemię poddaną. Często mamy wrażenie, że to wezwanie Pana Boga skierowane do Adama powinno rezonować jedynie na płaszczyźnie pracy i uprawiania ziemi. Nierzadko odnosi się je również do ekologii i odpowiedzialnego gospodarowania zasobami. Jednak tak naprawdę jako ludzie wierzący, jako ludzie Boga, powinniśmy czynić sobie „ziemię” poddaną w każdym aspekcie naszego życia. To wezwanie wyraża pewną postawę aktywności, nieustannego działania i czynienia Ziemi miejscem lepszym dla siebie i innych ludzi. Nie można tego ograniczać wyłącznie do podstawowego bytowania na tym świecie, czyli do przetrwania.

Każdy z nas powinien mieć w sobie tę iskrę, którą posiadał Jakub. Iskrę do nieustannego działania i zabiegania o to, co dobre. Jakub wiedział, że Ezaw nie wykorzysta dobrze darów, które otrzymał. Widział lekceważącą postawę brata i nie mógł znieść, że dziedzictwo jego ojca Izaaka może pójść na zatracenie. Idąc za Johnem Eldredge’em, można powiedzieć, że Jakub miał prawdziwie „dzikie serce”, które nakazywało mu walczyć o swoje. Już podczas narodzin trzymał on Ezawa za piętę. Walczył o swoje od samego początku. Jednak nie walczył dla własnej sławy czy z egoizmu. Walczył, ponieważ nie chciał zmarnować darów Boga.

Zobacz też:   Jak wygląda Pan Bóg?

Wyrwać błogosławieństwo z rąk Pana

Odwołując się ponownie do Eldredge’a – w swojej książce Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy stwierdza on, że prawdziwy mężczyzna ma w swoim sercu niezaspokojone pragnienie. Tęsknotę, której nie da się niczym wypełnić. To właśnie charakteryzowało serce starotestamentalnego Jakuba – ogromne pragnienie, które przejawia się na wielu płaszczyznach. To właśnie ta tęsknota była jego siłą napędową i nakazywała mu działać. Mam jednak wrażenie, że do pewnego momentu pragnienie to nie było dostatecznie ukierunkowane. Był to ogień, który palił jego serce, ale Jakub nie wiedział jeszcze, czym ten ogień ugasić. Dopiero podczas słynnej sceny walki z aniołem na pustyni Jakub otrzymał pełen obraz samego siebie. Jego pragnienia wreszcie znalazły właściwy kierunek. Od tamtego momentu wiedział, że przez całe dotychczasowe życie zabiegał o błogosławieństwo od Pana. Podczas walki z aniołem na pustyni całe jego serce wołało: „Nie odpuszczę, dopóki mi nie pobłogosławisz!”. Z jednej strony takie zdanie może wydawać się obrazoburcze. Zazwyczaj o błogosławieństwo prosimy, a nie go żądamy. Jednak w Jakubie nie ma złych intencji. Jest jedynie ogromne pragnienie tego błogosławieństwa, ogromne pragnienie miłości. Jakub wie, że bez Boga i Jego łaski żadne starania nie przyniosą efektu. Ma świadomość, że nie uczyni sobie prawdziwie „ziemi poddanej”, jeśli nie będzie tego robić zgodnie z wolą Pana. To jedna z najpiękniejszych postaw. Jakub to człowiek, którego pragnienie miłości jest tak wielkie, że daje mu siłę do walki nawet z aniołami, byle tylko otrzymać błogosławieństwo od Boga. Czy i nam tak zależy na błogosławieństwie?

Musimy być natrętni

Postać biblijnego Jakuba jest świetnym zobrazowaniem słów Jezusa, że to gwałtownicy zdobywają Królestwo Niebieskie. Warto zwrócić w tym miejscu uwagę na to, że Jezus nie mówi o tym, że tacy ludzie otrzymują albo dziedziczą życie wieczne. Oni je zdobywają. Mówiąc bardziej dosadnie: wydzierają z rąk Pana Boga. Nie chodzi oczywiście w tym miejscu o ludzi gwałtownych, lekkomyślnych czy porywczych, ale o ludzi, którzy, mając świadomość, jak wielką wartością jest Królestwo Niebieskie, chcą je wyrwać dla siebie. W swojej miłości pragną go tak mocno, że zrobią wszystko, aby wydrzeć je z rąk Pana Boga.

To zdobywanie koresponduje z innymi słowami Jezusa, a mianowicie z przypowieścią o człowieku, który stał pod drzwiami domu i pukał, wzywając gospodarza będącego już w swoim łożu razem z rodziną. Jezus mówi, że jeśli nie z życzliwości dla tego człowieka i z dobrego serca, to przez sam wzgląd na natręctwo pukającego gospodarz wstanie i nakarmi go chlebem. Jezus pokazuje nam w ten sposób, że jako ludzie wierzący mamy być natrętni. Mamy być gwałtownikami w zabieganiu o Jego Królestwo. Nie możemy być bierni i czekać, aż życie wieczne samo do nas przyjdzie, ale musimy uczynić wszystko, co w naszej mocy, aby to życie wyrwać z rąk Boga. To aktywna postawa człowieka, którego pragnienia kierowane są miłością. Tak też musimy postępować na każdej płaszczyźnie naszego życia. Musimy być ludźmi, którzy chcą czynić każdą ziemię sobie poddaną, każdy aspekt życia poddany dla dobra innych.

O autorze

Wielbiciel kawy i student prawa. Miłośnik liturgii, ładnych zdjęć i dobrych książek. Lubi z zachwytem patrzeć na świat, a z miłością na drugiego człowieka.
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.