adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Społeczeństwo, Wiara

Nago przed Bogiem

Ksiądz Pawlukiewicz zauważył w jednym z kazań, że uwielbiamy otaczać się lustrami. One odzwierciedlają to, jak siebie widzimy, czego pragniemy naprawdę, jakie mamy ukryte intencje. Można to w pewnym sensie porównać do osoby, która nakłada na siebie wiele warstw ubrań, kosmetyków, pachnideł i biżuterii. Chce stworzyć jakiś obraz siebie, jej strój ma coś odzwierciedlać. Podobnie to wygląda z perspektywy duchowości.

Życie duchowe człowieka jest uzależnione od jego życia wewnętrznego – takie wnioski płyną z rozważań o. Reginalda Garrigou-Lagrange (Garrigou-Lagrange R., Trzy okresy życia wewnętrznego). Gdy zagłębiamy się w siebie, znajdujemy tam wszystko to, co wiemy o nas samych, co możemy poznać, a także, co Bóg jak i Szatan mogą do nas mówić. Te ostatnie są głosami subtelnymi, choć rozpoznawalnymi oczami wiary. Ileż to razy zdarza nam się zderzyć z zaskakującą nas pobożną myślą lub przeciwnie – myślą przerażającą, dziwaczną i „nie-naszą”?

Garrigou-Lagrange zauważa jednak, że są tacy ludzie, którzy nie prowadzą życia wewnętrznego lub jest ono u nich płytkie. Takie osoby według zakonnika są wówczas skazane na egoizm i nieustanne przerabianie jakichś swoich małostek (Tamże). Czy zatem zdrowe i przepełnione pobożnością życie wewnętrzne człowieka jest receptą na zbawienie?

Ludzie lubią się ubierać

Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie, w porze kiedy był powiew wiatru, skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu. Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: «Gdzie jesteś?» On odpowiedział: «Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się»”.

Oczywiście, jak się domyślamy nie chodziło tu o nagość w sensie fizycznym, ale duchowym. Być nagim przed kimś to tyle co być transparentnym, poznawalnym, widocznym jakim się jest naprawdę. Gdy zrobimy coś złego, to się chowamy – przed odpowiedzialnością, przed osądem naszego sumienia i wreszcie przed obecnością Boga w naszych sercach.

My naprawdę nie lubimy być osądzani za nasze własne wybory. Zapytałem kiedyś mojego znajomego z Portugalii (nota bene osoba niewierząca), dlaczego zdarza się, że ateiści irytują się samym już tylko przywołaniem koncepcji Boga. Odparł wówczas z przekąsem: „Marcin, ludzi po prostu drażni perspektywa, że mogą być sądzeni za swoje drobne, tanie grzeszki, które chcą dalej popełniać”. Oczywiście, nie każdy ateista denerwuje się na myśl o Bogu. Jest to tylko jakaś tendencja, która dobrze obrazuje omawiany problem.

To nie jest tak, że nie lubimy być osądzani tylko przez kogoś innego. Problem ten idzie dalej – sami siebie nie chcemy osądzać. Nie zawsze rzecz jasna ten osąd jest dobry i prawdziwy. Wiele osób cierpi na depresję, nienawidzi siebie samych. Ciężko wtedy winić kogoś takiego, że nie chce spojrzeć na swoje własne serce – przecież już na starcie spodziewa najgorszego.

Jednak gdy mamy do czynienia z przypadkiem – powiedzielibyśmy – normatywnym, zdrowym, to wówczas niechęć do prowadzenia pogłębionego życia wewnętrznego jest po prostu w jakimś sensie złą wolą bądź głupotą. Zakładamy wtedy całe warstwy ubrań na swoje własne sposoby myślenia, na sumienie, wolę, intencje. Ubrania plączą się niekiedy między sobą, ich układ i kolorystyka jest przypadkowa i bez sensu.

Zobacz też:   W służbie Króla
Wstyd i strach to narzędzia Złego

Wszystko powyższe to jest właśnie biblijne „(…) przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się”. „Ukryłem się, bo wstydzę się samego siebie przed sobą, a co dopiero stanąć tak przed Bogiem”; „Wstyd mi za to kim jestem, więc poubierałem się tak, żebym sądził, że jestem kimś innym”.

Taka osoba staje przed Bogiem na modlitwie, ale tak naprawdę wcale tego nie robi. Odprawia rytuał modlitewny, jest religijna, ale nie jest pobożna. Boi się swojego własnego serca i choć może chciałaby inaczej, to jednak z jakiegoś powodu, instynktownie, wybiera szaty modlitewne, a nie prawdziwą modlitwę. Nakłada na siebie dziesiątki „zdrowasiek”, pokłonów, pięknych gestów, ale w jej sercu jest „Panie Boże ja się modlę, zobacz, a teraz daj mi spokój. Żebyś czasem do mnie za blisko nie przyszedł, bo bym musiał się zmienić. A ja się tak bardzo tego boję, że to będzie bolało”.

Pozbądźmy się też tego naiwnego myślenia o Złu osobowym jako o jakimś pokracznym potworze z rogami. Ta symbolika jest potrzebna, ale czasami powoduje, że zapominamy z czym naprawdę się mierzymy. Duch to nie rogi, skrzydła nietoperza, ostre zęby i ciskanie piekielnymi kulami ognia. Taki obraz tylko sprawia, że te istoty wydają się być jakoś tak zbyt mitologiczne i przez to śmiesznie odległe. A odległe nie są ani trochę.

Ducha wyobrażam sobie jako informację, inteligentne życie w najprostszej formie obdarzone wolą i intelektem. Teraz postawmy ten intelekt w najprostszej, duchowej formie w stanie-miejscu, który jest całkowicie oderwany od Dobra, Prawdy i Piękna. Człowieka wystarczy postawić w sytuacji wojennej, a można go zmienić w potwora albo psychicznego wraka. Tak samo to działa, gdy duch anielski trafia z własnej woli do „ciemności zewnętrznych” i tam nieustannie „nasiąka” całym brakiem dobra. Koniec końców ta istota będzie dzieliła się tylko tym, co sama posiada. A że posiada tylko zło, kłamstwo i brzydotę, to tym będzie każdego obdarowywała.

Stańmy przed Bogiem nago

Spotkanie z Bogiem to nie tylko skowronki, słodkie pieśni i doznania. To często zgryzota poznania prawdy o samym sobie. Uderzenie boskiej prawdy o nas nie jest tym samym co nasze własne uświadomienie co zrobiliśmy źle. Taka samo-wiedza jest już naznaczona tymi wszystkimi konwenansami i usprawiedliwieniami. A stając zupełnie gołym przed Bogiem będziemy musieli stopniowo poznawać wszystko co beznadziejne w sobie i nadal się kochać, bo pozostaje tylko brać przykład z Ojca w niebie.

Kontemplując Najświętszy Sakrament warto zagłębić się z Chrystusem w swoje poubierane, zawstydzone serce. Możliwe, że znajdziesz tam ból, poranienia emocjonalne, niewyznane grzechy, grzeszne nawyki, grzeszne myślenie o samym sobie. Wtedy trzeba w to wejść ignorując niechęć i wstyd. Nie bać się powiedzieć „Tak, taki jestem. A teraz Chryste, ucz mnie kochać siebie”. Jeśli nie wiesz jak to zrobić – zrób tak jak mówił o tym ks. Śniadoch na jednych ze swych rekolekcji. Uświadom sobie obecność Boga wokoło siebie i w sobie. A później módl się tą obecnością, a zaczniesz na nowo odkrywać Chrystusa.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.