adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Cykl slawistyczny, Wiara

Morawianin na Karolkowej

„Morawy to kraina z rzeką Morawą i ludem Morawian. W kwestii nazewnictwa panuje więc porządek – choć to właśnie Morawianie najpiękniej mówią po czesku” – tak Jiří Gruša, czeski polityk i pisarz w książce Czechy. Instrukcja obsługi pisał o mieszkańcach Moraw. I jest to prawda, zarówno pięknie posługują się oni czeszczyzną w jej literackiej formie, jak i śliczne są morawskie dialekty. Ale najbardziej chyba znany w Polsce Morawianin pochodził ze zniemczonej rodziny.

Czechom niedbałość językową wyrzucał już ksiądz Jan Hus. Rozstrzał pomiędzy czeszczyzną nauczaną w szkołach a czeskim potocznym (tak zwana Obecná čeština) jest ogromny, nieporównywalny z polską sytuacją językową. Do tego dochodzą jeszcze rozmaite gwary czeskich miast.

Natomiast wykształceni Morawianie zazwyczaj wprawnie posługują się językiem literackim. Sporą różnicę da się słyszeć, gdy posłucha się wykładu profesora z Pragi, a potem kogoś z Brna albo Ołomuńca. Morawscy wykładowcy będą się bardzo pilnować, by nie popełnić żadnego błędu językowego.

Wynika to ze specyficznej tożsamości tego ludu – nie uważają się za Czechów, nie opowiadają dzieciom legendy o praojcu Czechu, ale nie dążą też do autonomii czy oderwania się. Zachowują po prostu swą odrębność kulturową. Tak jak Czesi robią piwo, tak oni robią wino (miałem okazję spróbować morawskiego wina – białe jest podobne do niemieckich rieslingów, a i czerwone jest dobre).  W odróżnieniu od wiecznych sceptyków z Czech i Śląska często są katolikami. Ponadto kultywują jednocześnie swe dialekty, które brzmią jak ciekawa mieszanka czeskiego, słowackiego i polskiego. Kto lubi folk i folk-rock, ten koniecznie powinien posłuchać zespołu Čechomor, który zaaranżował wiele ludowych pieśni, wykonywanych właśnie w tych dialektach.

Dvořák vel Hofbauer

Urodził się w Tasovicach, wsi leżącej nieopodal Znojma – miasta na południu Moraw. Przyszedł na świat drugiego dnia świąt Narodzenia Pańskiego w 1751 roku. Był dziewiątym dzieckiem wielodzietnej rodziny Dvořáków. Jego ojciec pracował jako rzeźnik. Gdy przeprowadził się do Tasovic, zmienił swoje nazwisko na Hofbauer, ze względu na silną, lokalną społeczność niemiecką. Młody Hofbauer dostał na chrzcie imię Jan. Dość wcześnie zapragnął zostać księdzem, choć fascynowało go też wojsko (jego brat służył w węgierskiej jednostce). W wieku czternastu lat zaczął od lokalnego księdza pobierać nauki łaciny. Jego ojciec już od kilku lat wówczas nie żył. Jednakże pleban zmarł, a jego następca nie miał czasu na nauczanie Jana.

Gdy zarobił drobne pieniądze, pracując jako piekarz, wraz ze swym przyjacielem Piotrem Kunzmannem udał się do włoskiej Tivoli. Tam wiódł życie eremitów. Jan Hofbauer przybrał imiona Klemens Maria, którymi to odtąd posługiwał się do końca życia.

Pragnienie bycia kapłanem sprawiło jednak, że po sześciu miesiącach wrócił do kraju. Zaczął pracować jako piekarz u premonstratensów z zamiarem wstąpienia do ich nowicjatu. Ukończył w międzyczasie studium filozoficzne. Na drodze stanęła jednak przeszkoda natury politycznej.

Oświecony biurokrata

Józef II Habsburg jest często przedstawiany jako oświecony władca absolutny, który usprawnił państwo austriackie i uczynił je wielką potęgą. W rzeczywistości był dość ograniczonym umysłem. Jego panowanie cechowało się, jakby to powiedzieli polscy dziennikarze, „biegunką legislacyjną”. Cesarz głęboko wierzył, że tysiące prawnych regulacji uczynią państwo sprawnym i zmaksymalizują zysk. Oprócz kilku pożytecznych reform, takich jak zniesienie poddaństwa osobistego chłopów (przymus świadczenia dodatkowej pracy dla pana i danin), przeprowadził też trochę absurdalnych. Zwłaszcza, że uznawał się za katolika. Przykładem takiej reformy jest zakaz grzebania w trumnach (by nie marnować drewna).

Mocno uderzył w Kościół swoją polityką kościelną zwaną jozefinizmem. Podporządkował sobie Kościół austriacki, tak jak w naszych czasach robią to komuniści chińscy. Rozwiązał większość zakonów, zostawiając tylko te, które były mocno zaangażowane w działalność społeczną.

Trudności

Pemonstratensi wprawdzie jeszcze istnieli, ale dostali kategoryczny zakaz przyjmowania nowicjuszy. Zawiedziony Klemens Maria Hofbauer wyjechał do Wiednia i tam zaczął pracować w piekarni „Pod Żelazną Gruszą”.

Przedziwne są wyroki Opatrzności Bożej. Klemens służył codziennie do mszy świętej; zauważyły to dwie pobożne kobiety i postanowiły sfinansować biednemu piekarzowi studia na Uniwersytecie Wiedeńskim. Skończył tam teologię, po czym udał się w 1785 roku (z pomocą swych dobrodziejek) do Rzymu wraz z przyjacielem, Tadeuszem Hueblem. Tam wstąpili do nowicjatu redemptorystów, zakonu założonego przez świętego Alfonsa Ligouriego kilkadziesiąt lat wcześniej. Po roku wdrażania się w charyzmat zakonu złożyli śluby i przyjęli święcenia.

Zobacz też:   Nie chodzi o to, żeby było miło – czyli o znaku pokoju w liturgii mszalnej

Droga do Warszawy

Z polecenia przełożonego udali się na północ. Do Tadeusza i Klemensa dołączył brat Piotr Kunzmann, który także pragnął poświęcić się czynnemu apostolstwu. Mieli za zadanie założyć klasztor redemptorystów w Cesarstwie. Jednakże wciąż panował Józef II, który blokował wszelkie próby sprowadzenia nowych zakonów do swego kraju.

Zakonnicy otrzymali nowy nakaz, zgodnie z którym kierowali się na Pomorze. Po drodze zatrzymali się w Warszawie. Z powodu srogiej zimy nuncjusz apostolski w Warszawie, arcybiskup Saluzzo, polecił im zostać przez pewien czas w polskiej stolicy. Oddał im pod opiekę kościół świętego Benona (obecnie część Starego Miasta) i duszpasterstwo niemieckojęzycznej ludności. W efekcie zostali w Warszawie około dwadzieścia lat i jak tylko nauczyli się języka polskiego, objęli opieką również Polaków. Założyli klasztor, który wkrótce liczył sobie kilkudziesięciu mieszkańców.

Polityka w Rzeczpospolitej

Przybyli w roku 1787, a więc w czasie obrad Sejmu Czteroletniego. Obserwowali burzliwe przemiany czasów rozbiorowych. W grudniu 1794 roku święty Klemens pisał do przełożonego o rzezi Pragi: „Ciężkie nieszczęścia napełniły nas trwogą (…) Po zdobyciu przedmieścia Praga (4 listopada) zostało wymordowanych ponad 16 000 ludzi – mężczyzn, kobiet i dzieci. Musieliśmy patrzeć na te okrutne sceny, gdyż działo się to naprzeciw naszego domu. Jedynie Wisła przepływa pomiędzy tym przedmieściem a naszym domem, który stoi tuż nad brzegiem rzeki”. Święty Hofbauer widział rozbiory, powstanie kościuszkowskie, rzeź Pragi, okupację zaborców i założenie przez Napoleona Księstwa Warszawskiego.

Redemptoryści byli w trudnej sytuacji. Z jednej strony, jako obcokrajowcy, musieli walczyć o zaufanie Polaków. Z drugiej strony, zaborcy i polscy antyklerykałowie niechętnie patrzyli na ich działalność.

Nienawiść

Święty Klemens sporo czasu poświęcił na chodzenie po bogatych domach i proszenie o datki. Założony przez niego sierociniec i dwie szkoły (dla chłopców i dziewcząt), a także drukarnia, pochłaniały sporo środków. I chociaż Morawianin i jego współpracownicy szybko zyskali zaufanie okolicznych katolików (na początku na msze święte prawie nikt nie chodził, a potem pojawiały się tłumy) musieli się też mierzyć z potężną niechęcią. Jednego dnia ktoś podesłał klasztorowi zapas szynki, który okazał się być zatruty. Zmarło czterech redemptorystów. Inny przykład – ktoś wezwał księdza, udając chorego. Udał się do niego ojciec Huebl; gdy doszedł na miejsce, podjechała do niego kareta, został wywieziony za miasto i skatowany. Zmarł z powodu poniesionych ran. Redemptoryści byli też wyśmiewani w okolicznych teatrach.

Kto inspirował takie ataki? Wedle niektórych źródeł pomysłodawcami byli polscy masoni. Sprawa nie jest wyjaśniona.

Zachowała się anegdota, jak święty Klemens poprosił hazardzistów w jakiejś karczmie o datek dla sierot. Gdy dostał od jednego z nich w twarz, powiedział: „To dla mnie. A co dla moich sierot?”. Wywarło to takie wrażenie, że hazardziści podarowali mu całą wygraną z tego dnia.

Fiasko i sukces

Na początku zlikwidowane zostały szkoły. Klemens Maria próbował interweniować; wniósł skargę do saksońskiego króla Fryderyka Augusta I Wettyna, który formalnie był księciem warszawskim (i niekoronowanym królem Polski). Fryderyk August pragnął pomóc zakonnikom, ale nic nie zdołał dla nich uczynić z powodu wrogości warszawskich urzędników.

Jest to przerażające i niesamowite zarazem, ale prześladowania redemptorystów były dziełem głównie Polaków.

Za ich prośbą Napoleon podpisał w czerwcu 1808 roku dekret o uwięzieniu zakonników z polskiej stolicy w twierdzy Kostrzyń nad Odrą. Kilkanaście dni później zostali oni deportowani i osadzeni właśnie w tej twierdzy. Akcją dowodził późniejszy generał powstania listopadowego, a wówczas kapitan napoleoński, Józef Szymanowski herbu Korwin. Po paru tygodniach zostali zwolnieni, ale dostali zakaz powrotu do Księstwa Warszawskiego.

Koniec i początek

Klemens Hofbauer wrócił do Wiednia. Mógł tam swobodnie działać; najpierw pracował w szpitalu jako kapelan. Było sporo rannych żołnierzy po wojnie z Napoleonem. Następnie został kapelanem sióstr urszulanek. Sporo czasu spowiadał i głosił kazania. Dużą uwagę poświęcał też intelektualistom i młodym studentom. Wielu z nich później pełniło ważne funkcje w Austrii.

Zmarł w marcu 1820 roku, beatyfikowany został w 1888 roku, a kanonizowany w 1909 roku.

W dwudziestoleciu międzywojennym redemptoryści wrócili do Warszawy. Zbudowali klasztor i kościół na ulicy Karolkowej (niedaleko od centrum, na Woli). Objęli też opiekę nad kościołem świętego Benona.

Kościół na ulicy Karolkowej, który jest pod wezwaniem świętego Klemensa Marii Hofbauera, jest obecnie prężnym ośrodkiem duszpasterskim. Przy parafii działa Duszpasterstwo Wiernych Tradycji w Archidiecezji Warszawskiej, które jest najbardziej znanym i najliczniejszym tradycyjnym apostolstwem w Warszawie. W prezbiterium znajduje się srebrny relikwiarz ze szczątkami świętego z Moraw. Można powiedzieć, że choć został z Warszawy wyrzucony, to jego dzieło (i on sam, pod postacią relikwii) powróciło i okazało się mocniejsze od prześladowców.

św. Klemens Hofbauer na znaczku z XX wieku (wikipedia.org)
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.