adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Wiara

Misjonarz zmartwychwstania – ks. Paweł Smolikowski CR

Okres paschalny uczy nas przeżywania swojego życia i zmagań w perspektywie zwycięstwa Chrystusa.

Przeniknięty tą nadzwyczajną prawdą był zakonnik z młodego polskiego zgromadzenia. Należał do wspólnoty księży zmartwychwstańców, którzy głęboko zapatrzeni w zmartwychwstałego Pana, szczerze wierzyli, że Polska również dostąpi tego daru i powróci na mapy świata.  

U źródeł 

Paweł Smolikowski urodził się 4 lutego 1849 roku w Twerze, który w dawnych czasach był stolicą księstwa twerskiego. Miał szlacheckie korzenie, ojciec był wybitnie wykształcony, w trakcie powstania listopadowego zasłużył się podczas obrony fortecy w Modlinie, przez co został zesłany do Rosji. W rodzinie musiał panować duch nie tylko patriotyzmu, lecz także szczerego i pełnego oddania Bogu. Jego dwie siostry również wybrały drogę życia konsekrowanego i zostały zakonnicami. Idąc za przykładem św. Magdaleny Zofii Barat, dołączyły do rodziny zakonnej sióstr Sacré-Coeur.

Jego rodzice, Seweryn i Melania z domu Komajewska, zadbali o staranne wykształcenie syna, co było wdzięcznym zajęciem, ponieważ okazało się, że młody Paweł jest bardzo pojętnym dzieckiem, miał zwłaszcza wyjątkową łatwość do języków. Kiedy wygnańcza tułaczka Smolikowskich się zakończyła, Paweł wraz z rodziną osiadł w Warszawie. 

Pociągnięty Bożym wezwaniem Paweł wstąpił do seminarium duchownego, gdzie jego inteligencja i talenty dały o sobie bardzo szybko znać. Już po roku przełożeni wysłali go na dalsze studia do Rzymu. Zastanawiam się, czy potem nie pluli sobie w brodę, że przez ten (bądź co bądź) miły gest, stracili tak wartościowego chłopaka dla swojej diecezji. Zamieszkał w Papieskim Kolegium Polskim, które prowadzili zakonnicy z niedawno założonego zgromadzenia. Ojcowie zmartwychwstańcy wywarli tak silne wrażenie na młodym kleryku, że postanowił zostać jednym z nich. 

Syn zmartwychwstania

Na kapłana i zakonnika ukształtowali go współzałożyciele zgromadzenia: Piotr Semenenko (1814-1886) oraz Hieronim Kajsiewicz (1812-1873). W trakcie formacji nie tylko pogłębiał swoją miłość do ojczyzny, która pośród meandrów politycznych zdawała się jeszcze pochowana w grobie, ale szczerze wierzył, że Polska zmartwychwstanie. W Rzymie, gdzie był niejako przy samym sercu całego Kościoła i widział jego problemy, Duch Święty rozpalił w nim misjonarski zapał.

Jego współbrat ks. Walerian Kalinka zaangażował się w misje katolickie w Bułgarii. Wtedy Paweł, młody kleryk, który tak usilnie pragnął odczytać wolę Bożą, zrozumiał, że Bóg wzywa go, aby przyjął świecenia w rycie grecko-słowiańskim, co się dokonało 15 kwietnia 1873 roku w Kolegium Greckim. Ksiądz Paweł Smolikowski został pierwszym zmartwychwstańcem wyświęconym we wschodnim obrządku.

Na Wschód! 

Jego wybór okazał się bardzo opatrznościowy, bo niestety misjonarze dążyli do latynizacji unitów. Powody były pragmatyczne – praktykowanie tradycji i zwyczajów obecnych we wschodnim rycie wymagało ogromnego poświęcenia i włożenia zbyt dużego wysiłku. Ks. Paweł jednak wybrał inną drogę – gorliwie uczył się wschodniej liturgii. Żeby nie było za prosto – jego postawa nie wzbudzała radości czy zadowolenia współbraci, lecz raczej posądzano go o fałszywą gorliwość czy dziwactwo. Złośliwe docinki zakonników, że co prawda wschodni ryt nie jest schizmatycki, ale jednak do schizmy prowadzi, zbywał milczeniem i oddawał Bogu na modlitwie. Ostatecznie – odkąd Chrystus zmartwychwstał, żadna przeszkoda nie jest zbyt wielka dla Królestwa Bożego. 

Obrazem tego może być rozmowa ks. Pawła z przełożonym, ks. Semenenko, który wyznał: „Musi to być wola Boża, bo inaczej nie rozumiem, co by cię tak mogło ciągnąć do tego rytu. Przychyliliśmy się jedynie dlatego, że widzimy, że to Pan Bóg chce tego”. 

Ksiądz Smolikowski odważnie walczył o to, żeby być wiernym obrządkowi wschodniemu i rubrykom. Można by rzec, że był on prekursorem soborowej odnowy rytów wschodnich, bowiem wzbraniał się przed jakimkolwiek latynizowaniem liturgii, przez co wzbudzał niechęć współbraci, którzy uparcie chcieli go do tej latynizacji przekonać.

Zaszczepianie zmartwychwstania w człowieku 

Swoją posługę pełnił przez osiem lat w Adrianopolu, gdzie zasłynął jako niezwykle pogodny i lubiany nauczyciel i wychowawca. Kształtował w młodych ducha dojrzałości chrześcijańskiej, pomagał rozwijać pasje, uczył, że każdy otrzymał Boże dary, które są skarbem duszy. Ksiądz Paweł zabierał młodzież na nawiedzenia Najświętszego Sakramentu i przetłumaczył na słowiański Litanię do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Nie można jednak dać się łatwo zwieść pozorom, bowiem nawet ten, wydawałoby się, idylliczny czas nie był dla niego wolny od kłopotów. Najbardziej dokuczliwe pewnie były te finansowe, ale prawosławny biskup, który rzucał co chwila klątwy, a to na ks. Pawła, a to na uczniów, a to na rodziców uczniów, wcale też tej pracy nie ułatwiał! 

Stan ludzi pod względem religijnym i moralnym był katastrofalny. W swoich sprawozdaniach ks. Paweł pisał, że nie są od tego wolni również prawosławni duchowni. Szerzące się zabobon i zawiść często boleśnie przeszkadzały w budowaniu jakichkolwiek normalnych relacji. Dzieci i młodzież, z którymi się spotykał jako nauczyciel czy duszpasterz, wymagali gruntownej formacji na wielu płaszczyznach, bo zaniedbania wychowawcze były potężne. 

Charyzmat zakonu wpisał się doskonale w pragnienie serca ks. Pawła Smolikowskiego. Tym, co zaprzątało jego myśli, było zmartwychwstanie serc – chciał, aby młode pokolenie znajdowało w Chrystusie siłę do powstawania ze zła, zabobonu, upadków moralnych. Dla ks. Pawła teologalna cnota miłości była esencją tajemnicy zmartwychwstania i to właśnie w niej upatrywał siłę do przemiany życia swoich podopiecznych na misjach. 

Bella Roma i szokująca msza

Udało mu się również zorganizować wielką pielgrzymkę do Rzymu na uroczystość Świętych Cyryla i Metodego. Pielgrzymów przyjął na audiencji ojciec święty. Po powrocie, chcąc trochę wypocząć (bo zorganizować i poprowadzić pielgrzymkę liczącą tysiąc pątników nie jest łatwo), ks. Paweł pojechał do Szczawnicy. Tam, aby móc odprawić mszę świętą, pokazał stosowne dokumenty. Księża oczywiście dopuścili go do ołtarza, ale przeżyli szok, gdy rozpoczął celebrację od przygotowania darów. Przerażeni kapłani natychmiast rzucili się, aby odsunąć schizmatyka od katolickiego ołtarza, byli pewni, że zostali oszukani! Jednak ludzie, którzy byli z ks. Pawłem, powstrzymali ich i wyjaśnili, że ich duchowy opiekun żadnym schizmatykiem nie jest. 

Zobacz też:   Niedzielne PeryKopy: Skąd czerpać tę radość?

W trakcie swej dalszej służby Bogu i ludziom ks. Paweł został przeniesiony do Lwowa i mógł połączyć swe siły z tym, który rozpalił w nim miłość do Wschodu – ks. Walerianem Kalinką. We Lwowie pracował dla Królestwa Bożego dziewięć lat. Przez ten czas nie tylko sprawił, że jeszcze lepiej zapisał się w pamięci tych, których na co dzień spotykał, lecz także stworzył swój system wychowawczy.

Doświadczenie Krzyża 

Po tej ciężkiej pracy misyjnej ks. Paweł wrócił do Rzymu, gdzie został skierowany do formowania młodego pokolenia zmartwychwstańców. Został również rektorem Papieskiego Kolegium Polskiego. Niedługo potem z powodu śmierci generała zgromadzenia należało zwołać kapitułę, aby zakon miał swojego przewodnika. Kapituła została przyjęta przez ojca świętego Leona XIII. Papież, który mimo sędziwego wieku znany był z pogody ducha, postanowił przemówić do zebranych ojców, mając szczególnie na oku misjonarza ze Wschodu, który właśnie został wybrany przełożonym generalnym zgromadzeni. Z uśmiechem zwrócił się do ks. Pawła i powiedział: „Oto jesteś generałem. Pamiętaj, że gorliwość o dobro zgromadzenia potrzebna, trzeba pracować, ale uważnie, by za dwa lub trzy lata ci ojcowie nie musieli się znowu zgromadzić”. 

Pomimo pogodnych początków posługa ta jednak zdawała się wpędzać go do grobu, nie zaś z niego wyprowadzać pociągającą siłą zmartwychwstania. Swoją heroiczną pracą doprowadził do zatwierdzenia konstytucji zakonnych, ale opłacił to wielkim cierpieniem i szykanami ze strony współbraci. Szukając najlepszego czy po prostu Bożego wyjścia z tej rozpaczliwej sytuacji, postanowił się oddalić i zająć formacją i duchowością. To rozwiązanie jednak nadal doprowadzało do sytuacji, które drażniły jego współbraci. Oto bowiem wizytując placówki zgromadzenia – sam gorliwy i oddany sprawie Bożej – odkrywał, że obserwancja zakonna nie jest przestrzegana, a zakonnicy nadzwyczaj łatwo się dyspensują. Przywracanie zakonnego porządku i zachęcanie do gorliwej służby Bożej czyniło raczej z wprowadzającego te zmiany męczennika niż z podmiotów reformy świętych, ale ks. Paweł się nie poddał. Zderzał się ze złością i niechęcią, ale przed oczami miał ciągle moc Chrystusa zmartwychwstałego. Niemniej było to skrajnie wyczerpujące zajęcie. Nie obyło się bez nerwicy, która długo dręczyła niestrudzonego misjonarza. 

Po rekolekcjach i modlitwie podjął decyzję o rezygnacji z bycia przełożonym generalnym, bo, jak sam mówił, „potrzeba kozła ofiarnego”. Ustępującego ze stanowiska strapionego i smutnego ks. Smolikowskiego przyjął na audiencji św. Pius X. Papież posadził go koło siebie, a na pożegnanie położył mu rękę na głowie i bardzo uroczyście powiedział: „Błogosławię Was, aby Bóg Was pocieszył. Jesteśmy bowiem ludźmi z ciała i kości i potrzebujemy nieraz pocieszenia i widzieć owoce naszych trudów, aby mieć odwagę pracować, niech więc Pan Bóg Was pocieszy. Módlcie się za mnie”.

Nowa Walka 

Po licznych bojach o ducha swojego zgromadzenia wrócił do Polski, gdzie zajął się kierownictwem duchowym. Zamieszkał w Krakowie, a tu… znowu problemy. Budynek przy Łobzowskiej był zrujnowany, nowicjat pusty, panował wszechogarniający obraz nędzy i rozpaczy. Jak mógł na to zareagować starszy, zmęczony życiem i poprzednimi walkami zakonnik? Zabrał się do pracy! Jego przebojowość, pasja i rozmiłowanie w duchowości sprawiły, że wokół niego pojawili się ludzie wielkiego duchowego formatu. Szybko stał się spowiednikiem zmartwychwstanek w Kętach, zaprzyjaźnił się z bp. Sapiehą, abp. Teodorowiczem, św. Józefem Sebastianem Pelczarem i innymi ludźmi, którzy szybowali ku niebu. Prowadził całe cykle rekolekcji dla zgromadzeń zakonnych, tworzył materiały formacyjne i ascetyczne, a jego ciągłe szukanie źródeł w bibliotekach przyniosło mu zaszczytny tytuł „szczura bibliotecznego”. Jak sam mawiał – „siedzieć bez roboty to dla mnie największe umęczenie”. 

W blasku zmartwychwstania 

Duch ochoczy, jednak nie dał rady już dłużej podtrzymywać starego ciała. Ostatnie miesiące życia to nieustanne chorowanie, wieczne zakatarzenie i przeziębienie. Przemęczony ks. Paweł powtarzał, że „czuje się staro”. Pomimo tego, że znowu zbierała się w Rzymie kapituła, wątłość stanu zdrowia zmusiła czcigodnego ojca do pozostania w Krakowie. Ostatniego dnia odwiedził go jeszcze jego zaufany przyjaciel abp Teodorowicz. Chcąc ulżyć starcowi, zaproponował lekarza, na co ks. Paweł – z charakterystyczną dla niego przekorą – odpowiedział: „è finita la musica!” (muzyka skończona). 

Zmarł 11 września 1926 roku o 12.30. Żegnały go wielkie tłumy, które pamiętały go jako człowieka bez reszty oddanego tajemnicy zmartwychwstania. Ludzie spontanicznie przynosili kwiaty (należałoby powiedzieć, że było ich całe morze) i ocierali obrazki o zwłoki ks. Pawła, aby mieć relikwie. Byli bowiem przekonani o jego świętości. 

Proces beatyfikacyjny otworzył biskup krakowski Karol kard. Wojtyła. Papież Franciszek ogłosił heroiczność cnót naszego misjonarza zmartwychwstania 18 grudnia 2017 roku. 

Modlitwa o beatyfikację

Jezu Chryste, Zmartwychwstały Panie,
Ty pozwalasz nam cieszyć się
przykładem życia ks. Pawła Smolikowskiego,
który – jako kapłan i zmartwychwstaniec – wiernie i pokornie
wypełniał swoje obowiązki zgodnie z wolą Bożą,
zechciej obdarzyć go chwałą Twoich ołtarzy,
abyśmy mieli ewangeliczny wzór życia chrześcijańskiego
na drodze do nieba.
Który żyjesz i królujesz na wieki wieków.
Amen

Bibliografia: 

Koperek T. CR, Paweł Smolikowski – misjonarz unicki, 2015.

Kardaś A. CR, Sługa Boży Ks. Paweł Smolikowski, 2017. 

Mrówczyński J. CR, Sługa Boży o. Paweł Smolikowski, 2001.

Wszystkie fotografie pochodzą z prywatnych zbiorów autora.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.