adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Polonia Zawsze Wierna

Na słonecznym brzegu złote piaski

I tak dotarliśmy do kraju marzeń pokolenia trochę starszego niż to tworzące miesięcznik „Adeste”. Tak było: wielu Polaków – w tym moim rodzice podczas swojej podróży poślubnej – jeździło do Bułgarii na najlepsze wakacje, na jakie w tamtych czasach można było się wybrać. Zresztą, Bułgaria jest popularna turystycznie po dziś dzień — sam prawie tam dotarłem z przyjaciółmi, ale… zatrzymano nas na granicy. To jednak temat na inny artykuł – dziś wysłuchajmy opowieści misyjnych z kraju pieczonej jagnięciny i wspaniałych plaż.

Z Agatą Koszyl z Wolontariatu Misyjnego Salvator rozmawiał Konrad Myszkowski.

Konrad Myszkowski: Co ciekawego możesz powiedzieć o Bułgarii?

Agata Koszyl: Moja misja miała miejsce w Pleven niecałe dwa lata temu. Myślę, że ludzie tam żyją tak, jak wszyscy na całym świecie: chodzą do szkoły i pracy, odwiedzają sklepy i galerie handlowe, w wolnym czasie spotykają się z przyjaciółmi. W weekendy zwykle jeżdżą do centrum miasta, ponieważ jest tam wiele kawiarni, parków, sklepów i miejsc na spacery. Czasem jednak wolą pozostać w domu i w wolnym czasie cieszyć się towarzystwem rodziny.

Życie w tym mieście na pewno jest dużo spokojniejsze niż w Polsce, przynajmniej tak było prawie dwa lata temu. Ludzie podchodzą luźno do życia, nigdzie się nie śpieszą. Bułgarzy raczej nie są pedantami, śmieci na ulicy im nie przeszkadzają. W tej części kraju można zaobserwować wielu Cyganów oraz bezdomnych kotów czy psów błąkających się po ulicy. W Bułgarii jest obowiązkowa godzinna poobiednia sjesta. W tym czasie wszystko jest pozamykane i nikt nie wychodzi na ulice.

KM: A jak w Bułgarii działa Kościół?

AK: W całym kraju katolicy to tylko 1% społeczeństwa. Nie jest nas wielu, ale swobodnie możemy wyznawać swoją wiarę. Nie jesteśmy ograniczani przez społeczeństwo i możemy bez problemu organizować chrześcijańskie spotkania i festiwale. Na niedzielnej mszy pojawia się około sześćdziesięciu osób.

Jedynym problemem jest to, że ludzie w Bułgarii nie są tak religijni. Z tego powodu niektórzy często zachowują się niegrzecznie wobec katolików, zwłaszcza młodych. Rówieśnicy potrafią się wyśmiewać, że ich koledzy czy koleżanki chodzą do kościoła, modlą się do kogoś, kogo dla nich nie ma.

fot. Agata Koszyl
fot. Agata Koszyl
fot. Agata Koszyl
fot. Agata Koszyl

KM: Ty zdecydowałaś się pojechać tam jako misjonarka Wolontariatu Misyjnego Salvator.

AK: Wolontariat Misyjny Salvator to grupa młodych ludzi z całej Polski, a dokładnie z sześciu regionów (Elbląg, Śląsk, Wrocław, Kraków, Warszawa, Lublin) oraz dwóch powstających na Podkarpaciu i pośród londyńskiej Polonii, która chce szerzyć wiarę w Jezusa Chrystusa i pomagać potrzebującym na całym świecie. Na co dzień, pod okiem księży salwatorianów, wspieramy i promujemy misje, głównie poprzez dawanie świadectwa o Bogu oraz modlitwę. Kierujemy się słowami założyciela Towarzystwa Boskiego Zbawiciela, ojca Franciszka od Krzyża Jordana: „Dopóki żyje na świecie choćby jeden tylko człowiek, który nie zna i nie kocha Jezusa Chrystusa Zbawiciela Świata, nie wolno ci spocząć”.

Podczas wakacji duża część z nas wyjeżdża do placówek misyjnych w Europie, Azji, Ameryce Południowej i Afryce. Na miejscu posługi przede wszystkim jesteśmy wsparciem dla misjonarzy, pracujemy jako pedagodzy, animatorzy, lekarze i pielęgniarki. Jako wspólnota pomagamy osobom chorym, samotnym czy z różnymi niepełnosprawnościami.

KM: Co przekonało Cię, że Pan Bóg chce Cię posłać właśnie na misje? I dlaczego właśnie do Bułgarii?

AK: Moje pierwsze spotkanie z Salvatorem miało miejsce na Sympozjum Misyjnym w Bagnie. Tam spotkałam wolontariuszy, którzy zaczęli opowiadać mi o wspólnocie, o ludziach, o wyjazdach, o pomocy, a przede wszystkim o Bogu – tak innym niż Ten, którego znałam do tamtej pory. Zapragnęłam poznać Go bliżej, zapragnęłam poznać tych ludzi, zapragnęłam wyjechać… Po prostu to poczułam. Na wyjazd przygotowywałam się dwa lata. Kiedy podjęłam decyzję, że wyjeżdżam, musiałam wybrać gdzie. Zdecydowałam się na Bułgarię ze względu na to, że to była moja pierwsza misja, a bułgarska placówka po raz pierwszy pojawiła się na liście wyjazdów.

Zobacz też:   W portugalskim domu...

KM: Co trzeba zrobić, żeby pojechać na misje? Czy przygotowanie do nich jest bardzo trudne?

AK: Co trzeba zrobić? Przede wszystkim chcieć! Chcieć poznawać Chrystusa, pomagać ludziom i nie wstydzić się swojej wiary. Trzeba dbać o wspólnotę i korzystać z tego, co dostajemy. Wolontariusze przygotowują się przez cały rok do swoich wyjazdów misyjnych. Raz w miesiącu spotykamy się w swoich regionach. Podczas roku formacyjnego zjeżdżamy się na trzy spotkania ogólnopolskie; mamy również organizowane Noce Nikodemowe oraz inne wyjazdy formacyjne. Duszpasterze dbają o naszą stronę duchową, jest też możliwość korzystania z wielu warsztatów i szkoleń. Wyjeżdżamy w pełni przygotowani, aczkolwiek musimy być gotowi na wiele niespodziewanych scenariuszy. Trzeba nam również pamiętać o naszej misji „tu i teraz” i angażować się w pomoc w różnych miejscach, takich jak hospicja, zakłady opiekuńczo-lecznicze czy jadłodajnie dla bezdomnych. Misja „tu i teraz” jest jednym z ważniejszych elementów formacji.

KM: Jak wygląda praca wolontariusza na misjach?

AK: Wszystko zależy od placówki, w której posługujemy – każda ma inny charakter. Czasami jesteśmy nauczycielami, a niekiedy lekarzami czy animatorami. Miejsce, do którego chcemy jechać, zwykle wybieramy sami, biorąc pod uwagę talenty, jakimi możemy się podzielić. Moja misja w Bułgarii opierała się na pomocy księżom przy parafii. Stworzyliśmy między innymi bibliotekę i opróżniliśmy magazyn z niepotrzebnych i starych rzeczy. Mieliśmy również okazję odwiedzić dom dla osób niepełnosprawnych i spędzić z nimi czas na śpiewie i tańcach. Innym razem, posługując na Ukrainie, byłam natomiast animatorką. Wraz z innymi wolontariuszami przygotowywaliśmy dla dzieci zabawy, które miały przybliżyć im historie ze Starego Testamentu – formy pracy są więc różne.

fot. Agata Koszyl
fot. Agata Koszyl
fot. Agata Koszyl
fot. Agata Koszyl
fot. Agata Koszyl

KM: Zdarzają się też wydarzenia niecodzienne, które pamięta się najbardziej?

AK: Przydarzyła mi się taka przygoda. Pamiętam, że bardzo się z tego śmialiśmy i często to wspominam. W Bułgarii kiwanie głową „tak” oznacza „nie” i odwrotnie. Pewnego wieczoru, po mszy świętej, przyszli do nas przyjaciele parafii i wspólnie spędzaliśmy czas – ciesząc się, tańcząc i rozmawiając. Rozmowa była w wielu językach – trochę po polsku, trochę po bułgarsku, czasami po angielsku. Wiadomo, że każdy wspomagał się mową niewerbalną, więc do słów dokładaliśmy gesty i za każdym razem, kiedy moja odpowiedź miała brzmieć „tak” albo „nie”, to moja głowa obracała się w różne strony. Pewna pani nagle wstała i powiedziała: „To ja już nic z tego nie rozumiem!”. Zaczęłyśmy się śmiać i poszłyśmy tańczyć.

KM: Jak misje wpłynęły na Twoje życie? Czego Cię nauczyły?

AK: Misje to coś niezwykłego. Dzięki nim pogłębiam swoją wiarę i zaczynam doceniać życie, które otrzymałam od Boga. Częściej dziękuję za to, co mam. Misje to nie tylko dawanie od siebie. Mam takie wrażenie, że podczas wyjazdu więcej zyskuję ja niż ci ludzie, do których zostałam posłana. To, co przeżywam na misji, jest czymś niesamowitym, często nie do opisania.

KM: Czy czytelnicy Adeste mogą w jakiś sposób wesprzeć działalność misyjną Wolontariatu Misyjnego Salvator?

AK: Wyjazdy misyjne wiążą się z niemałymi wydatkami, a ponieważ nasza działalność ma charakter charytatywny, finansujemy je wyłącznie z ofiar darczyńców oraz naszych środków własnych. Dlatego też bardzo zachęcamy do wsparcia naszej wspólnoty i dzieła, jakie ona realizuje. Darowizny można wpłacać na konto:

WOLONTARIAT MISYJNY SALVATOR

44 1240 4230 1111 0010 5698 5040

Zachęcamy też, aby do nas dołączyć! Więcej informacji o naszym wolontariacie znajdziecie na stronie: http://wms.sds.pl/ lub na Facebooku: Wolontariat Misyjny Salvator.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.